• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

aisak

Użytkownik
  • Zawartość

    112
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

O aisak

  • Tytuł
    Advanced Member
  • Urodziny 06.04.1989

Converted

  • location
    Jastrzębie Zdrój // Mszana
  1. Mój dzisiejszy sen... Pojechałam do Jastrzebia. Nie wiem po co. Bo miałam nie iść do dziadków, miałam ze sobą dwa fotele obrotowe z domu i szłam z nimi pod górkę w stronę kościoła.... Chciałam chyba je na działkę zanieść, bo mam klucz od głównej furtki prowadzącej na owe ogródki działkowe. No i chciałam sobie skrócić drogę przez lasek ale musiałam się wrócić, bo była w nim grupa pijakow, która zaczepiała kobiety. Chcieli każdą okraść i zgwałcić. Jedną minęłam pi drodze zapłakaną, która mnie przed nimi ostrzegła. Więc się wróciłam ale kilku z nich stanęło zaraz przy ścieżce blisko tej głównej ulicy co szlam zaraz naprzeciw wejścia do kościoła. Zostawiłam te fotele chciałam uciec. Ale nie umiałam... Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zauważyli mnie. Myślałam, że to koniec... Ale pojawiła się jakaś czarnoskóra kobieta. Kazała mi biec a sama zaczęła iść w ich strone odwracając uwagę ode mnie. Nadal próbowałam biec. To tak jakbym miała nogi w smole i nie umiałam ich z niej wyciągnąć. Jednak po chwili udało mi się i pobieglam do furtki. Stwierdzilam, że to za duże ryzyko i zaczęłam biec w stronę bloku od dziadków. Nie wiem jak znalazłam sie w ich mieszkaniu. Ale czekałam aż dziadek mi coś da do domu. A w międzyczasie jak on szykował to mi kazał różnymi długopisami pisać na kartce jedo słowo... Jakieś na f ale nie pamiętam teraz.... Nie chciałam spóźnić się na autobus i miałam 5 min do niego. Myślałam, że dziadek mnie odwiezie. Czułam, że tak będzie lepiej ale nie chciałam go o to prosić. Szybko minęło to 5 minut , więc szybko sie pożegnałam. Babcia oczywiście zła, że mogłabym zostać do jutra. Ale ja już wyleciałam z klatki jak z procy. Po drodze minęłam przyjaciółkę mamy i ona do mnie "Kasia. Nie śpiesz się tak. Życie Ci nie miłe? Pojedziesz następnym". A ja na szybko rzuciłam ze musze tym. Zdążyłam na autobus. Odbiłam bilet. Usiadłam zaraz za kierowcą. Ruszamy a on inną trase wybrał. Sprawdziłam czy to ta linia co chce jechać. Okazało sie, że tak. Zmartwiłam się. Czułam, że coś jest nie tak. Po chwili autobus wrócił na swoją trase ale jakoś czułam, że mogłam jechać nastepnym... Nagle facet przede mną wyciągnął rewolwer. Strzelił do kierowcy w głowę, później do mnie. Następnie do innych... Wyciągnął młotek i jeszcze każdemu rozwalił czaszkę... Jednak mogłam jechać następnym. Taki koszmar... Jeszcze w śnie jak strzelił zdążyłam się popłakać. Ten świr też płakał jak to robił. Jak się obudziłam to też płakałam...
  2. Witam wszystkich mam dwa pytania: 1) czy zostanę sama tzw. ,,starą panną''? 2) czy znajdę kogoś i założę z nim rodzinę, dzieci itp., jeśli tak to kiedy? Katarzyna 06.04.1989r, urodzona w samo południe Z góry dziękuję za wykonanie wróżby , i za poświęcony czas. Dziękuję
  3. Witam, sen ten miałam teraz z niedzieli na poniedziałek jak spałam u moich dziadków: śniło mi się, że miałam odprawiać urodziny. Pełno gości było zaproszonych i czekałam na kogoś. Urodziny odprawiałam na zamku. Wszyscy prawie już byli, co chwilę donosiłam gościom różne smakołyki ale nadal czekałam na kogoś szczególnego, nie wiem na kogo, po prostu czułam, że to ktoś szczególny dla mnie jest. Wyglądałam też co chwilę z okna za tą osobą. Z daleka zauważyłam, że ktoś ktoś z lasu polaną zmierzał konno w stronę zamku. Ucieszyłam się, bo myślałam iż to ta wyczekiwana osoba, ale to był jakiś mężczyzna, który zaczął krzyczeć "zaczęło się! uciekajcie! oni nadchodzą". Wsiadł znów na swojego konia i pojechał gdzieś. Na zamku zrobiła się panika, wszyscy zaczęli uciekać i szukać schronienia. Nie wiedziałam kogo się tak boją i wtedy obok mnie pojawił się mnich, powiedział do mnie "To już czas, jesteś jedną z wybranych" po czym wręczył mi miecz i topór oraz nie wiem jak to nazwać, ale kazał mi to założyć na plecy i tam umieścić bronie, jakiś młodzieniec przyprowadził mi konia oraz dołączyły do mnie jeszcze 2 osoby uzbrojone, młoda dziewczyna ok 13 lat i rosły mężczyzna, starszy ode mnie. Spytałam się mnicha z kim mamy walczyć, on powiedział, ze z demonami i mamy chronić przed nimi ludzi. Spytałam si,e go jak wyglądają, a on powiedział "to co Ci dałam, uchroni Cię przed nimi i Ci ich wskaże, nigdy tego nie ściągaj a broni używaj tylko na nich". Ruszyłam z pozostałą dwójką strzec innych ludzi i zmierzyć się z demonami. Dotarliśmy do jakiejś wioski, była spalona, zniszczona. Myśleliśmy, ze nikogo nie ma. Spotkaliśmy starego mężczyznę, tamta dwójka ruszyła w jego stronę ale jak ja chciałam się zbliżyć to odczułam takie dziwne ukłucie pod tym materiałem co mi mnich dał i wiedziałam, ze to demon. Wyciągnęłam miecz i ruszyłam w jego stronę a wtedy przybrał on swoją postać ale zgładziłam go. Później pamiętam, że znalazłam się pod kościołem u moich dziadków. Mój koń kulał i powiedziałam, że musimy zmienić środek transportu i wtedy na środku drogi zauważyłam pusty samochód kazałam reszcie do niego wsiąść. Później się obudziłam.
  4. Witam, ostatnio miałam bardzo dużo i bardzo dziwnych snów, a rano zawsze miałam takie dziwne uczucie niepokoju i nadal je mam, że za niedługo coś się stanie, coś nieprzyjemnego, bądź ktoś umrze. Jak budzę się w nocy, bo niestety często się budzę, to mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Niedawno też zmarł mi wujek, dość młody, bo miał zaledwie 31 lat, zmarł na białaczkę. Przed jego śmiercią już miałam niepokój, ale po jego śmierci się wzmógł. Źle sypiam, bo ciągle mam to wrażenie, że coś się wydarzy. A oto sny: 1) z 16 na 17 września: miałam dwa sny : 1) śniło mi się, że byłam sama w domu z moim rodzeństwem oraz z dzieckiem 2 letnim Kubusiem (było to dziecko ze żłobka, w którym niedawno miałam praktyki). Był wieczór i usłyszałam za oknem, że ktoś chodzi wokół domu. Razem z siostrą zobaczyłyśmy, że pod domem kręci się jakiś mężczyzna. Chodził od okna do okna i próbował je otworzyć, chciał się włamać. Wzięłam wszystkie dzieci i usiadłam z nimi pod stołem i poprosiłam, żeby były cicho ale Kubuś zaczął płakać i ten mężczyzna rozbił szybę. Obudziłam się a jak zasnęłam to miałam drugi sen... 2) spacerowałam na podwórku obok domu ze znajomą z kursu. Opowiadała mi ona, że jej najmłodsza córka uciekła z domu i nie ma już jej od kilku miesięcy (córka ma 10lat). Pocieszałam się, że napewno się znajdzie. Znajoma poszła do domu ja zostałam sama. Było zimno na dworze, czułam przez klapki rosę i lekka mgła się unosiła. Poszłam na podwórko za domem i tam gdzie mam truskawki była świeżo skopana ziemia czarna, czułam jej zapach. Wokół tej ziemi był jakby szałasik, zdziwiłam się skąd on się tam wziął. Podeszłam bliżej i zajrzałam do środka a tam ukrywała się córka znajomej. Kazałam jej wyjść by ze mną porozmawiała. Jej twarz jak i ona cała i jej ubrania były brudne od ziemi. Była brudna. Jak ją zobaczyłam jak stała przed tym szałasem to wiedziałam czemu uciekła. Powiedziałam jej, żeby pokazała mi dziecko. Ona zaczęła się zapierać, ze jakie dziecko ale jak weszłam do szałasu to zobaczyłam w nosidełku niemowlaka. Powiedziałam jej, że ma wrócić do domu, że nic się nie stało i że mama ją kocha i nie wyrzuci jej, bo ona zaczęła mi mówić iż boi się, że za to co zrobiła to mama nie będzie chciała ją znać.Obudziłam się. W tym śnie najbardziej nie podobała mi się ta świeża ziemia. 2) z 17 na 18 września: miałam kilka snów, bo co chwilę budziłam się w nocy. 1) Siedziałam z rodzicami przy stole w pokoju gościnnym i oglądaliśmy zdjęcia stare sprzed kilku lat. Na tych zdjęciach był niedawno zmarły wujek ze swoją żoną. Rozmawialiśmy, że widać iż są bardzo szczęśliwi oraz rozmawialiśmy o tym, ze niedawno on zmarł. Zdjęcia były robione u nas w domu, w tym pokoju, w którym się znajdowaliśmy. W śnie wyglądał on tak jak jest w rzeczywistości, natomiast na zdjęciach wyglądał inaczej, miał białe ściany, białe meble a do tego żywo fioletowe firanki. Wspominaliśmy jeszcze trochę wujka po czym rodzice wyszli a ja jeszcze zostałam w pokoju. Posiedziałam chwilę sama, pochowałam zdjęcia do pudełka i zaczęłam się zbierać do swojego pokoju. Pudełko ze zdjęciami miałam w rękach. Byłam już między drzwiami a stołem kiedy po drugiej stronie stołu zobaczyłam zmarłego wujka. Stał tam i się patrzył w moją stronę, był ubrany w rozpinaną koszulę w delikatną biało-niebieską kratkę i beżowe szorty. W prawej ręce trzymał zdjęcia, które wcześniej przeglądałam z rodzicami. Stałam trochę jak sparaliżowana ale zarazem czekałam co mi powie, a on wziął i popatrzył się na te zdjęcia i widziałam, że jest szczęśliwy a zarazem tęskni za żoną. Później popatrzył w moją stronę i na jego twarzy było cierpienie. Nic mi nie mówił, ale wiedziałam że tam gdzie jest cierpi przez to iż bliscy za bardzo go opłakują. Martwi się o nich, że cierpią i przez to zamiast on sam cierpi. Później pokazał mi swoje ręce uniósł je do twarzy. Więcej nie pamiętam, bo się obudziłam. W drugim śnie 2) byłam nad wodą. Tak jakby jeziorem z małą wysepką na środku. Było słoneczne lato. Stałam nad brzegiem jeziora i patrzyłam na tą wysepkę, chciałam się na nią dostać. Nie chciałam wchodzić do wody, tak jakbym bała się płynąć. Brzeg z wyspą łączyła ścieżka zrobiona z tratw. Trzeba było skakać z jednej na drugą by się dostać na nią. Wskoczyłam na pierwszą tratwę ale wpadłam do wody. Usłyszałam za sobą śmiech, odwróciłam się i zobaczyłam że na trawie na kocu leży kilka dziewczyn i śmieją się ze mnie, ze nie potrafię nawet utrzymać się na tratwie. Przezywały mnie od niedorajd itp. Zrobiło mi się przykro ale zarazem mnie to zmotywowało i zaczęłam znów skakać i skakałam z jednej tratwy na drugą. Jak byłam w połowie to zobaczyłam, że w wodzie jest krokodyl/aligator. Nie bałam się go. Przepłynął obok mnie po czym całkowicie zanurzył się w wodzie. Dziewczyny, które wcześniej się ze mnie śmiały zaczęły mnie ostrzegać przed nim, że mam uważać. Nie wiem czy dostałam się na wyspę, bo się obudziłam. 3) Miałam męża i właśnie zakupiliśmy nowy dom. Mieliśmy dwóch synów. Byłam w kuchni i wypakowywałam rzeczy. Z kuchni były drzwi jakby do piwnicy poszłam by zobaczyć jak ona wygląda. Wchodząc za drzwi tak jakbym weszła w ciało starszego syna, był już nastolatkiem. Albo tak jakbym widziała jego oczami. za drzwiami był biały tunel, szedł on przez niego dość długo po czym doszedł do jakichś drzwi. Były oszklone więc podszedł i popatrzył co jest za nimi a tam jakby był korytarz szkolny i pełno młodzieży. Przyglądał się chwilę po czym usłyszał, że ktoś się do niego zwraca. Była to upośledzona dziewczyna, za chwilę podeszła jej bliźniaczka była zdrowa i spytała się go, gdzie ma swojego dwójnika, że dwójniki się nie rozstają. Nie wiem o co z tym dwójnikiem chodziło. Dziewczyny odeszła a do niego podeszła kobieta po 40 i powiedziała, że on nie jest stąd i nie powinno go tu być i żeby poszedł z nią. Powiedziała, że zaprowadzi go do domu. Nie wiem skąd ale nagle byli na dworze. Szli ścieżką w górę w stronę domu na palach, nad wodą. Kobieta zaczęła się pytać jak się dostał do ich krainy. Nie wiem o co jej chodziło z tą krainą. Zaczęła opowiadać, że ma siódemkę dzieci, i że jedno nie ma dwójnika i przez to inny ich nie akceptują. A wszystkich dzieci miała siedemnaście ale reszta zniknęła czy zmarła. Nie pamiętam. Zaczęła coś o ścianach mówić, ze chciała by były inaczej pomalowane. Dom jak z zewnątrz tak i wewnątrz nie wyglądał za ciekawie. Był drewniany, drewno jakby spróchniałe. Weszli do domu i powiedziała, ze to salon. Wszędzie spały jej dzieci, czy to na kanapie, czy na krześle czy na podłodze, razem z jej mężem. Powiedziała, żeby byli cicho i przeszła do kuchni. Kuchnia dużo lepiej wyglądała, były w niej beżowe tapety i kafelki do tego kuchnia z ciemnego drewna. Cały czas powtarzała liczbę dzieci 7 i 17. Nie wiem co mogą te liczy oznaczać. Więcej nie pamiętam. Wiem, że jest tego strasznie dużo. Może wydają się nic nie znaczące, ale jednak mnie niepokoją. Niepokoi mnie głównie ta ziemia, to jezioro i krokodyl oraz ten dziwny sen o dwójnikach i tych liczbach. I te spróchniałe drewno. Tak samo nie wiem co myśleć o tym śnie z wujkiem. Wiem, że trzeba zapamiętać słowa, które zmarli nam przekazują ale on nic nie mówił. Rozumiałam go bez słów co chciał mi przekazać. Jak mi się wujek przyśnił to zadzwoniłam do dziadków by opowiedzieć im sen. Babcia była zaskoczona (to syn jej brata) i powiedziała, ze tej nocy mój dziadek też miał dziwny sen. Śnił mu się jego zmarły przed laty swat. Ociec mojej matki chrzestnej. W śnie dziadek był ze swatem i swoim synem w jednym pokoju, mówił że dyskutowali o czymś ale nie pamięta już o czym, po czym jego swat zaczął słabnąć i osuwać się na ziemię to wujek wraz z dziadkiem go złapali i położyli na łóżko i wtedy ten swat zaczął żółcią wymiotować, dziadek zaczął wołać swatową, że coś się dzieje z jej mężem i mówił, że ona wzięła jakieś brudne szmaty i wycierała to. Nigdy wcześniej dziadkowi się on nie śnił. Z góry dziękuję za pomoc.
  5. Witam Katarzyna 06.04.1989r. 1) Kiedy spotkam odpowiedniego mężczyznę? 2) Czy jest mi pisane założyć rodzinę (jeśli tak to kiedy) czy raczej pozostanę samotna? Z góry dziękuję za poświęcony czas i odpowiedź pozdrawiam
  6. Witam Bardzo proszę o wróżbę : 1) jak potoczą się relacje między mną a moim znajomym: Katarzyna 06.04.1989r. i Krzysztof 19.12.1979r. 2) co mnie czeka w najbliższych 3 miesiącach? Z góry dziękuję za poświęcony czas i odpowiedź Pozdrawiam
  7. Witam Katarzyna 06.04.1989r. 1. Proszę o wróżbę ogólną do maja. Z góry dziękuję za odpowiedź
  8. Witam wszystkich, dzisiaj miałam bardzo ciężki dla mnie sen :/ czuję, że zbliżają się kłopoty. Jeśli ktoś mógłby mi pomóc w interpretacji jego to bardzo z góry dziękuję. Oto sen: Byłam z moją koleżanką z liceum na targu miejskim niedaleko bloku moich dziadków. Ona coś chciała sobie kupić a ja miałam jej doradzić. Było ciepło, jakby późna wiosna bądź wczesne lato. Tak chodzimy od stoiska do stoiska kiedy nagle poczułam, że coś mnie ukąsiło w nogę, tak pod kolanem. Myślałam, że to jakiś owad i szłam dalej, nawet nie popatrzyłam na nogę. Nagle ludzie zaczęli panikować i wykrzykiwać : "waż!", "żmija, uciekać!!!" i wtedy się przeraziłam. Podciągnęłam nogawkę spodni i popatrzyłam w miejsce ukąszenia. Noga była spuchnięta wokół dwóch otworów po zębach, żyła była fioletowa i widziałam jak wysoko już jad podszedł na nodze. Było mi słabo, serce kołatało. Poprosiłam koleżankę by mnie zaprowadziła do dziadków, bo najbliżej do nich było. Kiedy byłam już w mieszkaniu i poprosiłam dziadka by mnie zawiózł to powiedział, że nie. Powiedział, że na taką błahostkę nie opłaca się samochodu z garażu wyciągać. Chciałam porozmawiać z babcią, żeby go przebłagała ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Była na plotkach u sąsiadki jak przyszła to powiedziała mi, że mam nie panikować. Nakuła mi miejsce ugryzienia wzięła trochę krwi i sprawdziła czy to na pewno żmija, czy są tam toksyny. Sprawdzała to na jakimś dziwnym urządzeniu. Wykazało ono bardzo duże stężenie toksyn i było jasne, że każda chwila się liczy. Jeśli chciałam przeżyć musiałam się szybko znaleźć w szpitalu. Dziadkowie nie zgodzili się mnie zawieźć, jad coraz wyżej podchodził, był coraz bliżej serca. Poszłam do małego pokoju, który zawsze u nich był moim pokojem. Płakałam, zaczęłam pakować co cenniejsze swoje rzeczy do worka i zawołałam młodszą siostrę i dałam jej w prezencie na pamiątkę ode mnie. Zaczęłam w tym śnie umierać. Obudziłam się jak w śnie umarłam. Bardzo proszę o interpretacje tego snu. Jestem przerażona nim.
  9. Witam Katarzyna, 06.04.1989r. 1. Co mnie czeka do końca tego roku? 2. Jak potoczą sprawy w sferze uczuć? Z góry dziękuję za wróżbę
  10. Katarzyna 06.04.1989r. 1. Chciałabym wiedzieć jak ułożą mi się relacje z Samir ( ma też polskie imię : Piotr ) 02.03.1991r. 2. Czy i jeśli tak to za jaki czas założę rodzinę. Z góry dziękuję za wróżbę
  11. Witam, długo zastanawiałam się czy zamieścić tu ten sen, w końcu się zdecydowałam. Powiem również, że ten sen nie spędza mi snu z powiek :/ Sen z 1 na 2 lipca: Stałam pod blokiem dziadków. Stałam dokładnie na jezdni i patrzyłam się w blok, konkretnie w ich mieszkanie. W tym śnie nie było ono już ich. Dziadkowie mieli wynajęte nowe w klatce obok, ale graniczące z jedną ze ścian z tym starym mieszkaniem. Dość długo stałam i się gapiłam na niego. Jedna kobieta przechodząc chodnikiem popatrzyła się na mnie i na obiekt, który obserwuję i podeszła do mnie mówiąc :" Pani się tam lepiej nie patrzy, a już broń Boże wchodzić. Tam się straszne rzeczy dzieją, tam straszy. A jakby Pani weszła to straci Pani wszystek rozumu. Niech Pani przestanie się na niego patrzeć. Zło wcielone tam mieszka. Te mieszkanie jest przeklęte", po czym kobieta odeszła. Nie wiem, w którą nawet stronę poszła, bo i tak patrzyłam się na to - jak je nazwała - "przeklęte" mieszkanie. Nie wiem dlaczego właśnie się na niego patrzyłam - to było jak trans, jakbym czuła, że coś się wydarzy, samochody, które chciały jechać tą jezdnią, na której stałam bez trudu mnie wymijały. W pewnym momencie w oknie jednego z pokoi tego "przeklętego" mieszkania (prawdopodobnie był to pokój w którym aktualnie sypiam będąc u dziadków) zauważyłam starszą panią. Miała siwe dłuższe włosy związane niechlujnie w kucyk do tyłu, spódnica z swetrem co miała na sobie to takie połączenie szarości i brązu, bardzo stare ubranie. Chwilę mnie ta kobieta z okna obserwowała, po czym wzięła i się powiesiła w mieszkaniu blisko okna, tak że widziałam wszystko. Jak drgało jej ciało z powodu braku tlenu, twarz jej purpurowiała i nabierała takiego grymasu. Te konwulsje, które miała ustały po pewnym czasie. Nie próbowała się ona ratować i Nie zależało jej by ktoś ją uratował. Choć widziałam całe zdarzenie to wiedziałam, że mam nie dzwonić po pomoc. Patrzyłam na nią jeszcze przez chwilę, inni przechodnie nie zauważyli nic. Czułam, że to nie koniec. Nie myliłam się. Jak drgania/konwulsje ustały, ciało zaczęło się kręcić wokół własnej osi, zrobiło parę obrotów i przystanęło wprost zwrócone swoją twarzą do mnie. Przez chwilę nic się nie działo, kiedy nagle ona otworzyła oczy i tak gapiła się na mnie, dobrą chwilę to trwało po czym wystawiła mi język, miała czarny, długi, coś jakby do mnie mówiła, ale okno miała zamknięte i nic nie rozumiałam. Jak przestała mówić to zniknęła, rozpłynęła się jakby jej nigdy tam w oknie nie było. Ja stałam nadal jak sparaliżowana na tej ulicy. Więcej nie pamiętam, bo się już obudziłam. Ale nurtuje mnie ta kobieta,to że na moich oczach się powiesiło, oraz ten język i czemu akurat ja ja miałam zobaczyć. Miałam wrażenie, że przed czymś mnie przestrzega. Może komuś uda bardziej niż mnie zrozumieć ten sen. Z góry dziękuję za pomoc w interpretacji.
  12. Witam Katarzyna 06.04.1989r. Jak jawi się moja przyszłość pod względem uczuciowym, czy się ktoś pojawi na horyzoncie? Z góry dziękuję i pozdrawiam
  13. hmm... tak, mnie również nieraz dziwne stwory się śnią, coś co mnie goni i nieraz walczę z tymi "potworami" rożnymi dziwnymi przedmiotami. Ja w większości snów uciekam przed tym co mnie goni, co chce walczyć. Ten mężczyzna może również świadczyć o problemie, mam taki jeden i już sama nie wiem jak się za niego zabrać, ale przybieram błędną postawę, zamiast się zmierzyć z nim, to uciekam. Musze się przełamać na jawie to i nie będzie mi się ten aspekt w innych snach powtarzał. Tak zgadzam się danut nie pierwszy, choć akcja nieraz dzieje się gdzieś indziej to ciągle sprowadza się do tego samego. Czeka mnie praca nad sobą, by zmierzyć się z tym problem. Choć już od jakiegoś czasu podejmuję kroki, ale niestety jestem podatna na krytykę innych co utrudnia mi zdobycie zamierzonego celu.
  14. Tak, co do bociana to to samo na myśl mi przyszło. Na drugi dzień opowiadałam ten sen mamie i ona się śmiała, że mnie śniły się bociany a jej się śniła ciąża. Z siostrą to racja, martwię się o nią, chcę dla niej dobrze. Pomagam jej ile mogę z nauką, ale widzę, że już mi się buntuje :/ Twierdzi, że sama zrobi, ja ją zostawiam a po pół godzinie przychodzi do mnie zawsze i prosi bym pomogła, choć najpierw na mnie nakrzyczy. To nie była droga na skróty do domu tylko właśnie z domu jechałyśmy tak jakby do moich chrzestnych. Co do pragnień skrywanych to chyba każdy takie ma i bardzo możliwe, że o nie też może tu chodzić. Ale ten mężczyzna najbardziej negatywne emocje w tym śnie u mnie wywołał. Niestety nie mogłam dostrzec jego twarzy :/ Bynajmniej jej nie pamiętałam :/
  15. Miałam dzisiaj dziwny sen. Jeśli jest ktoś kto pomoże mi go zrozumieć to będę bardzo wdzięczna. Ja odczuwam, że czekają mnie jakieś zmartwienia. Śniło mi się, że jechałam samochodem z moją najmłodszą siostrą Agą. To był taki srebrno-niebieski garbus w bardzo dobrym stanie. Ona siedziała z przodu na miejscu pasażera a ja byłam kierowcą. Chciałam jej pokazać drogę na skróty, jechałyśmy mało używaną drogą, naokoło były pola i drzewa. Pogoda dopisywała, było słonecznie, przyjemnie ciepło. Dojeżdżałyśmy do ostrego zakrętu w lewo. Ja wówczas popatrzyłam się na prawo i widziałam bociana przechadzającego się przez pole czy łąkę. Odwróciłam się znów, by przed siebie patrzeć, ale po chwili popatrzyłam na pole i widziałam w tym miejscu już dwa bociany. Dziwiłam się jak je zobaczyłam. Pomyślałam sobie wówczas: "co one tu robią?!". Jechałyśmy dalej, dojechałyśmy do tego zakrętu. Chwilę jechałyśmy znów prosto, później drogę, którą jechałyśmy przecinała polna dróżka. Skręciłam w nią i czułam się w tym samochodzie jakbym jechała po zaoranym polu. Samochód podskakiwał, więc zjechałam w las. Jechałyśmy zboczem na sam dół pomiędzy drzewami. Jak dojechałyśmy na dół to była jakby polana z dość podmokłym gruntem i samochód ledwo tam jechał. Siostra nie odzywała się do mnie tylko paliła papierosa jednego za drugim (a ona ma dopiero niecałe 12 lat ! ). W dali zobaczyłam, że po prawej naszej stronie tak na wzniesieniu od tej polanki co jechałyśmy, że jest dom zamieszkały na całkowitym uboczu. Zamieszkały, bo akurat widziałyśmy jak się dym z komina unosił. Z drogi tego domu na pewno nie było widać, bo był otoczony lasem. Wyglądał dość prymitywnie, taki zniszczony, jednym słowem ruina. Ale jak patrzyłam na ten dom to coś mi przypominał jakieś miejsce i się zastanawiałam skąd go kojarzę. Nagle zauważyłam, że jakiś człowiek szedł w naszą stronę. Miał coś w ręce, coś jak topór ale czy to był on tego dokładnie nie wiem. Miał też dziwne ubranie, wyglądał trochę jak rzeźnik. Przestraszyłyśmy się, Aga zaczęła piszczeć, więc skręciłam w lewo i jechałyśmy pod górkę znów między drzewami. Ten osobnik puścił się za nami pędem, ale udało nam się wyjechać z tego lasu wprost na bloki w Jastrzębiu. Wyjechałyśmy nie daleko bloku moich chrzestnych oraz siostry mojej babci. I powiedziałam do Agi : "widzisz, mówiłam, że dowiozę nas całe i zdrowe". Ona się tylko na mnie popatrzyła i kończyła palić ostatniego papierosa. W całym tym śnie dominował kolor zielony. Pamiętam, że obie miałyśmy takie letnie zwiewne sukienki w kwiatki na sobie z dominacją koloru niebiesko-białego - ja, a Aga czerwono- białego.