• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!
NOSEE

Zagadka śmierci Zygmunta Adamskiego

1 post w tym temacie

Zagadka śmierci Zygmunta Adamskiego

Zygmunt Adamski - polski imigrant, niewyróżniający się niczym górnik ze wsi Tingley k. Leeds, wyszedł z domu do sklepu spożywczego i już nie wrócił.

Pięć dni po zaginięciu jego ciało znaleziono na stercie węgla. Wyglądało to tak, jakby ktoś zrzucił go tam z góry. Na szyi i głowie denata widniały ślady poparzeń pokryte substancją, której nigdy nie udało się zidentyfikować. Wyraz twarzy sugerował szok lub przerażenie. Kto lub co 35 lat temu zabiło Adamskiego? Według niektórych, szereg dziwnych śladów sugerował, że padł on ofiarą porwania. Na liście potencjalnych kidnaperów na pierwszym miejscu widniało UFO.

vhgc.jpg

Śmierć na kupie węgla

Zygmunt Adamski urodził się w Polsce 17 sierpnia 1923 r. O jego życiu w kraju wiadomo niewiele. W Anglii mieszkał od końca II wojny światowej ze swą żoną Leokadią, która cierpiała na stwardnienie rozsiane. Adamski pracował jako górnik w kopalni węgla kamiennego Lofthouse, starając się o wcześniejszą emeryturę ze względu na konieczność sprawowania opieki nad małżonką. Oboje wiedli ciche życie we wsi Tingley położonej kilka kilometrów od Leeds.

Adamski nie miał wrogów, był człowiekiem spokojnym, dlatego to, co stało się 6 czerwca 1980 r. było zaskoczeniem dla jego kolegów z pracy i sąsiadów. Tamtego dnia około godziny 15:30 powiedział, że idzie do sklepu. Był to piątek. W sobotę Adamscy wybierali się na ślub córki chrzestnej Zygmunta, ale 57-latek się na nim nie pojawił. Sąsiad był ostatnią osobą, która widziała go przy życiu.

Pięć dni później, o 15:45, pracownik składu węgla w Todmorden - mieście leżącym jakieś 30 km od domu Adamskiego, znalazł jego ciało na blisko czterometrowej stercie antracytu (szlachetnej odmiany węgla kamiennego).

-Szykowałem się do ostatniego kursu - mówił Trevor Parker, pracownik składu i syn jego właściciela. -Ciało po prostu tam leżało. Nie wiedziałem początkowo, czy ten człowiek żyje czy nie. Przestraszyłem się okropnie i zadzwoniłem po policję i ambulans. Nie chciałem być tam sam. Widok ciała sprawiał, że dziwnie się czułem. Nie wiem, jak ten człowiek dostał się na plac, ale jestem na sto procent pewien, że nie było go tam, kiedy ładowałem węgiel wcześniej.

Parker poprzedni załadunek wykonał ok. 11 przed południem, co oznaczało, że ciało pojawiło się na stosie węgla w ciągu niepełnych pięciu późniejszych godzin. Nikt nie widział, jak to się stało, choć niedaleko przebiega ruchliwa linia kolejowa. Denat miał na sobie źle zapięty płaszcz i spodnie, jakby ktoś ubrał go w pośpiechu. Nie posiadał ran ciętych, kłutych ani zadrapań. Na plecach i głowie odkryto jednak poparzenia pokryte dziwną galaretowatą substancją.

James Turnbull - koroner, który badał ciało przyznał BBC, że ta sprawa była najdziwniejszą w jego karierze zawodowej. Ustalono, że Adamski zmarł na atak serca, ale ślady na górnej części tułowia pozostawały tajemnicą. Wyglądały na poparzenia potraktowane "maścią", ale eksperci policyjni nie byli w stanie określić jej składu. Ustalono, że Adamski nie był w dniach zaginięcia przyjmowany w żadnym szpitalu czy przychodni. Turnbulla zdziwiło też, że mimo pięciodniowej nieobecności denat nie wyglądał na osobę wyczerpaną, a na twarzy miał zaledwie jednodniowy zarost. Choć był ubrany, brakowało mu koszuli, a odzienie było krzywo pospinane.

Dr Alan Edwards, który przeprowadził sekcję zwłok uznał, że Adamski doznał ataku serca "w wyniku silnego szoku lub przerażenia" (co miała potwierdzać jego mina) i zmarł między 11 a 13 w dniu, kiedy go znaleziono. Poparzenia miały powstać dwa dni wcześniej. Nie ustalono jednak, czy umarł na kupie węgla czy został tam zawleczony.

Alan Godfrey z policji metropolitalnej, który zjawił się w składzie Parkera kilka minut po 16 twierdził, że wokół sterty nie było odcisków butów, a ubranie denata było czyste, co sugeruje, że nikt raczej nie wciągnął go na górę. Emerytowany dziś funkcjonariusz przypomina sobie, że Polak leżał z otwartymi oczami wbitymi w niebo.

Jak zatem zmarł Zygmunt Adamski?

-Przyznam, że porażka ekspertów w kwestii identyfikacji substancji, która spowodowała poparzenia u Adamskiego nieco przechyla szalę ku hipotezie o ingerencji UFO - przyznał Turnbull.

Dziwne okoliczności zgonu Polaka sprawiły, że zaczęto spekulować, iż został on uprowadzony przez obcych, poddany badaniom, a następnie wyrzucony na węgiel, gdzie umarł ze strachu. Dla wielu była to jedyna sensowna opcja, tym bardziej, że policja okazała się bezradna. Śledztwo wkrótce zamknięto, nie znajdując winnych. Ale nie był to koniec tego dziwacznego przypadku.

Czy to UFO? -Przygoda Godfreya

Sprawa Adamskiego miała też swój "odprysk" w postaci incydentu, który kilka miesięcy później przeżył konstabl Godfrey. 28 listopada, wczesnym rankiem, kończył on nocny patrol, podczas którego dostał wezwanie do kradzieży krów. Krążąc po obrzeżach Todmorden (miasteczka, gdzie znaleziono Adamskiego), zobaczył nagle przed sobą jakiś obiekt. Początkowo myślał, że to autobus wiozący robotników, gdyż zbliżała się piąta rano. To, co stało się później sprawiło, że trafił na pierwsze strony gazet.

Policjant zobaczył unoszący się bardzo nisko nad ziemią owal z kanciastymi elementami w górnej części, który wirował tak szybko wokół własnej osi, że wprawiane w ruch powietrze kołysało rosnącymi na poboczu krzakami. UFO znajdowało się zaledwie 20 m. od radiowozu. Nie tracąc zimnej krwi chwycił notatnik i zaczął je szkicować. Chciał powiadomić kolegów, ale radio przestało działać. Po chwili obiekt znikł w błysku światła, a policjant znalazł się w niewytłumaczalny sposób kilkanaście metrów od miejsca, w którym był przed sekundą. Nie wiedział, co się stało, ale po powrocie na komendę okazało się, że z jego pamięci "wyparowało" 30 minut.

Godfrey - wzorowy funkcjonariusz, stał się jednym z najsłynniejszych i najbardziej wiarygodnych świadków bliskiego spotkania z UFO. Nie unikał publicznych występów i deklaracji, a zagadkową naturę jego przypadku pogłębiła regresja hipnotyczna odsłaniająca to, co wydarzyło się podczas "zgubionego czasu". Co ciekawe, kilku innych policjantów potwierdziło, że nad miejscem, gdzie ich kolega przeżył dziwny incydent widzieli tamtej nocy nieznanego pochodzenia światła.

Oba wydarzenia - zgon Adamskiego i bliskie spotkanie policjanta, który badał jego sprawę są często opisywane obok siebie, ale czy łączy je coś oprócz zbiegu okoliczności? Ufolog Jenny Randles twierdziła, że okolice Todmorden doświadczały w tamtym czasie "fali spotkań z UFO", więc za oboma incydentami mógł stać jeden czynnik sprawczy.

Nieco nowych informacji pojawiło się w 2006 r., kiedy ufolodzy z organizacji BUFORA (Brytyjskiego Towarzystwa Badań nad UFO) opublikowali raport, w którym przeanalizowali sprawę Adamskiego na nowo, odkrywając kilka intrygujących tropów, o jakich wcześniej głośno nie mówiono. Według jednej z wersji Adamski był pokłócony z kimś z rodziny i przed ślubem chrześnicy poszedł się z nim rozmówić, po czym został uwięziony (Leokadia Adamska również sugerowała uprowadzenie). Poparzenia miał odnieść podczas tortur lub ucieczki. Inna opcja mówi, że rany powstały podczas zabiegu termopunktury (przyżegania punktów na ciele). Śledczy najprawdopodobniej brali pod uwagę oba te scenariusze, ale nie znaleźli dowodów na ich poparcie ani tym bardziej podejrzanych.

Tego, co naprawdę stało się z Zygmuntem Adamskim, prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Źródło: Ookulary (czyt.Google)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz