• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

aisak

Użytkownik
  • Zawartość

    112
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez aisak

  1. Mój dzisiejszy sen... Pojechałam do Jastrzebia. Nie wiem po co. Bo miałam nie iść do dziadków, miałam ze sobą dwa fotele obrotowe z domu i szłam z nimi pod górkę w stronę kościoła.... Chciałam chyba je na działkę zanieść, bo mam klucz od głównej furtki prowadzącej na owe ogródki działkowe. No i chciałam sobie skrócić drogę przez lasek ale musiałam się wrócić, bo była w nim grupa pijakow, która zaczepiała kobiety. Chcieli każdą okraść i zgwałcić. Jedną minęłam pi drodze zapłakaną, która mnie przed nimi ostrzegła. Więc się wróciłam ale kilku z nich stanęło zaraz przy ścieżce blisko tej głównej ulicy co szlam zaraz naprzeciw wejścia do kościoła. Zostawiłam te fotele chciałam uciec. Ale nie umiałam... Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zauważyli mnie. Myślałam, że to koniec... Ale pojawiła się jakaś czarnoskóra kobieta. Kazała mi biec a sama zaczęła iść w ich strone odwracając uwagę ode mnie. Nadal próbowałam biec. To tak jakbym miała nogi w smole i nie umiałam ich z niej wyciągnąć. Jednak po chwili udało mi się i pobieglam do furtki. Stwierdzilam, że to za duże ryzyko i zaczęłam biec w stronę bloku od dziadków. Nie wiem jak znalazłam sie w ich mieszkaniu. Ale czekałam aż dziadek mi coś da do domu. A w międzyczasie jak on szykował to mi kazał różnymi długopisami pisać na kartce jedo słowo... Jakieś na f ale nie pamiętam teraz.... Nie chciałam spóźnić się na autobus i miałam 5 min do niego. Myślałam, że dziadek mnie odwiezie. Czułam, że tak będzie lepiej ale nie chciałam go o to prosić. Szybko minęło to 5 minut , więc szybko sie pożegnałam. Babcia oczywiście zła, że mogłabym zostać do jutra. Ale ja już wyleciałam z klatki jak z procy. Po drodze minęłam przyjaciółkę mamy i ona do mnie "Kasia. Nie śpiesz się tak. Życie Ci nie miłe? Pojedziesz następnym". A ja na szybko rzuciłam ze musze tym. Zdążyłam na autobus. Odbiłam bilet. Usiadłam zaraz za kierowcą. Ruszamy a on inną trase wybrał. Sprawdziłam czy to ta linia co chce jechać. Okazało sie, że tak. Zmartwiłam się. Czułam, że coś jest nie tak. Po chwili autobus wrócił na swoją trase ale jakoś czułam, że mogłam jechać nastepnym... Nagle facet przede mną wyciągnął rewolwer. Strzelił do kierowcy w głowę, później do mnie. Następnie do innych... Wyciągnął młotek i jeszcze każdemu rozwalił czaszkę... Jednak mogłam jechać następnym. Taki koszmar... Jeszcze w śnie jak strzelił zdążyłam się popłakać. Ten świr też płakał jak to robił. Jak się obudziłam to też płakałam...
  2. Witam wszystkich mam dwa pytania: 1) czy zostanę sama tzw. ,,starą panną''? 2) czy znajdę kogoś i założę z nim rodzinę, dzieci itp., jeśli tak to kiedy? Katarzyna 06.04.1989r, urodzona w samo południe Z góry dziękuję za wykonanie wróżby , i za poświęcony czas. Dziękuję
  3. Witam, sen ten miałam teraz z niedzieli na poniedziałek jak spałam u moich dziadków: śniło mi się, że miałam odprawiać urodziny. Pełno gości było zaproszonych i czekałam na kogoś. Urodziny odprawiałam na zamku. Wszyscy prawie już byli, co chwilę donosiłam gościom różne smakołyki ale nadal czekałam na kogoś szczególnego, nie wiem na kogo, po prostu czułam, że to ktoś szczególny dla mnie jest. Wyglądałam też co chwilę z okna za tą osobą. Z daleka zauważyłam, że ktoś ktoś z lasu polaną zmierzał konno w stronę zamku. Ucieszyłam się, bo myślałam iż to ta wyczekiwana osoba, ale to był jakiś mężczyzna, który zaczął krzyczeć "zaczęło się! uciekajcie! oni nadchodzą". Wsiadł znów na swojego konia i pojechał gdzieś. Na zamku zrobiła się panika, wszyscy zaczęli uciekać i szukać schronienia. Nie wiedziałam kogo się tak boją i wtedy obok mnie pojawił się mnich, powiedział do mnie "To już czas, jesteś jedną z wybranych" po czym wręczył mi miecz i topór oraz nie wiem jak to nazwać, ale kazał mi to założyć na plecy i tam umieścić bronie, jakiś młodzieniec przyprowadził mi konia oraz dołączyły do mnie jeszcze 2 osoby uzbrojone, młoda dziewczyna ok 13 lat i rosły mężczyzna, starszy ode mnie. Spytałam się mnicha z kim mamy walczyć, on powiedział, ze z demonami i mamy chronić przed nimi ludzi. Spytałam si,e go jak wyglądają, a on powiedział "to co Ci dałam, uchroni Cię przed nimi i Ci ich wskaże, nigdy tego nie ściągaj a broni używaj tylko na nich". Ruszyłam z pozostałą dwójką strzec innych ludzi i zmierzyć się z demonami. Dotarliśmy do jakiejś wioski, była spalona, zniszczona. Myśleliśmy, ze nikogo nie ma. Spotkaliśmy starego mężczyznę, tamta dwójka ruszyła w jego stronę ale jak ja chciałam się zbliżyć to odczułam takie dziwne ukłucie pod tym materiałem co mi mnich dał i wiedziałam, ze to demon. Wyciągnęłam miecz i ruszyłam w jego stronę a wtedy przybrał on swoją postać ale zgładziłam go. Później pamiętam, że znalazłam się pod kościołem u moich dziadków. Mój koń kulał i powiedziałam, że musimy zmienić środek transportu i wtedy na środku drogi zauważyłam pusty samochód kazałam reszcie do niego wsiąść. Później się obudziłam.
  4. Witam, ostatnio miałam bardzo dużo i bardzo dziwnych snów, a rano zawsze miałam takie dziwne uczucie niepokoju i nadal je mam, że za niedługo coś się stanie, coś nieprzyjemnego, bądź ktoś umrze. Jak budzę się w nocy, bo niestety często się budzę, to mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Niedawno też zmarł mi wujek, dość młody, bo miał zaledwie 31 lat, zmarł na białaczkę. Przed jego śmiercią już miałam niepokój, ale po jego śmierci się wzmógł. Źle sypiam, bo ciągle mam to wrażenie, że coś się wydarzy. A oto sny: 1) z 16 na 17 września: miałam dwa sny : 1) śniło mi się, że byłam sama w domu z moim rodzeństwem oraz z dzieckiem 2 letnim Kubusiem (było to dziecko ze żłobka, w którym niedawno miałam praktyki). Był wieczór i usłyszałam za oknem, że ktoś chodzi wokół domu. Razem z siostrą zobaczyłyśmy, że pod domem kręci się jakiś mężczyzna. Chodził od okna do okna i próbował je otworzyć, chciał się włamać. Wzięłam wszystkie dzieci i usiadłam z nimi pod stołem i poprosiłam, żeby były cicho ale Kubuś zaczął płakać i ten mężczyzna rozbił szybę. Obudziłam się a jak zasnęłam to miałam drugi sen... 2) spacerowałam na podwórku obok domu ze znajomą z kursu. Opowiadała mi ona, że jej najmłodsza córka uciekła z domu i nie ma już jej od kilku miesięcy (córka ma 10lat). Pocieszałam się, że napewno się znajdzie. Znajoma poszła do domu ja zostałam sama. Było zimno na dworze, czułam przez klapki rosę i lekka mgła się unosiła. Poszłam na podwórko za domem i tam gdzie mam truskawki była świeżo skopana ziemia czarna, czułam jej zapach. Wokół tej ziemi był jakby szałasik, zdziwiłam się skąd on się tam wziął. Podeszłam bliżej i zajrzałam do środka a tam ukrywała się córka znajomej. Kazałam jej wyjść by ze mną porozmawiała. Jej twarz jak i ona cała i jej ubrania były brudne od ziemi. Była brudna. Jak ją zobaczyłam jak stała przed tym szałasem to wiedziałam czemu uciekła. Powiedziałam jej, żeby pokazała mi dziecko. Ona zaczęła się zapierać, ze jakie dziecko ale jak weszłam do szałasu to zobaczyłam w nosidełku niemowlaka. Powiedziałam jej, że ma wrócić do domu, że nic się nie stało i że mama ją kocha i nie wyrzuci jej, bo ona zaczęła mi mówić iż boi się, że za to co zrobiła to mama nie będzie chciała ją znać.Obudziłam się. W tym śnie najbardziej nie podobała mi się ta świeża ziemia. 2) z 17 na 18 września: miałam kilka snów, bo co chwilę budziłam się w nocy. 1) Siedziałam z rodzicami przy stole w pokoju gościnnym i oglądaliśmy zdjęcia stare sprzed kilku lat. Na tych zdjęciach był niedawno zmarły wujek ze swoją żoną. Rozmawialiśmy, że widać iż są bardzo szczęśliwi oraz rozmawialiśmy o tym, ze niedawno on zmarł. Zdjęcia były robione u nas w domu, w tym pokoju, w którym się znajdowaliśmy. W śnie wyglądał on tak jak jest w rzeczywistości, natomiast na zdjęciach wyglądał inaczej, miał białe ściany, białe meble a do tego żywo fioletowe firanki. Wspominaliśmy jeszcze trochę wujka po czym rodzice wyszli a ja jeszcze zostałam w pokoju. Posiedziałam chwilę sama, pochowałam zdjęcia do pudełka i zaczęłam się zbierać do swojego pokoju. Pudełko ze zdjęciami miałam w rękach. Byłam już między drzwiami a stołem kiedy po drugiej stronie stołu zobaczyłam zmarłego wujka. Stał tam i się patrzył w moją stronę, był ubrany w rozpinaną koszulę w delikatną biało-niebieską kratkę i beżowe szorty. W prawej ręce trzymał zdjęcia, które wcześniej przeglądałam z rodzicami. Stałam trochę jak sparaliżowana ale zarazem czekałam co mi powie, a on wziął i popatrzył się na te zdjęcia i widziałam, że jest szczęśliwy a zarazem tęskni za żoną. Później popatrzył w moją stronę i na jego twarzy było cierpienie. Nic mi nie mówił, ale wiedziałam że tam gdzie jest cierpi przez to iż bliscy za bardzo go opłakują. Martwi się o nich, że cierpią i przez to zamiast on sam cierpi. Później pokazał mi swoje ręce uniósł je do twarzy. Więcej nie pamiętam, bo się obudziłam. W drugim śnie 2) byłam nad wodą. Tak jakby jeziorem z małą wysepką na środku. Było słoneczne lato. Stałam nad brzegiem jeziora i patrzyłam na tą wysepkę, chciałam się na nią dostać. Nie chciałam wchodzić do wody, tak jakbym bała się płynąć. Brzeg z wyspą łączyła ścieżka zrobiona z tratw. Trzeba było skakać z jednej na drugą by się dostać na nią. Wskoczyłam na pierwszą tratwę ale wpadłam do wody. Usłyszałam za sobą śmiech, odwróciłam się i zobaczyłam że na trawie na kocu leży kilka dziewczyn i śmieją się ze mnie, ze nie potrafię nawet utrzymać się na tratwie. Przezywały mnie od niedorajd itp. Zrobiło mi się przykro ale zarazem mnie to zmotywowało i zaczęłam znów skakać i skakałam z jednej tratwy na drugą. Jak byłam w połowie to zobaczyłam, że w wodzie jest krokodyl/aligator. Nie bałam się go. Przepłynął obok mnie po czym całkowicie zanurzył się w wodzie. Dziewczyny, które wcześniej się ze mnie śmiały zaczęły mnie ostrzegać przed nim, że mam uważać. Nie wiem czy dostałam się na wyspę, bo się obudziłam. 3) Miałam męża i właśnie zakupiliśmy nowy dom. Mieliśmy dwóch synów. Byłam w kuchni i wypakowywałam rzeczy. Z kuchni były drzwi jakby do piwnicy poszłam by zobaczyć jak ona wygląda. Wchodząc za drzwi tak jakbym weszła w ciało starszego syna, był już nastolatkiem. Albo tak jakbym widziała jego oczami. za drzwiami był biały tunel, szedł on przez niego dość długo po czym doszedł do jakichś drzwi. Były oszklone więc podszedł i popatrzył co jest za nimi a tam jakby był korytarz szkolny i pełno młodzieży. Przyglądał się chwilę po czym usłyszał, że ktoś się do niego zwraca. Była to upośledzona dziewczyna, za chwilę podeszła jej bliźniaczka była zdrowa i spytała się go, gdzie ma swojego dwójnika, że dwójniki się nie rozstają. Nie wiem o co z tym dwójnikiem chodziło. Dziewczyny odeszła a do niego podeszła kobieta po 40 i powiedziała, że on nie jest stąd i nie powinno go tu być i żeby poszedł z nią. Powiedziała, że zaprowadzi go do domu. Nie wiem skąd ale nagle byli na dworze. Szli ścieżką w górę w stronę domu na palach, nad wodą. Kobieta zaczęła się pytać jak się dostał do ich krainy. Nie wiem o co jej chodziło z tą krainą. Zaczęła opowiadać, że ma siódemkę dzieci, i że jedno nie ma dwójnika i przez to inny ich nie akceptują. A wszystkich dzieci miała siedemnaście ale reszta zniknęła czy zmarła. Nie pamiętam. Zaczęła coś o ścianach mówić, ze chciała by były inaczej pomalowane. Dom jak z zewnątrz tak i wewnątrz nie wyglądał za ciekawie. Był drewniany, drewno jakby spróchniałe. Weszli do domu i powiedziała, ze to salon. Wszędzie spały jej dzieci, czy to na kanapie, czy na krześle czy na podłodze, razem z jej mężem. Powiedziała, żeby byli cicho i przeszła do kuchni. Kuchnia dużo lepiej wyglądała, były w niej beżowe tapety i kafelki do tego kuchnia z ciemnego drewna. Cały czas powtarzała liczbę dzieci 7 i 17. Nie wiem co mogą te liczy oznaczać. Więcej nie pamiętam. Wiem, że jest tego strasznie dużo. Może wydają się nic nie znaczące, ale jednak mnie niepokoją. Niepokoi mnie głównie ta ziemia, to jezioro i krokodyl oraz ten dziwny sen o dwójnikach i tych liczbach. I te spróchniałe drewno. Tak samo nie wiem co myśleć o tym śnie z wujkiem. Wiem, że trzeba zapamiętać słowa, które zmarli nam przekazują ale on nic nie mówił. Rozumiałam go bez słów co chciał mi przekazać. Jak mi się wujek przyśnił to zadzwoniłam do dziadków by opowiedzieć im sen. Babcia była zaskoczona (to syn jej brata) i powiedziała, ze tej nocy mój dziadek też miał dziwny sen. Śnił mu się jego zmarły przed laty swat. Ociec mojej matki chrzestnej. W śnie dziadek był ze swatem i swoim synem w jednym pokoju, mówił że dyskutowali o czymś ale nie pamięta już o czym, po czym jego swat zaczął słabnąć i osuwać się na ziemię to wujek wraz z dziadkiem go złapali i położyli na łóżko i wtedy ten swat zaczął żółcią wymiotować, dziadek zaczął wołać swatową, że coś się dzieje z jej mężem i mówił, że ona wzięła jakieś brudne szmaty i wycierała to. Nigdy wcześniej dziadkowi się on nie śnił. Z góry dziękuję za pomoc.
  5. Witam Katarzyna 06.04.1989r. 1) Kiedy spotkam odpowiedniego mężczyznę? 2) Czy jest mi pisane założyć rodzinę (jeśli tak to kiedy) czy raczej pozostanę samotna? Z góry dziękuję za poświęcony czas i odpowiedź pozdrawiam
  6. Witam Bardzo proszę o wróżbę : 1) jak potoczą się relacje między mną a moim znajomym: Katarzyna 06.04.1989r. i Krzysztof 19.12.1979r. 2) co mnie czeka w najbliższych 3 miesiącach? Z góry dziękuję za poświęcony czas i odpowiedź Pozdrawiam
  7. Witam. Znów dzisiaj miałam dziwny sen ;/ Obudziłam się o 5.24 i odetchnęłam z ulgą wręcz. Najbardziej w tym śnie mnie przeraziło chyba to, że w niedalekim odstępie czasu śniło mi się bardzo podobnie, chodzi o miejsce, opisywałam to w śnie z bocianem. Sen zaczął się od tego, że z domu szłam do "baru" niedaleko domu (nazwałam to "barem" ze względu, że wyglądał tak samo jak w śnie o bocianie). Byłam w zaawansowanej ciąży. Naokoło był śnieg, widoczność średnia, ponieważ śnieg cały czas sypał, choć nie za mocno. Nie odczuwałam zimna. Kiedy doszłam do tego "baru" to moja mama z niego wybiegła i pokazała mi na tyły za nim. Zobaczyłam tam mojego "narzeczonego", a zarazem "ojca dziecka" (pisze w cudzysłowie, bo w śnie miałam przeczucie, że to on). Był tak w połowie tej górki za "barem" i czegoś jakby szukał. Najbardziej co mnie przeraziło to to, że wiedziałam co robi, on nie szukał, a zakopywał zwłoki, widziałam pełno zwłok z góry, kobiet, mężczyzn i dzieci, śnieg, który na nie spadł tworzył jakby płótno na ich martwych ciałach. Przeraziłam się. Podeszłam do mamy i zrobiłyśmy coś dziwnego. Oddałam jej swoją ciąże, nie wiem jak inaczej to wytłumaczyć, ale przekazałam jej na chwilę swoje dziecko, z mojego łona przeszło do jej. Nie chciałam by "narzeczony" wiedział o dziecko. Podeszłam do niego i spytałam się co zrobił, a on zaczął zachowywać się jak szalony. Rozdzieliła nas zamieć. Śnieg strasznie mocno zaczął prószyć, aż podeszłam bliżej "baru", wówczas znów zaczął leniwie lecieć z nieba. Podeszłam do mamy i zabrałam jej swoją ciąże znów. Byłam smutna, ale cieszyłam się na myśl o dziecku. Wiem, że wracałam do domu, ale zanim wróciłam, urodziłam dziecko chyba... Chyba dlatego, że nie pamiętam. Pamiętam tylko to, że szłam do domu, ale już z dzieckiem na rękach, owiniętym tylko w pieluszkę. Zaczęło płakać i uklękłam na tym śniegu kładąc dziecko na ziemię. Zaczęłam je przewijać i przepraszać a wtedy ona, bo to była dziewczynka, miała czarne włosy, powiedziała mi, że mam więcej nie być smutna i o nią się nie martwić, że będzie dobrze i na zawsze ze sobą już będziemy. Wiem, że płakałam w tym śnie i zaczęłam ją tulić. Później się obudziłam. To nie pierwszy mój sen, w którym jestem w ciąży, bądź jestem w ciąży i jest śnieg. Bardziej zdziwiło mnie miejsce, ponieważ ten "bar" nie istniał i nie istnieje, a już drugi raz mi się przyśnił, drugi raz moja mama była właścicielką no i ta górka, tylko we wcześniejszym śnie była porośnięta drzewami a teraz, ciałami i śniegiem. Mam złe przeczucia po tym śnie i to mnie niepokoi ;/
  8. Nie wiem czy dałam temat do dobrego działu, jeśli nie to proszę o przeniesienie. Od pewnego czasu męczy mnie pewien problem. Otóż od zeszłego roku nachodzą mnie takie "myśli", że wkrótce ktoś z mojej rodziny umrze. Oczywiście nie jest to nt konkretnej osoby z rodziny, chyba, że są to sny to wtedy dokładnie wiem kto to jest, ale sny zdarzyły mi się 3 jak do tej pory, a myśli już z 5 ;/ Ostatnio miałam tak w wakacje, akurat wracałam z babcią z zakupów i spotkałyśmy jej znajomą. Usiadłyśmy na chwilę na ławce i wtedy złe się poczułam, zakręciło mi się w głowie. Pani Danka (bo tak nazywa się koleżanka babci) spytała się mnie co mi jest, a ja wtedy popatrzyłam na babcie i powiedziałam jej, że na przełomie października/listopada ktoś umrze z rodziny, że będzie to ze strony dziadka i że nie będzie mogła pojechać na pogrzeb. Oczywiście babcia się wystraszyła, b wcześniej na przełomie marca/kwietnia miałam tą samą sytuacje i okazało się, że zmarł jej kuzyn i jego syn w niedługim odstępie czasowym. No i tu właśnie tkwi problem, że czuję się źle, wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że zmarł mój wujek, zięć siostry dziadka. Oczywiście jak powiedziałam babci nie mogą jechać na pogrzeb, bo dziadek jest chory. Babcia jak zadzwoniła do mnie z tą przykrą wiadomością to pierwsze jej słowa były, że wykrakałam. Miała do mnie o to pretensje. Na początku jak jej to mówiłam to mi nie wierzyła, teraz już mówi, że się przekonała. Jak nachodzą mnie te myśli to zawsze mówię to mamie, babci, p.Dance oraz dwóm przyjaciołom. Właśnie rozmawiam wczoraj z jednym z nich przez skypa jak dostałam telefon z tą przykrą wiadomością. Później miałam wymianę zdań z nim, bo w zeszłym tygodniu jeszcze na ten temat rozmawialiśmy. Powiedział mi, że jest w szoku. Akurat on jest jedyną osobą, z którą mogę swobodnie o tym rozmawiać i wiem, że mnie zrozumie, ale i tak jestem przerażona. Nie chcę tak i źle się z tym czuję. Miałam to opisać szybciej, że mam takie myśli, ale jakoś nie mogłam wcześniej się odważyć. Wiem, że pewnie czytając to większość osób nie uwierzy tylko pomyśli, że zmyślam, ale to każdego sprawa indywidualna jest jak do tego podejdzie. Piszę to tylko z tego względu, bo naprawdę źle się z tym wszystkim czuję i mam nadzieję, że ktoś pomoże mi bardziej to zrozumieć. Kurcze szczerze to napisałam to z 20 minut temu i nadal się waham, ale może dzięki temu ktoś mi pomoże i będę umiała bardziej sobie z tym poradzić.
  9. Witam Katarzyna 06.04.1989r. 1. Proszę o wróżbę ogólną do maja. Z góry dziękuję za odpowiedź
  10. Witam wszystkich, dzisiaj miałam bardzo ciężki dla mnie sen :/ czuję, że zbliżają się kłopoty. Jeśli ktoś mógłby mi pomóc w interpretacji jego to bardzo z góry dziękuję. Oto sen: Byłam z moją koleżanką z liceum na targu miejskim niedaleko bloku moich dziadków. Ona coś chciała sobie kupić a ja miałam jej doradzić. Było ciepło, jakby późna wiosna bądź wczesne lato. Tak chodzimy od stoiska do stoiska kiedy nagle poczułam, że coś mnie ukąsiło w nogę, tak pod kolanem. Myślałam, że to jakiś owad i szłam dalej, nawet nie popatrzyłam na nogę. Nagle ludzie zaczęli panikować i wykrzykiwać : "waż!", "żmija, uciekać!!!" i wtedy się przeraziłam. Podciągnęłam nogawkę spodni i popatrzyłam w miejsce ukąszenia. Noga była spuchnięta wokół dwóch otworów po zębach, żyła była fioletowa i widziałam jak wysoko już jad podszedł na nodze. Było mi słabo, serce kołatało. Poprosiłam koleżankę by mnie zaprowadziła do dziadków, bo najbliżej do nich było. Kiedy byłam już w mieszkaniu i poprosiłam dziadka by mnie zawiózł to powiedział, że nie. Powiedział, że na taką błahostkę nie opłaca się samochodu z garażu wyciągać. Chciałam porozmawiać z babcią, żeby go przebłagała ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Była na plotkach u sąsiadki jak przyszła to powiedziała mi, że mam nie panikować. Nakuła mi miejsce ugryzienia wzięła trochę krwi i sprawdziła czy to na pewno żmija, czy są tam toksyny. Sprawdzała to na jakimś dziwnym urządzeniu. Wykazało ono bardzo duże stężenie toksyn i było jasne, że każda chwila się liczy. Jeśli chciałam przeżyć musiałam się szybko znaleźć w szpitalu. Dziadkowie nie zgodzili się mnie zawieźć, jad coraz wyżej podchodził, był coraz bliżej serca. Poszłam do małego pokoju, który zawsze u nich był moim pokojem. Płakałam, zaczęłam pakować co cenniejsze swoje rzeczy do worka i zawołałam młodszą siostrę i dałam jej w prezencie na pamiątkę ode mnie. Zaczęłam w tym śnie umierać. Obudziłam się jak w śnie umarłam. Bardzo proszę o interpretacje tego snu. Jestem przerażona nim.
  11. Witam Katarzyna, 06.04.1989r. 1. Co mnie czeka do końca tego roku? 2. Jak potoczą sprawy w sferze uczuć? Z góry dziękuję za wróżbę
  12. Katarzyna 06.04.1989r. 1. Chciałabym wiedzieć jak ułożą mi się relacje z Samir ( ma też polskie imię : Piotr ) 02.03.1991r. 2. Czy i jeśli tak to za jaki czas założę rodzinę. Z góry dziękuję za wróżbę
  13. Witam, długo zastanawiałam się czy zamieścić tu ten sen, w końcu się zdecydowałam. Powiem również, że ten sen nie spędza mi snu z powiek :/ Sen z 1 na 2 lipca: Stałam pod blokiem dziadków. Stałam dokładnie na jezdni i patrzyłam się w blok, konkretnie w ich mieszkanie. W tym śnie nie było ono już ich. Dziadkowie mieli wynajęte nowe w klatce obok, ale graniczące z jedną ze ścian z tym starym mieszkaniem. Dość długo stałam i się gapiłam na niego. Jedna kobieta przechodząc chodnikiem popatrzyła się na mnie i na obiekt, który obserwuję i podeszła do mnie mówiąc :" Pani się tam lepiej nie patrzy, a już broń Boże wchodzić. Tam się straszne rzeczy dzieją, tam straszy. A jakby Pani weszła to straci Pani wszystek rozumu. Niech Pani przestanie się na niego patrzeć. Zło wcielone tam mieszka. Te mieszkanie jest przeklęte", po czym kobieta odeszła. Nie wiem, w którą nawet stronę poszła, bo i tak patrzyłam się na to - jak je nazwała - "przeklęte" mieszkanie. Nie wiem dlaczego właśnie się na niego patrzyłam - to było jak trans, jakbym czuła, że coś się wydarzy, samochody, które chciały jechać tą jezdnią, na której stałam bez trudu mnie wymijały. W pewnym momencie w oknie jednego z pokoi tego "przeklętego" mieszkania (prawdopodobnie był to pokój w którym aktualnie sypiam będąc u dziadków) zauważyłam starszą panią. Miała siwe dłuższe włosy związane niechlujnie w kucyk do tyłu, spódnica z swetrem co miała na sobie to takie połączenie szarości i brązu, bardzo stare ubranie. Chwilę mnie ta kobieta z okna obserwowała, po czym wzięła i się powiesiła w mieszkaniu blisko okna, tak że widziałam wszystko. Jak drgało jej ciało z powodu braku tlenu, twarz jej purpurowiała i nabierała takiego grymasu. Te konwulsje, które miała ustały po pewnym czasie. Nie próbowała się ona ratować i Nie zależało jej by ktoś ją uratował. Choć widziałam całe zdarzenie to wiedziałam, że mam nie dzwonić po pomoc. Patrzyłam na nią jeszcze przez chwilę, inni przechodnie nie zauważyli nic. Czułam, że to nie koniec. Nie myliłam się. Jak drgania/konwulsje ustały, ciało zaczęło się kręcić wokół własnej osi, zrobiło parę obrotów i przystanęło wprost zwrócone swoją twarzą do mnie. Przez chwilę nic się nie działo, kiedy nagle ona otworzyła oczy i tak gapiła się na mnie, dobrą chwilę to trwało po czym wystawiła mi język, miała czarny, długi, coś jakby do mnie mówiła, ale okno miała zamknięte i nic nie rozumiałam. Jak przestała mówić to zniknęła, rozpłynęła się jakby jej nigdy tam w oknie nie było. Ja stałam nadal jak sparaliżowana na tej ulicy. Więcej nie pamiętam, bo się już obudziłam. Ale nurtuje mnie ta kobieta,to że na moich oczach się powiesiło, oraz ten język i czemu akurat ja ja miałam zobaczyć. Miałam wrażenie, że przed czymś mnie przestrzega. Może komuś uda bardziej niż mnie zrozumieć ten sen. Z góry dziękuję za pomoc w interpretacji.
  14. Witam Katarzyna 06.04.1989r. Jak jawi się moja przyszłość pod względem uczuciowym, czy się ktoś pojawi na horyzoncie? Z góry dziękuję i pozdrawiam
  15. Miałam dzisiaj dziwny sen. Jeśli jest ktoś kto pomoże mi go zrozumieć to będę bardzo wdzięczna. Ja odczuwam, że czekają mnie jakieś zmartwienia. Śniło mi się, że jechałam samochodem z moją najmłodszą siostrą Agą. To był taki srebrno-niebieski garbus w bardzo dobrym stanie. Ona siedziała z przodu na miejscu pasażera a ja byłam kierowcą. Chciałam jej pokazać drogę na skróty, jechałyśmy mało używaną drogą, naokoło były pola i drzewa. Pogoda dopisywała, było słonecznie, przyjemnie ciepło. Dojeżdżałyśmy do ostrego zakrętu w lewo. Ja wówczas popatrzyłam się na prawo i widziałam bociana przechadzającego się przez pole czy łąkę. Odwróciłam się znów, by przed siebie patrzeć, ale po chwili popatrzyłam na pole i widziałam w tym miejscu już dwa bociany. Dziwiłam się jak je zobaczyłam. Pomyślałam sobie wówczas: "co one tu robią?!". Jechałyśmy dalej, dojechałyśmy do tego zakrętu. Chwilę jechałyśmy znów prosto, później drogę, którą jechałyśmy przecinała polna dróżka. Skręciłam w nią i czułam się w tym samochodzie jakbym jechała po zaoranym polu. Samochód podskakiwał, więc zjechałam w las. Jechałyśmy zboczem na sam dół pomiędzy drzewami. Jak dojechałyśmy na dół to była jakby polana z dość podmokłym gruntem i samochód ledwo tam jechał. Siostra nie odzywała się do mnie tylko paliła papierosa jednego za drugim (a ona ma dopiero niecałe 12 lat ! ). W dali zobaczyłam, że po prawej naszej stronie tak na wzniesieniu od tej polanki co jechałyśmy, że jest dom zamieszkały na całkowitym uboczu. Zamieszkały, bo akurat widziałyśmy jak się dym z komina unosił. Z drogi tego domu na pewno nie było widać, bo był otoczony lasem. Wyglądał dość prymitywnie, taki zniszczony, jednym słowem ruina. Ale jak patrzyłam na ten dom to coś mi przypominał jakieś miejsce i się zastanawiałam skąd go kojarzę. Nagle zauważyłam, że jakiś człowiek szedł w naszą stronę. Miał coś w ręce, coś jak topór ale czy to był on tego dokładnie nie wiem. Miał też dziwne ubranie, wyglądał trochę jak rzeźnik. Przestraszyłyśmy się, Aga zaczęła piszczeć, więc skręciłam w lewo i jechałyśmy pod górkę znów między drzewami. Ten osobnik puścił się za nami pędem, ale udało nam się wyjechać z tego lasu wprost na bloki w Jastrzębiu. Wyjechałyśmy nie daleko bloku moich chrzestnych oraz siostry mojej babci. I powiedziałam do Agi : "widzisz, mówiłam, że dowiozę nas całe i zdrowe". Ona się tylko na mnie popatrzyła i kończyła palić ostatniego papierosa. W całym tym śnie dominował kolor zielony. Pamiętam, że obie miałyśmy takie letnie zwiewne sukienki w kwiatki na sobie z dominacją koloru niebiesko-białego - ja, a Aga czerwono- białego.
  16. hmm... tak, mnie również nieraz dziwne stwory się śnią, coś co mnie goni i nieraz walczę z tymi "potworami" rożnymi dziwnymi przedmiotami. Ja w większości snów uciekam przed tym co mnie goni, co chce walczyć. Ten mężczyzna może również świadczyć o problemie, mam taki jeden i już sama nie wiem jak się za niego zabrać, ale przybieram błędną postawę, zamiast się zmierzyć z nim, to uciekam. Musze się przełamać na jawie to i nie będzie mi się ten aspekt w innych snach powtarzał. Tak zgadzam się danut nie pierwszy, choć akcja nieraz dzieje się gdzieś indziej to ciągle sprowadza się do tego samego. Czeka mnie praca nad sobą, by zmierzyć się z tym problem. Choć już od jakiegoś czasu podejmuję kroki, ale niestety jestem podatna na krytykę innych co utrudnia mi zdobycie zamierzonego celu.
  17. Tak, co do bociana to to samo na myśl mi przyszło. Na drugi dzień opowiadałam ten sen mamie i ona się śmiała, że mnie śniły się bociany a jej się śniła ciąża. Z siostrą to racja, martwię się o nią, chcę dla niej dobrze. Pomagam jej ile mogę z nauką, ale widzę, że już mi się buntuje :/ Twierdzi, że sama zrobi, ja ją zostawiam a po pół godzinie przychodzi do mnie zawsze i prosi bym pomogła, choć najpierw na mnie nakrzyczy. To nie była droga na skróty do domu tylko właśnie z domu jechałyśmy tak jakby do moich chrzestnych. Co do pragnień skrywanych to chyba każdy takie ma i bardzo możliwe, że o nie też może tu chodzić. Ale ten mężczyzna najbardziej negatywne emocje w tym śnie u mnie wywołał. Niestety nie mogłam dostrzec jego twarzy :/ Bynajmniej jej nie pamiętałam :/
  18. Witam Chciałabym prosić o rozkład ogólny na najbliższe pół roku jeżeli będzie taka możliwość. Katarzyna 06.04.1989r. Pozdrawiam i z góry dziękuję
  19. Dzisiaj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że u nas w jadalni na górze, w miejscu gdzie jest wersalka i gdzie dziewczyny (moje siostry) śpią, były schody i wejście na strych. Siedzieliśmy wszyscy w jadalni, po czym mama zaczęła oddawać nam pieniądze, ona była akurat w kuchni i wszystkich wołała. Zamiast mi oddać 50 zł to oddała mi 10 zł i jakiś rachunek, że niby coś mi kupiła i że mam nie marudzić, że tylko tyle mi oddała. Ja byłam zła, bo miałam te 50 zł co pożyczała ode mnie przeznaczyć na coś innego i nie chciałam by mi cokolwiek kupowała. Nie wiem co było na rachunku, bo nie dopatrywałam się, a dodatkowo jak oddała nam pieniądze to kazała wszystkim z powrotem je oddać, bo żeby było na rachunki. Wszyscy chętnie oddali, a ja miałam pretensje, że chyba kpi, i że nie musiała wcale ich oddawać. Wzięła duży talerz i tam wszyscy je dali, ja swoje tak rzuciłam na resztę. Byłam na nią zła, a ona cały czas się szyderczo uśmiechała do mnie. Inni też różne docinki z domowników kierowali w moją stronę. Dzieci szły spać do starej sypialni, bo w Adama pokoju który teraz ma była owa kiedyś sypialnia rodziców, więc przez tą jadalnie u góry się do niej wchodziło. Ja jeszcze zostałam w łazience, bo musiałam się umyć a i zauważyłam, że mam strasznie zarośnięte brwi. Tak jakbym rok ich nie regulowała i stwierdziłam, że pięknie, bo czeka mnie dużo roboty z nimi. Oprócz mnie jeszcze chwilę mama tylko była w kuchni i mówiła, że jutro sobie brwi zrobię a teraz mam iść spać. Powiedziałam, że to zajmie chwilę i że zaraz przyjdę. Ona już poszła do tej sypialni, wszyscy razem w tym śnie spaliśmy, w jednym pokoju. No i jestem w tej łazience wyrywam te włoski, reguluje te brwi, ale efektu żadnego nie było. Tak jakbym miała krzaki z tych brwi tak gęste, że wyregulowanie ich graniczyło z cudem. Stałam przy tym lustrze w łazience i wyrywałam je kiedy nagle usłyszałam z jadalni szum, jakby ktoś przesuwał wieko/klape by wejść na strych. Pobiegłam szybko, ja się patrze wieko przesunięte, światło na strychu się pali. Zawołałam kto tam jest, a jak podeszłam bliżej to światło zgasło. Wparowałam do sypialni , patrze a tam cała reszta domowników, cała 5 leży już w łóżku. Przeraziłam się, bo skoro wszyscy byli w pokoju to kto to zrobił. Wszyscy zadowoleni, żartowali sobie, śmiali się, dzieci wojnę na poduszki robiły. Spytałam się ich czy słyszeli, a oni że co mieli słyszeć. Więc im powiedziałam. Prosiłam tatę by wstał z łóżka i sprawdził co to za dźwięki , kto jest na górze. Nie chciał ale zaczęłam panikować więc wstał. Wchodzimy do jadalni patrzymy a te wieko znów na miejscu. Tata zaczął się śmiać, ze mnie straszy i poszedł do sypialni. Stwierdziłam, że może rzeczywiście zmęczona jestem i poszłam do łazienki pośpieszyć się trochę. Nie wiem czemu nadal uparłam się by te brwi regulować, jak żadnego efektu to nie dawało, tylko marnowałam czas, bo ile bym tych włosów nie wyrwała to za chwilę znów wyglądałam tak samo Po chwili znów słyszałam ten szmer i tym razem te wieko było bardziej odsunięte, jak się zbliżyłam i stałam pod schodami to na górze bardzo szybko mignął mi jakiś cień. Znów pobiegłam po tatę. Tym razem jak przyszedł wieko było odsunięte, ale światło zgaszone. Wszedł po schodach i zamknął wieko i powiedział, że mam nie robić głupich żartów. Stwierdził jednak później, że wieko jest bardzo ciężkie i nie wie jak dałam sobie sama radę by je przesunąć. Oprócz tego cienia zauważyłam, że na naszym strychu jest dość dużo miejsca, tzn. dach jest położony wyżej niż w rzeczywistości i spokojnie można chodzić tam wyprostowanym, w rzeczywistości zaś ta część nad tym pokojem jest niedostępna, bo jest zamurowane przejście i nie można w niej przebywać oraz żeby się tam poruszać trzeba chodzić na czworaka. Kilka razy znów się tak robiło. Jakby ktoś był na górze i płatał nam figle. Moja młodsza siostra też się przeraziła, bo teraz staliśmy wszyscy w jadalni i się przyglądaliśmy jak wieko samo się przesuwa, światło się pali, gaśnie i znów wieko się zasuwa. Oraz dochodziły różne dziwne dźwięki z góry. Postanowiłam z Grażyną sprawdzić co jest grane i że pójdziemy na górę, bo rodzice nie wyrażali chęci by wejść i sprawdzić. Wtedy mama powiedziała, ze może straszy. Znów się cofnęłyśmy i powiedziałyśmy, że jak się już odważyłyśmy wejść to może nas nie straszyć chociaż, że teraz nie wejdziemy. A ona tak mimochodem dodała, że pewnie straszy prze to , że tam są ołtarzyki okultystyczne. My z Grażyną takie wielkie oczy na nią i pytania co do ołtarzyków. A ona z tatą to skwitowali, że to stare ołtarzyki, jeszcze po ciotce zostały i mamy się tym nie przejmować i iść spać. Oni poszli do sypialni a my z Grażyną stałyśmy jak sparaliżowane. Ale i tak postanowiłyśmy wejść. Grażyna szła pierwsza, nadal światło się tam paliło, ja wchodziłam zaraz za nią. Jak była ona na górze, ja tak stałam na szczeblach i obserwowałam, to nie mieliśmy dachu, obok nas coś było budowane, pełno robotników było, ale widzieliśmy ich w poświacie i obie zgodnie zauważyłyśmy iż właśnie oglądamy minione wydarzenia, ze jakimś cudem udało nam się zobaczyć obraz z końca XIX w i początku XX w. Mężczyźni co tam pracowali mieli bardzo stare stroje, nie z naszej epoki, oprócz poświaty przy każdym z nich, obraz był bardzo jasny, jak w dzień, a za oknami było ciemno, ładna pogoda była w tym obrazie co oglądałyśmy tak jakby było lato upalne. Było widać budowę obok i budowę naszego dachu jakby. Później się obudziłam. Nie pamiętam więcej. Zastanawiało mnie najbardziej ten obraz który widziałam to jakby cofnięcie się w czasie oraz te ołtarzyki okultystyczne.
  20. Witam wszystkich po dłuższej nieaktywności mojej na forum. Na początku z góry chcę podziękować, jeżeli ktoś znajdzie się i zinterpretuje moje sny. Chcę opisać kilka moich snów z tego tygodnia. Niektóre są dość dziwne i długo zastanawiałam się czy je tu opisać, ale mój niepokój ostatnio wzrasta, dlatego zwróciłam się tu z prośbą o pomoc. - sen z 27/28 maja: pamiętam tylko tyle, że byłam w szpitalu na porodówce, urodziłam dziecko, wszystko dookoła było białe, cała sala, oraz pościel, dziecko też było okręcone w białą pieluszkę, ja miałam na sobie białą koszulę nocną. Wzięłam dziecko na ręce miało kruczoczarne włosy i było bardzo spokojne, a później położyłam je obok siebie na łóżku. Nagle wstałam i wyszłam z sali, zostawiając te dziecko na łóżku, wyszłam po coś na chwilę, ale nie mogłam sali odnaleźć swojej i słyszałam płacz dziecka tylko a nie było nikogo kto mógłby mi pomóc, tak jakbym była w nim sama, w tym szpitalu. Więcej nie pamiętam. - sen z 28/29 maja: akcja snu tak jakby rozgrywała się w Bielsku-Białej, choć miejsca, które mi się śniły były bardzo pozmieniane, ale miałam w śnie odczucie, że jestem akurat w tym mieście. Jechałam akurat autobusem nr 18, miał on również inną trasę niż w rzeczywistości, siedziałam zaraz za środkowymi drzwiami i obserwowałam otoczenie, pogoda była nie fajna, taka sobie, tak szaro. Trapiło mnie coś w tym śnie. Miałam jechać się spotkać z moim chłopakiem, mieliśmy coś omówić. Jadąc co rusz mijaliśmy jakieś kwiaciarnie i zawsze zauważałam w nich czerwone róże, nie rozkwitnięte jeszcze do końca. Dużo czerwonych róż. To był najbardziej intensywny kolor w śnie, bo reszta była taka szara bardziej, kolory nieostre, tylko te czerwone róże w śnie były najbardziej żywym , ostrym i wyraźnym kolorem. Naszła mnie wówczas myśl, że powinnam kupić bukiet czerwonych róż i wręczyć mojemu chłopakowi na zgodę. Akurat miałam szczęście i autobus zatrzymał się przed jedną kwiaciarnią, szybko poszłam do niej by je zakupić, lecz zorientowałam się, że nie mam na tyle pieniędzy w portfelu. Zaczęłam szukać bankomatu, wreszcie mi się udało, lecz jak do niego podeszłam, on nagle, tak jak są te rolety w oknach antywłamaniowe, tak przy nim zasunęła się taka roleta i nie mogłam podjąć transakcji. Pobiegłam szukać następnego bankomatu, znów niestety było to samo i tak samo było z kilkoma następnymi. W końcu spotkałam się z moim chłopakiem bez róż i bez wybranych pieniędzy. On był jakby zły na mnie w tym śnie, akurat jak szłam do niego, bo czekał niedaleko bankomatu przy zamku to tam udało mi się dopiero pieniądze wybrać. On był z czegoś nie zadowolony. Wzięłam go za rękę i zaczęłam prowadzić, między uliczkami. Weszliśmy na tyły jakiegoś budynku i zaczęliśmy schodzić po schodach w dół, poniżej był pewien plac, nie było na nim żywej duszy prócz nas. Zaczęłam iść w przeciwległą stronę ciągnąć go dalej za sobą. Mało co się odzywał. Doszliśmy do ściany. Taka stara z kamieni, tak jakby wapieni, przynajmniej tak wyglądała. Była bardzo wysoka i wiedziałam, że muszę się na nią wspiąć z nim, że to będzie coś istotnego. Zaczęłam się wspinać pierwsza, czułam się jak na skałkach, tylko bez lin i asekuracji, nie czułam wysiłku fizycznego. Mój chłopak wspinał się zaraz za mną. Gdy już byłam za połową, moja ręka czegoś dotknęła, przeraziłam się trochę, bo nie wiedziałam co to jest, a na pewno nie był to kamień. Podciągnęłam się by zobaczyć co to. W tej ścianie z kamienia, były dość duże szczeliny w tym miejscu , coś na wzór półek i poukładane były na nich różnej wielkości krzyże, medaliki, obrazki święte, ogólnie rzecz ujmując przedmioty kultu religijnego, choć były dość stare, nie były to żadne nowości. Zaczęłam przyglądać się im, obracać w palcach. Po chwili kiedy mój chłopak był na tyle blisko, że ręką mogłam dotknąć jego głowy, wzięłam jeden krzyż i pokazałam mu go. On się cofnął , zasyczał, ale ja szybko wzięłam ten krzyż i dotknęłam jego głowy. On zaczął mówić bym tego nie robiła, bym go zabrała, ale ja powiedziałam, że dzięki temu wszystko wróci do normy i przestał się rzucać. Tego snu więcej nie pamiętam, obudziłam się jak mój chłopak zaczął się uspokajać akurat. Tej nocy miałam jeszcze jeden sen dość krótki, bo po tamtym obudziłam się po 4 w nocy, ten miałam nad samym ranem jak ponownie zasnęłam. A mianowicie śniło mi się, że byłam w szpitalu, a dokładniej mój dziadek z jakąś młoda kobietą przywiózł mnie na izbę przyjęć. Żle się czułam, coś mi dolegało, oni się martwili. Ta młoda kobieta mnie znalazła i szybko prosiła dziadka by mnie zawiózł i późnej mu pomagała. Jak dziadek z nią załatwiał a ja siedziałam na fotelu na korytarzu. Był długi i jasny, nikogo więcej prócz nas i kogoś w recepcji nie było. Czułam się strasznie samotnie, płakać mi się chciało. Później pamiętam, że byłam przed szpitalem z tą kobietą i małym chłopcem. Ten szpital był bardzo nowoczesny, prawie w ogóle nie przypominał szpitala. Cały budynek był podobny raczej do jakiegoś wieżowca biurowego z jakimś jakby globusem przy szczycie. Siedziałam najpierw z tą kobietą i chłopcem przy fontannie dość daleko od budynku jakby mną placu, który był dość ogromny. Podeszłam w pewnym momencie bliżej budynku i popatrzyłam na ten "globus", na niebo, coś mnie niepokoiło, miałam jakby wizję, ze on spada, że rozpętała się burza i piorun w niego uderzył. Akurat patrząc na niego, burza się zbierała. Wtedy pomyślałam o dziadku, gdzie on jest i co robi tu ten chłopiec. Kobieta miała blond włosy, a chłopiec miał kruczoczarne włosy wręcz, stanowili kontrast, jak się do nich odwróciłam to nie siedzieli przy fontannie tylko stali trzymając się za ręce i patrzyli się w moją stronę. Nie wiem dlaczego ale przerażał mnie ten chłopiec. Bałam się go jak tak patrzył na mnie. Więcej nie pamiętam, bo się już tego dnia obudziłam na dobre. - sen z 29/30 maja: śniło mi się, że byłam z rodzicami na zakupach na targu w Jastrzębiu. Mieliśmy kupić coś do jedzenia, ale moja mama kupiła same lody, jakieś dwa rodzaje. Jak przyjechaliśmy do domu to schowała je do zamrażalników i wypchała nimi po brzegi lodówki, inne jedzenie z lodówek i z zamrażalników było wyrzucone i schowane te lody były na ich miejsce. Poszłam na górę do lodówki i wzięłam jednego, schowałam go pod bluzkę, bo miałam ochotę, akurat był to jogurtowy i syropem owocowym. Poszłam do swojego pokoju. Idąc po dywanie czułam jakby coś się spod niego chciało przebić, z każdym krokiem czułam jak coś jest pod dywanem. Akurat w moim pokoju był mój kot też. Zaczęłam się przyglądać co to jest, co się dzieje, całkowicie zapominając o lodzie. Tak dłuższą chwilę się przyglądałam, bo coś się przebijało, jak w końcu się przebiło to zauważyłam, że jest to mysz. Nie chciałam jej dotknąć palcami, bo nie chciałam by mnie ugryzła, więc wyciągnęłam ją pęsetą. Akurat złapałam ją za jej "ryjek" i od razu podałam kotu by ją zagryzł i wówczas na całym dywanie zauważyłam, ze w innych miejscach tez przebijają się te myszy, wpadłam w panikę i zaczęłam szybko wyciągać je tak samo jak ich poprzedniczkę i podawałam kotu by je zagryzał. Byłam przerażona skąd tyle myszy się wzięło pod tym dywanem. Więcej nie pamiętam. - sen 31/1 maj-czerwiec: Dziś mi się śniło, że musiałam uciekać z domu przed jakąś siłą. Naraziłam się czemuś, nie pamiętam tylko czemu. Nie pamiętam całego snu niestety, tylko tyle, że u mnie w domu była jakby jakaś impreza. Był mój kuzyn i to on miał mi pomóc uciec, mieliśmy uciec w trójkę, ja, on i moja najmłodsza siostra Agnieszka. Podczas przyjęcia coś się wydarzyło, chyba kogoś znieważyłam czy się z czegoś wyśmiałam. Ktoś mi powiedział, ze jeszcze przed wieczorem 3 kobiety przyjdą po mnie bym zapłaciła za to życiem (ogólnie miałam co do nich wyobrażenie, że one nie chodzą tylko suną i są na czarno ubrane i mają takie woale przeźroczysto- czarne okalające twarz, są stare i ślepe, wyglądały jak jakieś czarownice w moich wyobrażeniach) to chyba była rozmowa o zabobonach, coś jak te wszystkie topielce, zmory itp, one kimś takim były i ten ktoś powiedział, jak się wyśmiałam , że przyjdą po mnie nim zmierzch nastąpi. Kuzyn powiedział, że mi pomoże. Już wychodziliśmy do samochodu ale moja siostra się wróciła by się przebrać. Dość długo jej to zajęło, bo zaczęło się zmierzchać i stałam w otwartych drzwiach domu i nagle przed oczami coś na wzór jednej z nich, bo to tak jakby siostry one były, mi mignęło przed oczami, zaczęłam krzyczeć na Age, że ma się pośpieszyć, bo już tu są i że nie chcę umierać za taką błahostkę. Przybiegła do nas i zaczęliśmy iść do jego samochodu, ale na naszym podjeździe było ich pełno i ciężko było się dostać, one zaczęły mnie okrążać, latać wkoło, a ja się bałam i się chowałam miedzy te samochody. Obudziłam się nim cokolwiek więcej w tym śnie się stało. Nie pamiętam tylko co zrobiłam , że ich gniew, ich tak jakby zemstę na siebie sprowadziłam. Później jak się obudziłam to jeszcze na chwilę zostałam w łóżku, nie chciało mi się wstawać i miałam wówczas tak jakby jeszcze jeden sen, byłam w takim pół śnie raczej, bo wyraźnie słyszałam co się dookoła mnie dzieje. Nie był on długi, byłam na zajęciach, jakieś zajęcia biologiczne, jakby na studiach, coś o roślinach, profesor miał na sobie fartuch laboratoryjny, pokazywał nam kilka roślinek i mówił byśmy sami poszukali swoich niezwykłych roślin i zaczął nam jakieś koperty rozdawać, ze do nich mamy je schować. Ja się odezwałam, że na początku dostaliśmy inne większe. Odpowiedział mi, że teraz nowy wymóg z ministerstwa przyszedł i mają być takie, kazał mi stare pozbierać. Chodziłam pomiędzy stolikami, trochę to jak w kawiarence wyglądało, bo stoliki były okrągłe, miejsca przy jednym dla 4 osób. Nie zdążyłam wszystkich pozbierać, bo się obudziłam już i wstałam. Jeśli znajdzie się osoba, która pomoże mi zrozumieć te sny byłabym wdzięczna za interpretację wówczas. Zależy mi na tym, bo ostatnio czuję duży niepokój, nawet wczoraj w nocy jak się kładłam, nie mogłam za snąć, czułam, że coś się stanie, miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, w uszach aż mi dzwoniło i bałam się, bo tak zawsze miałam jak miały się czarne postacie pojawić, ale nie chcę więcej tu pisać o czarnych postaciach, napiszę jeszcze tylko tyle, że jest to związane z wysysaniem energii życiowych.
  21. mój nick nie jest zbyt skomplikowany "asiak" czytając od tyłu oznacza zdrobnienie mojego imienia, czyli Kasia Kiedyś w podstawówce z przyjaciółką pisałyśmy "książkę" o przygodach dwóch dziewczyn każda miała nazwać swoją bohaterkę, a że nie wiedziałam jak ją nazwać stwierdziłam iż nadam jej moje imię czytane od tyłu. A avatar to pamiątkowe zdjęcie z Kazimierza Dolnego sprzed kilku lat jak przypadkiem zwiedzając po raz setny z dziadkami miasto i z moją siostrą natrafiłyśmy na wystawę narzędzi tortur.
  22. Witam Katarzyna 06.04.1989r. Robert 14.09.1977r. 1. Chciałabym wiedzieć czy to co jest między nami ma szansę przerodzić się w coś poważniejszego, stworzyć dobry związek? 2. Co mnie czeka w najbliższym czasie? ( ostatnio mam nieodparte wrażenie, że coś krąży, wnioskuję to na podstawie też moich snów i odczuć typowego Déjà vu, które ostatnio mam często) Z góry dziękuję za odpowiedź
  23. Witam Mam takie pytanie odnośnie moich ostatnich snów. Już drugi raz w tym tygodniu śniły mi się dwa śluby, na których byłam świadkową u mojego kuzynostwa. Dziwne jest to, że te osoby, które brały ślub w tych snach już od jakiś czas temu stanęły na ślubnym kobiercu. 1 sen, dwa dni temu mi się śnił: ślub kuzynki mojej 4 lata starszej ode mnie, w rzeczywistości odbył się w zeszłe wakacje, niestety nie mogłam na nim być ze względu na pracę :/ w tym śnie, ślub miał się odbywać w Jastrzębiu w kościele, w którym udzielono mi chrztu, nazywam go u dziadków, bo oni należą do niego. Pogoda była podobna do tej co teraz, czyli roztopy, beznadziejnie ogólnie. Wracałam od fryzjerki lekko spóźniona i ktoś zwrócił mi uwagę na fryzurę, więc poprosiłam o lusterko. Wyglądałam strasznie, bo zafarbowano mi włosy na blond , w ogóle nie pasował mi ten kolor. Już słyszałam dzwony w kościele, więc wzięłam sukienkę w ręce i zaczęłam biec pod górkę w stronę kościoła. Suknie miałam równie dziwaczną co fryzurę. Do ziemi taka długa, kilku warstwowa, staromodna taka z XIX w. Kremowo-biała była z jakimiś falbankami i koronkami. Dobiegłam do kościoła akurat jak Panna Młoda miała do niego wchodzić. Jeszcze biegłam za nimi i wołałam, że podwiązkę musi założyć. Na szybko pod schodami zakładałam jej niebieską podwiązkę, wszyscy goście się patrzyli na nas. Do górnego kościoła (bo są dwa kościoły górny i dolny, a całość wygląda bardziej jak bunkier niż kościół, co nie podoba się moich dziadków, że bunkrem go nazywam) musiałyśmy wejść jeszcze po schodach, ja z drugim świadkiem szłam za Państwem Młodym i jak doszliśmy do drzwi to się obudziłam. 2 sen z dzisiejszej nocy: dziś śnił mi się ślub mojego kuzyna, który brał go 8 lat temu. Ślub mojego kuzyna miał się odbyć w jakimś dworku. Każdy gość miał pokój, ja dzieliłam go z moim partnerem, tylko nie wiem czy byliśmy w tym śnie parą czy był tylko osobą towarzysząca mi. Z mojego pokoju był widok na podjazd, przed dworkiem była fontanna, strasznie mi się tam podobało. Miałam być również świadkową na ślubie. Moim partnerem był mój znajomy 3 lata starszy ode mnie, kiedyś wiem, że się podkochiwał we mnie, nie wiem czemu akurat on mi się przyśnił. Mieliśmy już wychodzić z pokoju, ja się już umalowałam, ubrałam wszystko ładnie pięknie. Kiedy wychodziłam z nim z pokoju to jakieś dzieci biegły ze szklanką, chłopczyk się potknął i wylał całą zawartość na moją sukienkę. Byłam wściekła, ale pomogliśmy mu wstać a ja na nowo musiałam się przebrać. Byłam cała przemoczona, wszystko musiałam zdjąć. Rafał pomagał mi rozpiąć sukienkę, w pośpiechu nie wstydziłam się przed nim, więc zaczęłam się rozbierać, bo czas mnie gonił. Na szczęście miałam drugą zapasową sukienkę tylko na nieszczęście czarną :/ Nie miałam innego wyjścia i zaczęłam się na szybko ubierać, bo już spóźniona byłam. Jak już byłam gotowa i wychodziliśmy z pokoju to się obudziłam. Zawsze jak śniły mi się śluby to moje własne, tylko 3 razy śniło mi się, że jestem świadkową. Ale jeden był już dawno temu. Teraz żaden ślub w rodzinie mi się nie szykuje, ani nie żyję wspomnieniami po żadnym, a już drugi raz w małym odstępie czasu mi się śnią. Nie wiem czy mają jakieś znaczenie, dlatego kieruję się z prośbą o interpretację do osób, które się bardziej znają w tym temacie. Z góry dziękuję i pozdrawiam
  24. Dwa najnowsze zdjęcia, bo z piątku Pozdrawiam wszystkich http://imageshack.us/photo/my-images/217/1004246o.jpg/ http://imageshack.us/photo/my-images/837/1004299q.jpg/
  25. Witam, dziś miałam kolejny dziwny sen związany z moją rodziną, a mianowicie byli w nim moi chrzestni oraz dziadkowie ze strony mamy. Całość wyglądała jakby moja rozmowa z nimi, a zaczęło się od tego, że byłam u dziadków w salonie. Wersalka była rozścielona, dziadek siedział na łóżku (po operacji niestety musi tam spać i teoretycznie obraz wyglądał dość naturalnie tak jak wygląda to u nich na dzień dzisiejszy), nie pamiętam co miał na sobie. Za oknem było widno około południa było, ja siedziałam na krześle przy wersalce dziadka, ale tak bokiem bardziej do niej, mój chrzestny siedział jakby naprzeciw mnie przy oknie, opierał się rękami na oparciu krzesła, moja chrzestna siedziała na krześle niedaleko wujka, oni byli na jasno ubrani, co mnie zdziwiło, bo ona ciemne rzeczy lubuje, a tu królowały beże. Moja babcia siedziała w rogu pokoju na fotelu, ubrana jak na co dzień. Nie pamiętam dokładnie koloru pościeli, bo czytałam kiedyś, że to też jest ważne, ponoć biały kolor nie wróży dobrze, tu był jasny to na pewno, ale chyba miał na sobie jakiś wzór. Środek pokoju był pusty, trochę to wyglądało jak na tych spotkaniach grup, bo razem takie koło tworzyliśmy. Wujek siedział tak, że patrzyłam na jego obrączkę. Któreś z moich chrzestnych zaczęło opowiadać swój sen, że śniła się ich najstarsza córka, na plaży grająca w siatkówkę plażową, i to chyba ciocia zaczęła opowiadać. Jak opowiadała to ja miałam obraz tego snu przed sobą. Przerwałam jej i zaczęłam wówczas opowiadać swój sen, bo stwierdziłam, że jest ważniejszy i że tyczy się jednej osoby z tego pomieszczenia. Zaczęłam im opowiadać, że śniło mi się iż była noc i byłam u dziadków na działce. Wychodziłam z altany od nich i szlam w stronę furtki z laptopem moim przy okazji obserwując niebo. Była piękna noc, bezchmurne niebo, gwiazdy pięknie świeciły, ciepły powiew wiatru, wiedziałam, że to lato okolice połowy sierpnia oraz że jest po 23. Jak tak szłam do tej furtki to zauważyłam na niebie coś dziwnego. Najpierw wyglądało to na krzyż, ale leżący bokiem zwrócony na wschód. Dziwne to było, bo to wszystko tworzyły linie proste, mocno świecące. Stwierdziłam, że muszę bardziej się temu przypatrzeć zostawiłam na ziemi pod płotem laptop i wyszłam na ścieżkę przed działke. Wówczas miałam inny widok tego zjawiska, z innej jakby perspektywy na to patrzyłam. Wtedy widziałam, że to nie są linie i że nie jest to jakoś zespolone ze sobą, tylko że są to gwizdy tworzące jakby gwiazdozbiór w kształcie krzyża leżącego na boku. Wokół środka krzyża były 4 mniejsze gwiazdki, które świeciły trochę słabiej. Weszłam spowrotem na teren działki. Podeszłam do laptopa, zrobiłam coś dziwnego, bo tak jakbym podpięła kapel z laptopa do ogrodzenia (wiem czysta abstrakcja, ale tak mi się śniło). Włączyłam go i szukałam na necie co przedstawia ten gwiazdozbiór, co chwilę zerkałam na niebo. Nie mogłam znaleźć nic. Wtem zerwał się zimny wiatr aż liście z drzew zaczęły spadać. Odwróciłam się za siebie i patrzyłam tak mniej więcej w stronę gdzie jest blok moich dziadków i kościół (bo to jest niedaleko jakieś 500 m od działki) i zauważyłam, że tak jakby nad blokiem dziadków zbierała się burza. Chmury się już tam zbierały i było widać błyski, zaczęło też kropić. Odłączyłam szybko laptopa i zaczęłam się zbierać w stronę altany, ale zanim do niej dobiegłam to zaczęło mocno padać. Ludzie z działek uciekali, a ja żałowałam, że z nikim nie poszłam, że zostałam sama. Miałam problem z otworzeniem altanki, ale w końcu mi się udało. Dałam laptopa do środka i chciałam zamknąć taką furteczkę przed drzwiami, pozostałość starego tarasu w altanie, ale zamek się zaciął. Teraz tego nie ma, kiedyś była taka furteczka, ale to jak byłam bardzo mała, nawet inaczej wówczas wyglądała i mnie zdziwiło, że jest taka. Jak tak próbowałam zamknąć ją na klucz to zauważyłam swojego dziadka w bieliźnie przy furtce, że stoi z konewką. Wołał do mnie, że kwiatki mają sucho i że musi je podlać, co było druga abstrakcją, bo akurat ulewa się na całego rozpoczęła. Już chciałam do niego iść, ale zauważyłam, że on jest na pół przezroczysty. Wówczas pomyślałam, że on nie żyje i to jego duch. Przestraszyłam się i w końcu udało mi się zamknąć tą furtkę. Weszłam do altany i zamknęłam się na cztery spusty, pogasiłam światła. Okna pozasłaniałam i zaczęłam się modlić by do mnie nie przyszedł, że nie chce się z nim widzieć. Słyszałam go jak krążył wokół altany i coś wołał do mnie a ja siedziałam na ziemi i zatykałam uszy i głośniej się modliłam. Na tym skończyłam opowiadać swój sen zgromadzonym. Popatrzyłam na dziadka i złapałam go za dłoń, którą miał na kolanie i powiedziałam mu te słowa : " wiesz, że dziś w nocy miałeś umrzeć" po czym się obudziłam. To wyglądało nie jak sen w śnie, tylko na opowiadanie snu i przeżywanie go. Jakby dwa sny. Nie wiem co te znaki na niebie miały znaczyć. W ogóle nie rozumiem tego snu, ale obudziłam się z niepokojem, że coś się wielkimi krokami zbliża. Może komuś uda się wytłumaczyć mi o co w nim chodziło i czy mam się niepokoić czy lepiej puścić w niepamięć go. Z góry dziękuję za odpowiedzi.