• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

Sile

Użytkownik
  • Zawartość

    91
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

O Sile

  • Tytuł
    Advanced Member
  • Urodziny 25.12.1989
  1. Muszę się jeszcze zastanowić jak jej cokolwiek zasugerować. Rankiem udawała, że nic się w nocy nie działo, ale obręcze na drzwiach ma już właściwie namalowane w całym domu (więc chyba jednak ma jakiś problem). Inna rzecz... dlaczego jej się miało to teraz ujawnić, skoro twierdzi, że nie używa kart, numerologii od tylu lat? W sumie myślałam jeszcze, żeby ją zaprosić na nocleg do mnie i sprawdzić, czy czasem u niej w domu nie ma po prostu takich domowych odgłosów (bo wiadomo, że może to jednak wina "pracującego" nocą domu - wody w rurach, konarów drzew, etc...)
  2. Niewiele poza tym, że dziecko przestraszyło się prawdopodobnie księdza (albo czegoś go przypominającego) i zostawiło to w nim na tyle silny lęk, że miało koszmar. Pamiętaj, że u tak małych dzieci sny wyglądają trochę inaczej niż u dorosłych. Mają inną symbolikę, najczęściej koszmary są wyrazem lęków i strachu, bardzo często strachu o bezpieczeństwo najbliższej rodziny. Z jakiegoś więc powodu Twój brat emocjonalnie wyczuł zagrożenie ze strony religii (może słyszał jakąś rozmowę na ten temat? Może był na mszy? Może kazanie było jakieś dziwne?). W każdym razie warto go poobserwować, ale nie szukałabym w tym śnie innej symboliki.
  3. Witajcie, ogólnie chcę Wam opowiedzieć coś, co przydarzyło się mi, kiedy nocowałam u dobrej znajomej. Ta dziewczyna też jest chyba warta opowiedzenia. Jestem dość racjonalną osobą, ale w tym przypadku jakoś rośnie we mnie przekonanie, że nie powinnam się do niej zbliżać. Otóż mam bardzo dobrą znajomą (znamy się już naprawdę wiele lat). Dziewczyna jest całkiem normalna, spokojna, raczej racjonalistka. Kiedyś - jak obie miałyśmy po naście lat, ona fascynowała się "zjawiskami paranormalnymi" w tym sensie, że przez moment interesowała się numerologią (razem ze mną), tarotem, kartami klasycznymi, etc... To był (chyba) krótki epizod, ale pamiętam, że potrafiła bardzo dokładnie odczytać układy numerologiczne lub karty. I tak, przy mnie, powiedziała całkiem obcej osobie (znajomej mojej mamy), że w przyszłym tygodniu będzie miała nieprzyjemną wizytę w urzędzie związaną z pieniędzmi, że prawdopodobnie doniosła na nią siostra, niewiele od niej starsza... - sprawdziło się idealnie (wiem to od znajomej mamy). Ta dziewczyna potrafiła odczytać z kart naprawdę sporo i to całkiem dokładnie (nie wiem jakim cudem jej się to udawało). Rozumiecie, nie jakieś bzdury w stylu: niedługo będziesz miała zawirowania emocjonalne, ale: "wydaje mi się, że zerwiesz kontakt z rodziną ze strony ojca. Karty mówią, że to przez żonę brata ojca i pieniądze". Najbardziej rzuca mi się w pamięci, jak poprosiłam ją, żeby sprawdziła czy wszystko się ułoży z jedną osobą z mojej rodziny, a ona rozłożyła karty, popatrzyła na nie i powiedziała: "bardzo mi przykro, sile, ale ona umrze. Powinna umrzeć od razu po wypadku, ale daje ci czas na pożegnanie się. Moim zdaniem zostało jej niewiele czasu, jeśli się uprzesz to miesiąc". Dodała jeszcze, że jej zdaniem umrze nie na to, na co została skierowana do szpitala. I faktycznie miesiąc później bliska mi osoba zmarła na opadowe zapalenie płuc. Wtedy byłam na tą moją znajomą bardzo zła i rozżalona. Przez pewien czas nie odzywałyśmy się do siebie. W każdym razie po tym jak to przeczytała w kartach przestała się nimi zajmować. Powiedziała mi wprost, że przeraziło ją to, że potrafi odczytać takie rzeczy, że nie chce tego wiedzieć, że bardzo ją męczyło to co mi powiedziała. Od tego czasu (przynajmniej na ile ja wiem) ona nie ma nic wspólnego z tarotem, kartami, numerologią. Czyli ja wiem? Jakieś 4 lata? Może odrobinę więcej? I teraz ta właściwa część historii (tamto opisałam, bo wydaje mi się, że to chyba jednak coś oznaczało, że tak łatwo przychodziły jej pewne rzeczy). Mieszka niedaleko od domu moich dziadków, właściwie z niego widać okno jej pokoju. Ona w ogóle często chodzi późno spać (jak ja), więc nie dziwiło mnie to, że paliło się u niej ciągle światło. Ostatnio się zaręczyła, był u niej narzeczony - wszystko fajnie. Ja też tam parę razy u nich byłam. Ona nazywa tego chłopaka żartobliwie "myszem" (ok, każdy ma jakieś swoje słodkie nazwy). I pierwsze co mnie wtedy zaskoczyło, to to, że obok domu zauważyłam kilka trucheł zabitych myszy (ja wiem, że myślenie magiczne, że to pewnie nic nie oznacza, ale...). Nawet im powiedziałam, że chyba dostaje sygnały, że nie jest tu akceptowany. On się roześmiał i powiedział, że regularnie jak przyjeżdża to ciągle natyka się na martwe myszy, piżmaki, wiewiórki (pośmialiśmy się, że to pewnie jej pies tak go nie lubi). Po tym jak on odjechał, pewnego razu zostałam u niej na noc (żeby nie było mieszkamy blisko siebie, ale jakoś prawie zawsze to ona u mnie nocowała, nie ja u niej, bo u niej jakoś nie bardzo były warunki). Pogadałyśmy od serca i ona powiedziała mi, że nie gasi światła do 3.30 bo się boi, że jest taka pora (od 2.00 do mniej więcej 3.30) kiedy nie zaśnie, zostawia zapalone światło i to przeczekuje. Zaczęłam się z niej śmiać, że może potrzebuje ochrony i jeśli chce, to jej coś namaluję na drzwiach, co sobie malowałam zawsze jak się bałam w dzieciństwie. Zgodziła się. Poszłyśmy spać i ta noc była dla mnie okropnie męcząca (miałam polówkę rozłożoną naprzeciwko drzwi). Cały czas się budziłam, bo wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Niby nic się nie działo, ale gdzieś tak koło 2.00 miałam ochotę wstać, ubrać się i uciec stamtąd. Jakoś udało mi się zdrzemnąć na kilka minut, ale znowu obudziłam się, bo usłyszałam pukanie. Nie jakieś bardzo mocne, ale takie cichutkie popukiwanie w drzwi. Kiedy pukanie ustało i już byłam pewna, że mi się to tylko wydawało coś uderzyło w szybę okna. To było na tyle głośne, że ja aż podskoczyłam, a ta moja znajoma usiadła na łóżku i zapaliła światło. Ona była zdenerwowana, ja... rozłoszczona. Wstałam z łóżka, otworzyłam drzwi na korytarz i powiedziałam, że sobie nie życzę niepokojenia mnie w nocy, ja tu nikogo nie zapraszam i ma być spokój (ja wiem, że to głupie, ale tak zadziałały moje nerwy). Właśnie wtedy ta moja znajoma powiedziała mi, że coś ją niepokoi, że czasem czuje się nieswojo, że prawie non stop ma koszmary, że czasami wydaje jej się, że ktoś próbuje się do niej dostać, że to nie pierwszy raz puka... A z drugiej strony stwierdziła, że najbardziej boi się tego, że mogła wejść w "pewne rzeczy" za głęboko. Jak się zapytałam o czym ona mówi, to nie chciała nic specjalnego powiedzieć. Powiedziała tylko, że wydaje jej się, że dopiero teraz rozumie wiele rzeczy, które wydawały jej się szczęśliwymi zbiegami okoliczności. No i przyznała, że przerażają ją te martwe myszy, piżmaki, wiewiórki... - że najpierw to było nawet zabawne, że w dzień przyjazdu narzeczonego pojawiało się pojedyncze truchło, ale teraz jak je widzi to już nie jest jej śmiesznie (normalnie zdechłe, małe zwierzątka nie walają się koło jej domu), że ich się pojawia coraz więcej. Wiem, że to co napisałam, może wam się wydawać tylko takim gadaniem albo wyszukiwaniem na siłę czegoś nadnaturalnego, ale ja jakoś nie mogę na to spojrzeć w ten sposób. Próbuję sobie to wszystko zracjonalizować i coraz bardziej mam wrażenie, że "to coś" co "chce sie do niej dostać" po prostu okazuje jej narzeczonemu (a także mi podczas noclegu), że powinniśmy uciekać jak najdalej. Wiem, że w zeszłe wakacje była pod namiotem ze znajomymi i też dwie koleżanki nie chciały spać z nią w namiocie, bo czuły się nieswojo. Z drugiej strony to naprawdę normalna, spokojna osoba, bardzo racjonalna i niewyróżniająca się jakoś specjalnie z tłumu. Nie pije, nie pali, nie bierze narkotyków, skończyła studia, ma normalną pracę... Macie pomysł, co może ją niepokoić? I niech mi wytłumaczy ktoś, kto choć odrobinę zna się na wróżeniu z kart: jakim cudem ktoś początkujący potrafił odczytać z nich tak bardzo szczegółowe informacje (rozumiem, że u mnie znała sytuację, więc mogła połączyć fakty; ale ta znajoma-mamy to całkiem obca osoba... Było też kilka innych sytuacji, gdzie ta moja znajoma idealnie odczytywała przyszłość). I ostatnie: można jej jakoś pomóc?
  4. To może i ja się wtrącę do tej dyskusji, ale bardziej przyziemnie, nie angażując reinkarnacji, kolejnych wcieleń, etc... Istnieje coś takiego jak "pamięć zapisana w genach" i w najprostszy sposób objawia się to w następujący sposób: Jest pewien X. Ojciec X - całe swoje życie lubił oglądać telewizję i jeść frytki. Pradziadek X nie lubił frytek, ale przepadał za makaronem a najchętniej całymi dniami słuchał radia. Jakby popatrzeć na kilka pokoleń rodziny X - to nie było tam żadnego sportowca, miłośnika zdrowego stylu życia, wszyscy wykonywali prace wymagające średniego wykształcenia, etc... Oznacza to mniej więcej tyle, że chociaż X może bardzo chcieć zostać maratończykiem i zajadać gotowaną pierś kurczaka z sałatą, ale i tak w chwilach stresowych, będzie go ciągnęło do pełnego węglowodanów żarcia i leżenia plackiem przed telewizorem. Ba, całkiem możliwe, że niechęć do szpinaku zostanie mu wpojona genetycznie (jak udowodnili naukowcy z myszami i zapachem kwiatu wiśni). Faktem jest, że dzieci z rodzin dysfunkcyjnych (z problemem alkoholowym, narkomanią, przemocą domową, łamaniem prawa, przemocą seksualną) - przejawiają skłonności do powielania zachowań patologicznych. Ktoś powie: no pewnie, przecież wychowują się w środowisku alkoholików, narkomanów, są wykorzystywane seksualnie, widzą przemoc, więc jak inaczej miałyby się zachowywać? Z jednej strony trzeba przyznać mu rację, że wzorce zachowań obserwowane w dzieciństwie mają ogromny wpływ na rozwój i ukształtowanie się psychiki dziecka. Z drugiej strony, jak wytłumaczyć, że bardzo często zdarza się tak, iż dziecko zaadoptowane i wychowane w normalnej rodzinie, w okresie dorastania lub w dorosłym życiu popada w alkoholizm, narkomanię, dewiacje seksualne, jest uzależnione od jedzenia i oglądania telewizji? I tu wytłumaczeniem jest właśnie "pamięć zapisana w genach", dzięki której ktoś ma predyspozycje do pewnych zachowań. Nie oznacza to wcale, że taki człowiek MUSI zostać alkoholikiem, narkomanem, mordercą, złodziejem czy kim tam innym - ale jest sygnałem, że ten człowiek ma predyspozycje do popadania w nałogi, łamania prawa... Oczywiście można wypaść ze schematu. X, o którym pisałam wyżej, może zostać maratończykiem, może jeść sałatę, zostać doktorem medycyny - osiągnąć to wszystko może, ale będzie to wymagało od niego zdecydowanie więcej pracy niż od osoby, która jest z wielopokoleniowej (genetycznie) rodziny o predyspozycjach do zdrowego trybu życia, uprawiania sportu, wykonywania zawodów wymagających wyższego wykształcenia. Czy dziecko może się urodzić złe? To dość dziwne pytanie. Trudno jest określić co tak naprawdę oznaczałoby "złe dziecko". Zło to odczucie czysto subiektywne. Chyba Danut, napisała, że kradzież jest zła (jeśli to nie ona, przepraszam z góry). Nic bardziej mylnego. Kradzież jest czymś złym dla tego, kto został okradziony. W niektórych kulturach kradzież jest uznawana za synonim zaradności i sprytu. Ba, są grupy, które całkiem szczerze wierzą, że okraść nie można jedynie członków swojej wspólnoty, każdego kto nie jest jej członkiem można już śmiało kroić. Podobnie jest z morderstwem, prostytucją, kłamstwem... - zło tego wszystkiego naprawdę jest bardzo subiektywne bo w dużej mierze zależy od kultury, etyki moralnej oceniającego i uwarunkowań historycznych.
  5. Miniotaur w pewnym momencie, po alkoholu i paleniu po prostu zmienia się sposób tolerancji organizmu na używki. To, że wcześniej nie miałeś aż takich jazd wcale nie oznacza, że te, które miałeś ostatnio oznaczają cokolwiek innego niż kompletne zjaranie i "odpłynięcie". Nie mam natomiast pojęcia co takiego paliłeś, że miałeś omamy. RiiaKin ma rację, po zwykłej trawie takich objawów nie ma (nawet jeśli ją wymieszasz z alkoholem). danut, idąc Twoim tokiem, wcale nie musiały użyczać mu swojej energii. Mogły się karmić jego. W końcu zjarany i pijany był wyraźnie osłabiony i łatwiej byłoby na nim pasożytować
  6. anusia273, jeśli się czegoś bardzo pragnie, to najczęściej można to wyśnić. A czy Ci się to spełni? W głównej mierze to zależy od intencji tej drugiej osoby - Ty już się w sumie określiłaś. Sen życzeniowy nie ma znamion proroczych, a taki był Twój. Szczerze życzę Ci, żeby się jednak ziścił, ale Zemsta ma rację, sny to sny. I chociaż bardzo często ma się nadzieję, że się spełnią - to jednak wcale nie muszą. Nowy Rok, nowy początek - więc kto wie?
  7. Wiesz, nad losem Piłata zastanawiał się dość mocno Bułhakow. Stąd tak wiele w "Mistrzu i Małgorzacie" zostało mu poświęconego miejsca. Jest jeszcze taka książka "Adam jeden z nas" Fiałkowskiego. I tam poniekąd autor zakłada tezę, że Poncjusz Piłat - nie tylko nie jest winien, ale właściwie dzięki niemu "stało się to, co stać się musiało", a sam on cierpiał pozwalając na śmierć Jezusa. Wychodząc z podobnego założenia, jeśli czytałeś w Biblii fragmenty z udziałem Piłata, łatwo zauważyć, że nie bez pewnej niechęci wydał na Jezusa wyrok skazujący. Z drugiej strony bez niego nie dopełniłby się los Chrystusa, który miał umrzeć na krzyżu. Co do samobójczej śmierci - myślę, że taka alternatywa za czasów Kaliguli i tak była lepszym wyjściem, niż męczeńska śmierć w podziemiach jego pałacu (polecam książkę Jacksona Douglasa "Kaligula"). Winny, czy nie winny? Chyba nie ma właściwej odpowiedzi na to pytanie. Z religijnego punktu widzenia: ktoś musiał skazać Jezusa, żeby dopełniła się obietnica Boga. Z politycznego: Piłat był namiestnikiem, ale w tamtych czasach nie miał on znowu aż tak ogromnej władzy, by spokojnie szafować wyrokami - wedle własnego uznania. Musiał liczyć się ze zdaniem Żydów. Moim skromnym zdaniem, to postać bardzo tragiczna. Ustawiona w takim nurcie historii, który nie pozwalał jej na łagodność, ani na obiektywny sąd późniejszych. Czasy jego życia (tu zwróć uwagę na Tyberiusza i Kaligulę), to okres bardzo niespokojny dla arystokracji rzymskiej.
  8. Ja z moim idę do kina. Zaprosił mnie dwa dni temu. A poza tym bardzo klasycznie - on ode mnie ma czekoladowego bałwanka, ja od niego jakiegoś Mikołaja z czekolady. Pewnie wpadniemy też do budki ze zdjęciami, żeby mieć kilka głupich zdjęć z tego wieczoru, albo do pijalni czekolady. Moja rada jest prosta: nie szalej za bardzo, bo po Mikołajkach Boże Narodzenie - tu się trzeba bardziej postarać. Po prostu zaplanuj ten dzień tak, żeby był dla Was na swój sposób wyjątkowy
  9. Dokładnie. smith mądrze napisał, że nie głosując na nikogo - oddajecie głos na tych, których najbardziej nie lubicie. Nikogo agitować nie zamierzam, ani tym bardziej namawiać na głosowanie, jednak weźcie pod uwagę, że nie głosując, nie powinniście też krytykować rządzących. W końcu sami przyczyniacie się do takiego właśnie wyboru. Historia pokazuje (1989), że nawet skreślając kandydatów możecie zrobić to na tyle nieudolnie, by niektórzy jednak się dostali do sejmu ;] A ja nie głosuję ani na PIS, ani na PO. Natomiast na wybory idę. Głównie po to, by przekazać swój głos poparcia jednej partii. Wbrew wszystkiemu takie głosy także się liczą - pokazują, że jest w Polsce grupa sympatyzująca z innymi ugrupowaniami niż PO czy PIS
  10. To jest bardzo szeroka dziedzina, ale moim zdaniem bardziej taka pseudopsychologia niż autentyczna wiedza. Szczególnie, że to wszystko zawsze sprowadza człowieka do schematu, a mimo, że tak jest często - nie jest tak zawsze. Jeśli chcesz się dowiedzieć wiele o ludziach, musisz najpierw poznać dobrze samego siebie. Stąd też chyba pierwszym i najważniejszym narzędziem powinien być zeszyt, w którym zaczniesz zapisywać swoje zachowania i tłumaczyć je - bez upiększeń. Nie otrzymasz jednej książki, która powie Ci wszystko o innych ludziach. Jeśli jednak zaczniesz szperać, to każda dziedzina może Ci zaproponować odrębną wiedzę o człowieku. I tak możesz zacząć od Fromma. Bardzo przyjemnie pisze, więc raczej Cię nie znudzi. On zajmował się w ogóle frenologią - a Ciebie ten temat interesuje. Możesz skupić się też na grafologii np. Co do książek polecam Ci np., Collins Andy: "Język ciała gestów i zachowań", albo odrobinę złośliwsza: Dave Lakhani: "Perswazja. Sztuka zdobywania tego, czego pragniesz". Moim zdaniem mimo wszystko najlepszy jest Fromm (ale to nie jedna książka). Biorąc pod uwagę jego biografię, po prostu będziesz mógł nauczyć się szerokiego spojrzenia na człowieka od socjologi, przez psychologię, na biologii skończywszy. NLP - to programowanie neurolingwistyczne. Moim zdaniem na tym możesz się skupić jeśli chcesz wywierać wpływ na ludzi. Tylko, że znowu nie jest to pojedyncza książka, a cały szereg. Pozdrawiam.
  11. Ajko, a czy obejrzałaś też drugą część? Bo tak odwołujesz się tylko do tej pierwszej Spodobało mi się podejście Arnolda Jacobsa do sprawy. Jest jeszcze taki film "Wiara czyni czuba" i zaczynając oglądać Jacobsa odrobinę bałam się, że rzeczywiście może zachować się podobnie jak Maher. Natomiast podszedł on do sprawy o wiele poważniej i inteligentniej. Rzeczywiście interpretacja dosłowna Biblii i próba wcielenia jej przykazań w życie nie jest możliwa. Natomiast istotniejsze wydaje mi się chyba to, do czego doszedł sam Jacobs. Dziękowanie ma sens. Żyjemy w świecie pełnym rytuałów i często nawet osoby niewierzące posługują się nimi. Istotą tego doświadczenia nie jest wcale udowodnienie, że nie da się żyć zgodnie z Biblią. Istota to zrozumienie. I nie zrozumienie Biblii - bo tego nie jesteśmy w stanie tak pojąć, by zadowolić wszystkich. Zrozumienie siebie, swojego życia - Jacobs bardzo ładnie tam powiedział, że zaczął inaczej patrzeć na siebie. Wcale nie chodzi o to, że nagle uwierzył w Boga, który dał się ukrzyżować. On po prostu nauczył się tolerancji i akceptacji dla tegoż Boga. I dla wszystkich innych Bogów. Przesłanie na pewno istotne. Dla wierzących - żeby spojrzeli na Pismo Święte, jak na katalog z IKEI, w którym jest masa barachła, ale poza tym są jeszcze bardzo ładne, pożyteczne i ulepszające życie meble. Dla niewierzących - żeby pojęli, że wiara to nie tylko stawianie na piedestale Bóstwa, ale przede wszystkim sposób życia. I tyle.
  12. RootsRed, wiesz z naukowcami to jest trochę tak, że oni po prostu wszystko chcą wyjaśnić. Tylko, że moim zdaniem źle postawiono i zinterpretowano tezę. Okay, może rzeczywiście biały tunel, głosy, zmarli - wszystko przez źle działającą korę, ketaminę i Alzheimera (celowo piszę w ten sposó. Tylko, że nawet jeśli dzieje się tak przez te czynniki, to skąd wniosek, że to nie dzieje się naprawdę? Mało tego, według mnie ten artykuł raczej potwierdza, że po śmierci jednak coś jest. W końcu, gdyby było to tylko wytworem gasnącego mózgu, to najprawdopodobniej każdy człowiek miałby jakąś inną wizję. Jest odwrotnie. Ludzie mają bardzo podobne "wspomnienia" tego, co się dzieje dalej. Istnieje jeszcze taka smutna prawda, że nawet jeśli śmierć jest końcem wszystkiego, to wcale - jako ludzie, nie chcemy tego wiedzieć. Jeśli pojawiliśmy się na świecie na chwilę, to nasze życie nie ma większego sensu. A przy tym wszystkim wiara, religia, prawo, etyka - te wszystkie pojęcia nie mają żadnego znaczenia. I łatwo pojąć, jaki straszny, bezwartościowy świat wtedy istniałby. Tak trochę pompatycznie, ale dużo się zastanawiałam nad tym, co może być po śmierci. Pozdrawiam
  13. Co do Twoich snów. Wiele rzeczy intuicyjnie wyczuwamy. Moim zdaniem przypadek z babcią dobrze to obrazuje. Sam zauważyłeś, że babcia ma czasem gorsze dni. Moim zdaniem to tylko przeczucie - jesteś z nią emocjonalnie związany. Podobnie jest z nielubianą koleżanką. Z ludźmi, których nie lubimy także mamy pewien rodzaj połączenia psychicznego. Co do tego, co widzisz na jawie. Moim zdaniem, bardziej niewiarygodny jest przypadek pierwszy. I on jest jakimś śladem jasnowidzenia. Szczególnie, jeśli ów człowiek rzeczywiście uległ wypadkowi motoryzacyjnemu. Natomiast drugi to typowy objaw prognozowania. Nadal jestem za tym, byś po prostu zaczął ćwiczyć tą zdolność i zobaczył, co dalej z tego wyniknie. Prognozowanie jest bardzo przydatne
  14. Hm, moim zdaniem to raczej przeczucia niż czysta prekognicja. Wiesz, w przypadku Mam Talent to w najlepszym razie prognozowanie. Gdybyś usiadł przed telewizorem i po włączeniu Mam Talent stwierdził, tu będzie grupa Spoko i powinni przejść - to byłoby bliższe. Chociaż, też dyskusyjne. Ja np., często mam tak, że siedząc przed telewizorem i oglądając losowanie lotto - trafiam dwie do trzech liczb. Tylko, że takie olśnienie przychodzi do mnie dopiero w chwili, gdy losowanie się zaczyna. Kupując kupon nie trafię zazwyczaj nic Prekognicja zachodzi wtedy, kiedy nie masz żadnych podstaw, by wiedzieć, że coś się stanie - a jednak to wiesz. Np., moja znajoma powiedziała swojej koleżance, że będzie mieszkać przy metrze plac Wilsona, w dwupokojowym mieszkaniu. Faktycznie ani nie miała takiego mieszkania, ani nawet sama go nie szukała. A powiedziała tak tylko po to, by utrzeć koleżance nosa. Ku zaskoczeniu własnemu, jakiś tydzień temu zgłosiła mi, że będzie mieszkać przy placu Wilsona w pokoju dwuosobowym. Na moje pytanie czy szukała tego mieszkania, odpowiedziała, że nie, ba! załatwiła sobie miejsce w akademiku. To jest bardziej prekognicja - coś co się ma wydarzyć, ale o czym nie ma się żadnego pewnika, który Cię jakoś w tę stronę skieruje. Takich sytuacji ta znajoma ma więcej. Na pół roku przed wypadkiem mojej babci, powiedziała mi, że niedługo bardzo się zmienię. Na moje pytanie dlaczego, odpowiedziała, że strasznie jej przykro, ale jej zdaniem moja babcia upadnie i umrze w szpitalu. Na pytanie skąd ma takie rewelacje, odparła, że po prostu wie i kolejny rok studiów zacznę bez niej. Na pytanie innej koleżanki, czy jej operacja się uda - odpowiedziała, że wszystko będzie dobrze, ale operacji nie będzie (chociaż ustalony był termin, data przyjęcia do szpitala, etc). Nie muszę mówić, że operacji nie było. To jest moim zdaniem bardziej prekognicja. Jeśli chodzi o sny prorocze. Wiele sytuacji intuicyjnie wyczuwamy. Co konkretnie wyśniłeś? Co widzisz na jawie? Natomiast faktem jest, że powinieneś ćwiczyć tę umiejętność. Widać, masz jakieś zadatki. I z czasem faktycznie możesz polepszyć swoją umiejętność przewidywania (ale nie prekognicji, to całkiem co innego). Pozdrawiam.
  15. No dobrze, kiedyś odpowiadałam na tematy z prośbą o interpretację snu, teraz wrócę do tego. - To nie jest tak łatwo. A jakby jej się przyśniło, że doiła krowę, to Twoim zdaniem miałaby się napić mleka? W tym śnie w żadnym wypadku nie chodzi o pomoc komukolwiek. Dawałaś jałmużnę żebrakowi - czyli poznasz kogoś, ale nawet dla Ciebie ta znajomość będzie niesatysfakcjonująca. Możliwe, że ta osoba przez pewien czas będzie kimś w typie fałszywego przyjaciela. I tutaj rację ma danut. Ten sen to ostrzeżenie przed znajomością z tym człowiekiem. W dodatku te kobiety dały Ci jasny przekaz: Nie zadawaj się z nim. Natomiast co do kolorystyki snu. Najważniejsze w nim jest to, że sama odczuwałaś dyskomfort - sama od początku wiedziałaś, że to jest obskurne, brzydkie, paskudne. A, że oświetlone? Możliwe, że na początku będziesz usprawiedliwiała tą osobę, chociaż w głębi sama będziesz czuła, że jest nie w porządku. Pozdrawiam.