Sile

Dziwny nocleg u znajomej

5 postów w tym temacie

Witajcie, ogólnie chcę Wam opowiedzieć coś, co przydarzyło się mi, kiedy nocowałam u dobrej znajomej. Ta dziewczyna też jest chyba warta opowiedzenia. Jestem dość racjonalną osobą, ale w tym przypadku jakoś rośnie we mnie przekonanie, że nie powinnam się do niej zbliżać.

Otóż mam bardzo dobrą znajomą (znamy się już naprawdę wiele lat). Dziewczyna jest całkiem normalna, spokojna, raczej racjonalistka. Kiedyś - jak obie miałyśmy po naście lat, ona fascynowała się "zjawiskami paranormalnymi" w tym sensie, że przez moment interesowała się numerologią (razem ze mną), tarotem, kartami klasycznymi, etc... To był (chyba) krótki epizod, ale pamiętam, że potrafiła bardzo dokładnie odczytać układy numerologiczne lub karty. I tak, przy mnie, powiedziała całkiem obcej osobie (znajomej mojej mamy), że w przyszłym tygodniu będzie miała nieprzyjemną wizytę w urzędzie związaną z pieniędzmi, że prawdopodobnie doniosła na nią siostra, niewiele od niej starsza... - sprawdziło się idealnie (wiem to od znajomej mamy). Ta dziewczyna potrafiła odczytać z kart naprawdę sporo i to całkiem dokładnie (nie wiem jakim cudem jej się to udawało). Rozumiecie, nie jakieś bzdury w stylu: niedługo będziesz miała zawirowania emocjonalne, ale: "wydaje mi się, że zerwiesz kontakt z rodziną ze strony ojca. Karty mówią, że to przez żonę brata ojca i pieniądze". Najbardziej rzuca mi się w pamięci, jak poprosiłam ją, żeby sprawdziła czy wszystko się ułoży z jedną osobą z mojej rodziny, a ona rozłożyła karty, popatrzyła na nie i powiedziała: "bardzo mi przykro, sile, ale ona umrze. Powinna umrzeć od razu po wypadku, ale daje ci czas na pożegnanie się. Moim zdaniem zostało jej niewiele czasu, jeśli się uprzesz to miesiąc". Dodała jeszcze, że jej zdaniem umrze nie na to, na co została skierowana do szpitala. I faktycznie miesiąc później bliska mi osoba zmarła na opadowe zapalenie płuc. Wtedy byłam na tą moją znajomą bardzo zła i rozżalona. Przez pewien czas nie odzywałyśmy się do siebie. W każdym razie po tym jak to przeczytała w kartach przestała się nimi zajmować. Powiedziała mi wprost, że przeraziło ją to, że potrafi odczytać takie rzeczy, że nie chce tego wiedzieć, że bardzo ją męczyło to co mi powiedziała. Od tego czasu (przynajmniej na ile ja wiem) ona nie ma nic wspólnego z tarotem, kartami, numerologią. Czyli ja wiem? Jakieś 4 lata? Może odrobinę więcej?

I teraz ta właściwa część historii (tamto opisałam, bo wydaje mi się, że to chyba jednak coś oznaczało, że tak łatwo przychodziły jej pewne rzeczy). Mieszka niedaleko od domu moich dziadków, właściwie z niego widać okno jej pokoju. Ona w ogóle często chodzi późno spać (jak ja), więc nie dziwiło mnie to, że paliło się u niej ciągle światło. Ostatnio się zaręczyła, był u niej narzeczony - wszystko fajnie. Ja też tam parę razy u nich byłam. Ona nazywa tego chłopaka żartobliwie "myszem" (ok, każdy ma jakieś swoje słodkie nazwy). I pierwsze co mnie wtedy zaskoczyło, to to, że obok domu zauważyłam kilka trucheł zabitych myszy (ja wiem, że myślenie magiczne, że to pewnie nic nie oznacza, ale...). Nawet im powiedziałam, że chyba dostaje sygnały, że nie jest tu akceptowany. On się roześmiał i powiedział, że regularnie jak przyjeżdża to ciągle natyka się na martwe myszy, piżmaki, wiewiórki (pośmialiśmy się, że to pewnie jej pies tak go nie lubi).

Po tym jak on odjechał, pewnego razu zostałam u niej na noc (żeby nie było mieszkamy blisko siebie, ale jakoś prawie zawsze to ona u mnie nocowała, nie ja u niej, bo u niej jakoś nie bardzo były warunki). Pogadałyśmy od serca i ona powiedziała mi, że nie gasi światła do 3.30 bo się boi, że jest taka pora (od 2.00 do mniej więcej 3.30) kiedy nie zaśnie, zostawia zapalone światło i to przeczekuje. Zaczęłam się z niej śmiać, że może potrzebuje ochrony i jeśli chce, to jej coś namaluję na drzwiach, co sobie malowałam zawsze jak się bałam w dzieciństwie. Zgodziła się. Poszłyśmy spać i ta noc była dla mnie okropnie męcząca (miałam polówkę rozłożoną naprzeciwko drzwi). Cały czas się budziłam, bo wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Niby nic się nie działo, ale gdzieś tak koło 2.00 miałam ochotę wstać, ubrać się i uciec stamtąd. Jakoś udało mi się zdrzemnąć na kilka minut, ale znowu obudziłam się, bo usłyszałam pukanie. Nie jakieś bardzo mocne, ale takie cichutkie popukiwanie w drzwi. Kiedy pukanie ustało i już byłam pewna, że mi się to tylko wydawało coś uderzyło w szybę okna. To było na tyle głośne, że ja aż podskoczyłam, a ta moja znajoma usiadła na łóżku i zapaliła światło. Ona była zdenerwowana, ja... rozłoszczona. Wstałam z łóżka, otworzyłam drzwi na korytarz i powiedziałam, że sobie nie życzę niepokojenia mnie w nocy, ja tu nikogo nie zapraszam i ma być spokój (ja wiem, że to głupie, ale tak zadziałały moje nerwy). Właśnie wtedy ta moja znajoma powiedziała mi, że coś ją niepokoi, że czasem czuje się nieswojo, że prawie non stop ma koszmary, że czasami wydaje jej się, że ktoś próbuje się do niej dostać, że to nie pierwszy raz puka... A z drugiej strony stwierdziła, że najbardziej boi się tego, że mogła wejść w "pewne rzeczy" za głęboko. Jak się zapytałam o czym ona mówi, to nie chciała nic specjalnego powiedzieć. Powiedziała tylko, że wydaje jej się, że dopiero teraz rozumie wiele rzeczy, które wydawały jej się szczęśliwymi zbiegami okoliczności. No i przyznała, że przerażają ją te martwe myszy, piżmaki, wiewiórki... - że najpierw to było nawet zabawne, że w dzień przyjazdu narzeczonego pojawiało się pojedyncze truchło, ale teraz jak je widzi to już nie jest jej śmiesznie (normalnie zdechłe, małe zwierzątka nie walają się koło jej domu), że ich się pojawia coraz więcej.

Wiem, że to co napisałam, może wam się wydawać tylko takim gadaniem albo wyszukiwaniem na siłę czegoś nadnaturalnego, ale ja jakoś nie mogę na to spojrzeć w ten sposób. Próbuję sobie to wszystko zracjonalizować i coraz bardziej mam wrażenie, że "to coś" co "chce sie do niej dostać" po prostu okazuje jej narzeczonemu (a także mi podczas noclegu), że powinniśmy uciekać jak najdalej. Wiem, że w zeszłe wakacje była pod namiotem ze znajomymi i też dwie koleżanki nie chciały spać z nią w namiocie, bo czuły się nieswojo. Z drugiej strony to naprawdę normalna, spokojna osoba, bardzo racjonalna i niewyróżniająca się jakoś specjalnie z tłumu. Nie pije, nie pali, nie bierze narkotyków, skończyła studia, ma normalną pracę...

Macie pomysł, co może ją niepokoić? I niech mi wytłumaczy ktoś, kto choć odrobinę zna się na wróżeniu z kart: jakim cudem ktoś początkujący potrafił odczytać z nich tak bardzo szczegółowe informacje (rozumiem, że u mnie znała sytuację, więc mogła połączyć fakty; ale ta znajoma-mamy to całkiem obca osoba... Było też kilka innych sytuacji, gdzie ta moja znajoma idealnie odczytywała przyszłość). I ostatnie: można jej jakoś pomóc?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Opcje są dwie: albo poprzez swoje kontakty z kartami wmówiła sobie, że coś jej się przyplątało, albo faktycznie przyszedł ktoś nieproszony. Ja jestem za drugą opcją dlatego, że sama to przeszłam.

Moja prababcia potrafiła świetnie kłaść i odczytywać karty. Moja babcia wspomina, że potrafiła bezbłędnie odczytywać ludzi z ułożonych kart. Jako że całe życie mam sny prorocze i tego typu różne historie, postanowiłam, że spróbuję zapoznać się z tarotem. Podeszłam do tego dość poważnie, nie na zasadzie pobawię się w to tylko odnosiłam się do kart z szacunkiem i długo zgłębiałam znaczenia i rozkłady tarota. Jako że dopiero się uczyłam, karty rozkładałam głównie moim znajomym. Wieść się rozniosła i znajoma znajomej poprosiła o rozkład - trafiłam w dziesiątkę z dość dokładną wróżbą dotyczącą jej życia osobistego, mimo że ledwo ją znałam. Obydwie byłyśmy zachwycone. Dalej zajmowałam się tarotem i numerologią i nawet nieźle mi szło, dopóki nie zaczęłam mieć koszmarów. Śniło mi się, że byłam opętana, że coś we mnie wstępowało, lewitowałam, byłam wypychana z łóżka itp. Te sny były ogromnie przerażające. W tym samym czasie moja mama poszła na wróżbę do kobiety, która opowiadała o człowieku patrząc na jego zdjęcie. Spoglądając na moje powiedziała, że mam natychmiast przestać się zajmować tarotem, bo nie umiem się odpowiednio ochronić i jestem bardzo blisko przekroczenia granicy i przyciągnięciem czegoś mocno nieprzyjemnego do domu. To przypieczętowało moją decyzję i obecnie karty leżą schowane z dala od wszystkich. Sny ustały, chociaż nadal zdarzają się noce, gdy nie umiem zasnąć, czuję czyjąś obecność itp.

Nie umiem doradzić ani Tobie, ani koleżance. Możliwe, że wszystko sobie tylko wmówiła a te truchła znosi jakiś dziki kot czy inne zwierzę. Możecie spróbować okadzić dom dymem z szałwii lub zakopać w ogrodzie słoik czarownicy, ale nie jestem pewna, czy to pomoże na tym etapie...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Muszę się jeszcze zastanowić jak jej cokolwiek zasugerować. Rankiem udawała, że nic się w nocy nie działo, ale obręcze na drzwiach ma już właściwie namalowane w całym domu (więc chyba jednak ma jakiś problem). Inna rzecz... dlaczego jej się miało to teraz ujawnić, skoro twierdzi, że nie używa kart, numerologii od tylu lat? W sumie myślałam jeszcze, żeby ją zaprosić na nocleg do mnie i sprawdzić, czy czasem u niej w domu nie ma po prostu takich domowych odgłosów (bo wiadomo, że może to jednak wina "pracującego" nocą domu - wody w rurach, konarów drzew, etc...)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sile, to mógłby być jakiś punkt wyjścia. Myślę, że warto by było tego spróbować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Osobiście korzystam na bieżąco z takich usług i bardzo sobie chwalę. W moim przypadku wszystko się sprawdza praktycznie w 100%, ale jest tak bez wątpienia dlatego, że zajmuje się tym osoba z powołania. Korzystałam głównie z takich usług jak: tarot, wahadło, uroki miłosne, usługi lokalizacyjne zaginionych zwierząt za pomocą wahadła i naprawdę polecam. Dzięki temu dużo się o sobie dowiedziałam, poznałam miłość swojego życia oraz odnalazłam mojego pieska, który się zgubił. Gorąco polecam: http://rytualymilosne.wizytowka.pl

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz