• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!

lewiatan912

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

O lewiatan912

  • Tytuł
    Newbie
  1. Więcej informacji nie mam, ale szukam a źródło to nowaatlantyda.com
  2. Był to ostatni dzień wyprawy studentów i naukowców z Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu, po pustkowiach południowego Peru. Jeden ze studentów oddalił się od grupy aby zbadać interesująco wyglądające skały osadowe i po krótkim czasie zaalarmował resztę wyprawy, że natrafił na coś niezwykłego. Naukowcy niemalże natychmiast ropoznali, że tym interesującym obiektem była czaszka wieloryba, przypominająca czerep kaszalota, z piękną kolekcją zębów. Tyle że zębów było znacznie więcej niż posiada je współczesny kaszalot, który ma je jedynie w dolnej szczęce. Znalaziona czaszka miała zęby w obu szczękach i na dodatek zęby były ogromne – conajmniej dwa razy większe od tych jakie ma kaszalot. Naukowcy nagle zdali sobie sprawe, że być może odkryli skamieniałe szczątki legendarnego lewiatana. Nikt nie poddaje w wątpliwość tego, że w odległych czasach prehistorycznych w światowym oceanie, żyły prawdziwe morskie potwory. Znajdowano od czasu do czasu ich potężne zęby, jednak nikt nie mial pojęcia jak takie zwierzę mogło wyglądać. Odkrycie w Peru sprawiło, że zagadka lewiatana została rozwikłana. Lewiatan mógł mieć 17 m długości i łatwo przegryzał na pół inne wieloryby, delfiny a nawet 15 metrowe rekiny megalodony z którymi staczał walki. Żył 12 mln. lat temu i nie wiadomo dlaczego wymarł, ale dzięki temu pojawiła się szansa dla raczej nieśmialych i łagodnych kaszalotów, które zajęły miejsce lewiatana. Nazwa – Lewiatan – była oczywistym wyborem dla prehistorycznego drapieżnika. Jednak naukowców pracujących przy tym niezwykłym wykopalisku łączyła jeszcze jedna pasja – tym razem do książki „Moby Dick” Hermanna Melvilla. Lewiatan, był dla badaczy mitycznym bialym wielorybem, którego ścigali – dlatego gdy im się wreszcie udało go wreszcie dopaść nadano mu pełną łacińska nazwę: Leviathan melvillei.
  3. niedługo nowe wpisy o wampirach
  4. Nikt nie jest w stanie – ze względu na panujące ciemności – dokładnie opisać jak wyglądały te istoty. Niektórzy mówią, że to skrzydlata odmiana chupacabry a inni, że postaci przypominały kamienne gargulce na katedrze Notre Dame w Paryżu. Mieszkańcy Guanici wierzą, że istoty przyleciały z Bario Ensenada – miejsca pod miastem, gdzie niegdyś stał młyn przerabiający trzcinę cukrową. O młynie tym krążą legendy, że pracujący tam niewolnicy ginęli jak muchy a ich ciała wrzucano do sieci tuneli jakie zbudowano pod młynem. Do dziś odważni, którzy nie obawiają się tam zapędzić opowiadają o szkieletach zabitych tam ludzi walających się po terenie młyna. Na pytanie dziennikarza gazety Puerto Rico Hoy, dlaczego mieszkańcy nie powiadomili o wszystkim policji, odpowiedzieli, że obawiali sie, że policjanci ich wyśmieją i uuznają za niespełna rozumu. W wyniku ataku zraniony został jeden z mieszkanców Guanici, gdy pazur bestii rozciął mu brzuch. Nie jest to pierwszy tego typu atak na miasteczko. Poprzedni miał miejsce w połowie lat 90-tych i w jego wynku zginęło wiele psów, kotów a nawet koni. Zwierzęta te zostały zabite po czym monstrum wypijało z nich całą krew. Jeden z policjantów – Miguel Negron – zeznał, że wierzy mieszkańcom Guanici, bo sam kiedyś, gdy przejeźdżał policyjnym autem obok ruin młyna słyszał dobiegające stamtąd bicie potężnych skrzydeł. Chciał to sprawdzić, ale obleciał go strach i zrezygnował z patrolu. Dodał jeszcze, że całą okolicę czuć było siarką i zginilizną. Wg. policjanta domniemane gargulce atakują wyłącznie nocą lub nad ranem i na swoje ofiary wybierają zawsze osobniki silne i zdrowe (inne drapieżniki zazwyczaj wybierają te najsłabsze i chore)
  5. Miasteczko Rhayader w środkowej Walii ma długą i bogatą – trwającą niemalże 5 mileniów historię. To tu znajdowało sie jedno z głównych centrów tajemniczych pogańskich kultów, budujących kamienne kręgi, obrócone później w perzynę przez okrutnych Anglów i Sasów. Krew na tych terenach lała się w zamierzchłej przeszłości często lecz z czasem mieszkający tam ludzie stracili swoją krwiożerczość, prowadząc spokojne i raczej monotonne życie. I kiedy wydawało sie już, że trudno będzie do historii tego miejsca dopisać coś niezwykłego, nieoczekiwanie, w październiku 1988r r. na obrzeżach Rhayader pojawiła się bestia. Pojawiła się nieoczekiwanie i zaatakowala z wzbudzającą przerażenie siłą. Na farmie Bodalog, leżącej tuż poza granicami Rhayader ofiarami okrutnego ataku bestii stało się 35 owiec. Bliżej nieznany drapieżca działał szybko, z morderczą precyzją zabijając zwierzęta dokładnie w ten sam sposób, poprzez głębokie i śmiertelne ugryzienie w mostek klatki piersiowej. Mordercę najwyraźniej interesowało wyłącznie zadawanie śmierci, bo nie pożarł on żadnej owcy. Niektórzy twierdzą, że wiele zwierząt było pozbawionych krwi, ale mogło być to wynikiem zadanych potężnych ran. Tak bezprecedensowa rzeź postawiła całą okolicę w stan alarmu. Zwolane na prędce, uzbrojone po zęby pospolite ruszenie zaczęło przeczesywac okolice w poszukiwaniu besti. Wyszkolone do tropienia zwierzyny myśliwskie ogary kilkakrotnie łapały trop lecz szybko go gubiły. Mimo ogromnego wysiłku i energii z jaką prowadzono nagonkę, tajemnicza bestia wymknęła sie z rąk ścigających. Dziennikarze opisujący tą niezwykłą historię z braku jakichkolwiek poszlak co do wielkości i wyglądu drapieżnika zaczęli snuć historie o czarnej panterze widywanej tu czasem przez okoliczych chłopów. Jednak wielkość ugryzienia jakie bestia zostawiła na swych ofiarach i siła z jaką zadawała mordercze ciosy, nie pozostawiała wątpliwości, że czarna pantera jest w porównaniu z nią raczej niewinnym kotkiem. To co dla ścigających – często wytrawnych myśliwych – było niepojęte, to brak jakichkolwiek śladów łap, które tej wielkości morderca niewątpliwie musiał po sobie zostawić ścigając owce po pastwisku. Zamiast tego znaleziono korytarze wygniecione w wysokiej trawie okalające farmę Bodalog. Tym samym jasne stało się, że bestia z pewnością nie jest czworonożnym ani nawet dwunożnym drapieżnikiem a raczej ogromnej wielkości wężem (!). Podążając wygniecienymi w trawiee śladami, ścigający monstrum ludzie dotarli do rzeki Wye, gdzie ślad urywał się w wodzie. Od tego czasu wszelki słuch po bestii z Bodalog zaginął i gdyby nie kilkadziesiąt zabitych w okrutny sposób owiec, nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w historie o wielkim, krwiożerczym wężu, grasującym po Walii w ciemne i chłodne październikowe noce.
  6. Wampir. Kim lub czym jest? Postanowiłem napisać coś o tych istotach, które zdobyły rangę wręcz mityczną. Tylko czy aby na pewno są mityczne? Hisotria – rys krótki, niekoniecznie dla wszystkich ciekawy. Po raz pierwszy wzmianki o zmarłym, żywiącym się rzekomo ludzką krwią, pojawiły się u starożytnych Słowian. U nich ów istota przyjęła nazwę wąpierza. Łatwo było stać się takim potworem, bowiem przyczyn było wiele – wystarczyło sprofanować czyjeś zwłoki po śmierci, umrzeć gwałtowną śmiercią, lub po prostu zostać przeklętym za życia. W niektórych zakątkach świata wierzono też, że ludzie leworęczni, czy posiadający jedną zrośniętą brew, też staną się wąpierzami. Objawami działania wąpierza miały być koszmarne sny, pot na czole po obudzeniu, czy nagłe uczucie wielkiego zmęczenia. Już wtedy zrodził się przesąd, że istoty te mogą przybierać formy różnych zwierząt, są wrażliwe na światło słoneczne, czosnek i cebulę, a zabić można je przy użyciu srebra lub kołka z drewna, najlepiej osinowego. Inną skuteczną na potwora metodą było obcięcie mu głowy i ułożenie jej między jego nogami, lub ułożenie zwłok twarzą do dołu. Wąpierz trafił do Anglii pod nazwą „vampyre” i tam zakorzenił się w kulturze światowej na dobre pod wpływem wydania książki Brama Stokera „Dracula”, o której też wspomnę co nieco. Twarze wampirów. W różnych kręgach kulturowych pojawiały się podobne do tych słowiańskich, istoty. Miały różne imiona, odmienne zwyczaje i każda wyróżniała się czymś innym. I tak w Indiach grasował Pacu Pati (zauważony nocą na cmentarzach, był bardzo silny), w Meksyku Camazotz (opisywany jako człowiek – nietoperz), w kulturze staoożytnych majów znaleźć można było istotę o nazwie Asema (w dzień normalny człowiek, nocą świetlista kula, która po znalezieniu ofiary wysysała z niej krew). Przykłady można mnożyć w nieskończoność, bowiem każdy zakątek świata, nieważne, czy w Azji, Afryce, obu Amerykach, czy Europie – wszędzie znano wampira. Publikacje, popularyzacja mitu wampira. Mało kto będzie kojarzyć to nazwisko, ale w 1819 roku, John William Polidori wydał książkę pt. „Wampir”. Była to pierwsza, bardzo popularna w swoich czasach, próba opisania zwyczajów i życia wampirów. Książka była dawniej uważana za wybitne dzieło w środowiskach koneserów sztuki pisarskiej. Publikacja nie jest długa, a sam autor, po jej ogromnym sukcesie, popełnił samobójstwo, najprawdopodobniej, by być kojarzonym tylko ze swoją sławną powieścią. Drugim przykładem książki o wampirach jest ww. „Dracula” Brama Stokera. Był to kamień milowy w gatunku opowieści grozy i tym samym rzucił nowe światło na mit wampira. O ile Polidori przedstawił romantycznego wampira do kultury, tak Stoker nie bawił się w podobne banały i stworzył od podstaw mit, który zna chyba każde dziecko na świecie. Jego wampir był arystokratą, ale jednocześnie odrażającym potworem. Nadał mu miano hrabiego Draculi, które znalazł prawdopodobnie przeszukując historyczne księgi. „Dracula” było przydomkiem Vlada III Tepesa (Palownika), który w wyjątkowo okrutny sposób traktował swych wrogów. Książka Stokera trafiła do odbiorców tak dobrze, że postać z jego książki na stałe weszła do popkultury i stała się synonimem wampira w kulturze. Nikomu już te istoty nie kojarzyły się z brudnymi, gnijącymi i odrażającymi trupami, a zamiast tego, do łask wszedł dystyngowany dżentelmen w pelerynie i cylindrze, za dnia zachowujący się dosyć dziwacznie, a w nocy zmieniający się w bestię. Motywy z „Draculi” zakorzeniły się tak mocno, że powstawały nawet książki rzekomo biograficzne, opisujące poczynania Księcia Wampirów („Historyk” Elisabeth Kostovej, naprawdę polecam). Na podstawie opowieści Stokera powstało mnóstwo seriali, filmów i gier komputerowych. Do najsławniejszych odtwórców roli wampira należą: Bela Lugosi, Max Schreck i Gary Oldman, choć postaciami zajmę się później. Wampir - krótka, niekoniecznie ciekawa historiaKolejną dobrą opowieścią o wampirach jest cykl „Kronik Wampirów” Anne Rice. Autorka przedstawia nam wampira – inteligenta i romantyka Lestata i pieczołowicie opisuje jego losy, prowadząc nas tym samym za rączkę po jej wersji wampirzej mitologii. W serii książek bohater spotyka mnóstwo innych sobie podobnych istot, które jednak znacznie odbiegają od pierwotnego obrazu wampira, lub choćby od popularnego Draculi – doskonałym przykładem jest Louis de Pointe du Lac, czyli francuski arystokrata, który stracił wszystko i stał się wampirem za pośrednictwem Lestata, lecz żałuje tego kroku i robi wszystko, by pozbyć się swojego przekleństwa, choć to niemożliwe. Ponadto w książkach Rice po raz pierwszy uwidocznił się konflikt na linii wampir – Bóg, który od tej pory został dostrzegany coraz częściej i stał się przedmiotem wielu dyskusji. Wampiryczne Filmy Pierwszą próbą przeniesienia na ekran mitu o wampirze jest „Nosferatu - Eine Symphonie des Grauens” Murnaua, w której budzącym grozę hrabią Orlockiem jest Max Schreck. Aktor tak dobrze zagrał wampira, że jego nazwisko w Niemczech od razu kojarzone było ze złem wcielonym, a ludzie wierzyli, że sam jest prawdziwym wampirem. W scenariuszu i nazwach własnych musiały zajść pewne poprawki, ze względu na problemy z prawami autorskimi, ale jest to filmowa wersja książki Brama Stokera. Kolejnym filmem jest „Dracula” z 1931 roku, w której główną rolę zagrał niejaki Bela Lugosi. Przedtem grywał w kiepskich horrorach o żyjących trupach lub podobnych banałach. Rola Księcia Wampirów odmieniła go nie do poznania. Aktor tak mocno zasymilował się z graną przez siebie postacią, iż sam uwierzył w to, że w rzeczywistości nią jest. Pochowano go na jego własne życzenie w kostiumie, w którym grał w „Draculi”. Kolejnym filmem jaki wyróżnię, pomijając adaptację z końca lat siedemdziesiątych, jest „Bram Stoker’s Dracula” Francisa Forda Coppoli. W tym wypadku mamy do czynienia również z przedstawieniem postaci starego sprawdzonego Księcia Wampirów, ale tym razem trochę na innej zasadzie. Wampir staje się w pewnej chwili postacią wręcz tragiczną, która dawno temu straciła miłość swojego życia i doszukuje się jej w poznanej Minie. W roli Draculi – doskonały Gary Oldman, który na szczęście nie miał przygód podobnych do tych, które spotkały jego poprzedników ;] Tak więc w tym arcie przedstawiłem krótką historię mitu wampira, ale na odpowiedź na pytanie przewodnie o istnienie i rzeczywistą „mityczność” tych istot, przyjdzie Wam jeszcze poczekać.
  7. dzięki za post a źródło to http://www.paranormalium.pl/alma,297,2,artykul.html
  8. To mój pierwszy wpis więc proszę o wyrozumiałość.Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych zdjęć. Almę można uznać za mongolski odpowiednik Yeti'ego, ale na pewno małpolud ten nie należy do tego samego gatunku. Pierwsze wzmianki o tym stworzeniu, które dotarły do świata zachodniego pochodzą z 1430 roku, kiedy to pisał o Almie bawarski podróżnik, Hans Schiltberger. Podczas jednej z wojen został on uwięziony przez Turków, a następnie podarowany mongolskiemu księciu, Egidowi. W swoim pamiętniku opisuje stworzenia, z którymi spotkał się w górach Tien - szan: "W górach żyją dzicy ludzie, zupełnie różni od nas. Ich ciała pokryte są sierścią, tylko dłonie i twarze pozbawione tych włosów. Istoty te biegają po wzgórzach jak zwierzęta, żywiąc się liśćmi, trawą i wszystkim, co uda im się znaleźć w lesie. Władca tej krainy podarował Egidowi parę leśnych ludzi, mężczyznę i kobietę. Zostali złapani w lesie razem z trójką dzikich koników wielkości osła". Należy tutaj zaznaczyć, że kilka wieków później rosyjski uczony M.Przewalski odkrył i opisał gatunek niewielkich koni wspomnianych przez podróżnika, nazywanych później koniami Przewalskiego. Przewalski podczas swojej wyprawy również wielokrotnie słyszał o "leśnym człowieku". Almę widywano w wielu miejscach Azji, nawet na Kaukazie. Za każdym razem opisy przywodzą na myśl człowieka neandertalskiego. Małpolud jest bowiem wzrostu dorosłego mężczyzny, ma cofnięte czoło, słabo rozwinięty podbródek i wydatne łuki brwiowe. Jego ciało pokryte jest gęstą, brunatną, albo rudawą sierścią, a porusza się w pozycji wyprostowanej, mając lekko ugięte nogi. Ręce są silne, wyposażone w długie palce, sięgają aż do kolan. Rosyjski zoolog, W.A.Chakłow przytoczył opowieść o kontaktach z Almą, kiedy to pewien pasterz z Kazachstanu przez kilka tygodni obserwował stworzenie. Innym razem chłopom udało się schwytać samicę i przykuć ją do ściany młyna, uwalniając dopiero po kilku tygodniach. Podobno Alma była spokojna, stawała się agresywna dopiero, kiedy ktoś się do niej zbliżał. Jadła surowe mięso, niektóre warzywa, ziarna i schwytane przez siebie owady. Pod koniec XIX wieku, na Kaukazie, miejscowi dokonali podobnej "sztuki" - schwytali i "udomowili" samicę Almy, nadając jej imię Zana. Z początku zachowywała się w bardzo nieprzewidywalny sposób, trzeba było ją trzymać w klatce. Jednak później przyzwyczaiła się do niewoli i po paru latach pozwolono jej wyjść z klatki. Zana była pokryta rudawym futrem, miała bardzo mocne szczęki i spłaszczony nos, była duża i bardzo silna. Nigdy nie nauczyła się mówić, wydawała tylko niezrozumiałe dźwięki. Nauczyła się za to wykonywać polecenia swego pana, Edgi Genaba. Najbardziej zadziwiające jest to, że zaszła w ciążę z mężczyznami z wioski. Urodzone przez siebie dzieci próbowała, tuż po porodzie, myć w potoku, co kończyło się ich śmiercią. Potem jednak tubylcy zabierali jej dzieci, dzięki czemu dwóch chłopców i dwie dziewczynki przeżyły. Historia ta zainteresowała rosyjskiego historyka, Borysa Porszniewa, który przybył w 1964 roku do wioski, w której żyła Zana. Dowiedział się, że jeden z jej synów, Chwit, był przez lata "bardzo silnym, gwałtownym i wyjątkowo nietowarzyskim" robotnikiem rolnym. Udało mu się także odnaleźć wnuków Almy. "Od razu zauważyłem - pisał - że mają wyjątkowo ciemną skórę i negroidalne rysy twarzy. Szalikula, wnuk Zany, miał bardzo silnie umięśnione szczęki: potrafił zębami podnieść krzesło, na którym siedział dorosły człowiek". Później Rosjanin szukał również szczątków Zany na miejscowym cmentarzu, jednak udało mu się odnaleźć tylko czaszkę Chwita, która wykazywała cechy neandertalczyka. Niedawno doktor anatomii i antropolog Marie - Jean Kofman zebrała wiele relacji ze spotkań z Almą, zawierające informacje na temat jej behawioru. Jeden z ciekawszych przypadków mówi o spotkaniu z istotą, kiedy to trzydziestu świadków widziało Almę obgryzającą kolbę kukurydzy na polu. W tamtejszej okolicy odkryto również kilka legowisk małpoluda, w których zwierzę magazynowało ziemniaki i owoce. Na jej pożywieniu znaleziono odciski zębów stworzenia, przypominających ludzkie, ale o wiele od nich szersze. Według badaczki, Almy zagrożone są wyginięciem, a być może już wymarły, ponieważ Kaukaz zamieszkuje coraz więcej ludzi.