• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

Kupczan

Zasłużony dla ZP
  • Zawartość

    538
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Kupczan

  1. Odniosę się do pierwszego posta - całe zagadnienie oscyluje wokół eschatologii chrześcijańskiej. Wszystko ma swój cel - zapoczątkowanie czegoś, poruszenie do istnienia ujawnia ostatecznie swój sens właśnie na końcu.
  2. Tutaj chodziło o to, czy dar złożony Panu był autentycznie najlepszy. Jak wiadomo - baranek ma wiele odniesień symbolicznych, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie (w NT określenia tego używał Jan Chrzciciel i odnosiło się do Baranka Bożego). W tradycji starotestamentalnej ofiara z baranka była jedyną formą ofiary składanej Bogu Jahwe. Toteż dlatego ofiara Abla była tą "prawą". Z kolei płody ziemi Kaina zostały wybrane przypadkowo - nie dokonał on selekcji i nie wybrał najlepszych A co do tematu głównego - historia Adama i Ewy ma za zadanie obrazować życie pierwszych ludzi, a nie próbować udowodnić i tłumaczyć historię powstania gatunku ludzkiego. Oczywistym jest fakt, że poza rajem byli inni ludzie.
  3. Wiara w życie pośmiertne jest ściśle związana z wiarą w istnienie duszy. Wypływa ona z przekonania, iż człowiek składa się nie tylko z ciała, ale i z "czegoś" nieśmiertelnego, zwanego zwykle duszą, duchem, itp. Ten właśnie niematerialny składnik ma posiadać właściwość nieśmiertelności, to znaczy istnieć wiecznie mimo śmieci materialnego ciała ludzkiego. Skąd powstała wiara w duchy i dusze?? Naukowe badania wykazują, że powstała ona kilkadziesiąt tysięcy lat temu, kiedy walka człowieka o byt była była jeszcze przede wszystkim walką z otaczającą przyrodą. Człowiek pierwotny posiadał wówczas narzędzia bardzo prymitywne i mało zróżnicowane, zdobywając pożywienie głównie przez polowanie na zwierzynę i zbieranie owoców oraz nasion jadalnych, bulw, korzeni, itp. Życie ludzi pierwotnych było nieustanną walką z przyrodą o możliwość istnienia i rozwoju. Nierówna była ta walka z potężnymi siłami przyrody: drapieżnymi zwierzętami, potęgą żywiołów, brakiem pożywienia i wody, przemożną siłą mrozu, potęgą promieni słonecznych, które w krajach tropikalnych mogą nawet zabić człowieka. Słabo uzbrojony był człowiek pierwotny do tej walki. Mizerne były jego prymitywne narzędzia zrobione z pałek, kamieni,rogu i kości. Bezradne i bezsilne były gromady ludzkie, które swoją działalność przeciwstawiały potężnym siłom przyrody. Świadomość społeczna nie znajdowała na początku swego rozwoju istotnych różnic między człowiekiem a przyrodą. Bo też nie było ich jeszcze tak wiele. Dopiero doskonalone dzięki pracy pokoleń narzędzia, pozwalające stopniowo opanowywać przyrodę, tworzyły te istotne różnice, wynosząc człowieka ponad pewne zjawiska W ciągu setek tysięcy lat ludzie byli przekonani, że są takimi samymi zwierzętami jak te, na jakie polują. Byli przekonani, że zwierzęta lub ich przedmioty w postaci ludzkiej i na odwrót, ludzie w zwierzęcej. Ślady tych wierzeń spotykamy i dziś w baśniach ludowych w postaci zamiany ludzi w wilkołaki, upiory, zmory, itp. Pamiętać musimy przy tym, że życie człowieka już od samego zarania było życiem społecznym. Wspólne było zdobywanie żywności, rozpalanie ognia, wspólny wyrób narzędzi służących do zdobywania żywności, wspólne zaspokajanie wszystkich potrzeb bytu ludzkiego. Tylko dzięki tej bardzo ścisłej wspólnocie możliwe było, że taka słaba istota jak człowiek potrafiła przeciwstawiać się potędze żywiołów przyrody i nie tylko utrzymywać przy życiu, ale i zwyciężać przyrodę. Człowiek oddziałuje na świat, ale i świat oddziałuje na człowieka. Oddziałuje sam rodzaj wykonywanej pracy, otoczenie innych ludzi, ogólne warunki bytu, zjawiska społeczne. W społeczeństwie pierwotnym gromada ludzka działała, to: zabijała zwierzęta, i zbierała owoce roślin, aby zaspokoić głód, rozniecała ogień i zdobywała opał, aby się ogrzać, zbierała kamienie pewnego kształtu i starała się uczynić przedmioty wygodniejsze w życiu - to znaczy wytwarzała pierwsze narzędzia, aby dopomóc sobie w swej działalności. Ale też i przedmioty, zwierzęta, i zjawiska przyrody oddziaływały na ludzi, na ich byt. To oddziaływanie rzeczy i zjawisk istniejących poza gromadą ludzką, w przyrodzie, ludzie pierwotni odczuwali jako przeciwstawną im siłę, którą musieli pokonywać. Kamień spadający z góry porusza się "jak żywy", a więc działa podobnie jak poruszający się człowiek. Ludzie świadomie, z określonym celem zdobycia żywności, napadają i zabijają zwierzęta, ale i niektóre drapieżne zwierzęta napadają człowieka. Deszcz zalewa ognisko jak gdyby celowo, świadomie chciał zgasić to właśnie ognisko. Ludzie pierwotni nie odróżniali działalności sił otaczającej ich przyrody (będąc sami częścią tej przyrody) od swojej własnej działalności. W zjawiskach przyrody widzieli przede wszystkim działanie wpływające na samych ludzi, działanie podobne do mniej lub więcej świadomego, celowego działania ludzi. W tym działaniu pozostawał człowiek w codziennej praktyce również i przerwanie działania. Jego ostateczne i nieodwracalne zakończenie: ŚMIERĆ. Zabite zwierzę lub człowiek, który zginął w oczach swojej gromady w walce z drapieżnikami albo żywiołami przyrody, przestawał się poruszać, działać. Zjawisku śmierci - najczęściej w ówczesnych warunkach bytu gwałtownej - towarzyszył upływ krwi, ustanie oddechu. Nie znając budowy i praw działania organizmu ten zewnętrzny objaw za samą treść zjawiska. Z upływem krwi, z oddechem w przekonaniu pierwotnych ludzi uchodziło z ciała to, co powodowało działanie. Uchodził więc drugi "człowiek", "drugie zwierzę". W przekonaniu pierwotnych ludzi wtedy właśnie oddzielało się od ciała to, co powodowało poruszanie się, działanie człowieka lub zwierzęcia - jego dusza. W swojej codziennej praktycznej działalności człowiek postrzegał fakty, które były dla jego słabo rozwiniętego myślenia niepojęte. Niejednokrotnie w czasie polowania nad rzeką czy jeziorem ludzie widzieli i zwierzę nad brzegiem, i jego odbicie w wodzie. Widzieli więc dwa zwierzęta, a upolowali tylko jedno. Drugie gdzieś znikało. Te naturalne zjawiska były niezrozumiałe. Wszytko to wywołało przekonanie, że świat jest podwójny, że każdy przedmiot istnieje jak gdyby w dwóch postaciach. Pierwotny człowiek, jak potwierdzają wykopaliska - miał mózg jeszcze słabo rozwinięty. Dopiero przez praktykę działania swego własnego i swoich towarzyszy uczył się coraz sprawniej myśleć, dzięki czemu coraz bardziej rozwijał się mózg. Jednak słabo rozwinięty mózg potrafi zapamiętać postrzegane, przeżyte zdarzenia. Co więcej - potrafi wyobrażać je sobie. Ludzie pierwotni, chociaż ich myślenie nie było jeszcze rozwinięte, potrafili wyobrażać sobie te przedmioty, z którymi najczęściej się stykali i które miały dla ich bytu największe znaczenie Zdolność myślenia ludzi pierwotnych nie była jeszcze tak rozwinięta, by mogli oni pojąć, że obraz człowieka, zwierzęcia czy przedmiotu, który powstaje w ich pamięci, w myśli, jest jedynie i tylko działaniem mózgu. Pierwotni ludzie nie odróżniali pamięciowego obrazu powstającego jedynie w naszym mózgu od rzeczywistego materialnego przedmiotu. Oni stwierdzali jedynie fakt, że obok materialnych przedmiotów, równolegle spostrzegają jakieś zupełnie podobne przedmioty. Wytwarzało to więc przekonanie, że każda żywa istota, a nawet każdy przedmiot istnieje w dwóch postaciach: jednej uchwytnej, drugiej nieuchwytnej. To właśnie ta druga (nie dająca się ująć w ręce, zjeść) postać przedmiotu - jakbyśmy dziś powiedzieli: sobowtór przedmiotu - powodowała jakoby zdolność poruszania się działalność. To ona jakby uchodziła wraz z krwią wypływającej z rany lub oddechem umierającego człowieka czy ginącego zwierzęcia. Ten myślowy obraz, wyobrażenie postrzeganych przedmiotów ludzie pierwotni nazywali duszą. Dusza wg ich wyobrażeń nie miała jednak nic wspólnego z jakimś niematerialnym lub nadprzyrodzonym duchem. Była ona uważana za drugi, taki sam przedmiot, jaki przedstawia. Wierzono, że jest materialna i śmiertelna, tak jak ciało, które wyobraża. Żyje dłużej, ale też umiera, jeśli jej nie karmić. Dlatego to w grobach sprzed tysięcy lat znajdujemy przedmioty, których używał zmarły, narzędzia, itp. Za siedlisko duszy pierwotnie uważali krew lub piersi - gdyż życie wycieka z krwią i ulatuje z ostatnim oddechem, natomiast Eskimosi umieszczali duszę we włosach. Duszę wyobrażano sobie w najrozmaitszy sposób - w postaci podobnej do pająka, do wampira wysysającego krew żywym ludziom, do ognistej kuli wychodzącej nocą z ciała, do cienia lub odbicia wizerunku człowieka w wodzie, najczęściej jednak w postaci sobowtóra. Czasami także wyobrażano sobie duszę w postaci "ciepłego wiatru" To tyle, mam nadzieję, że Wam się podobało.
  4. Wiem, było wiele tematów dotyczących klątwy faraona, ale postanowiłem napisać taki w miarę sensowny. Spalona słońcem Dolina Królów w Tebach. Ta wielka nekropolia stanowi prawdziwy raj dla archeologów. To tutaj znalazło wieczny spoczynek kilkudziesięciu władców egipskich z XVIII-XX dynastii. Wśród nich Tutanchamon, którego grobowiec został odkryty przez angielskiego archeologa Howarda Cartera w 1922 roku, w ostatnim sezonie wykopalisk. Jak mówi prof. Andrzej Niwiński, egiptolog z Uniwersytetu Warszawskiego, archeolodzy zawsze lękają się dnia zakończenia prac. Właśnie wówczas, nie wiadomo dlaczego, często dochodzi do najciekawszych odkryć. I wszystko trafia na nieprzygotowany grunt: bagaże spakowane, badacze jedną nogą w drodze do domu i... co wtedy robić? Grobowiec Tutanchamona odkryto podczas ostatniej, rozpaczliwej wręcz próby, kiedy sponsorowi wyprawy - był nim lord George Carnarvon - kończyły się już fundusze, a ostatnim nie zbadanym jeszcze miejscem w Dolinie Królów pozostał teren pod dawnymi barakami egipskich robotników, pracujących przy wznoszeniu grobowców. Poszukiwania trwały tylko dzięki naciskowi Cartera, który-choć uchodził za skąpca - był gotów sfinansować ich dokończenie, byle tylko mieć pewność, że nie zaniechał sprawdzenia wszystkiego. I trafił w dziesiątkę. "Początkowo nie widziałem nic. Świeca migotała, lecz po chwili w jej blasku zacząłem dostrzegać niewyraźne zarysy przedmiotów. Z mroku zaczęły wyłaniać się figury ludzi i przedziwne postacie zwierząt. W blasku świecy wszędzie widać było złoto" - relacjonował ekscytujący moment wejścia do grobowca Howard Carter. Wiadomość o dokonaniu cudownego odkrycia lotem błyskawicy obiegła świat. Na miejsce wykopalisk zaczęły walić tłumy. Wśród chętnych do obejrzenia legendarnego skarbca byli zarówno specjaliści - tym me odmawiano - jak i protegowani rozmaitej proweniencji. "Wiele niegdyś licznie odwiedzanych miejsc świeciło pustkami, bowiem wszystkich przyciągał jak magnes grób Tutanchamona. Pielgrzymki wyruszały już wczesnym rankiem. Turyści potrafili spędzić cały dzień czytając, rozmawiając, robiąc na drutach, fotografując grób i siebie nawzajem" - wspomina Carter. Masowo napływający ciekawscy zaczęli stanowić problem. Po pierwsze, utrudniali prowadzenie właściwych prac, po drugie - ich obecność zagrażała bezpieczeństwu znalezisk. Dziennikarze, którzy wciąż domagali się nowych informacji, a byli gotowi czatować od świtu do nocy, także stali się utrapieniem. W tej sytuacji Carter zdecydował, że wyłączność na dostarczanie wiadomości da jednej tylko gazecie. Wybór padł na londyński "Times", ponieważ zarówno Carter, jak i Carnarvon byli Anglikami. Co w tej sytuacji mieli robić inni żurnaliści? Wpadli we wściekłość. Oczywiście, oprócz powielania informacji z "Timesa", by nie zawieść swoich czytelników musieli wynajdywać własne sensacje. Nierzadko były one wymierzone przeciwko Carterowi, którego trudny, impulsywny charakter sprawiał, że łatwo zrażał do siebie ludzi. Wtedy właśnie narodziła się legenda o klątwie faraona, z którą można się jeszcze spotkać i dzisiaj. Zaczęło się od śmierci lorda Carnarvona, finansującego poszukiwania grobowca Tutanchamona. Zmarł on w kwietniu 1923 roku, w następstwie zacięcia się brzytwą - później wdało się zakażenie. Obecnie lekarze potrafiliby sobie z tym poradzić, wtedy zakończyło się to fatalnie. Śmierć lorda przeszłaby jednak bez echa, gdyby nie opublikowany dwa tygodnie wcześniej w "New York Times" artykuł Marie Corelli, która powołała się na francuski przekład arabskiej "Egipskiej historii piramid". Zapowiadał on, zdaniem autorki, śmierć tych, którzy zakłócą spokój faraona. W rzeczywistości dawni mieszkańcy Egiptu nie stosowali klątw tego rodzaju. Wszelkie zastrzeżenia i pogróżki odnosiły się tylko do tych, którzy naruszyliby prawo własności i wdarli się do komór grobowych, co nie było rzadkie w starożytnym Egipcie. Zwłaszcza w okresach załamywania się władzy królewskiej rabusie korzystali z okazji i plądrowali groby w poszukiwaniu kosztowności.
  5. Zapomniałem o jednym...
  6. I to chyba tyle :>
  7. No to odświeżamy temat... http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/545272_527655017251942_182886291_n.jpg
  8. 2w1 - Służący. To skrzydło daje dwójce nieco uczciwości i emocjonalnej stabilności. Gdy dwójka z tym skrzydłem jest zdrowa, pracuje według swoich zasad pomagania innym. Może się starać utrzymywać wysokie standardy. Etyka jest ważniejsza niż duma. Jest bardziej dyskretna i szanująca granice innych ludzi, a gdy jest smutna, ma tendencję do zamykania się w sobie i przeżywania silnych emocji wewnątrz. Jest bardziej melancholijna niż dwójka ze skrzydłem trzy. Gdy jest w stresie, często myli swoje poczucie misji pomagania innym z potrzebami związanymi tylko z jej osobą. Może ślepo kierować się swoimi motywami, naruszać prywatność innych osób oraz starać się innych zdominować. Uważa, że jej akcje są zupełnie usprawiedliwione poczuciem, że pomaga w dobrej wierze. Może równiez skupiać się tylko i wyłącznie na pomaganiu innym. Jest to dla niej sposób aby unikać roztrzygania dylematu czy trzymać się swoich zasad etyczno-moralnych czy słuchać swoich własnych potrzeb.
  9. Trochę mało szczegółów, ale zobaczymy, co da się z tym zrobić 1. Sen może być spowodowany chęcią zapewnienia bezpieczeństwa i dobra najbliższym Twojej dziewczyny. Wybiegający pies oznacza lęk przed wyrządzeniem krzywdy komuś z jej bliskich, lub też lęk przed utratą jakiejś osoby. Niekoniecznie musi to być pies i koleżanka. Co do cykliczności - jest ona tylko potwierdzeniem tego, że jej obawy nie są wywołane pod wpływem pojedynczego bodźca. 2. Wieś otoczona dokoła rzeką może oznaczać pewnego rodzaju azyl - np. psychiczny, duchowy. Jest symbolem poczucia bezpieczeństwa społecznego (chodzi mi o relacje międzyludzkie i więzi rodzinne). Jeśli i ten sen się powtarza, można zaobserwować zjawisko podobne jak w śnie pierwszym - obawa przed utraceniem bezpieczeństwa lub narażeniem na agresję (w jakiejkolwiek postaci) na kogoś 'z zewnątrz'. Jak mówię, podane jest za mało szczegółów aby trafniej zinterpretować te sny. Moja interpretacja może być tylko jedną z wielu, niemniej jednak mam nadzieję, że pomogłem
  10. Także i ja uważam, że musi sporo czasu upłynąć, aby marihuana została zalegalizowana. Osobiście jestem za, gdyż niemały procent wydatków państwa idzie właśnie na walkę z przestępczością związaną z marihuaną.
  11. Postaram się zinterpretować Twój sen z punktu widzenia psychoanalizy marzeń sennych. A priori mówię, że takie interpretacje są mało dokładne bez dokładniejszego zbadania Twojej osobowości. Otóż cała "fabuła" Twego snu dotyczy Ciebie, a dokładnie Twojej psychiki. Dom jest obrazem Twojego umysłu, a członkowie rodziny (jak i przyjaciółka) oznaczają Twoje problemy lub sprawy, które interpretujesz jako ważne. Winda stanowi rodzaj bariery pomiędzy rzeczami ważnymi (a także tajemnicami) i mniej ważnymi. To, że nie ma ścian znaczy, że nie masz problemów z rozróżnianiem i dostrzeganiem priorytetów w Twoim życiu. Wyłamane drzwi można rozumieć dwojako: 1. Ktoś Cię inwigiluje, czujesz się "na uwięzi"; 2. Ktoś próbuje poznać Twoją tajemnicę (której personifikacją jest osoba Twojej siostry). Mężczyzna-złodziej jest oczywiście próbującym się czegoś dowiedzieć człowiekiem. Twoja ucieczka z siostrą oznacza próbę zatajenia czegoś lub ochrony Twojego prywatnego życia. Mówisz, że w tym miejscu kończy się pierwsza część snu. Druga jest poniekąd kontynuacją pierwszego - znaczenie osób i zjawisk jest takie samo (ludzie jako sekrety, sprawy; dom jako jaźń; piętra jako poziomy priorytetów). Ponowna zamiana tyczy się zwrócenia uwagi na wcześniej wspomnianą rzecz, o której próbował się dowiedzieć mężczyzna. Interpretuję to tak, że rolę siostry przejęła teraz żona - jest to jakby 'atrybut' dojrzałości, bądź upływu konkretnego okresu czasu. Sprawa, która była kiedyś ważna, powoli odchodzi w zapomnienie lub ulega przedawnieniu. Prawnik i detektyw to głosy sumienia; prawnik kwestionuje sprawy moralne, a detektyw szuka rozwiązania. Kolejnymi postaciami przewijającymi się w Twoim śnie są lekarz i matka. Lekarz także i tu odgrywa głos sumienia (być może chodzi o dążenie do katharsis lub czegoś w tym stylu), a matka jest kolejną ważną wartością dla Ciebie. Branie szczeniaka rozumiem jako zainteresowanie problemem bliskiej Ci osoby i pomoc w jej w rozwiązaniu takowego. Na koniec - rola bycia płcią przeciwną w śnie może świadczyć o sposobie patrzenia na różne rzeczy z innej perspektywy, niż czynisz to zazwyczaj. To na tyle z mojej strony, myślę, że pomogłem
  12. Jesteśmy żywym układem, ale myślącym, posiadającym świadomość i uczucia. Jak to potraktować? Czy świadomość jest dostrzegalna? Czy można ją zmierzyć, zważyć, zarejestrować? Oczywiście, że nie – przynajmniej dostępnymi nam metodami i w naszym wymiarze. W innych wymiarach – owszem, być może jest to możliwe. Prof. David Bohm, słynny angielski fizyk, na podstawie precyzyjnych obliczeń potwierdził istnienie we Wszechświecie 12 wymiarów, w jakich rozgrywa się nasza rzeczywistość. Drzwi do innych, równoległych światów mogą otwierać – według niektórych naukowców – potężne pola magnetyczne tworząc swoiste „szczeliny” w czasie i przestrzeni.Tezę o istnieniu równoległych światów (teoria wielości światów we Wszechświecie) przedstawił również w końcu XVI (!) wieku genialny filozof Giordano Bruno (dominikanin zresztą), spalony w 1600 r. na stosie za tę herezję. A już na marginesie naszego zasadniczego tematu: liczba „12” jawi się jako liczba w pewnym sensie mistyczna – 12 godzin na zegarze, 12 miesięcy, 12 znaków Zodiaku, 12 czakramów (centrów energii), 12 ciał niebieskich w naszym Układzie Słonecznym (włącznie z planetą „X” – Transplutonem, zwanym przez starożytnych Sumerów Mardukiem), a z tematów biblijnych (w tym apokaliptycznych) – 12 apostołów, 12 tysięcy opieczętowanych z 12 plemion Izraela, 12 bram w Świętym Mieście, a na bramach 12 aniołów, 12 warstw fundamentów murów miasta o długości 12 tysięcy stadiów itd. Dodajmy do tego dwanaście królestw dla dwunastu oświeconych, dwunastu władców przemawiających do dwunastu aniołów – to już z „Ewangelii Judasza”... Uff! Wracajmy do tematu. Fizjolog mózgu, noblista sir John C.Ecless przeprowadzał badania nad zjawiskiem tzw. „wędrującej świadomości”. Opierając się na podstawowym w fizyce prawie zachowania masy i energii doszedł do wniosku, że bioenergia człowieka nie może zniknąć nawet po śmierci. Zagadką jest tylko, czy energia świadomości po śmierci ustroju pozostaje całością, czy też zostaje rozbita na drobne cząstki? Energia jest równoważna materii (i na odwrót - przynajmniej tak dzis uważamy na podstawie znanych praw fizyki przyjętych za słuszne...), więc materia podobnie jak energia może pojawiać się w każdym wymiarze, choć niekoniecznie musimy ją dostrzegać. Wyobraź sobie łopaty śmigłowca. Widzisz je doskonale, kiedy są nieruchome. Po wprowadzeniu w ruch wirowy nie widzimy ich, nie potrafimy wykryć zmysłami ich obecności. Jedynie nasza świadomość oparta na wiedzy i doświadczeniu mówi, że one istnieją i nie należy zbliżać się do nich. Dla człowieka nieświadomego takie spotkanie z niewidoczną dla niego energią może skończyć się tragicznie.W tym sensie wirujące łopaty wirnika są dla nas w innym wymiarze. Są dostępne dla naszych zmysłów pod warunkiem, że znajdziemy sposób na przywrócenie ich do naszego dostrzegalnego świata. Wystarczy więc zatrzymać wirnik. Można ównież wejść w „inny wymiar”. Jak? Po prostu usiąść na wirujące łopaty wirnika (technicznie jest to trochę trudne, prawda?). Względem łopat nasze ciało będzie nieruchome – wszakże poruszamy się z jednakowymi prędkościami. Będziemy wówczas widzieli każdy szczegół budowy wirnika. Jednak jednocześnie stracimy z oczu cały świat – znajdziemy się w innym wymiarze. Zatrzymanie łopat wirnika– to powrót do naszego wymiaru. Typowe dla teorii względności – jeśli chcemy powiedzieć, że poruszamy się (lub nie poruszamy się), to zawsze należy dodać: „A względem czego?” I inna jeszcze ilustracja teorii względności Einsteina. Trzymasz w rękach gorący garnek przez sekundę – wydaje Ci się, że to godzina; trzymasz w ramionach gorącą kobietę przez godzinę – wydaje się, że upłynęła sekunda ... Przykład śmigłowca – z pewnością niesłychanie uproszczony – jest ilustracją ruchu materii poza granicę naszego postrzegania i jej powrotu do świata ludzkich zmysłów. Czy w takim razie nasza świadomość nie może zachowywać się podobnie? Okazuje się, że świadomość to również forma energii. Energia jest niewidoczna, niewyobrażalna. Dostrzegalne są jedynie jej skutki. Świadomość człowieka wykazuje działanie - jest w stanie spowodować ujemne, względnie dodatnie skutki w tkance łącznej i nerwowej, ba! - w całym ustroju człowieka. Świadomość nie odgrywa li-tylko roli poznawczej, świadomość jest stwórcza - nie tylko od-twórcza. Warto tu przypomnieć przedstawianą wcześniej hipotezę przyczynowości formatywnej Ruperta Sheldrake’a i wizję Pierre’a Teilharda de Chardin. Jest więc tak, że: MYŚL STWARZA. Myśl jest energią, a my sami zmaterializowaną, czyli bardzo gęstą postacią energii obdarzoną świadomością. Świadomość jest więc stanem energetycznym (W. Sedlak), a nie tylko poznawczym, nosi więc cechy materii. Energetyczna strona materii to dynamika i działanie, to siły oraz ich zależności.To z kolei powoduje, że świadomość bezustannie komunikuje się. Bowiem świadomość wibruje lub można ją zmusić do wibracji. Kluczem tej komunikacji i wibracji jest spektrum elektromagnetyczne działające na bioelektroniczny układ naszego organizmu (będziemy do tego jeszcze kilkakrotnie wracać). ŚWIADOMOŚĆ JEST BYĆ MOŻE NAJSUBTELNIEJSZĄ FORMĄ MATERII I RUCHU, BARDZIEJ SUBTELNYM ASPEKTEM RUCHU CAŁOŚCIOWEGO. Ponieważ myśl jest energią, więc myślą (a także uświadomieniem sobie źródła naszej mocy, tj. obecności Boga w człowieku – „JAM JEST...” – przecież jeśli zostaliśmy stworzeni przez Boga, to jesteśmy Jego dziećmi, a więc posiadamy boski pierwiastek...) - możemy zmieniać i tworzyć naszą rzeczywistość, nasz świat zgodnie z naszymi potrzebami i intencjami (ale w zgodzie z Najwyższym Dobrem wszystkich istot – inaczej negatywne intencje i działania obrócą się wcześniej czy później przeciw ich twórcom).Mówi o tym m.in. G.I. Szypow, według którego materia powstaje z wcześniejszych planów, pierwotnej idei, pomysłu, intencji, które dokładnie przetworzone w naszym umyśle, ułożone w mentalny projekt zamieniają się w projekt rysunkowy, aby później przeobrazić się w konkretny materialny kształt. W celu realizacji takich marzeń czy idei potrzebna jest jednak do tego myśl – gorąca, pełna pozytywnej emocji (o negatywnej nawet nie wspominajmy...), pozbawiona niezdrowego egoizmu, samolubstwa, myśl pełna niezachwianej wiary. Efektem będzie podporządkowanie energii naszej woli, co umożliwi stworzenie tego, co pragniemy. Jedna uwaga jednak – nie może to być myśl stricte rozumowa, „zimna”, wykalkulowana. I te wynurzenia autora nie są czystą, myślową spekulacją – to wnioski z fizyki kwantowej, wg której cząstki elementarne, np. fotony zachowują się tak, jakby były obdarzone świadomością, potrafią przekazywać sobie informacje – nawet na olbrzymie odległości i są w stanie podporządkować się naszej woli.Już David Bohm wskazywał na to niesamowite, niepojęte wprost zjawisko nazywając je NIELOKALNOŚCIĄ.Oznacza ono po prostu fakt, że na taki obiekt kwantowy jak np. elektron wpływa nie tylko to, co dzieje się w jego bezpośrednim otoczeniu (w tzw. „lokalności” obiektu). Okazuje się, że nawet zdarzenia w miejscach położonych daleko od obiektu („nielokalność”) mają na jego zachowania zasadniczy wpływ. Dodajmy dodatkowo – o czym wcześniej wszakże już mówiliśmy, że takie wpływy nielokalne rozchodzą się natychmiastowo, nieskończenie szybko (co wykazano również eksperymentalnie). „Pewne «wiadomości» między obiektami kwantowymi podróżują nie tylko szybciej niż światło, lecz w istocie natychmiastowo. Einstein nazwał to zjawisko «niesamowitym działaniem na odległość».” („Encyklopedia fizyki kwantowej”, John Gribbin). Nielokalność jest integralną cechą świata kwantów. To, co się dzieje w jednej jego części ma natychmiastowy wpływ na cały świat. Potwierdza to również kwantowa teoria tzw. zmiennych ukrytych. Fizyk Brian Josephson, noblista („złącze Josephsona”) powiedział swego czasu, że: „Wygląda na to, że jedna część Wszechświata wie o innej części.”, zaś inny fizyk – Jack Sarfatti z Centrum Fizyki Teoretycznej Trieście (Włochy) stwierdził: „Jeśli informacja jest gdzieś w systemie reprezentowana, musi w tym systemie występować wszędzie!”. Warto więc teraz uzmysłowić sobie, że my, ludzie, jako istoty elektromagnetyczne o świetlistych ciałach, należymy do świata kwantów. To sprawia, że zarówno na nas jest wywierany natychmiastowy wpływ całego szeregu zjawisk, w tym elektromagnetycznych, jak również i my sami wywieramy kolosalny natychmiastowy wpływ na otaczający świat. W jaki sposób? Otóż poprzez wymianę informacji – zarówno wysyłanej przez nas w przestrzeń, jak i odbieranej przez nas z przestrzeni – o czym wcześniej już była mowa. Wymaga więc to szczególnej odpowiedzialności z naszej strony za nasze postępowanie, za każde wypowiedziane słowo i każdą powziętą myśl. Rozważ: „Mowa jest srebrem, milczenie – złotem”. Następny więc wniosek wypływający z kwantowego postrzegania świata jest prosty: CZYŃ INNYM TAK, JAKBYŚ CHCIAŁ, ŻEBY INNI CZYNILI TOBIE... W dodatku - jak wspomniałem - mamy wpływ na zachowania cząstek elementarnych, ponieważ mogą się one zachowywać zgodnie z naszą wolą. Jest to szokujące nawet dla naukowców zajmujących się fizyką kwantową.Powiedzieliśmy wcześniej za Einsteinem, że materia jest jakby zamrożonym, zestalonym światłem. Światło zaś jest podstawowym budulcem wszechświata. Prześledź teraz pewną logikę rozumowania. Wiesz, że cała materia zbudowana jest z różnorodnych pierwiastków, a te z atomów. Wibrujące ciągle atomy nie są „pełne” – są puste w środku – o czym już mówiliśmy. Wokół ich jąder krążą elektrony dokonując przeskoków kwantowych (określenie Erwina Schrödingera). Krążące po danej orbicie elektrony posiadają energię charakterystyczną dla tej właśnie orbity, czyli tzw. stan kwantowy, poziom energetyczny. Ciekawe jest, że te przeskoki między poziomami dokonują się NATYCHMIASTOWO, nie wymagają czasu (!). Elektrony dokonując przeskoków między stanami energetycznymi emitują lub pochłaniają energię, czyli wymieniają się informacjami – jak wspomnieliśmy – natychmiastowo. Wypromieniowana w postaci fali elektromagnetycznej energia ma ścisłe parametry – m.in. długość, częstotliwość. Od parametrów tych zależy ściśle charakterystyka promieniowania – np. barwa wypromieniowanego w postaci kwantów światła. Promieniują wszelkie substancje. W przypadku żywych komórek jest to promieniowanie mitogeniczne, zbliżone do promieniowania nadfioletowego. Takie promieniowanie kwasów nukleinowyh i białek badał m.in. prof. Fritz-Albert Popp, czołowy ekspert od biologicznie emitowanych fotonów z Międzynarodowego Instytutu Biofizyki w Niemczech. Ogłosił on w 1974 r. teorię, wg której „…biologiczna materia konfiguruje się w świetle słonecznym w takim wymiarze, który umożliwia wzrastanie zdolności jego gromadzenia, służącego nadrzędnym celom.” [czyżby wyższym?! – przyp. autora]. Postrzegał człowieka nie jako zjadacza kalorii, lecz jako żywy organizm „pobierający ze środowiska światło” („Czwarty Wymiar nr 4/2006, „Spirale życia i energii”, Ilona Słojewska) oraz emitujący światło. W dodatku „(...)Popp i jego zespół uważają, że światło z czoła i rąk pulsuje w tych samych podstawowych rytmach, które u ludzi chorych ulegają zakłóceniu.” („Nexus” nr 3/2006, „Wieści z globalnej wioski” – „Emitujące światło palce”). Najnowsze badania potwierdzają twierdzenia prof. Poppa. „Mitsuo Hiramatsu, naukowiec z Centralnego Laboratorium Badawczego przy Hamamatsu Photonics w Japonii, który prowadził badania, oświadczył przedstawicielom Discovery News, że ręce nie są jedyną częścią ciała, która emituje światło, uwalniając światło, uwalniając fotony, czyli maciupeńkie naergetyzowane porcje światła. – Nie tylko ręce, ale również czoło i podeszwy naszych stóp emitują światło – oznajmił. – Obecność fotonów oznacza, że nasze ręce cały czas wytwarzają światło”. Wszelkie niedomagania organizmu mają bezsprzecznie wpływ na charakterystykę emisji tego światła, w związku z czym pojawiają się nowe możliwości diagnozowania pacjentów, jak też nowe metody leczenia (np. stosowanie tzw. „przeszczepów informacyjnych”) oraz potrzeba powrotu do metod zapomnianych (np. leczenia światłem). Czy fakt istnienia promieniowania żywych organizmów oznacza automatycznie, że musimy każdy rodzaj promieniowania dostrzec naszymi zmysłami? Oczywiście nie, bowiem cały typowy układ optyczny człowieka, tj. wzrok, funkcjonuje jedynie w zakresie pasma widzialnego, tj. światła białego składającego się z tęczowych barw (po rozszczepieniu światła białego w pryzmacie – czyli dyspersji). Każdy z pierwiastków danej substancji promieniuje inaczej, ma inną charakterystykę, ma własny zestaw linii widmowych. Na tej podstawie łatwo zidentyfikować skład substancji tworzących np. gwiazdy odległe od Ziemi o niewyobrażalne dla nas odległości. Wykorzystuje się to zjawisko w tzw. widmowej analizie spektroskopowej (badanie widma promieniowania elektromagnetycznego, a zwłaszcza linii widmowych). Innych rodzajów promieniowania, np. nadfioletowego lub podczerwonego oko ludzkie nie jest w stanie dostrzec. Co nie oznacza, że promieniowania tego nie odbieramy. Wypromieniowywane w postaci niewyobrażalnie małych porcji – kwantów – światło (energia) jest więc ściśle związane z elektronami i atomami. I właśnie dlatego światło stanowi podstawowy budulec Wszechświata. Podobnie jak ziarenka piasku są podstawowym budulcem potężnego budynku, a nie tworzące go cegły czy betonowe płyty. Piasek w stanie luźnym przesypuje się między palcami. Jeśli jednak dodasz do tego spoiwo lub odpowiednio silnie go ściśniesz zamieni się w stały kształt zgodnie z życzeniami budującego.Podobnie woda. Nie widzisz cząsteczek pary wodnej. Jednak zdajesz sobie sprawę, że one istnieją. Wystarczy stworzyć odpowiednie warunki (odbierając energię) i cząsteczki pary zaczną zbliżać się do siebie. Kiedy będzie ich już wystarczająco dużo utworzą kroplę. Wiele kropel utworzy kałużę, wiele kałuż utworzy zaś jezioro, rzekę czy ocean. Kiedy posuniesz się z procesami fizycznymi jeszcze dalej, to możesz spowodować, że woda jeziora zamarznie. Jeśli wlałbyś wodę do odpowiedniej formy i zamroził, to zamarzłaby tworząc żądany przez Ciebie kształt. Nie zmienia to wszystko jednak pewnego podstawowego faktu - kształt ten tworzą niezliczone ilości pojedynczych cząsteczek wody, które zmusiłeś do tego, aby zbliżyły się do siebie, aby nie pozostawały w dotychczasowym rozproszeniu. Ty zagęściłeś te krople tak bardzo, że stworzyły widoczną, zestaloną (ale jednak ciągle dziurawą!) materię. Przypominasz sobie zabawę w śnieżki? Zbierasz śnieżny puch, ugniatasz go zbliżając do siebie płatki śniegu tak bardzo, aż utworzy się twarda, śnieżna kula. Pojedyncze kule toczysz po lepiącym się śniegu zwiększając ich masę, rozmiary i budujesz śnieżny dom.I znów – nie zmienia to faktu, że podstawową cząstką budulcową tego śnieżnego pałacu jest pojedynczy płatek śniegu, a w zasadzie cząsteczka H2O – cząsteczka wody, a w zasadzie dwa atomy wodoru i atom tlenu, a w zasadzie tworzące atomy jądra atomowe i krążące po orbitach wokół nich elektrony połączone elektromagnetycznym i grawitacyjnym spoiwem. Co to wszystko ma wspólnego ze światłem? A otóż ma. Podobnie jak zagęszczałeś cząsteczki i krople wody, podobnie jak lepiłeś płatki śniegu, tak możesz zagęścić fotony światła (jakie to proste...), te mikroskopijne cząsteczki. Wcześniej rozproszone mogą teraz utworzyć gaz fotonowy, później chmurę fotonową, następnie fotonowe jezioro, by dalej przybrać zestalony kształt. Pojmujesz już teraz zupełnie łatwo, jaki jest sens stwierdzenia, że „materia jest uwięzionym (zamrożonym) światłem”. Uświadomienie tego ma głębszy sens. Okazuje się w takim razie, że każdy z nas ma pod ręką niewyobrażalne ilości podstawowego surowca, z którego zbudowany jest cały Wszechświat, wszelkie substancje tworzące niezliczone przedmioty, nasz codzienny pokarm i nasze ciała. Czy rozumiesz już, że siłą swojej woli mógłbyś w każdym momencie sięgać do tego niewyobrażalnie wielkiego i zaopatrzonego w niezmierzone ilości zapasów specjalnie przygotowanego dla Ciebie spichrza?Czy pojmujesz już, że również siłą Twojej woli mógłbyś ukształtować dane Ci pierwotne tworzywo w wyrób, jaki jest Ci niezbędny do życia lub jakiego pragniesz? Ciekawe tylko, że ponad 2000 lat temu pojawił się na Ziemi człowiek, o którym zwykle sądzimy, że absolutnie nie mógł mieć pojęcia o fizyce kwantowej, a czynił cuda, materializował pragnienia i twierdził, że my jeszcze większe cuda będziemy czynili... Tyle tylko, że Ten Człowiek odkrył, że jest dzieckiem Boga Doskonałego, które posiada w takim razie wszelkie atrybuty Boga pochodzące bezpośrednio z Boskiego Źródła i pozwalające stawać się stwórcą. Niezbędny był jednak do tego bezpośredni kontakt z Najwyższym Stwórcą, rezonans z Boską Energią, jedność z Bogiem. Z kolei warunkiem podstawowym nawiązania bezpośredniego kontaktu ze Źródłem Mocy i korzystania z Jego zasobów miała być niezachwiana wiara w Dziecięctwo (Synostwo) Boże (czyli dziedziczenie możliwości stwórczych Boga), absolutna czystość intencji i krystalicznie czysta świadomość przepełniona i promieniująca Uniwersalną Miłością. I swoim odkryciem człowiek ten – Jezus z Nazaretu – dzielił się z innymi pragnąc, aby – podobnie jak On – i inni mieli możliwość zbliżenia się, powrotu do Boga, stania się Jednią ze Stwórcą. W dodatku wiedział doskonale, że większość Go nie zrozumie, wielu przeinaczy jego myśl i działanie, a będą również tacy, dla których stanie się kamieniem obrazy. Wiedział jednak również, że raz posiane ziarno skiełkuje i da odpowiedni plon we właściwym czasie. Miał także świadomość, że skończy się to wszystko Ostateczną Próbą możliwości i mocy (dodajmy – zwycięską próbą), jakie posiadał będąc w jedności z Bogiem. Posiadał więc świadomość mocy, która umożliwi Mu odbudowanie ciała w każdej chwili - nawet wtedy, kiedy uległoby zupełnemu rozkładowi. Przecież odpowiedni surowiec miał do swojej dyspozycji we Wszechświecie w niewyczerpalnych wprost ilościach. Próba ta miała udowodnić wszystkim, że możliwe jest „odbudowanie zburzonej świątyni”, w dodatku w ciągu trzech dni (choć mógł zrobić to szybciej) – co też nie było przypadkowe... Czy i ten dowód mocy woli stał się dowodem wystarczająco przekonującym dla większości z nas? I na koniec słowa: „Przebacz im, Panie, bo nie wiedzą, co czynią...”. Nic nowego pod słońcem - ignorancja, nieświadomość powodują zwykle straszne skutki.Tymczasem jaka jest nasza świadomość dzisiaj? Przypuszcza się, że masa świadomości stanowiąca sumę świadomości wszystkich istot, ich myśli, uczynków wchodzi w rezonans z wiedzą kosmiczną albo jej fragmentami (rezonans morficzny) i stamtąd odbiera informacje (wrócimy do tego tematu przy tzw. Gaiamind Project).Ta zbiorowa świadomość tworzy swoiste „pole pamięciowe” (pole morfogenetyczne wg R. Sheldrake’a) otaczające kulę ziemską, w którym przechowywane jest w postaci impulsów myślowych wszystko to, co ludzkość (i nie tylko ludzkość) kiedykolwiek czuła, myślała, czyniła. Trudno więc mówić jedynie o polu grawitacyjnym czy magnetycznym naszej planety. Gustaw Fechner, niemiecki fizyk, ma pewnie rację twierdząc, że musi istnieć coś, co jest świadomością planety: „Tak jak mózg człowieka składa się z milionów komórek, tak świadomość planety składa się ze świadomości zamieszkujących ją organizmów.” Wszystkie więc stworzenia mają wkład w intelekt naszej planety i jej biosfery, a ten z kolei jest częścią mądrości całego Kosmosu. WSZYSTKO WE WSZECHŚWIECIE POSIADA - MNIEJ LUB BARDZIEJ ROZWINIĘTĄ - WŁASNĄ ŚWIADOMOŚĆ. Każdy z nas wysyła wibracje - i Ty, i ja i cała reszta naszych sióstr i braci – również „braci mniejszych”. Wibracje te ciągle zmieniają swoje parametry zgodnie ze zmianami, jakie zachodzą w naszych nastrojach, uczuciach, myślach, słowach, działaniach w końcu. Przypomnijmy wniosek z kwantowej teorii zmiennych ukrytych – każda zmiana w jednym punkcie Wszechświata natychmiast wpływa na zdarzenia w każdym innym jego punkcie. Czy można w takim razie wyobrazić sobie bardziej skomplikowaną strukturę przestrzenną tych fal i wibracji? Połączone ze sobą tworzą pole energetyczne – obszar, wewnątrz którego żyjemy i który zawiera wielki zasób informacji. Moc tego pola oddziałuje w subtelny sposób na wszystko, co dzieje się na Ziemi - zwłaszcza na naszą świadfomość i przypuszczalnie na zdrowie każdego z nas. A przestrzeń kosmiczna? Przecież cała ona jawi się jako potężna biblioteka zawierająca całą wiedzę Wszechświata – o czym wcześniej już mówiliśmy. Trzeba tylko umieć z niej skorzystać. Przypomina to nieco internet – elektroniczną bibliotekę. Jeśli ktoś wie, jak się nim posłużyć – otwiera bank informacji (powiemy o tym jeszcze w dalszej części). Już Albert Einstein zauważył: „Jesteśmy w sytuacji małego dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, ze ktoś musiał napisać te książki. Ale nie wie jak.” Dodajmy: najczęściej nie wie również, jak z tej wiedzy skorzystać.Dostęp do takiego „pola pamięciowego”, do banku informacji Wszechświata umożliwiają każdemu komórki nerwowe stanowiące swoiste anteny nadawczo-odbiorcze reagujące na zmiany pola elektromagnetycznego. Rzecz jasna, nie u każdego anteny te pracują idealnie. Podstawowym warunkiem ich nienagannej pracy jest osobista wrażliwość, a ta uzależniona jest z kolei od poziomu świadomości, poziomu rozwoju duchowego. I jest to całkiem zrozumiałe, zwłaszcza w kontekście tego, jak ludzkość wykorzystuje swoje mózgi. Może i dobrze jest, że ogromny obszar naszego mózgu jest uśpiony. W przeciwnym wypadku wykorzystalibyśmy pewnie całą daną nam inteligencję, by siebie zniszczyć. Być może cała wiedza Kosmosu jest umieszczona bliżej, niż nam się wydaje – właśnie w komórkach naszego ciała, a przede wszystkim w naszych mózgach. Bo dlaczego ta wspomniana olbrzymia część jego pojemności nie jest przez nas wykorzystywana? A dlaczego spotykamy nieraz przypadki niesamowitej wprost genialności wśród ludzi – żeby wspomnieć tu chociażby Leonarda da Vinci, Wolfganga Amadeusza Mozarta, Alberta Einsteina? Dlaczego np. dzieła Mozarta specyficznie harmonizują z częstotliwością pracy ludzkich umysłów i wspaniale oddziałują na żywe struktury? Fragmentem całej wiedzy kosmicznej jesteśmy również my – pojedynczy ludzie. Jesteśmy jak miliardy komputerów połączonych w sieć z ogromnym serwerem – Wszechświatem. Możemy dokonywać połączeń między sobą i komunikować się, ale zwykle robimy to tylko z najbliższymi nam osobami – rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Dowodzą tego doświadczenia prowadzone m.in. w Instytucie Pasteura wykazujące, że istnieją bardzo silne, ścisłe, niewidzialne związki między członkami jednej rodziny. I nikt nie potrafi wytłumaczyć logicznie, dlaczego tak jest. Możliwe, że chodzi o pewien rodzaj specyficznego rezonansu. Udowodniły to badania angielskiego fizyka I.M. Kogana (emigranta z Rosji) nad właściwościami elektromagnetycznymi ludzkiego mózgu.Kogan stwierdził, że bardzo często podczas rozmowy dwojga osób ich mózgi wchodzą ze sobą w pewien rezonans zwany rezonansem morficznym. I wtedy możliwa jest – chociażby częściowa – komunikacja „bez słów”. Czy nigdy tego nie doświadczyłeś? Angielski badacz odkrył przy okazji, że fale elektromagnetyczne, które przez cały czas przepływają przez cały układ nerwowy człowieka, bardzo łatwo dostrajają się do niskich częstotliwości w zakresie 4-15Hz mających ogromny wpływ na ludzki mózg (będzie jeszcze o tym mowa). Już Nikola Tesla, genialny chorwacki naukowiec i wynalazca był twórcą pomysłu wykorzystania fal elektromagnetycznych o niskich częstotliwościach, by wpływać na ludzki mózg i naszą świadomość. Na podstawie jego teorii prowadzili eksperymenty Rosjanie i Amerykanie w końcu lat 70-tych XX wieku i dalej je kontynuują. Celem tych eksperymentów było i jest sprawdzenie, czy za pomocą sztucznie nadawanych sygnałów nie da się w ludzkich umysłach utworzyć swego rodzaju „tuneli”, przez które odpowiednio wyszkoleni manipulatorzy mogliby wprowadzać własne myśli i sterować świadomością i emocjami innych ludzi poprzez zdalne pobudzanie centralnego układu nerwowego. Jest to już dzisiaj możliwe dzięki wykorzystaniu m.in. współczesnej teorii rozpraszania fal elektromagnetycznych. Oczywiście, nad stroną etyczną całego tego zagadnienia trudno jest dyskutować. Jeżeli mamy jednak „przeprogramować” naszą świadomość (a nasz mózg jest do tego zdolny), to może raczej „przeprogramować” się na miłość, radość, dobro, współczucie (ale nie litość!) – czyli na najlepsze z pozytywnych uczuć? MIŁOŚĆ JEST DROGĄ DO POZNANIA NAJPIĘKNIEJSZYCH WIBRACJI WSZECHŚWIATA. Wyrzućmy w końcu z siebie nasze lęki, poczucie winy, strach, ponieważ wibracje takich stanów są wybitnie negatywne, a przecież takie uczucia „wbija” się nam do głowy bez przerwy. Posłuchaj tylko naszych rządzących, zwróć uwagę na wiadomości serwowane w mediach. Przecież ciągle nas się straszy. A to trzęsieniami Ziemi, a to ptasią grypą, a to zagrożeniami wynikającymi ze zmian klimatycznych, a to chorobą „wściekłych krów”, a to terroryzmem. Media ciągle powielają kody strachu, a my przyjmujemy je, przetwarzamy i wysyłamy dalej w przestrzeń w postaci fal elektromagnetycznych – sygnałów, które po odbiciu od jonosfery powracają do naszych mózgów. Jesteśmy w ten sposób bombardowani mikrofalowymi impulsami powodującymi zaburzenia w tkankach (m.in. zaburzenia cieplne), co skutkuje powstawaniem wewnętrznego, słyszalnego dla konkretnego odbiorcy pola akustycznego tworzącego i przekazującego negatywne emocje i negatywne myślokształty (patrz:„Nexus” nr 4/2006, „Kontrola umysłów – nowy wspaniały świat”, dr Nick Begich, tłum. Jerzy Florczykowski). I mało kto zastanawia się nad dalekosiężnymi (a może coraz bardziej bliskosiężnymi?) skutkami takich działań. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego prezentowane są przede wszystkim wiadomości katastroficzne? To proste: zła wiadomość to najlepsza wiadomość, najlepszy „news” przyciągający największą widownię przed ekrany TV, największe grono słuchaczy przed radioodbiorniki i najwięcej czytelników sensacji przedstawianych w tabloidach.Takie działania mają konkretną motywację. Chodzi w niej o to, abyśmy byli jedynie bezrefleksyjnymi konsumentami i bezwolnymi najemnikami wykonującymi polecenia w procesach produkcji, aby lepiej nas kontrolować, abyśmy stali się bezwolnymi narzędziami w rękach różnych „władców i zbawców” świata, abyśmy dali im więcej władzy, aby - w końcu - więcej na naszym strachu zarobić. Dzięki temu koncerny farmaceutyczne zarobią więcej, i koncerny zbrojeniowe zarobią więcej, i producenci wszelkiego rodzaju zabezpieczeń zarobią więcej i eksperci od..., od..., od... również zarobią więcej. Skończy się to pewnie próbami przeforsowania pomysłu wszczepiania w każdego z nas elektronicznych chipów, dzięki którym można będzie sprawować nad nami nieograniczoną kontrolę uzasadniając ją różnorodnymi zagrożeniami. A może istnieją formy życia funkcjonujące dzięki negatywnym emocjom przez nas wytwarzanym i które to formy celowo sterują nami w taki sposób, abyśmy negatywne emocje jako „pożywienie” dla nich produkowali? Może sami te byty powołaliśmy do życia? Więc może tym bardziej powinniśmy być twórcami pozytywnych wartości i emocji? Wybacz te dygresje. Powracamy już do właściwego tematu. Mówiliśmy, że świadomość jest stanem energetycznym. W układzie elektronicznym, jaki stanowi człowiek, działaniu temu najbardziej odpowiada pole elektromagnetyczne. Człowiek posiada więc własne biopole energetyczne… Fragment książki z cyklu "Barwy Twojego Zdrowia" - "Biomagnetyzm: cudowna moc w życiu - Jak wykorzystać lecznicze właściwości pól magnetycznych?" Autor: Janusz Dąbrowski
  13. Zaginiony Symbol (ang. The Lost Symbol) to tytuł najnowszej powieści Dana Browna z cyklu opowiadającym o niezwykłych dokonaniach profesora Roberta Langdona, bohatera powieści: Anioły i Demony oraz Kod Leonarda da Vinci. Roboczy tytuł powieści to The Salomon Key (Kod Leonarda da Vinci II: Klucz Salomona wg wczesnych zapowiedzi polskiego wydawcy). Akcja książki rozgrywa się w Waszyngtonie w ciągu dwunastu godzin, zaś fabuła koncentruje się na stowarzyszeniu wolnomularzy. Powstającą przez kilka lat książkę pierwotnie zapowiadano na rok 2006, jednakże premierę wielokrotnie przekładano. Ostatecznie książka zadebiutowała na rynku amerykańskim 15 września 2009 roku w sześciu i pół milionach egzemplarzy, co stanowi najwyższy premierowy nakład jej wydawcy, Random House. Amerykański wydawca Browna opisuje Zaginiony symbol jako „znakomity i wciągający thriller”, na który „warto było tyle czekać”. W dniu premiery w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii sprzedano ponad milion egzemplarzy (także w formie elektronicznej), co sprawiło, że Zaginiony symbol został najszybciej sprzedającą się powieścią dla dorosłych w historii. (wiki) Osobiście polecam książkę, świetnie opisuje dzieje wolnomularzy. Jest to gratka dla miłośników thrillerów pełnych akcji i napięcia.
  14. O tak, zakończenie fantastyczne nie jest. "Anioły i Demony" mają za to zakończenie genialne, książkę 2 razy czytałem. "Twierdzę" też czytałem, fabuła super. Jedyną książką Browna, która mi się nie podoba jest "Zwodniczy punkt".
  15. Mnie możesz dać po stronie zła matko kochana, od wielu stuleci tu zajrzałem .
  16. Data urodzenia 22.12.1995 Imię: Dawid Mam pytanie odnośnie zbliżającej się olimpiady biologicznej - czy przejdę do kolejnego etapu? Jakie mam szanse ?
  17. stosuję ją codziennie, efekty są zdumiewające. człowiek już po kilku dniach czuje się bardziej rozluźniony, odporny na stres, spokojniejszy. mam problemy z kręgosłupem (choroba Scheuermana). odkąd zacząłem stosować Jakobsona to poczułem wyraźną ulgę, gdyż plecy mniej bolą, jeszcze raz polecam
  18. Metoda Jakobsona jest naprawdę genialna, sam ją stosuję i są duże efekty. Polecam
  19. Hmm, ciekawa chmura burzowa od pewnego czasu się takimi zjawiskami interesuję (burze, tornada, huragany), bo jakiś czas temu jak jechałem do babci byłem świadkiem czegoś w rodzaju mini-trąby powietrznej. Drzewa się wyrywały, niektóre nawet na drogę leciały... W mojej okolicy było o tym bardzo głośno. Z tego co pamiętam to nawet chyba wtedy dwie osoby zginęły... Ale do rzeczy. Ja bym taki kształt tej chmury tłumaczył kierunkiem frontu ciepłego lub zimnego powietrza. Jeden front nacierał na drugi bardzo równomiernie (w przeciwnym przypadku fronty by się zmieszały, tworząc tzw komórkę burzową, prowadzącą do tornada) wskutek czego powstał taki chmurowy "mur". Faktycznie, zdjęcia i film robią wrażenie, można by nawet było stwierdzić że to niezła fotoszopka, ale słyszałem o takich zdarzeniach już kiedyś
  20. Ja Ci nie wierzę. Do takich spraw podchodzę sceptycznie. Jeżeli było to koło godziny 23.40, to: 1. Była noc - jeżeli to coś nie świeciło to nie wiem jak to mogłeś widzieć 2. Była noc - za oknem było ciemno, więc światło mogło się w szybie odbijać . Tyle z mojej strony, pozdrawiam.
  21. yyy , aha . jakoś tego współczucia nie odczuwam .
  22. W sumie coś się dzieje - z lekkim opóźnieniem, ale się dzieje. Korea Północna Zaatakowała Koreę Południową. Więcej na ten temat tu: http://wiadomosci.onet.pl/raporty/atak- ... omosc.html
  23. Ja szczerze jeszcze nie wiem - albo wykładowca w szkole muzycznej - kierunek organy, albo farmaceuta ;D
  24. Od lat obserwuję Leonidy (jestem zapalonym entuzjastą astronomii), ale w tym roku pogoda nie sprzyja i nawet nie ma sensu wychodzić z teleskopem na łąkę. W zeszłym roku bardzo ładnie było widać Leonidy, dwa lata temu też. Cóż, pozostaje czekać do przyszłego roku
  25. Nie może być niewinny, ponieważ tam wojna wisi na włosku, także byle jaki strzał z jednej strony na drugą rozpęta wojnę. Inne kraje raczej nie wezmą udziału w tej wojnie, bo wiedzą co to znaczy narazić się Korei.