Sycho91

Ogólnie o śmierci

28 postów w tym temacie

Temat może niezbyt optymistyczny ale tak mnie jakoś naszło żeby go założyć. Boicie się śmierci? Jeśli tak, to dlaczego? Jak sobie to wyobrażacie? Wszystko związane ze śmiercią. Jeśli macie jakieś przemyślenia na ten temat, śmiało piszcie ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Śmierć.

Kostucha, Tanatos, Anioł śmierci.

Nie ważne ile nazwy użyjemy -każdy z nas ją pozna. Dla jednych jest końcem dla innych początkiem ujścia do Raju lub zapoczątkowaniem życia jako nowa istota.

Podobno przed końcem przebiega nam całe nasze życie przed oczami. Dlatego ludzie się jej boją. Strach ogarnia również tych, którzy nie widzą nic poza życiem cielesnym.

Osobiście temat śmierci jest mi bliski. Nie boje się śmierci lecz pozostawienia tu osób bliskich. Tam po drugiej stronie czeka na nas sprawiedliwy osąd i rozliczenie z obecnego życia.

Dlatego staram się postępować według własnego sumienia. To najlepszy doradca życiowy każdej istoty ludzkiej . Pozdrawiam Ona89

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jestem człowiekiem wierzącym, więc jeśli jestem w łasce uświęcającej nie boję się śmierci, jeśli jednak musiałbym odejść z jakimś grzechem na sercu, to wezwałbym kapłana, jeśli by do tego nie doszło, to przynajmniej miałem dobrą intencję, by oczyścić duszę.

Dzisiaj mogę jasno powiedzieć, że staję odważnie przed śmiercią, akceptuję ją, że jest ona udziałem wszystkich ludzi, jeśli jednak miałbym umrzeć dzisiaj, jutro to musiałbym to zaakceptować jako wola z góry i tego się nie boję. Jeśli chodzi o śmierć męczeńsko, np. to boje się, jednak wiem jaka jest nagroda, to pozwala mi znieść najgorsze, chociaż ból byłby przeraźliwi, chyba, że w grę wchodzi gilotyna.

Bycie odważnym wobec czegoś, to uświadomienie sobie, że jest coś ważniejsze od lęku, człowiek powinien szukać tego przez całe życie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ostatnio zdarza mi się często o niej rozmyślać. Podobnie jak woofer- jestem wierząca, więc czeka mnie osąd...

Czy się jej boję? O tyle, o ile zachowuję świadomość, że zostawię tu syna, który już musi sobie nieźle radzić, a co dopiero później, kiedy odejdę.

Boję się tego, że okaże się, że moje grzechy ześlą mnie na wieczną mękę i potępienie...

A generalnie, momentami myślę o niej jak o jakims wybawieniu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ze śmiercią miałem sporo do czynienia i każdy kto w jakimś stopniu przeżył kliniczną ze mną się zgodzi. To nic fajnego! Można to ubierać w ładne słowa, wyobrażać sobie nie wiem co, ale fakty są takie jakie są. Moment "przechodzenia" nie jest miły ani przyjemny. Także szanujcie życie i pamiętajcie "zawsze może być gorzej"...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dlaczego ludzie boją się śmierci?

Może nie tyle co samego odejścia, a cierpienia z nim związanego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dlaczego ludzie się boją śmierci ?

Może nie tyle co samego odejścia, a cierpienia z nim związanego ?

"Prze(rąbane) mają ci, co bólu się boją"... To domena słabych, lękliwych ludzi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dlaczego ludzie się boją śmierci ?

Może nie tyle co samego odejścia, a cierpienia z nim związanego ?

Ludzie boją się końca jako takiego i tego co po nim będzie. Do tego stopnia, że potrafią uwierzyć w cokolwiek co może w tej kwestii wprowadzić powiew optymizmu.

Ja jestem realistą i wierzę w to co moim zdaniem jest wiarygodne, a nie w to w co chciałbym wierzyć, bo byłoby mi lepiej czy weselej. Pocieszanie się zawsze było w modzie ale to nie dla mnie.

Dla Mnie, jako ateisty, koniec jest odrobinę ponury. Nie ma nic "po", żadnego życia pozagrobowego, żadnych edenów czy piekieł, żadnych kolejnych wcieleń (choć to całkiem fajna opcja). To po prostu "koniec życia". I tyle.

Zamiast zmagać się z tym pojęciem i próbować sobie to jakoś ułożyć, trzeba to zaakceptować jako coś nieuniknionego i tak naprawdę jako część naszej egzystencji.

Oczywiście zawsze pojawiają się pytania: "Co jeśli jednak jest coś po śmierci"? A jeśli tak to co?

Z drugiej strony trzeba sobie zadać pytanie, co jeśli koniec jest końcem ostatecznym. Nie wiem czy to kwestia odwagi. Ale jeśli tak to bardzo wielu ludzi wykazuje się tchórzostwem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dlaczego ludzie się boją śmierci ?

Może nie tyle co samego odejścia, a cierpienia z nim związanego ?

A Ty Sycho boisz się śmierci? Wypowiesz się?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Oczywiście, że boję się śmierci. Jestem osobą wierzącą i wierzę, że jednak po śmierci czeka nas coś więcej niż nicość, ale i tak będzie to coś czego nie znam.

Skąd bierze się mój strach? Pewnie stąd, że jest to coś na co nie będę gotowa, co może przyjść w każdej chwili, niezależnie od dnia ani godziny. Z drugiej strony jeśli będę czuła, że umieram, to boję się, że mogę uświadomić sobie, że zmarnowałam swoje życie, dotrze do mnie to czego nie zrobiłam, ile zmarnowałam szans, ile spraw pozostawiam niezakończonych...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dlaczego ludzie się boją śmierci ?

Może nie tyle co samego odejścia, a cierpienia z nim związanego ?

A Ty Sycho boisz się śmierci? wypowiesz się?

Szczerze? Trochę tak ;) Właśnie dlatego, że nie wiem co będzie dalej ze mną i w jakich męczarniach będę odchodził, ale jest to niestety dla nas nieuniknione i tego się boję. Osobiście jestem ateistą i nie wierzę w sąd ostateczny, więc przez te uczucie strachu też przemawia nutka ciekawości ''co dalej?'' ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Iselin, więc skoro boisz się tego, jak bardzo możesz tracić życiowe szanse, to już teraz naucz się żyć wyznając wspaniałe Carpe Diem, i korzystaj z każdej nadarzającej się okazji :) by czegoś dokonać, poprawić, by coś zmienić :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Niestety po śmierci nic nie ma. Nasza świadomość, która często mylnie jest brana za duszę, funkcjonuje na zasadzie reakcji elektro-chemicznych w mózgu. Śmierć wygląda trochę jak wyciągnięcie wtyczki z telewizora, prąd przestaje płynąć w obwodach i telewizor nie działa. Z nami jest podobnie, zanika aktywność elektro-chemiczna mózgu, tracimy świadomość i umieramy.

Czy boję się śmierci... swojej może nie tak bardzo, ale śmierci bliskich tak.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tak czytam ateistów i smucę się... Nic nie ma po, zatem nie pozostaje nam nic innego jak brać życie pełnymi garściami. :) I chociaż często jest pod górkę, to pozostaje cieszyć się każdym dniem, nieważne jaki jest. :) Mimo to byłoby super, gdyby jednak było coś, w co jakoś tam wierzymy :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Życie z dnia na dzień i czerpanie z życia pełnymi garściami. To jest, moim zdaniem, niegłupie podejście. Nie tylko bo sam tak robię i nie tylko bo jestem ateistą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wiecie? Nie wiem, co pomaga w takim czerpaniu z życia garściami. Dla jednych wiara, dla innych bliskie osoby, jeszcze dla innych mocny, optymistyczny charakter, nawet, jeśli nie wierzą w nic, czy są agnostykami.

W każdym razie ja od dłuższego czasu cieszę się drobiazgami, to naprawdę dużo daje. :) Bo życie tak bardzo okrutne bywa i daje w kość. Złote rady, czy tak zwany "Klucz do Sukcesu", jak ten wg Amerykańców - dla mnie to bezsens, lepiej zacząć od siebie i małych zmian, jak te wyżej już wspomniane :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Temat śmierci poruszałem już często... Lubię ten temat... Jestem ateistą. Nie wierzę w życie pozagrobowe, choć skrycie wierzę, że po śmierci piękna Valkiria, czyli boska kobieta wojowniczka zleci z nieba na skrzydlatym łosiu, zabierze mnie na niego i polecimy razem do Valhalli, gdzie zostanie moją żoną, spotkam Odyna, oraz będę mógł jeść, pić, walczyć całymi dniami i... Nie ważne! :D To jest raj... A nie jakieś fruwanie sobie w chmurkach... Oczywiście ironizuję teraz. Nie wierzę kompletnie w życie pozagrobowe... Ale marzenie o Valhalli jest... :D Chciałem pokazać, jak bez obrazy kretyńsko wyglądają opisy życia pozagrobowego moimi oczami. Tak już bez żartów, to moim zdaniem nie ma nic (bo jakież macie dowody, prócz sytuacji z pogranicza śmierci, gdzie mózg jest jakby "naćpany" i widzi różne bzdury?) po śmierci, a ludzie ze względu na strach wymyślają sobie różne bajeczki, żeby się pocieszyć. Żal mi ich szczerze powiedziawszy. Dodam, że życie po śmierci to jeszcze taka forma ucisku, wiecie... Zapłać na odpust, bo piekło! Nie rób tego... Bo piekło! Nie rób tamtego, bo piekło! To co wolno jak nic nie wolno? Jak tak się zastanawiam... To wszystkie niegrzeczne kobiety będą w piekle... Kurczę... Co wybrać... Piekło, czy Valhalla? Chyba jednak Valhalla... Spotkanie z Odynem bardziej mi się podoba... :D Znów żartuję. Reasumując: Po śmierci nic nie ma... Nie ciekawi Was sposób pochówku? Jakaś ostatnia wola? Ja myślę nad jakimś ekologicznym pochówkiem, bio - urnie. Wiecie, na waszym pomniku zamiast zimnego, komercyjnego i kiczowatego nagrobka będzie drzewo, a w ten sposób ochronicie przyrodę, nikt nie będzie wycinał czyjejś mogiły... Ach! Przyroda... Cudowna jest... W pewnym sensie cmentarze to też dzieła sztuki, niektóre figury itp., epifatia... W sumie to chciałbym drzewo i jakiś artystyczni niewielki pomnik z ładnym epifatium. Hmm... Może coś takiego:

98f120fcbc6438985aaea6f61f5e5614.jpeg

Wiecie, dodać moje zdjęcie z takim podpisem... Takie wesołe zakpienie z żyjących... :lol: W końcu jakaś odmiana. :D Jako ostatnią wolę, chciałbym by przy prowadzeniu trumny szła muzyka: Rammstein - Haifisch, a przy powolnym, takim baaardzo powolnym spuszczaniu trumny muzyka z Terminatora. Uwielbiam te utwory. Są takie smutne. Lubię też przejść się na cmentarz. Oswajam się z tą myślą i nie jest tak źle. W końcu to koniec cierpień, a ja nie będę nawet o tym wiedział... Uwielbiam jeszcze tą piosenkę:

To trochę pocieszające, że nie mamy właśnie takiej hekatomby...

Noo, nie mam za bardzo teraz czegoś więcej już do napisania.

Pozdrawiam serdecznie! Jarema vel Wilczarz

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jarema:)

Wspaniała wypowiedź. Niestety muszę zgodzić się tylko z jednym stwierdzeniem z twojego postu. Cmentarze to swoistego rodzaju miejsca pełne ponurej sztuki. Smutno spoglądające anioły i symbole przeszłości oraz przyszłości. Jednak w tych grobach leżą tylko resztki naszego ziemskiego życia, a to co wartościowe idzie dalej. Ona89

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Widzę większość z was się boi i to zrozumiałe. ;) A nie myślicie też co będzie jak mnie już zabraknie? Co zostawię po sobie? Co odczują ludzie, którzy się otaczają wokół nas?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
co zostawię po sobie ?

Ludzie zostawiają głównie po sobie pamięć. I ... dzieci. Jeśli jednej z dwóch wymienionych nie potrafi się pozostawić, zostajesz opuszczonym grobem na który nikt nawet nie chce spojrzeć. A sporo ich jest, co raz więcej niestety. I to nie ludzi po 80, a takich 25-40 lat.

Ostatnio słyszałem fajne zdanie na temat dzieci. W sensie, że są one przedłużeniem naszej linii, naszej myśli, mogą coś dokończyć za nas co nam się nie udało.

No i polecę tym hasłem (choć wkurzę wielu). Bóg nie bez przyczyny kazał ludziom zasiedlać Ziemię.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Uśpiony, kiedy zacząłeś mówić o potomstwie, przypomniałem sobie to:

1:30 - 2:20 Reszta, jest nudnawa. Zastanawiam się... Odwiedzanie grobów... Nie wydaję wam się to czasami absurdalne? Chyba byliście kiedyś świadkami takiego zjawiska...

6cb4036ccd4a665bfb474be499434675_original.jpg

Religijne konkursy na najpiękniejszy nagrobek... Skomentuję to jednym słowem: Żałosne... Nie liczy się gest i pamięć? Niech będzie jeden znicz ale szczery gest... Bo to ciągłe przekładanie itd., "bo ludzie patrzą!" jest śmieszne. Logika tego święta? Przyjść, pokazać kto kupił ładniejsze kwiaty... Słyszałem też, że niektórzy ludzie lekko "poklepują" nagrobek, żeby przywitać i pożegnać się ze zmarłym. Spotkaliście się z czymś takim? Jak tak to po co się to robi? Wiecie... Przywitanie się ze zmarłym... Bo on wciąż istnieję... To jakieś nieźle głupie i prymitywne... Wierzyć w duchy... Pfff! Jaki jest właściwie sens odwiedzania grobów z zniczami, kwiatami itp.? Przecież i tak po jakimś czasie nikt nie przyjdzie... Wiecie... Jakbyśmy mieli każdego zmarłego odwiedzać itp., to nie mielibyśmy już dawno nic innego do roboty... Prędzej czy później każdy odejdzie w zapomnienie. Bez sensu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ogólnie o śmierci... Odwrócę się od tego, o czym teraz rozmawiacie (przyznam się, nie czytałem nawet...).

Byłem świadkiem dwóch zdarzeń. Czy dziwnych? Sami oceńcie...

1. Miałem sąsiada, który nie był, aż tak stary by umierać, ale cierpiał na raka, czy na coś tam. Dokładnie przed śmiercią, zrobił tak...

Wyszedł na klatkę z papierosem. Zapalił go. Każdemu kto przechodził mówił dzień dobry i takie tam (kultura). Spalił. Wrócił do domu, położył się na łóżku i zasnął... Na zawsze.

Wiedział, że umrze za chwilkę???

2. Był u mnie na podwórku taki pijaczek, można powiedzieć, że wujek, dla nas wszystkich z sąsiednich kamienic. Spoko ziom! Paweł się nazywał, miał na oko koło 50 lat. Nazywaliśmy go "Od jutra nie piję", bo sam tak codziennie mówił. Grał na gitarze i ogółem nieźle się trzymał!

Kiedyś spotkałem go siedzącego pod Biedronką. Mówił: - Meshu, chodź na chwilę, muszę ci coś powiedzieć... Od kilku dni czuję się jakoś tak dziwnie. Wiesz, że chciałem iść do sanatorium za jakiś czas (pominę tu moje odpowiedzi)? Dziwnie mi w żołądku i pod nim, czuję jakby jakaś czerń mnie przenikała przez całe ciało (widziałem w jego oczach lekki strach i szczerość. Mówił to z takim przekonaniem, że i ja się poczułem dziwnie słaby)...

Pocieszałem go, i powiedziałem, że pomogę mu jakby się coś dziwnego jeszcze działo. Codziennie Go widziałem, więc był mi trochę jak wujek z podwórka... Po 2, może 3 dniach, dowiedziałem się, że zmarł... Nie wiem na co dokładnie, ale sam fakt, że zdradził mi to...

Dążę do tego, że człowiek czuje to, że zbliża się jego koniec... Ma czas aby się pożegnać z bliskimi...

Jest to temat "Ogólnie o śmierci", więc pomyślałem, że napiszę o tym co mnie spotkało.

Pozdrawiam, ja.

[*]

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z własnego doświadczenia - im człowiek starszy tym bardziej się nie boi ;) Jakiś tam lęk jest, co będzie z rodziną, CO BĘDZIE ZE MNĄ, ale te najbardziej nurtujące pytanie to co jest po śmierci. No bo jeżeli wierzymy w niebo, piekło i te sprawy, to teraz otrzymamy odpowiedź jakim człowiekiem byliśmy i gdzie zajdziemy, co będziemy czuć i czy w ogóle coś będziemy czuć ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Hm. Dziś ktoś powiedział mi, że nie boimy się śmierci, tylko samego momentu umierania. Uważam, że coś w tym jest.

Mi samej po głowie chodzą takie myśli, że religie wymyślono po to, by ten strach przed śmiercią oswoić i trzymać ludzi niejako w ryzach. Wiecie, na zasadzie bądź dobry, dostaniesz po śmierci nagrodę. A jeśli będziesz zły, to po drugiej stronie dostaniesz po łapach.

Martwię się, że sama wierzę trochę "na wszelki wypadek", w razie gdyby okazało się, że jednak istnieje życie po życiu. Przyznaję się bez bicia, że sama postępuje w myśl powiedzenia "jak trwoga to do Boga". Niestety.

Ale do sedna. Chyba nie boję się jako takiej śmierci. Jak już umrę, to będzie mi wsio rawno, bo staram się mimo wszystko żyć w zgodzie z sumieniem i ogólnie przyjętymi normami (choć bywam zawistna, przekorna i złośliwa), nie będę mieć wpływu na to, co się dzieje z moim ciałem itd. ALE. Martwię się, że zostawię tu córkę, może innych bliskich. Nie chcę zostawić spraw, które oni musieliby po mnie domykać. Słowem, nie chcę zostawić po sobie bałaganu. No i nie chcę być od nikogo zależna, nie chcę być przykuta do łóżka. Moja babcia spędziła tak ostatni kwartał życia i choć razem z mamą bez mrugnięcia okiem się nią zajmowałyśmy (mama kwestią żywienia, mycia, ja zmienianiem opatrunków na odleżynach, inn

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Hm. Dziś ktoś powiedział mi, że nie boimy się śmierci, tylko samego momentu umierania. Uważam, że coś w tym jest.

Mi samej po głowie chodzą takie myśli, że religie wymyślono po to, by ten strach przed śmiercią oswoić i trzymać ludzi niejako w ryzach. Wiecie, na zasadzie bądź dobry, dostaniesz po śmierci nagrodę. A jeśli będziesz zły, to po drugiej stronie dostaniesz po łapach.

Martwię się, że sama wierzę trochę "na wszelki wypadek", w razie gdyby okazało się, że jednak istnieje życie po życiu. Przyznaję się bez bicia, że sama postępuje w myśl powiedzenia "jak trwoga to do Boga". Niestety.

Ale do sedna. Chyba nie boję się jako takiej śmierci. Jak już umrę, to będzie mi wsio rawno, bo staram się mimo wszystko żyć w zgodzie z sumieniem i ogólnie przyjętymi normami (choć bywam zawistna, przekorna i złośliwa), nie będę mieć wpływu na to, co się dzieje z moim ciałem itd. ALE. Martwię się, że zostawię tu córkę, może innych bliskich. Nie chcę zostawić spraw, które oni musieliby po mnie domykać. Słowem, nie chcę zostawić po sobie bałaganu. No i nie chcę być od nikogo zależna, nie chcę być przykuta do łóżka. Moja babcia spędziła tak ostatni kwartał życia i choć razem z mamą bez mrugnięcia okiem się nią zajmowałyśmy, to babcia wielokrotnie powtarzała, że jest dla nas ciężarem, jako ambitna, samodzielna kobieta czuła się zażenowana. Odeszła spokojnie, w otoczeniu bliskich, tak jak chciała. Owszem, wróciła, ale bardziej po to, by strzec domu i nas, niż straszyć. Odpowiadałoby mi takie odchodzenie.

Poza tym, tak zwyczajnie, po ludzku, nie chcę, żeby bolało.

Na koniec chciałabym jeszcze napisać, że mój dziadek mawiał, że po śmierci przyjdzie i opowie nam, jak "tam" jest. I wrócił, owszem, jestem co do tego przekonana, ale nic nie mówi. Dlaczego? Nie wolno mu? Jest tak źle, że woli się nie odzywać? A może nie opowiada, bo... po drugiej stronie nic nie ma?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz