• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

Pawlox_KWIATron

Użytkownik
  • Zawartość

    1692
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

O Pawlox_KWIATron

  • Tytuł
    Advanced Member
  • Urodziny 20.09.1993

Converted

  • interests
    Knucie intryg, podtruwanie wrogów i pozorowanie ich samobójstw, szeptanie sułtanowi własnej wersji zdarzeń oraz manipulowanie nim przez płacz i histerię z dodatkiem podniosłych wyznań miłosnych, dokuczanie Mahidevran i Hatice, a tak poza tym filozofia, socjologia, gender/queer/animal studies, UFO, channeling i kryptozoologia
  • occupation
    Najwspanialsza z sułtanek
  • location
    Konstantynopol
  1. Para z Wielkiej Brytanii zapłaciła 60 tys. funtów za sklonowanie ich zmarłego boksera. Laura Jacques i Richard Remde z West Yorkshire pobrali próbki DNA od swojego zmarłego psa i wysłali je do koreańskiego laboratorium Sooam Biotech Research Foundation. DNA zostało wszczepione następnie do komórki, której usunięto jądro komórkowe i zaimplementowane surogatce. Dwa sklonowane szczenięta przyszły na świat 27 grudnia. Zdaniem pary pieski są bardzo słodkie i wyglądają "dokładnie jak Dylan", ich zmarły bokser. Usługami koreańskiego laboratorium para zainteresowała się po śmierci ukochanego psa, u którego zdiagnozowano nieoperacyjnego guza mózgu. Mimo gigantycznych kosztów para zdecydowała się na przeprowadzenie zabiegu i dwukrotną podróż do Korei (pierwsza próbka DNA okazała się niewystarczająca). Próbka DNA, którą ostatecznie wykorzystano do zabiegu w tym przypadku, została pobrana 12 dni po śmierci psa. - To pierwszy taki przypadek, gdy wykorzystaliśmy komórki pobrane po tak długim czasie od śmierci zwierzęcia - komentował David Kim, jeden z badaczy, którzy brali udział w zabiegu. Klonowanie w koreańskiej klinice polega na wszczepieniu DNA do "gołej" komórki, z której usunięto jądro komórkowe. Następnie za pomocą szoku elektrycznego pobudza się komórkę do podziału. Na koniec wszczepia się ją do organizmu samicy psa, która urodzi klony. Do tej pory koreańska klinika sklonowała ponad 700 zwierząt na życzenie prywatnych klientów. ŹRÓDŁO:
  2. Myślenicki sąd zażądał od adwokata, by jego klientka w sprawie rodzinnej przedstawiła zaświadczenie z parafii, że jest... praktykującą katoliczką. Prawnicy są zdumieni. - Pierwszy raz w swojej praktyce spotykam się z takim żądaniem ze strony sądu - mówi zszokowany mecenas Michał Warcholik, który dostał pismo tej treści z myślenickiego sądu. - Czy od tego, że ktoś jest praktykującym katolikiem lub nie, zależeć będzie rozstrzygnięcie w tym postępowaniu? - pyta adwokat. Jego klientka wystąpiła do sądu o uregulowanie kontaktów jej 5-letniej córki z ojcem dziecka. Postępowanie w tej sprawie toczy się już od ponad dwóch lat w Wydziale Rodzinnym Sądu Rejonowego w Myślenicach. W międzyczasie sąd zdecydował o czasowym odebraniu i umieszczeniu w rodzinie zastępczej na czas postępowania nie tylko 5-letniej dziewczynki, ale też drugiej córki kobiety (ma innego ojca). Pod rygorem pominięcia Na wokandzie toczy się teraz walka o to, kto będzie opiekował się dziewczynkami. Kilka dni temu do kancelarii mec. Warcholika wpłynęło pismo z wydziału rodzinnego myślenickiego sądu. A w nim sąd ni mniej, ni więcej tylko wezwał jego klientkę "do przedłożenia zaświadczenia z parafii, iż wnioskodawczyni jest praktykującą katoliczką". "Pod rygorem pominięcia" - zaznaczył na koniec sąd. - Nawet nie wiem czego. Wcześniej nie było najmniejszego sygnału ze strony sędziego, że sąd interesuje się kwestią wiary - mówi mec. Michał Warcholik. - Zresztą nawet w rozmowach z moją klientką nigdy nie poruszaliśmy kwestii jej wiary, bo nie było do tego najmniejszych powodów. Przecież to proces o uregulowanie kontaktów z dzieckiem, a nie o chodzenie do kościoła - dodaje adwokat. - Brakuje tylko tego, by sąd zapytał, czy ta pani daje na tacę, chodzi na mszę bądź rekolekcje, bo niby jak sprawdzić, czy jest praktykującą katoliczką - zżyma się proszący o anonimowość krakowski adwokat z wieloletnim doświadczeniem - A poważnie mówiąc, to, czy ktoś jest praktykujący czy nie, w żaden sposób nie powinno wpływać na jego ocenę przez sąd w tym procesie. Obowiązuje przecież swoboda wyznania Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości, dziś adwokat, nie dowierza, że z sądu wysłano do adwokata takie pismo. - Nie wiem, czemu to miałoby służyć? Może to jakaś "fałszywka"? - pyta. - Dla mnie to zadziwiające. Jakież znaczenie dla postępowania może mieć to zaświadczenie? Zresztą dopytywanie się przez sąd, czy ktoś jest praktykującym katolikiem, może być po prostu niekonstytucyjne, gdyż w Polsce obowiązuje przecież swoboda wyznania - podkreśla były minister sprawiedliwości. Przewodnicząca wydziału, a zarazem referent sprawy sędzia Elżbieta Dymek nie chciała rozmawiać z "Wyborczą", odesłała nas do prezesa sądu w Myślenicach, sędziego Marcina Hałgasa. Prezes Hałgas, gdy do niego zadzwoniliśmy, nie krył zaskoczenia. - Proszę poczekać, sprawdzę w systemie informatycznym, czy takie pismo rzeczywiście wyszło od nas - nie dowierzał. Poprosił o chwilę cierpliwości. - No, rzeczywiście wysłano od nas taki dokument. Trudno mi się ustosunkować, bo po raz pierwszy spotykam się z taką sytuacją, a nie znam akt. Organy władzy publicznej co do zasady nie mają prawa domagać się od obywateli, by oświadczyli się co do swojej wiary. Może to wezwanie wynika z jakiegoś kontekstu sprawy, bo nie wyobrażam sobie, by sąd sam z siebie wezwał stronę w takiej kwestii. Ale może mam za małą wyobraźnię - dodawał zmieszany. I obiecał, że sprawdzi, jaki był powód takiego wezwania. Adwokat domaga się zmiany referenta Adwokat kobiety, która miała przedłożyć zaświadczenie z parafii, wysłał już skargę do prezesa myślenickiego sądu. Powołuje się w niej na treść art. 53 ust. 1 konstytucji, z którego jego zdaniem wynika, że "nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania". Zarzuca sędzi, że naruszyła prawa i wolności osobiste jego klientki. Zaznacza, że uzyskanie informacji o przekonaniach religijnych osoby będącej stroną procesu nie może tez powodować jakichkolwiek skutków prawnych. Adwokat domaga się również zmiany referenta sprawy. - Żadnego takiego zaświadczenia na pewno nie przedłożę - dodaje z naciskiem. Pani sędzia zaskakuje nie pierwszy raz. W jednym ze wcześniejszych pism informujących, że zmiana referenta nie przyspieszy postępowania, powołała się na... prawo Murphy'ego. "Znajduje tu pełne zastosowanie. 'Druga kolejka posuwa się zawsze szybciej. Prawo zachowuje aktualność także po zmianie kolejki'" - zacytowała. ŹRÓDŁO:
  3. Każde nowe osiągnięcie sprawia, że ludzkość chce przekraczać kolejne granice. Dawniej zidentyfikowanie i wyleczenie zwykłej choroby graniczyło z cudem, natomiast dziś porywamy się np. na wszczepianie implantów czy wstawianie protez, a za kilka lat dokonamy pierwszego w historii przeszczepu głowy. Medycyna osiągnęła niewyobrażalny postęp i zmierza obecnie ku uzyskaniu nieśmiertelności oraz przywróceniu człowieka do życia. Od dłuższego czasu słyszymy, że życie wieczne może zapewnić nam technologia. Dmitrij Itskow, rosyjski miliarder, planuje tego dokonać za około 30 lat poprzez umieszczenie swojego umysłu do maszyny. Wydaje się to raczej nieprawdopodobne, ale sam Stephen Hawking, który zazwyczaj porównuje ludzki mózg do komputera przyznał iż jest to możliwe do osiągnięcia. Z kolei Ray Kurzweil, dyrektor ds. inżynierii w korporacji Google jest przekonany, że już za kilkanaście lat będziemy mogli podłączyć nasz mózg do internetu, dzięki nanomaszynom zbudowanym z nici DNA. Wtedy nasz mózg rzeczywiście przekształci się w coś w rodzaju twardego dysku. Bezpośrednie podłączenie się do sieci oznacza, że będziemy mogli zdobywać wiedzę i wszelkie informacje, pobierając je na nasz "biologiczny dysk". Być może są to szalone wizje naukowców, ale ludzkość zmierza właśnie w tym kierunku. Prowadzi to oczywiście do sytuacji, że tylko nieliczni będą mogli korzystać z nowych możliwości. Profesor Yuval Noah Harari z Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie powiedział wprost, że najbogatsi ludzie świata staną się cyborgami i będą żyć wiecznie, natomiast tych biedniejszych czeka śmierć. W północnej części amerykańskiego stanu Kalifornia w tzw. Dolinie Krzemowej powstaje "technoreligia" która pozwoli rozwiązać problem śmierci dzięki technologii. Na dzień dzisiejszy specjaliści dużo wypowiadają się na te tematy, ale wciąż jest to odległa perspektywa. Powstała niedawno firma Humai planuje dokonać prawdziwego przełomu, przywracając martwego człowieka do życia, co miałoby jednak nastąpić najpóźniej w 2045 roku. Na stronie internetowej opisano nawet jak uczeni chcą tego dokonać. "Używamy sztucznej inteligencji i nanotechnologii do przechowywania danych dotyczących stylów konwersacji, wzorów zachowań, procesów myślowych i informacji o tym, jak organizm funkcjonuje na zewnątrz. Dane te zostaną zakodowane w wielu czujnikach technologicznych, które będą wbudowane w sztuczne ciało wraz z mózgiem zmarłego człowieka." Założyciel Humai, Josh Bocanegra przyznaje, że będzie to bardzo trudne do wykonania. W pierwszej kolejności, firma będzie zbierać wszelkie możliwe informacje dotyczące konkretnej osoby. Po jej śmierci, mózg zostanie zamrożony, a gdy technologia będzie już na odpowiednio wysokim poziomie, naukowcy umieszczą organ w maszynie. Jej funkcje będą kontrolowane przy pomocy myśli poprzez odczyt fal mózgowych. Ludzki mózg oczywiście starzeje się, dlatego klonowanie i nanotechnologia mają pomóc naprawiać uszkodzone komórki. Pierwsze przywrócenie człowieka do życia ma nastąpić w przeciągu 30 lat. Josh Bocanegra chce sprawić, aby śmierć nie była koniecznością, a jedynie opcją. Taka "usługa" z pewnością będzie bardzo kosztowna i skorzystają z niej tylko najbogatsi lub przywódcy niektórych państw. Nietrudno wyobrazić sobie świat, w którym roboty przejmują kontrolę nad światem, ale tymi maszynami mogą być właśnie "ludzie" którzy dzięki bionice otrzymali nieśmiertelność. ŹRÓDŁO: tylkonauka.pl
  4. Wróżby andrzejkowe są sprzeczne z nauką Kościoła – tak prawdopodobnie zawyrokowała dyrekcja szkoły podstawowej nr 51 im. Jana Pawła II w Lublinie. Podczas dyskoteki szkolnej, która odbędzie się przed Andrzejkami, lanie wosku będzie zakazane. Rodzice dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej numer 51 w Lublinie podczas wywiadówki usłyszeli od wychowawczyni, że podczas szkolnej zabawy będzie obowiązywał zakaz wróżb. Ta decyzja ma wynikać ze sprzeczności wróżb z nauką Kościoła. Jak wynika z listu przesłanego przez jednego z rodziców do "Gazety Wyborczej", dzieci powinny powstrzymać się od tego typu zabaw również ze względu na fakt, że patronem szkoły jest Jan Paweł II. Rodzic twierdzi, że takie polecenie wydała dyrekcja szkoły, jednak nie ma na to potwierdzenia. Dyrektor Marianna Olszańska wyjaśnia, że podczas dyskoteki będą organizowane "różne" zabawy, jednak nie wiadomo, na czym będą polegały. Według dyrekcji w tym przypadku problemem jest tylko nazewnictwo. Marianna Olszańska stwierdziła, że szkoła nie jest miejscem na tego typu praktyki – po wróżby idzie się do wróżki – skomentowała. Rodzice uczniów z SP 51 są jednak coraz bardziej zaniepokojeni. Twierdzą, że charakter szkoły jest coraz bardziej katolicki, mimo że jest to placówka świecka. Rodzice zwracają uwagę na to, że obyczaje andrzejkowe od wieków współistnieją wraz z katolickimi tradycjami. Sprawa wróżb jest drobnostką, jednak ingerencja szkoły czy Kościoła jest w tej kwestii niedopuszczalna - twierdzą rodzice. "Gazeta Wyborcza" przypomina o innych incydentach, które miały miejsce w lubelskiej podstawówce. Na tablicy umieszczonej na stołówce miały widnieć zasady kulturalnego spożywania posiłków, a pierwsza dotyczyła modlitwy przed i po jedzeniu. Oprócz tego nauczyciele skarżyli się, że pieniądze z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych wydawane są na pielgrzymki, a przed Wielkanocą w szkole zorganizowano drogę krzyżową. ŹRÓDŁO: natemat.pl
  5. Uczeni mają zamiar teleportować żywy organizm. Zespół fizyków pracuje nad nowym, ambitnym projektem. Chodzi o to, aby przetestować kwantową zasadę superpozycji - gdy obiekt może istnieć w dwóch miejscach na raz - na obiektach. Robiono już to z fotonami, ale nikt nigdy nie próbował wykorzystać do tego celu żadnego obiektu. Eksperci w dziedzinie fizyki kwantowej, Tongcang Li z Purdue University w stanie Indiana oraz Zhang-Qi Yin z Tsinghua University w Pekinie, sugerują, że do eksperymentu z kwantową superpozycją można użyć najczęściej występujących mikroorganizmów, czyli bakterii. Co prawda od dawna znamy słynny eksperyment myślowy zwany kotem Schroedingera, który zakładał wprowadzenie zwierzęcia w stan jednoczesnego życia i śmierci, poprzez stworzenie probabilistycznej pułapki z isotopem i trucizną. Nikt jednak nie próbował nigdy dokonywać go w rzeczywistości, aby ów determinizm kwantowy zaobserwować. Stan kwantowej superpozycji ciała podczas eksperymentu nie został jeszcze nigdy osiągnięty. Zaproponowano wprowadzenie mikroba w stan, w którym mikrob byłby w dwóch różnych miejscach w tym samym czasie. Aby to osiągnąć, naukowcy zaproponowali użycie urządzenia opracowanego w University of Colorado. Składa się ono z aluminiowej wibrującej membrany, która jest w stanie utrzymać stan superpozycji. To właśnie na niej fizycy planują umieścić drobnoustrój, co ma ułatwić dostosowanie go do stanu superpozycji. Eksperci mają nadzieję, że uda się tego dokonać w ciągu najbliższych 3 lat. Do osiągnięcia teleportacji w stylu tej jaką znamy z filmów science-fiction jest jeszcze bardzo daleko, ale wydaje się, że o ile jest to możliwe, to fizycy odkryją jak tego dokonać i najwyraźniej podążają właściwą drogą. ŹRÓDŁO: innemedium.pl
  6. Mars posiada cienką atmosferę, składającą się gł. z dwutlenku węgla.
  7. Jak na wszystko, nic nie trwa wiecznie w tym samym kształcie i stanie. Jedne cywilizacje umierają, drugie powstają. Mam nadzieję, że chociaż zdążymy zagrzać miejsce w innym rejonie galaktyki.
  8. Nie wykluczam, że do dzisiaj istnieje tam życie, lecz prawdopodobnie głęboko pod powierzchnią planety; może Mars jest pusty w środku, tak jak - wedle opinii niektórych - Ziemia.
  9. Przypomnijmy że według naukowców, Mars mógł być w odległej przeszłości bardzo podobny do naszej planety. Niektórzy twierdzą nawet, że Czerwona Planeta była kiedyś zamieszkała. Amerykańska agencja DARPA powiadomiła o swoich niezwykłych planach przekształcenia Marsa w planetę bardziej przyjazną do życia. Mars jest obecnie zimną planetą, na której panują bardzo surowe warunki. Człowiek nie miałby praktycznie żadnych szans na przetrwanie, choć można je nieco zwiększyć dzięki dzisiejszej technologii. To oczywiście nie wystarcza. Agencja DARPA twierdzi, że dzięki inżynierii genetycznej i biologii syntetycznej uda się dosłownie przeobrazić Marsa. Alicia Jackson, wicedyrektor Biura Technologii Biologicznych należącego do DARPA powiedziała, że agencja jest w posiadaniu przełomowej biotechnologii, która pozwala dokonać znacznych zmian nie tylko tu na Ziemi, ale również w kosmosie. Nawiązując jednak do kosmosu, Jackson wskazywała na powyższą grafikę artystyczną, gdzie zaprezentowano terraformację Marsa. Dzięki inżynierii genetycznej i biologii syntetycznej, DARPA chce edytować geny jakiejkolwiek formy życia na naszej planecie i tworzyć w ten sposób zupełnie nowe twory - brzmi to jak zabawa w Boga. Następnie agencja chciałaby wykorzystać specjalnie zmodyfikowane genetycznie organizmy aby naprawiły szkody wyrządzone w danym środowisku. Jackson twierdzi, że dzięki tym organizmom można byłoby przywrócić do życia środowisko, które ucierpiało przez jakąś katastofę naturalną lub wywołaną przez człowieka. Krótko mówiąc, DARPA chce stworzyć nowe życie i wysłać je na Marsa aby planeta stała się bardziej przyjazna dla człowieka. Dzięki temu, ludzkość mogłaby ją skolonizować. Oczywiście tylko czas może pokazać, czy jest to możliwe i czy w przyszłości rzeczywiście dojdzie do terraformacji Czerwonej Planety. ŹRÓDŁO: tylkonauka.pl
  10. Naukowcy zdołali stworzyć pierwszy na świecie bio-komputer. Biolodzy wyodrębnili kilka szczepów mikroorganizmów, które razem mogą kontrolować inne bakterie. W przyszłości, odkrycie to pozwoli na budowanie maszyn liczących opierających się na biologicznych "tranzystorach". Uczeni z Rice University zdołali stworzyć żywy układ złożony z kilku rodzajów bakterii, które wpływały na siebie wymuszając jego określone zmiany. Jest to zatem biologiczny ekwiwalent tego co w świecie elektroniki nazywany komputerem. Inspiracją dla bio-komputera stało się zaobserwowane już dawno współdziałanie bakterii w ludzkim żołądku. Naukowcy odtworzyli procesy interakcji prymitywnych mikroorganizmów zmuszając je do działania w kontrolowany sposób. System, w którym współpracują trzy rodzaje drobnoustrojów funkcjonuje bardzo podobnie do układu binarnego, który jest stosowany w mikroprocesorach. W swoich eksperymentach biolodzy użyli dwóch genetycznie modyfikowanych szczepów bakterii E. coli. Dzięki stymulacji bakterie te wytwarzają cząsteczki sygnałowe, które włączają lub wyłączają geny w trzecim szczepie bakterii. Co ciekawe, wszystkie trzy szczepy są połączone w ramach jednej próbówki, co stwarza możliwość budowy w przyszłości specjalnych biologicznych modułów obliczeniowych. ŹRÓDŁO: www.tylkonauka.pl
  11. Możliwe, ale przedtem nami musi porządnie wstrząsnąć w celach wychowawczych .
  12. Wszyscy łudzili się, że globalna katastrofa to sprawa tak odległa, że zdążyliby 3 razy umrzeć, a tu mroczna wizja urzeczywistnia się na naszych oczach.
  13. Naukowcy z University of California w Stanach Zjednoczonych zdołali stworzyć w warunkach laboratoryjnych wiązkę laserową, która może w przyszłości niszczyć lub zmieniać trajektorię lotu zagrażających Ziemi asteroid. Instalacja nazywa się Directed Energy System for Targeting of Asteroids and Exploration, w skrócie DE-STAR. Odpowiednie doświadczenia potwierdzające przydatność technologii przeprowadzono na kamieniach bazaltowych. Ich podgrzewanie za pomocą lasera spowodowało, że materiał skalny zaczął się rozkładać. Gdyby strzelano do jakiegoś kosmicznego gruzu teoretycznie powinno to wpłynąć na masę obiektu, a na skutek jej zmiany i gazów emitowanych podczas ogrzewania, obiekt może trwale zmienić tor lotu. Aby jednak ta obiecująca technologia stała się rzeczywistą linią obrony Ziemi minie jeszcze dużo czasu. Miejmy nadzieje, że mamy go odpowiednio dużo, aby odpowiednio przygotować się na sprostanie wyzwań jakie dla ludzkości powstają na skutek kosmicznych zagrożeń. ŹRÓDŁO: www.tylkonauka.pl
  14. Niestety Danut u nas krwawy księżyc będzie niemal niewidoczny, jak zwykle Polskę omijają interesujące zjawiska . Słyszałem już o teoriach wokół tego, z Sądem Ostatecznym włącznie .
  15. 5 lat, tyle dzieli nas od roztopienia się pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym, do tego stopnia, aby możliwa była swobodna żegluga morska. Taki scenariusz przedstawił właśnie Peter Wadhams, wieloletni badacz Arktyki z Uniwersytetu Cambridge w Anglii. Według niego w 2020 roku, a więc dwie dekady wcześniej niż wskazują na to modele klimatyczne, lód morski w Arktyce przestanie stanowić zwartą pokrywę. Podzieli się na niewielkie fragmenty, które będą z łatwością mogły przemierzyć lodołamacze. Początkowo ustępowanie lodu będzie miało miejsce jedynie we wrześniu, a więc w okresie największego topnienia. Jednak z biegiem kolejnych lat zjawisko to będzie się rozszerzać także na kolejne miesiące. Zanik lodu to dla największych mocarstw bardzo dobra wiadomość, ponieważ będzie możliwe eksplorowanie dotąd niedostępnych bogactw naturalnych, a trzeba pamiętać, że w samej tylko rosyjskiej części Arktyki znajduje się 106 miliardów ton ropy naftowej i 69,5 biliona metrów sześciennych gazu ziemnego, a więc około jednej czwartej wszystkich szelfowych złóż węglowodorów na świecie. Jednak to co początkowo może się okazać wygraną na loterii, bardzo szybko może się zmienić w prawdziwy koszmar, ponieważ im będzie cieplej i im mniej lodu morskiego będzie zalegać w Arktyce, tym większe ilości metanu będą uwalniane z roztapiającej się wiecznej zmarzliny do ziemskiej atmosfery. Naukowcy szacują, że metanu spoczywającego w ziemi może być nawet 500 razy więcej niż tego znajdującego się już w atmosferze. A trzeba pamiętać, że metan aż 30 razy skuteczniej zatrzymuje ciepło w ziemskiej atmosferze niż dwutlenek węgla. Początkowo naukowcy byli przekonani, że emisja metanu z wiecznej zmarzliny przebiega spokojnie, ponieważ średnie temperatury nie podniosły się radykalnie. Jednak ostatnia wyprawa naukowa przyniosła szokujące wieści, o czym poinformowano podczas 3-dniowej konferencji Zgromadzenia Kręgu Polarnego, w którym zasiadają naukowcy i mieszkańcy dalekiej północy. Ekspedycja została zorganizowana przez politechnikę w Tomsku na Syberii, gdzie utworzono program międzynarodowych studiów, w którym uczestniczą badacze z Rosji, Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii i innych krajów. Naukowcy zlokalizowali aż pół tysiąca źródeł tzw. anomalnej emisji metanu. W niektórych przypadkach emisja sięga aż setek gramów tego gazu na metr kwadratowy w ciągu doby. Jeżeli temperatura wzrośnie jeszcze bardziej, a tak się stanie, jeśli nie uda nam się wypracować ogólnoświatowego porozumienia klimatycznego i ograniczyć emisji CO2, to dojdzie do swoistej reakcji łańcuchowej. Gazy cieplarniane będą podnosić temperaturę, a ta będzie roztapiać wieczną zmarzlinę i uwalniać jeszcze większe ilości tych gazów. W efekcie proces przybierze na gwałtowności na tyle, że nie będziemy go w stanie powstrzymać. Błękitna Planeta może zmienić się w piekło szybciej niż przewidywały to najczarniejsze scenariusze. ŹRÓDŁO: www.geekweek.pl