Sycho91

Ogólnie o śmierci

28 postów w tym temacie

a mnie Krom zapyta jaki jest Sekret Stali :D hehe

Wszyscy tutaj, ateiści i wierzący, myślę że mają rację. Problemem jest wg mnie to, że zarówno swoje jestestwo jaki i wizje jego kresu uzależniamy od swojej percepcji. Budujemy marzenia -również te "marzenia" o śmierci- na podstawie doświadczeń i pozytywnych lub negatywnych przewidywań. Dla jednego zatem najlepsza byłaby śmierć z głową na klatce biuściastej, młodej blondynki; dla innego przy bliskich we śnie, a dla człowieka, któremu np ISIS zabiło rodzinę liczyć może się bohaterski koniec po dokonaniu aktu srogiej zemsty. Może i mają racje ci twierdzący, że przez duszę/serce/umysł dostrzegają projekcję jakiegoś nieba, uchylony rąbek tajemnicy. Może mają rację i ci kierujący się naukowym podejściem i znajomością procesów naszych organizmów. Wszystkich powyżej, niezależnie od końca jaki ich spotka, łączy jedno - wiara w spełnienie przed śmiercią. Zemsta, chęć czerpania jak największej radości, wypełnianie modlitewnych obowiązków mają zatem odegnać strach przed tym, że coś zostanie niedokończone.

Koniec końców nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy niewolnikami nadnaturalnej siły, nieba, czy boga. Tutaj też i ateiści i wierzący mają rację, bo ponoć bóg daje wolną wolę, więc i wolno nam się bać nawet go samego, choć niesłusznie o czym wiedzą ateiści ;)

Nasi pogańscy przodkowie ponoć mawiali, że po śmierci idzie się tam dokąd zaszło się za życia i wierze w to na 100%. To tak jak usnąć ze wspomnieniem jakiegoś pięknego wydarzenia mającego miejsce za dnia. Umierać w przekonaniu pewności wypełnienia jakiegoś indywidualnego celu.. W to chyba każdy wierzyć chce.

Sprowadzamy się zatem do -kolejnego w moim wydaniu- utożsamienia (w pozytywnym znaczeniu) boskiego absolutu z nami samymi. Stworzonymi ponoć na jego podobieństwo ;) a więc z całą pewnością posiadającymi możliwość kształtowania własnej rzeczywistości wedle własnych możliwości.

Bez względu na to, czy życie po śmierci istnieje czy nie, sami stworzyliśmy sobie swoje niebo i swoje piekło. Robimy to na co dzień w sferze rzeczywistej. Wszystko tak pięknie się zaplata i ten mechanizm potrafi działać tak właściwie, że w tych w miare spokojnych czasach dostatku każdy z nas może czuć się szczęśliwy z samym sobą. I taki powinien być ten spokojny koniec...

A co do mnie, to olewam wszystko ;p Czemu mam wierzyć w niebo czy piekło, które ktoś wymyślił za mnie? Czemu mam kierować się czyjąś wizją szczęścia lub smutku i zła? Czemu mam być ateistą skoro wiara nie musi równać się wierze w boga? Czemu mam być wierzący skoro ową wiarę tak łatwo podważyć? :)

Staram się iść prosto, odrzucam złudzenia kształtów i form - to tylko projekcje mej małej percepcji. Ważne bym czuł to "coś" w zgodzie z samym sobą, czuł harmonię serca, ciała i duszy. Niech życie zatem będzie rozpamiętywaną przygodą i niech śmierć przyjdzie we właściwym momencie, byśmy spotkali się jak starzy przyjaciele i poszli razem jako równi sobie.

;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam Wszystkich bo jestem tu nowa. Śmierć - czasem mam wrażenie, że jest ukojeniem, granicą- barierą, po której przekroczeniu zostawia się wszystko za sobą - wszystkie problemy, ból i niepowodzenia. Jakby zrzuciło się cały ciężar życia. Jednak nie wiemy co jest po tej "drugiej" stronie i tu rodzi się strach - co dalej?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Krom spyta o sekret stali? :D

Powiem mu, żeby spojrzał na tablicę mendachlejewa, a jeśli nie będzie chciał, to do diabła z nim! XD :D

A tak poważnie? Zdarzyło Wam się kiedyś być tak zmęczonym, że położyliście się, zamknęliście oczy: "Tylko na chwilę!" i obudziliście się po czterech godzinach? Właśnie tak wyobrażam sobie umieranie. Zamykam oczy tylko na chwilę i... CYK! Nie ma mnie! Nic już nie pamiętam. Nic mi się nie śni. NICOŚĆ.

Co do tego, że wymysł życia pozagrobowego to taka furtka do manipulacji i wyzysku. To jest tak. Jesteś sobie biednym, dajmy na to prostym robotnikiem. I klecha Ci mówi: Oddaj szmal na odpust, bo zmarli Cię postraszą! Innym razem ten sam klecha sprzedając znicz mówi: Daj na znicz, bo zmarli Cię postraszą! A innym razem mówi: Pogrzeb? Co łaska... Ale... Nie mniej niż 900 złotych! I tak to biedny robotnik jest wyzyskiwany przez kler. Może być też tak: Zbuntować się? Nie bo to nie po bożemu... Będę nadstawiał drugi policzek i pójdę do nieba, za dobre życie... Ale ten wyzyskiwacz tego robotnika też pójdzie do nieba, bo dla księdzu w łapę... Znaczy się ktoś z jego rodziny zrobi za kasę z wyzysku wykupi odpust. I już droga do nieba za $ otwarta! Dodam, że kiedyś księża udzielali odpustu za przyszłe grzechy... Wiecie co? Każda religia obiecuję jakieś cuda po śmierci, dajmy na to, dawaj na tacę pójdziesz do nieba, dawaj na kolędę, pójdziesz do nieba i tak w kółko. A po śmierci... *tu pokazuję środkowy palec* Nic nie ma! A przynajmniej nic materialnego. Ale kasę kler weźmie... Jak kleszcz krew.

Mam jeszcze jedną myśl. Cud Śmierci! Czy nie jest to cud, że mamy sobie człowieka, myślącego abstrakcyjnie, kochającego, biegającego, mogącego pilotować samolot, a tu nagle... ZONK! Zostaję trochę mięsa, kości, tłuszczu. Z żywej skomplikowanej istoty zostaje przedmiot, tj. zwłoki, które trzeba zutylizować gdzieś pod ziemią, żeby nam nie przeszkadzały i nas czymś nie zaraziły. To nie jest cud? Że z osoby staję się nic? Nie sądzicie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz