Lady Luna

Debata: Inteligentny Projekt vs. Ewolucja

10 postów w tym temacie

Debata: Inteligentny Projekt vs. Ewolucja

Debata ma charakter 1 vs 1. Wezmą w niej udział .V., który opowie się po stronie ewolucjonizmu, oraz Marcelo, który będzie bronił inteligentnego projektu.

Zasady debaty:

1. Każdy użytkownik ma prawdo do 5 wpisów (pierwszy powinien być wprowadzeniem, a ostatni podsumowaniem)

2. Wpisy odbywać się będą naprzemiennie

3. Na kolejny wpis użytkownik ma 7 dni od zamieszczenia ostatniego wpisu w kolejce

4. Za każdy dzień zwłoki z wpisem do tematu użytkownikowi odejmuje się 1 punkt

5. Uczestnik, który bez _naprawdę ważnego_ powodu zrezygnuje z udziału w debacie – otrzymuje ostrzeżenie.

Skład sędziowski:

Mati95

Rysiek

W skład sędziów wchodzi też opiekun debaty – LadyLuna

System oceniania:

Związek z tematem 10/10 max

Argumentacja 10/10 max

Styl wypowiedzi 10/10 max

Refleksje 10/10 max

Uzgodniliśmy, iż debatę rozpocznie Marcelo. Start debaty: 16.01.2010r.

Każdy użytkownik, który zamieści wpis w debacie zostanie zbanowany na okres 1 tygodnia. Do komentowania debaty zostanie utworzony osobny temat.

Życzę powodzenia obu uczestnikom :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Cześć

;)

Witam wszystkich sędziów z LadyLuna na czele, użytkowników, których zainteresowała debata, a przede wszystkim witam i pozdrawiam mojego oponenta .V. Jest to moja pierwsza debata i daję Wam słowo, że postaram się dopełnić swego obowiązku jak najlepiej.

Niewątpliwie podjąłem się trudnego zadania chcąc pokazać, że istnieje owy „Pierwszy Poruszyciel”. Zadanie to staję się trudniejsze, gdyż Inteligentny Projekt jest tylko teorią, która nie ma praktycznie żadnego naukowego potwierdzenia, natomiast Ewolucjonizm ma dowody i to dosyć solidne. Na świecie nie ma nic w 100% doskonałego więc nawet Ewolucjonizmowi można się sprzeciwić (w końcu to tylko teoria).

Czym jest Inteligentny Projekt?

Tak więc na samym początku należałoby odświeżyć pamięć, a może i uświadomić czym jest Inteligentny Projekt. Postaram się opowiedzieć jak najzwięźlej o tym jakie zasady przyjmuje ta teoria.

eruiluvatar.jpg

Inteligentny Projekt przyjmuje, że pewne części Wszechświata jak i żywe organizmy zostały zaprojektowane przez „Inteligentną Przyczynę”, a nie jak to mówi Ewolucjonizm Darwina, przez „przypadek”. Owa teoria została zapoczątkowana już w starożytności przez znanych greckich filozofów, którzy już dumali nad tym czym jest świat. Wspomnę też, że sama teoria ID (z ang. intelligent design) nie wyklucza ewolucji.

Nie należy też utożsamiać biblijnego stworzenia świata z ID. Biblijny kreacjonizm mówi o czymś w co można wierzyć, że świat został stworzony przez Inteligentnego Stwórcę (Boga) i próbują poprzeć to dowodami naukowymi. Z Inteligentnym Projektem rzecz ma się inaczej, otóż ta teoria z kolei wywodzi się od naukowego punktu postrzegania Wszechświata, a zwolennicy tej teorii dochodzą do wniosku, że świat został zaprojektowany przez Inteligentnego Stwórcę (nie mówią, że jest to Bóg, Allach, Budda czy jakiś inna boska istota).

Powodzenia!

:)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ave

Witam wszystkich bardzo serdecznie, mam przyjemność brać udział w polemice z naszym forumowym apologetą wiary katolickiej. Temat naszej dysputy jest wszystkim czytającym doskonale znany, mogę ze swojej strony zapewnić tylko, że zarówno ja jak i Marcelo, postaramy się w najbardziej przyjazny i zrozumiały sposób przybliżyć wam kreacjonizm jak i ewolucjonizm. Tym samym myślę, iż nasze wpisy trafią w gusta czytelników i w należyty sposób przekonają do siebie odbiorców.

Dlaczego ewolucjonizm ? Odpowiedź jest bardzo prosta jestem sceptykiem, lubię posiadać niezbity dowód na wiarygodność teorii pod którą się podpisuję i tak w dużej mierze jest z ewolucjonizmem. Na przestrzeni tej debaty pragnę przekonać was, drodzy czytelnicy, że ewolucja nie ogranicza się tylko i wyłącznie do pytanie: skąd się wzięliśmy ? Ewolucja to szereg procesów, które zachodzą po sobie. To ciągła walka o najlepsze przystosowanie się do środowiska w jakim żyjemy, ale i też piękno samo w sobie. Na przestrzeni debaty nie mam zamiaru odwoływać się do samej koncepcji stwórcy, czy też wierzeń zawartych w księdze rodzaju. Traktujemy o ewolucji a nie o nieścisłościach biblijnych. Jeszcze jedno Marcelu, dinozaury istniały :D Jednakże przejdźmy do meritum.

ewolucja_czlowieka.jpg

Ewolucja czy też Inteligentny Projekt? Odpowiedź na to pytanie na pewno do łatwych nie należy, bowiem zakrawa o sferę wyznaniową. A z samą wiarą jest strasznie ciężko polemizować, choćby ze względu na fakt iż wszystko co niezgodne z jej dogmatami, uważa za atak na samą siebie.

W dzisiejszych czasach, 150 lat po wydaniu „ O powstaniu gatunków” (On the Origin of Species) przez Karola Darwina, nauka dysponuje dowodami, które są w stanie uwiarygodnić założenia tej teorii. Lecz co skłania nas do przypisywania stworzenia wyższemu bytowi, jakimś ponadnaturalnym siłom ? Jeżeli spojrzymy choćby na ludzkie oko, na jego idealną budowę i zdolność formowania obrazu, to pod presją podziwu staramy sobie wyjaśnić w jaki to sposób mógł powstać tak idealny receptor wzroku. Przypisywanie czegokolwiek zwykłemu przypadkowi nigdy nie było mocną stroną ludzi, to też szukamy wytłumaczenia bardziej nam odpowiadającego(samym okiem zajmiemy się innym wpisie). A wytłumaczenie to przez dłuższy czas dostarczały nam wszelkie kulty i religie. Za podstawę tych wierzeń uważa się Wielkiego Stwórcę, bądź też ingerencję jakiś istot z zewnątrz. Jednakże jeżeli weźmiemy pod lupę ten drugi przypadek, to musimy zadać sobie pierwszorzędne pytanie: skąd w takim razie wzięli się nasi stwórcy? Nie powstali od tak, czy więc zatem stworzyli ich inni obcy ? W przypadku teorii ewolucji, cały proces jest stopniowo wyjaśniony od powstania małego organizmu jednokomórkowego po wielkie gady, które przewinęły się przez historię naszego globu. Co więcej możemy go zastosować nie tylko do nas samych, ale i do naszych rzekomych stwórców. Sprawy wielkiego poruszyciela, nie da się zbyć tak łatwo. Jednakże można podejść do niego od strony metafizycznej. W takim razie, jeżeli nas stworzył Bóg, to co stworzyło Boga ? Pojawił się znikąd, tak nagle ? Przecież jest od zawsze, od zawsze czyli od kiedy ? Skoro jest od zawsze, co robił zanim się zabrał za nas ? I wreszcie co to znaczy trwać od zawsze ? W tym przypadku ewolucja wydaję się o tyle poręczniejsza, bowiem jeżeli przypatrzymy się samemu stwórcy to prędzej czy później poprzez regres wrócimy do punktu wyjścia. Mam więc nadzieję Marcelu, że zamiast katować mnie wiedzą teologiczną postarasz się raczej wytknąć błędy ewolucji.

W przypadku samej ewolucji często dochodzi do omyłki, ludzie często mylą makroewolucję z mikroewolucją. W przypadku tej drugiej bowiem, uzyskuje ona poparcie nawet u samych kreacjonistów. Mikroewolucja polega na zmianach adaptacyjnych zależnych od środowiska w jakim żyjemy, jednak ogólna budowa ciała zostaje niezmieniona (sic!). Nie zapominajmy jednak, że ewolucja poszczególnych genów i alleli to także ewolucja, która związana jest ściśle z zjawiskiem dziedziczenia genów( na zdjęciu poniżej przedstawiona jest obserwacja Morgana dotyczące mutacji o dziedziczeniu sprzężonym z płcią powodującej występowanie białych oczu u Drosophili, która doprowadziły go do postawienia hipotezy, że geny znajdują się na chromosomach.) , jednak tym zajmiemy się w swoim czasie. I o tyle ile w przypadku mikroewolucji mogę się zgodzić z kreacjonistami, o tyle nie jestem w stanie przyznać iż zjawisko makroewolucji nie istnieje.

Sexlinked_inheritance_white.jpg

Aby dopatrzeć się działań ewolucji nie musimy biegać z lupą, bądź też wertować zakurzonych stronnic wielkich ksiąg. Wystarczy wyjrzeć za okno, no może nie teraz bo jest już ciemno i wszędzie leży śnieg, ale choćby wiosną, gdy wszystko budzi się do życia. Pięknem jest iż na jednej tylko planecie, żyją miliony gatunków i to gatunków połączonych ze sobą. Czyż naprawdę możemy stwierdzić iż trwają one w stanie nie zmienionym od samego początku ? Weźmy na przykład ekosystem sawanny, mamy do czynienia z zwierzętami żywiącymi się niższymi partiami trawy, wyższymi i tak w górę, aż skończymy na żyrafie. Na sawannie żyje bardzo dużo roślinożerców, którzy czerpią pokarm z traw, krzewów czy też w końcu drzew, jednakże organizmy te nie kolidują ze sobą gdyż, każde z nich ma inne wymogi odnośnie ilości i jakości przyswajanego pokarmu. Lecz czy przypadkiem jest, że układ ciała żyrafy pozwala jej sięgać najwyższych drzew ? Czy przypadkiem jest, iż posiada ona język, za pomocą którego może pożywiać się liśćmi akacji ? Oczywiście, że nie! Jednakże nie ma w tym zasługi boskiej, piecze nad tym dzierży dobór naturalny. Skoro już jesteśmy na sawannie, to przejdźmy może to stosunków antagonistycznych między drapieżnikami. Mimo iż sawanna na pierwszy rzut oka może wydawać się idylliczna, to jest to świat gdzie niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku. Do najbardziej skutecznych drapieżników należą lwy, hiena cętkowana i inne wielkie koty. Te z kolei mają ograniczony zasób pożywienia, którym notabene muszą się dzielić. To też na przestrzeni lat dobór naturalny wykształcił u nich instynkty i zachowania, umożliwiające im przetrwanie w ekosystemie sawanny. Dla przykładu u lwów polowanie odbywa się w większej grupie i polują tylko samice, co zwiększa powodzenie takiego polowania. Z kolei gepardy polują w pojedynkę a natura wyposażyła je do tego należycie. Przyjrzyjmy się takiemu gepardowi.

d92i4098.jpg

Gepard posiada smukłe i muskularne ciało z silnymi łapami, mimo iż wygląda niepozornie. Klatka piersiowa jest rozbudowana w odróżnieniu od wąskiej talii. Posiada małą głowę i krótki pysk, wysoko umieszczone oczy, duże nozdrza i małe okrągłe uszy. Jednakowoż nie potrafi chować pazurów. W odróżnieniu od innych wielkich kotów, gepard polega na swoim wzroku i szybkości, aniżeli na kamuflażu i zasadzce. Potrafi także ćwierkać, szczekać, syczeć, mruczeć, miauczeć i rechotać ( dla przypomnienia inne wielkie koty ryczą). Gepard jest najszybszym zwierzęciem lądowym, osiąga prędkość do 120km/h.

Cheetah_in_Singapore_Zoo_290706.jpg

Mamy obraz doskonałego zabójcy, który na przestrzeni wielu tysięcy lat wykształcił w sobie umiejętność biegania, która ułatwia mu przetrwanie.

Zwolennicy mikroewolucji, przemawiają tylko i wyłącznie za drobnymi kosmetycznymi zmianami. Jednakże czy było by możliwe by góralek (zdjęcie pierwsze poniżej), był spokrewniony z słoniem afrykańskim (zdjęcie drugie poniżej), gdybyśmy mieli do czynienia tylko z małymi zmianami kosmetycznymi ?

240px-Klippschliefer_Suedafrika_Hermanus.jpg

s%C5%82o%C5%84%20afryka%C5%84ski.jpg

Odpowiedź brzmi nie i jest to właśnie jeden z piękniejszych przykładów ewolucji.

Częstym zarzutem kreacjonistów jest pytanie o to, dlaczego nie widzimy ewolucji na własne oczy? Pytanie te jest przeze mnie samego kwalifikowane jago na tyle lakoniczne, że dzieci w czwartej klasie szkoły podstawowej są na nie w stanie odpowiedź. A odpowiedź jest bardzo oczywista, procesy ewolucyjne nie są magią. To niej pstryk palcami i z jednego gatunku nagle mamy drugi, to proces który trwa kilka tysięcy lat jak nie kilkaset. A to, że nie jesteśmy w stanie go doświadczyć biorąc na miernik, krótki okres naszego życia nie przemawia za tym, iż zjawisko takie nie ma miejsca. Równie dobrze możemy stwierdzić, iż mimo, że u nas jest noc na drugiej półkuli nie ma w tym momencie dnia. Przecież nie widzimy tego co ma miejsce po drugiej stronie globu.

Kolejny argument mimo iż tak oczywisty na początku nawet nie wpadł mi do głowy, został mi podsunięty przez użytkownika Aquilę z zaprzyjaźnionej z naszym serwisem strony, Vortalu Rzeczy Paranormalnych.

Otóż my ludzie posiadamy pięć palców u dłoni, co oczywiste małpy też posiadają pięć palców u jednej ręki. W przypadku małp, podobieństwo między nami jest zatrważające i nie ogranicza się tylko do wspomnianych przeze mnie pięciu palców. Bowiem wpływa na to również układ budowy ciała, ale i podobieństwo genetyczne. Małpy zarówno jak i ludzie, należą do grupy zwierząt człekokształtnych. Czy nie przemawia to czasami za tym, iż możemy posiadać wspólnego przodka. Wspólnego przodka, który nazywany jest brakującym ogniwem ewolucji Darwina i to wspólnego przodka, którego istnieniem możemy się poszczycić to przyniosła nam nauka w ostatnim czasie. Jednakże tym także zajmiemy się w kolejnym wpisie.

Wszystkie organizmy żywe są z sobą w jakiś sposób połączone, do takich powiązań możemy zaliczyć chociażby chromosomy, które występują u każdej grupy istot. Na ten przykład człowiek posiada (chwilę sięgam do podręcznika z biologii) 46, pies 78, pszenica 14, ziemniak 24, a rak pustelnik aż 254. Jednakże usilnie genetyką zajmiemy się w innym wpisie. Jednakże o powiązaniu tym świadczy także posiadanie wyżej wspomnianych pięciu palców. Bowiem kończyny przednie słonia, również posiadają pięć paznokci, to samo zaobserwowano u przodka konia czy też hipopotama, ale pięć palców posiadają także stworzenia takie jak myszy, chomiki, nietoperze, niedźwiedzie, delfiny (schemat na zdjęciu poniżej)czy też masa wielu innych organizmów żywych.

SciAniAnat8-23c.gif

Czy zatem w obliczu takiej wiedzy, możemy nazwać to błahostką ? Dla mnie samego jest to drobny element zbieżności między gatunkami, który doskonale odzwierciedla zjawisko dziedziczenia genów przez potomstwo.

Jeżeli biblijny akt stworzenia rozpatrujemy jako jeden moment, to ciekawi mnie inna rzecz. Skąd w takim razie tak wielka różnorodność życia na naszej planecie ? Bowiem czy można wykluczyć powstawanie nowych gatunków w oparciu o ewolucję, gdy gdyby nie ono nasza planeta była by dzisiaj uboga w jakiekolwiek formy życia. Wiemy przecież wszyscy i to bardzo dobrze, że na historycznej drodze naszej planety miał miejsce incydent, na skutek którego w okresie permu i triasu wyginęło od 90 do 95 procent organizmów żywych zasiedlających w ten czas naszą planetę.

death-of-dinos_pr_web.jpg

W jaki sposób wytłumaczyć też pojawienie się mamutów na świecie, gdy posiadamy wiedzę mówiącą nam o tym, że 100 milionów lat temu jeszcze ich nie było a kilkadziesiąt tysięcy lat temu już tak ? Kaprys stwórcy, otworzył okno miał dobry humor i stwierdził, że coś sobie dzisiaj stworzy ? Dlaczego biblia, mająca być urzeczywistnieniem słowa bożego nie przedstawia choćby najmniejszej wzmianki o wielkich gadach czy też ewolucji, czy zagadnienia te było w ten czas niezrozumiałe dla wszechwiedzącego Boga ? Czy istota bogata w omnipotencję potrzebuję człowieka, który coś odkryje samemu by mogli o tym mówić jej kapłani ? Ależ nie, to wszystko zasługa ewolucji, która pokazuje nam, że na przestrzeni wielu lat potrafi przemienić jeden gatunek w drugi.

24mamut.jpg

Szukając materiałów do debaty natknąłem się na ciekawy filmik, za pośrednictwem serwisu YouTube, sądzę iż jest wart waszej uwagi bo zaoszczędza mojego czasu, w opisywaniu początkowego powstawania pierwszych komórek żywych.

Na przestrzeni debaty nieuniknionym jest, iż posłużysz się Marcelu przykładem Latimerii, tak więc pozwól, że Cię uprzedzę.

Latimeria to ryba trzonopłetwa, osiągająca wielkość do 1,60 m i sięgająca wagą do 100 kg. Nie było by w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt iż ryba ta była do 22 grudnia 1938 roku

Uważana za wymarłą. Zdumiewające ? To jeszcze nie koniec, ryba ta jest głównym argumentem kreacjonistów przeciw teorii ewolucji bowiem trwa w niezmienionym stanie od 65 milionów lat. Czy zatem możemy pokusić się o stwierdzenie iż ewolucja dosięga tylko nielicznych organizmów. Ależ nie, dlaczego ? Po pierwsze nie rozumiem jak jedna ryba może wpływać na znaczenie teorii, której podporządkowują się wszelkie inne organizmy żywe. Po drugie nie prawdą jest, że ryba ta nie ewoluuje, wyróżniamy bowiem co najmniej dwa rodzaje latimerii:

- Latimeria chalumnae (zdjęcie pierwsze)

- Latimeria menadoensis (zdjęcie drugie)

latimeria3.png

66_1158635547.jpg

Te dwa podgatunki różnią się od siebie odcieniem, jedna jest brązowa a druga błękitna. Co samo za siebie mówi iż ryba ta podlega ewolucji, mimo, że nie na taką skalę jak inne gatunki.

Jednakże istnieje też drugi powód, przemawiający na moją korzyść. Ryba ta za pomocą doboru naturalnego wykształciła w sobie zachowania, które pozwalają jej przetrwać. Aby to zaprezentować, musimy przyjrzeć się bliżej samej Latimerii.

Zacznijmy od kilku ciekawostek, które dostarcza nam blog „Czytasz i Wiesz” na Onecie:

- Latimerie należą do ryb żyworodnych.

- Mają grube łuski, opatrzone drobnymi ząbkami

- Oczy latimerii są wyścielone warstwą odblaskową, co ułatwia widzenie w mroku

- Żyją na co najmniej 300 .m

- Samce są mniejsze od samic i ważą ok.45kg.

- Na razie odkryto 2 gatunki Latimerii:Latimeria menadensis i Latimeria chaumnae

- Odżywiają się rybami i głowonogami.

- Ciąża Latimerii trwa ok.13 miesięcy.

- Latimerie są pod ochroną.

- Jest jedynym żyjącym przedstawicielem ryb trzonopłetwych.

- Nazwa "latimeria" pochodzi od nazwiska pani Marjorie Courtnay Latime, która jako pierwsza stwierdziła, że złowiona przez kapitana ryba nie jest codziennym okazem.

- Samica rodzi jednorazowo kilkadziesiąt młodych.

- Latimerie żyją kilkadziesiąt lat.

- Mózg tej ryby waży tylko 3 gramy

- Latimerie nie mają kręgosłupa, tylko strunę grzbietową.

- W języku angielskim latimerię określa się jako "coelacanth"

- Latimeria oddycha skrzelami.

- Osiąga dojrzałość po roku.

Jednakże takie tylko informacje nam wiele nie dają, potrzebujemy czegoś więcej. Tak więc przystąpmy do analizy życia Latimerii.

Jak już wcześniej było mówione Latimeria zamieszkuje głębokie wody oceaniczne, od 150 do 700 metrów (co zapewne przyczyniło się do tak późnego, wpisania jej na nowo w poczet organizmów żywych).

Latimeria spędza dzień w całkowitym bezruchy, chroniąc się przed drapieżnikami takimi jak np. duże rekiny. Za miejsce schronienia latimerie przyjmują podmorskie jaskinie na głębokości 200 metrów gdzie wtapiają się w otoczenie skał, gąbek i jasnych muszli małży. W jednej jaskini może przebywać nawet kilkanaście latimerii.

Nocą latimerie wypływają na żer, płyną w odległości dwóch metrów od dna. Podczas jednej nocy latimeria pokonuje aż do ośmiu kilometrów. Jest nocnym drapieżnikiem poluję na rozmaite organizmy żywe, jak ryby głębinowe, rekiny, latarniki czy też głowonogi. Swoje ofiary lokalizuje za pomocą narządu elektrorecepcyjnego w pysku. Ofiary pochłaniane są przez otwór gębowy. Dość zabawny z punktu widzenia człowieka jest jedno z zachowań latimerii, otóż ryby te przybierają pozycję pionową, głową dół nawet na kilkanaście minut w celu użycia narządu elektrorecepcyjnego namierzającego potencjalną zdobycz. Podstawowy składnik jej diety stanowią takie ryby głębinowe jak: Coranthus, Polymixia i Dianthus(zdjęcie poniżej)

polymixia-coranthus-diaphus.jpg

Na tym poprzestaniemy, sądzę, że i tak już za bardzo rozbudowałem pierwszy wpis. Mam tylko jedną prośbę dla czytelników, uczestnictwo w debacie nie jest prostą sprawą, więc jeżeli podobają wam się wpisy moje albo Marcela, nagrodźcie naszą posługę skromnym pluskiem do reputacji.

Do zobaczenia w następnym wpisie, na koniec dorzucam jeszcze jedno zdjęcie latimerii.

vor2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam wszystkich w moim kolejnym wpisie i życzę miłego czytania

;)

Kilka lat temu usłyszawszy o teorii ewolucji na przyrodzie zacząłem wątpić w istnienie „Pierwszego Poruszyciela” (w moim przypadku Boga). Zadawałem wtedy sobie wiele pytań; jeśli są takie dowody na istnienie człowieka, to czy Bóg naprawdę istnieje? Z początku ewolucja zaczęła mnie przekonywać… Wtedy zacząłem (można powiedzieć) szukać Boga. I to właśnie wtedy dokładnie przyjrzałem się przyrodzie.

Teoria ewolucji (jak już było wspomniane) przyjmuje, że wszystko to, co widzimy dookoła to tylko zwykły przypadek – wybryk natury. Czy tak perfekcyjny świat mógłby powstać sam od siebie? Czy ten nieomylny „projekt” powstał przez zwykły, przypadkowy incydent?

Spójrzmy choćby na zwykły, łańcuch pokarmowy. Wszystko w nim zostało dopracowane do perfekcji. Od producenta, poprzez konsumenta, drapieżnika aż po reducenta, wszystkie organizmy zostały włączone w tenże łańcuch.

fodchain.jpg&usg=AFQjCNGRpmnosMwsaPTJkcguEppTIrP3Bw

Na świecie nic się nie dzieje bez przyczyny. Wszystko ma swoje miejsce, swoje zadanie. Najmniejszy pierwiastek ma swoje „powołanie”. Z lat gimnazjalnych pamiętam jak pani nauczycielka z biologii mówiła takie bardzo mądre zdanie: w przyrodzie nic się nie gubi. Czy więc zwykły przypadek mógłby stworzyć coś tak doskonałego?

Swego czasu żył sobie na świecie pewien mnich, który zauważył coś ciekawego w plantacji grochu. Zapewne znane jest imię Gregor Mendla. Mendel odkrył coś co zachwiało teorią ewolucji.

zgs4f1.gif&usg=AFQjCNHiTuG0wSXnT0lqJpCcwKMrqSZYHA

Ten człowiek krzyżował różne odmiany grochu jadalnego. Kiedy skrzyżował groch o czerwonych kwiatach z grochem o kwiatach białych, okazało się, że potomstwo ma kwiaty czerwone. W kolejnym kroku skrzyżował potomstwo o kwiatach czerwonych ze sobą nawzajem i zauważył, że następne pokolenie posiada własny stosunek kwiatów czerwonych i białych równy 3:1. Zrozumiemy to wtedy, gdy przeanalizujemy geny zaangażowane w te krzyżówki. Gen możemy porównać do jednostki, która w pewien sposób działa na daną cechę, jak to było w przypadku grochu, na kolor. Pierwsze potomstwo miało geny kwiatów czerwonych i kwiatów białych co zostało przez nie odziedziczone. Mendel uznał, że jeden z genów (w tym przypadku czerwony) jest dominujący. Gdy skrzyżowane zostaną rośliny o czerwonych kwiatach geny białe mogą się złączyć i w ten sposób możliwe jest powstanie rośliny o białych kwiatach.

400px-Dziedziczenie_barwy.png&usg=AFQjCNHkK9E6LEhBP0QjCjPN0PXEr-v83g

Według Mendla rośliny o kwiatach czerwonych otrzymywały również kwiaty białe. Teoria Darwina zakłada, że w tym przypadku kolor biały jest nową cechą nabytą przez potomstwo, a cecha ta nie została odziedziczona. Jeżeli gatunek ma ewoluować musi nabywać nowe cechy – jak to mówi teoria ewolucji. Mendel udowodnił, że te cechy nie było nowo nabyte, ale były obecne w genach przodków, choć gen dominujący nie pozwalał na ich ujawnienie. Dzięki tej teorii możemy wykazać, że geny u potomstwa istnieją w takich samych stosunkach jak u rodziców. Geny mogą zostać utracone przez śmierć jednostki, ale niemożliwe jest nabywanie nowych. Wtedy w świat weszła teoria, która twierdziła, że geny mogą zmieniać się przyjmując całkowicie inne formy. Dziś to zjawisko znane jest jako mutacja.

Współczesna teoria ewolucji uznaje mutację i mówi, że ewolucje nie zachodzą bez mutacji. Tak więc przyjrzyjmy się dokładnie temu, czym jest mutacja. Wiemy na pewno, że mutacje mogą się dokonywać i że się dokonują. Ale też jest pewne, że każda dotąd mutacja w genach nigdy nie wyszła na dobre organizmowi. Geny są cudownie zbudowane i każda zmiana doprowadza do zmniejszenia ich wydajności. Przez wiele lat genetycy zajmowali się zjawiskiem mutacji. Przeprowadzili wiele eksperymentów na różnych organizmach i po wieloletnich badaniach nie są w stanie pokazać jednego organizmu, któremu mutacja wyszłaby na dobre. Mutacje w naturalny sposób występują niezwykle rzadko i przeważne są tak szkodliwe, że gdy odnotuje się ich występowanie nie ma to żadnego wpływu dla genetyki danej populacji zwierząt czy roślin. Wszystkie osobniki, które ulegną mutacji są słabe i mają skłonności do wymierania.

z3931636X.jpg

Mutacje są dalekie od wytworzenia nowych genów, które umożliwiłyby rozwój nowego gatunku. Jak już wspomniałem, są one rzadkością i przeważne są szkodliwe. Mutacje nie zmieniają struktury genetycznej całego organizmu, nie licząc osłabienia gatunku w niektórych przypadkach.

Chciałbym się teraz przyjrzeć temu co przez ewolucjonistów nazywane jest doborem naturalnym. Wyobraźmy sobie populację jakiegoś rodzaju ptaka, którego upierzenie może mieć różne kolory. Gdy wzrasta populacja ptaki zaczynają kolonizować wyspę, która ma kolor ciemny. Ptaki o kolorze białym i kolorze jasnoszarym nie mają naturalnego sprzymierzeńca, który pomógłby się im ukryć przez co są łatwo dostrzegalne dla drapieżników. Ptaki o kolorach ciemnych mają „poparcie” od strony otoczenia i dzięki ciemnej karnacji wyspy są niedostrzegalne dla drapieżników i przeżywają. Małymi krokami na tej wyspie powstaje rasa czarnych ptaków, gdyż jasnego koloru zwierzęta wymierają. Niedaleko tej wysepki jest inna wyspa, tym razem kolor tejże wyspy jest jasny. Na tej wyspie naturalnego sprzymierzeńca mają ptaki jasnych kolorów przez co wymierają ptaki czarne, a tam powstaje (a raczej pozostaje) rasa ptaków białych. W ten sposób poprzez dobór naturalny powstają dwa gatunki.

Ewolucjoniści twierdzą, że w taki sposób dokonuje się cały proces ewolucji. Przypatrzmy się temu z genetycznego punktu widzenia. Pierworodne ptaki miały geny koloru białego, jasnoszarego, ciemnoszarego i czarnego. Na wyspie czarnej zostały one ograniczone do kolorów ciemnych ponieważ geny jasne zostały wytracone z wymieraniem ich nosicieli. Tak więc zostało mniej genów. Teraz jest mniej genów, a nie tak jak wymaga teoria ewolucji, więcej. Jeżeli populacja nie otrzymuje nowych genów, nigdy nie może stać się bardziej złożoną. Teraz, gdy populacja ptaków ciemnych jest uboższa o niektóre geny są narażone na wymarcie. Wystarczy tylko taki czynnik jak rozjaśnienie ciemnej wyspy, a ptaki wymrą. Historia pokazuje, że taki proces w większej skali doprowadziłby do wymarcia. Wychodzi na to, że dobór naturalny prowadzi do śmierci genetycznej, a nie do powstawania nowych gatunków.

Ewolucjoniści twierdzą, że wszystko ewoluowało od ameby. Zarazem musi to oznaczać, że owe organizmy musiały posiadać więcej różnorodnych genów niż my mamy. Z naukowego punktu widzenia musimy przyjąć, że kiedyś istniały organizmy posiadające bogatą różnorodność cech charakterystycznych i to od nich wyłoniły się typy bardziej wyspecjalizowane takie jak znamy dzisiaj.

ameba.jpg&usg=AFQjCNFWCk6dNqZD4xTxB3S9nQlymNwPtA

Ameba

Proces doboru naturalnego nie pokazuje środka, który rozpoczął ewolucję, ale pokazuje mądrość Inteligentnego Projektu. Jak zapewne wie każdy człowiek, klimat dzisiejszy, który jest na Ziemi nie jest taki sam jak po stworzeniu Ziemi. Wiele tysięcy lat temu na Ziemi mogło stać się coś co zmieniło całkowicie klimat. Stwórca w swej mądrości stworzył człowieka i większość zwierząt z wystarczającą możliwością adaptacji genetycznej, by pomimo tych zmian udało im się przeżyć. Właśnie w taki sposób mogły zginąć dinozaury. Owe zwierzęta nie zostały zaopatrzone w potrzebne im cech i dlatego wtedy wyginęły.

W procesie doboru naturalnego wykorzystywane są czynniki, które już istnieją w populacji. Jednym z dowodów może być choćby ćma pieprzówka, która uznawana jest za dowód ewolucji przez ewolucjonistów. W latach sześćdziesiątych XIX wieku znana była odmiana jasna, ale też spotykano rzadki rodzaj ciemny. Przez następne sto lat odmiana jasna stawała się coraz rzadsza, a odmiana ciemna zaczęła dominować. Przemiana została spowodowana tym, że odmiana jasna byłą mniej zauważalna dla drapieżników na jasnych drzewach. Kiedy nastąpiła rewolucja barwa drzew zaczęła się zmieniać z jasnego na ciemny, przez co cała sytuacja się odwróciła. Ćmy czarna stawały się niedostrzegalne dla drapieżników, a ćmy jasne były widoczne i stawały się łatwym łupem. Zwiększała się populacja ciem czarnych, a owady o jasnych barwach ginęły.

To byłoby wszystko na ten wpis. Zobaczymy się w następnym ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Salve !

Witam wszystkich w kolejnym moim wpisie, który notabene jest cieniem pierwszego. Jednakże, okres tego tygodnia przypadł mi w dniach wolnych, a co za tym idzie przy moich znajomych ciężką sprawą było usiedzieć w domu, a no jak już do domu trafiłem to albo nie byłbym w stanie w klawisze trafić, albo też odgłos klawiszy był dla mnie za głośny. Tak więc wpis ten jest rzutem na taśmę, w którym mam zamiar zamieścić jeden ze swoich dawnych artykułów pisanych na usługę serwisu paranormalne.pl ale też odnieść się do postu mojego oponenta. Mam nadzieję, że czytelnicy, sędziowie oraz Luna wybaczą mi posługiwanie się wcześniejszymi publikacjami na usługę debaty, po prostu nie widzę sensu w pisaniu drugi raz tego samego. Do dzieła!

Ewolucjonizm

Sama nazwa wywodzi się z języka łacińskiego: "evilutio" i w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Rozwinięcie". Jej przypasowanie do procesu, określanego tym mianem nie jest be znaczenia. Zacznijmy od głębokiej genezy tego procesu, by przejść do tez jej popierających i przeczących jej.

Ewolucja, to ciągle zachodzący i nieustający proces stopniowych zmian zachodzących u danego gatunku, zmianie ulegają cechy danego gatunku w skutek czego kolejne pokolenia będą wyodrębniały, za pomocą doboru naturalnego lub sztucznego słabsze cechy, które uniemożliwiają im możność przetrwania w danym środowisku. Mimo iż ewolucji ulegają poszczególne osobniki danego gatunku, ma ona znaczenie na obrazie całego gatunku. Pojawienie się nowych mutacji w sposób ciągły wpływa na bieżącą pulę populacji w każdym momencie, kształtując jej przeciętny fenotyp. W zależności od doboru, jak i prędkości rozmnażania się gatunku, po dłuższym lub krótszym czasie, możemy zaobserwować jak znaczące zmiany zaszły w stosunku do "populacji macierzystej", u której to rozpoczął się proces ewolucji. Ewolucja pozwala nam zrozumieć wyodrębnienie się podgatunków jak i powstanie nowych, oraz zrozumieć różnorodność form życiowych na naszym globie.

Za twórcę teorii ewolucji uważa się powszechnie Karola Darwina - niezaprzeczalnie wcześniej już ludzie rozmyślali o podobnym rozwiązaniu, ale to Darwin jako pierwszy udokumentował swoje rozważanie-, ten najbardziej uznawany chyba biolog, dał nam fundament wyjaśnienia procesu zmian zachodzących na Ziemi, to dzięki niemu dzisiaj śmiało możemy powiedzieć iż teoria ewolucji jest obecnie niepodważalnym faktem naukowym, udokumentowanym dowodami wywodzącymi się z paleontologii, biochemii, biologii molekularnej, genetyki, anatomii porównawczej, embriologii i biogeografii.

BEZ GENÓW SIĘ NIE OBEJDZIE.

Geny to podstawa dziedziczności, gdyż każdy nowy organizm otrzymuję od swoich rodziców po połowie ich genów. To właśnie za pomocą dziedziczenia genów, możemy wytłumaczyć fakt iż większość dzieci jest podobna do swoich rodziców. W przypadkach zbieżnych, kiedy to organizm macierzysty różni się w większym lub mniejszym stopniu fizycznym do potomstwa, możemy mówić o istnieniu różnych wersji genów, na których poziomie dochodzi do mikroewolucji czyli wyeliminowanie genów słabszych, na korzyść silniejszych i lepszych.

Niektóre populację danego gatunku, mają charakterystyczne dla siebie cechy i usposobienie, przykładem mogą być Skandynawowie, których charakteryzuję jasny odcień włosów oraz Japończycy, których cechuję kruczoczarny odcień włosów. Spowodowane jest to różnicami w allelach i różnym nałożeniu poszczególnych ich rodzai. Z każdym pokoleniem częstość występowania danych alleli podlega zmianom, co jest procesem czysto biologicznym.

W przypadku braku jakiejkolwiek stymulacji takowe zmiany będą wynikiem losowych zdarzeń. W niektórych sytuacjach allele mogą warunkować cechy bardziej korzystne w danej sytuacji i determinować inne allele, które nie przysposobią żadnej korzyści w danym środowisku. Takim przykładem może być zwierzęce futro, zapewnia doskonałą ochronę w zimnych środowisku gdyż zmniejsza uciekanie ciepła z organizmu, jednakże w klimacie ciepłym diametralnie utrudni chłodzenie organizmu. Takie sytuacje zapoczątkują naturalną selekcję osobników słabiej przystosowanych i rozpoczną proces determinowania tych alleli, czasem nawet dochodzi do kompletnego wyeliminowanie danych alleli, w skutek czego zwierzę w następnych pokoleniach, będzie radziło sobie coraz lepiej w nowym środowisku. nawet jeśli przeżywalność jest stosunkowo niska, to i tak proces wyeliminowanie słabego allelu zachodzi całkiem szybko poprzez zjawisko kumulacji.

EWOLUCJA NA POZIOMIE MOLEKULARNYM

Przyjęło się, że w momencie gdy słyszymy "ewolucja" automatycznie kojarzymy tą frazę z przemianami całego gatunku lub populacji, jednakże prawdziwy proces ewolucji zachodzi tylko i wyłącznie na poziomie molekularnym.

Naturalne mutację są zjawiskiem losowym i mogą nastąpić w dowolnym miejscu DNA. Przykładowo dużą wartość przykładamy do mutacji w DNA kodującym białku, ale to nie one są tu najważniejsze. Na przykładzie ludzkiego DNA widzimy, że część kodująca odgrywa w nim niewielką rolę bo stanowi tylko 1,5 % całości DNA. W przypadku człowieka, o wiele znaczącą częścią DNA może być sekwencja kodująca RNA, który dzięki mutacją charakterystycznym tylko dla człowieka przyjmuję stabilniejszą niż u innych ssaków, drugorzędową strukturę cząsteczki. Ta specyficzna dla człowieka cząsteczka RNA spełnia ważną rolę w rozwoju kory mózgowej.

dnad.gif

ZAŁOŻENIA TEORII EWOLUCJI

Jako, że teoria ewolucji wyjaśnia proces oraz mechanizm samej ewolucji, zasadniczymi założeniami współcześnie są:

1. DZIEDZICZNOŚĆ - każdy organizm dziedziczy cechy swoich przodków zgodnie z zasadami genetyki.

2. ZMIENNOŚĆ - proces dziedziczenia cech i genów swoich przodków nie jest dokładny, więc często dochodzi do zmian, zwanymi mutacjami. Dodatkowymi źródłami zmienności są rekombinacja i poziomy transfer genów.

3. OGRANICZONE ZASOBY - różne organizmy muszą ze sobą konkurować o te same zasoby w danym środowisku.

4. DOSTOSOWANIE- poszczególne cechy pomagają konkurować o zasoby pozyskiwane ze środowiska, są tym samym w danej sytuacji korzystniejsze od innych.

5. ZRÓŻNICOWANA ŻYWOTNOŚĆ - organizmy lepiej przystosowane w danym środowisku, mają większe szanse na przeżycie i wydanie potomstwa, niż organizmy słabiej przystosowane.

MECHANIZMY EWOLUCJI

Mechanizmy ewolucji to procesy zmian, które warunkują zmianę częstość alleli w populacji danego gatunku.

Mechanizmy Ukierunkowane

Dobór Naturalny - logiczna konsekwencja założeń ewolucji, polegająca na tym, że lepiej przystosowany organizm w danym środowisku, ma większe szansę na przeżycie i wydanie potomstwa a co za tym idzie, zwiększenie genów warunkujących różne cechy w puli genowej populacji. Jest to między innymi główny mechanizm odpowiadający adaptację ewolucyjną.

Dobór Sztuczny- źródłem selekcji jest tutaj widzimisie człowieka, który sam decyduje, które gatunki rozmnażać ze sobą, dla własnej korzyści. Z reguły u organizmów takich zanikają cechy pozwalające przetrwać na wolności. Od początku naszej cywilizacji stosowany był nieświadomie przez wszystkie kultury. Najlepszym jego przykładem są udomowione zwierzęta lub rośliny uprawne.

Dobór Płciowy - jest to szczególny przypadek doboru, w którym główną rolę odgrywa atrakcyjność płci przeciwnej. Potwierdzenie tego doboru, jak i potwierdzenie dzisiaj już faktu, że atrakcyjność partnera odgrywa rolę w seksualności i rozrodzie było niezwykle trudne i udało się dopiero w roku 1982.

medp.jpg

Doskonałym przykładem może być samiec pawia, który prezentuję swój piękny ogon by przyciągnąć partnerkę.

Dobór krewniaczy - to altruistyczna postawa względem osobników tego samego gatunku. W ten sposób nosiciel posiadający doskonalsze allele ma większe szansę na przetrwanie i wydanie potomstwa. Przykładem efektów działania doboru krewniaczego są m.in. troska o potomstwo, niepłodne kasty u organizmów społecznych, powstrzymywanie agresji wobec osobników spokrewnionych.

Mechanizmy Neutralne

Dryf Genetyczny - podstawowy proces ewolucji naturalnej. Istotą naturalnego dryfu jest flukteacja częstości naturalnego allelu. Szybkość eliminacji tudzież fiksacji danego allelu jest zależna od liczebności grupy. W mniejszej grupie allel szybciej zostanie wyeliminowany lub zdominuję populację.

Efekt założyciela - jest niezwykle wyjątkowym odłamem dryfu genetycznego, polegającym na przejściowym, drastycznym zmniejszeniu populacji danego gatunku, w skutek migracji na odosobnione środowisko np. wyspę. Przypadek taki spowoduję, iż populacja ulegnie wielu zmianom na tle puli macierzystej danego gatunku, tworząc podgatunek.

Częstość alleli w populacji może się również zmienić wskutek przepływu genów na skutek migracji osobników z i do populacji wyjściowej.

DOWODY EWOLUCJI

W ciągu przeszło 150 lat które upłynęły od publikacji dzieła Darwina, teoria ewolucji została udokumentowana licznymi dowodami. Obecnie zdecydowana większość naukowców nie podważa prawdziwości faktu ewolucji, dyskutowane są jednakże różne teorie i mechanizmy ewolucji. Według licznych poglądów syntetyczna teoria ewolucji najlepiej tłumaczy przebieg procesów ewolucji, chociaż sama teoria podlega ciągłemu procesowi rozwojowemu.

Wybrane przypadki współcześnie obserwowanej specjacji

Specjacja sympatryczna

Macnair udokumentował powstanie bariery reprodukcyjnej u kroplika żółtego (Mimulus guttatus) pod wpływem naturalnej selekcji na tolerancję wysokiego stężenia jonów miedzi w glebie. Plejotropowym efektem odporności na miedź jest bardzo niska żywotność hybryd pomiędzy rasą odporną, a typem dzikim.

Specjacja sympatryczna nasionnicy jabłoniowej (Rhagoletis pomonella). Nasionnica naturalnie występuje na terenie Ameryki Północnej jako pasożyt głogu. Po wprowadzeniu upraw drzew owocowych przez osadników, niektóre nasionnice zaczęły atakować najpierw jabłonie, a z czasem również grusze, wiśnie i róże. Obecnie specjalizacja ta jest na tyle posunięta, że występuje częściowa bariera reprodukcyjna pomiędzy tymi formami

Specjacja allopatryczna

Udokumentowano proces specjacji allopatrycznej w populacjach wójcika Phylloscopus trochiloides w Azji Zachodniej. Dwie populacje wójcika w Syberii Centralnej nie krzyżują się, połączone są jednak wąskim pasem mieszańców poprzez Wyżynę Tybetańską. Tworzą więc tzw. gatunek pierścieniowy

Udokumentowano zachodzący proces wzmocnienia bariery reprodukcyjnej pomiędzy formami modraszków (Agrodiaetus), które powstały w wyniku procesu specjacji allopatrycznej.

300pxewolucjacierniakws.png

Specjacja przez hybrydyzację

Klasycznym przykładem jest powstanie nowego gatunku pierwiosnka (Primula kewensis) w wyniku eksperymentalnej hybrydyzacji Primula verticillata oraz P. floribunda w ogrodzie botanicznym Kew pod Londynem.

Specjacja przez poliploidyzację

Hugo de Vries, pionier genetyki, zaobserwował podczas swoich badań nad wiesiołkiem (Oenothera lamarckiana) osobniki o podwojonej liczbie chromosomów. Osobniki te nie krzyżowały się z populacją wyjściową. De Vries nazwał tą odmianę Oenothera gigas.

Eksperymentalna specjacja

Eksperymentalna specjacja była wielokrotnie obserwowana w warunkach laboratoryjnych, w szczególności w laboratoryjnych populacjach muszek owocowych (Drosophila). Np. Dobhzansky zaobserwował przypadek spontanicznej postgamicznej bariery rozrodczej w populacji Drosophila paulistorum i w kilka lat później pojawienie się zdolności do rozpoznawania własnego gatunku w tej populacji.

POTWIERDZENIE TEORII NA PRZYKŁADZIE PIĘKNA JEJ TWORÓW

Przekonując w dalszym ciągu do teorii ewolucji mam zamiar przytoczyć teraz najdziwniejsze rośliny i zwierzęta, które swą istotą obrazują tylko piękno samej ewolucji.

Rafflesia arnoldii

35624508.jpg

Hydnora africana

2000520055228493939rs.jpg

Amorphophallus

75901280.jpg

Żółw matamata

matamata.jpg

Australopławikonik

sealeaf2.jpg

Kontrofensywa !

Mutacje są dalekie od wytworzenia nowych genów, które umożliwiłyby rozwój nowego gatunku. Jak już wspomniałem, są one rzadkością i przeważnie są szkodliwe. Mutacje nie zmieniają struktury genetycznej całego organizmu, nie licząc osłabienia gatunku w niektórych przypadkach.

Marcelu cóż za nonszalancja, czuję się zmuszony do wyperswadowania Ci, na czym polega błąd, którego być może nieświadom się dopuszczasz. Wszystko uwarunkowane jest wedle genów, niezależnie od tego czy zmiany=mutacje dotyczą jedynie metabolizmu czy też zachowań tego organizmu. Otóż w niektórych sytuacjach allele mogą warunkować cechy bardziej korzystne w danej sytuacji i determinować inne allele, które nie przysposobią żadnej korzyści w danym środowisku. Przykład takiej mutacji widzimy choćby na niedźwiedziach, wielkie ssaki wyposażone w ciemne futro i doskonale radzące sobie w lesie, nie miały by żadnych szans na przetrwanie w klimacie arktycznym. To też futro niedźwiedzia polarnego ubogie jest w melaninę, która warunkuje za ciemnym odcieniem sierści. Jednakże, nie jest tak, że wielki stwórca przystosował niedźwiedzia do tego środowiska zsyłając go na bieguny. Było by to strasznie lakoniczne, gdyby na superkontynencie Pangei w klimacie tropikalnym i podrównikowym, grasowały niedźwiedzie polarne.... dobór naturalny automatycznie przekreśliłby ich szanse na jakiekolwiek przeżycie. Tym samym musimy założyć, iż dana grupa niedźwiedzi znalazła się na skutym lodem biegunie. Nieumiejętność polowań w czarnym futrze i skrajne temperatury doprowadziły do zdziesiątkowania tej grupy do osobników najsilniejszych. Z kolei te osobniki posiadały najsilniejsze geny, które w procesie dziedziczenia zostały przekazane im potomkom. Z czasem ich ciała stały cię bardziej nabite a grube warstwy tłuszczu zaczęły chronić je przed zimnem. Jednakże fakt iż nie dokuczało im zimno, nie sprawił nagle, że dostosowały się idealnie do tego środowiska. Na same istoty żywe wpływa otoczenie w jakim się znajdują, a fakt iż biegun jest pokryty śniegiem sprawił iż z czasem futro niedźwiedzia stawało się gęstsze i było w nim coraz mniej melaniny. To też z czarnego bądź brązowego ubarwienia, stopniowo przechodził w popielate, szare i w końcu białe(skóra niedźwiedzia polarnego wciąż pozostała czarna). Dany proces możemy zaobserwować u lisa polarnego, który przez większą część roku jest popielaty a na okres największych mrozów wymienia sierść na śnieżnobiałą.

nied%9Fwied%9F%20polarny.jpg

Niedźwiadek

lis_polarny.jpeg

Lis polarny w okresie największych mrozów.

lis%20polarny.jpg

Lis polarny przez znaczną część roku.

Jednakże mutacje te wpływają także na zachowanie zwierząt, ba ! nawet na zachowanie ludzi. To iż dana jednostka w stadzie jest egoistyczna, warunkuje za tym iż ma większe szanse na przetrwanie, a co za tym idzie przekaże te geny dalej swojemu potomstwu. W ten oto sposób z zbitej grupy drapieżników, dojdziemy do samotnych łowców żyjących w pojedynkę i spotykających się tylko w okresie rui. Jak np. tygrysy, gepardy, pantery. Te same mutacje dotyczą ludzi, bowiem i nasze zachowanie podyktowane jest środowiskiem w którym żyjemy.

?k=MjI4NTc5NzQsMTE5OTI4&f=tygrys2lepszy.jpg

Tygrys Jawajski

Ewolucjoniści twierdzą, że w taki sposób dokonuje się cały proces ewolucji. Przypatrzmy się temu z genetycznego punktu widzenia. Pierworodne ptaki miały geny koloru białego, jasnoszarego, ciemnoszarego i czarnego. Na wyspie czarnej zostały one ograniczone do kolorów ciemnych ponieważ geny jasne zostały wytracone z wymieraniem ich nosicieli. Tak więc zostało mniej genów. Teraz jest mniej genów, a nie tak jak wymaga teoria ewolucji, więcej. Jeżeli populacja nie otrzymuje nowych genów, nigdy nie może stać się bardziej złożoną. Teraz, gdy populacja ptaków ciemnych jest uboższa o niektóre geny są narażone na wymarcie. Wystarczy tylko taki czynnik jak rozjaśnienie ciemnej wyspy, a ptaki wymrą. Historia pokazuje, że taki proces w większej skali doprowadziłby do wymarcia. Wychodzi na to, że dobór naturalny prowadzi do śmierci genetycznej, a nie do powstawania nowych gatunków.

Widzę iż i tutaj potrzebne jest moje sprostowanie, otóż wbrew tego co pisze mój oponent geny wcale nie znikają, jak to mawiała moja mądra pani od przyrody w podstawówce (xD) "w przyrodzie nic nie ginie". Widzisz Marcelu to nie jest tak, że dana populacja traci te geny bezpowrotnie... te geny są wypierane przez inne silniejsze allele, tak by dana populacja miała większe szanse na przetrwanie w nowym otoczeniu a nie jak piszesz doprowadziła do samounicestwienia.

Przyjrzyjmy się bliżej samym piórom, a pomoże nam ciocia gimnazjalistów, licealistów i studentów wikipedia:

Pióro (łac. penna) – twory nabłonkowe pokrywające ciała ptaków i niektórych innych dinozaurów, przede wszystkim z grupy teropodów, zwłaszcza celurozaurów. Podobnie jak łuski u gadów, pióra zachodzą na siebie dachówkowato. Wyrastają z brodawek skórnych zbudowanych z komórek mezodermalnych, w których formują się najpierw pióra puchowe (embrionalne), a następnie pióra ostateczne (penna).
Pióro składa się z elastycznej osi (łac. scapus) oraz dwu chorągiewek: zewnętrznej (pogonium) i wewnętrznej (vexilla). Górna część osi pióra, o przekroju czworokątnym, nosi nazwę stosiny (rhachis), dolna o przekroju owalnym znajdująca się poniżej chorągiewki nazywa się dudką (calamus). Wewnętrzna część dudki zbudowana z delikatnych łuseczek rogowych nosi nazwę duszy. Chorągiewki pióra składają się z promieni (rami) wyrastających z obydwu stron stosiny. Od promieni tych wyrastają z kolei na dwie strony promyki (radius, pl. radii), które łączą się ze sobą delikatnymi haczykami (hamulus, pl. hamuli

Zabarwienie piór u ptaków wykazuje wielkie urozmaicenie i zależne jest od pigmentu zwanego melaniną bądź też od lipochromów, a także od ich mikroskopijnej struktury powodującej interferencję i załamanie światła. Barwa piór ma niekiedy zasadnicze znaczenie w identyfikacji poszczególnych gatunków.

Czyli co ? Za przeproszeniem jajco. Teoria Marcela w żaden sposób nie dyskredytuje teorii ewolucji na przykładzie ubarwienia zwierząt. Jak to często bywa z dowodami teologicznymi, pozostają wiarygodne do póki jakiś jajogłowy ich nie przeanalizuje. Jednakże wątpię by zwykły pigment czy też melanina mogły przekonać mojego oponenta do tego iż zjawisko ewolucji rzeczywiście zachodzi, pozwolę sobie zaprezentować jak z małego organizmu zaledwie 8 razy większego od szczura wyewoluował Mammalodon, który jest ojcem między inny Płetwala Błękitnego. Proces ten wyjaśnia też tak enigmatyczne założenie iż wieloryby są ssakami ( jako dziecko było to dla mnie wręcz niemożliwe, dla wielu kreacjonistów zapewne nadal jest). Pomysł przedstawienie tego procesu podsunął mi program na kanale National Geographic, który w piękny i prosty sposób ukazał mi jak to wilkopodobne stworzonko stało się morskim gigantem.

Wszystko zaczyna się od Pakicetusa

pakicetusia2.gif

Następnym stadium był Ambulocetus, który był zwierzęciem, które oprócz tego, że żyło na lądzie było też pasjonatem podwodnych eskapad.

ambulocetusbf4.gif

I pech chciał, że Ambulocetus za bardzo pokochał wodę, co zaowocowało następnym stadium, Artiocetusem

klausmeyerrbalao1.jpg

Po Artiocetusie następuje Durodon

durodonou5.gif

Po nim zaś Basilosaurus

basilosauruspg4.gif

Po nim Eurhinodelphis

dauphinbq2.gif

Wreszcie Mammalodon

ancetrescetaces3vl5.jpg

Dla porównania, wstawiam także zdjęcie Płetwala Błękitnego, a do jakiego stopnia są podobne oceńcie sami

1205100417Y-311x200.jpg

Ponadto wiemy także, że na przykład Parahippus

parahippusxa4.jpg

jest jedną z wielu form przejściowym pomiędzy Eohippusem (ręka do góry kto myślał, że zebry )

eohippuski8.jpg

...ale i prawdopodobnie jednym z najpiękniejszych zwierząt na Ziemi koniem

horselrgvg4.jpg

Drogą, przebytą przez Pekicetusa do Mammalodon, zajmiemy się dokładnie w następnym wpisie. Tym samym schodząc już na tematy wielkich gadów, odniesiemy się też do ostatniego odkrycia w kieleckim, gdzie z wody wypełzł ( w końcu polska, tu każdy na czworakach po zabawie) na ląd tetrapod. Już sam fakt iż w kieleckim 395 milionów lat temu istniało jakieś życie powinien zostać wpisany do preambuły w konstytucji.

My naród polski na którego terenach 395 milionów lat temu pewien tetrapod...

Proces doboru naturalnego nie pokazuje środka, który rozpoczął ewolucję, ale pokazuje mądrość Inteligentnego Projektu. Jak zapewne wie każdy człowiek, klimat dzisiejszy, który jest na Ziemi nie jest taki sam jak po stworzeniu Ziemi. Wiele tysięcy lat temu na Ziemi mogło stać się coś co zmieniło całkowicie klimat.

No jasne, że coś się stało... pierdyknął w naszą kochaną Ziemie meteor, który zapoczątkował falę wybuchów wulkanicznych, naszą piękną planetę pochłonęła ciemność na skutek czego wymarło 95 % życia. Pisałem o tym wcześniej:

"Jeżeli biblijny akt stworzenia rozpatrujemy jako jeden moment, to ciekawi mnie inna rzecz. Skąd w takim razie tak wielka różnorodność życia na naszej planecie ? Bowiem czy można wykluczyć powstawanie nowych gatunków w oparciu o ewolucję, gdy gdyby nie ono nasza planeta była by dzisiaj uboga w jakiekolwiek formy życia. Wiemy przecież wszyscy i to bardzo dobrze, że na historycznej drodze naszej planety miał miejsce incydent, na skutek którego w okresie permu i triasu wyginęło od 90 do 95 procent organizmów żywych zasiedlających w ten czas naszą planetę. "

Mam wrażenie, że Ty mnie nie słuchasz.

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie, już nie będę poruszał faktu iż uraczyłeś po twarzy dobór naturalny mam zamiar odnieść się do tego "Ewolucjoniści twierdzą... Ewolucjoniści twierdzą... Ewolucjoniści twierdzą... Ewolucjoniści twierdzą... ", cholercia no po oczach daje :)

Z mojej strony to tyle, do zobaczenia w kolejnym wpisie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam ponownie

Wybaczcie, że taki krótki wpis. Co prawda mam ferie, ale ze szkoły doszła mi strona internetowa do zrobienia plus obowiązki na innych forach i jeszcze mam czcionkę do zrobienia (O Boże!). Tak więc przejdźmy do wpisu.

ASTRONOMIA

Ziemia – nasza błękitna planeta wskazuje na zadziwiające rzeczy, które pozwalają na zwątpienie w przypadkowe powstanie świata.

ziemia.jpg&usg=AFQjCNFkHk4jQxhYj8pf-jqO37yYMBj5oQ

Powstała ona przez zgranie procesów fizycznych, chemicznych i astronomicznych. Zgranie owych procesów jest tak doskonałe, że pozwalają na powstanie życia. Tak jest z siłą grawitacji, która umożliwia molekułom wody i różnym niezbędnym gazom na pozostanie w obrębie atmosfery – ta też jest wyznaczona przez siłę grawitacji. Zawartość dwutlenku węgla w powietrzu wynosi 0,03%, gdyby jego ilość spadła o połowę wtedy coroczna temperatura ciała spadałaby o 4 stopnie Celsjusza. Zawartość tlenu jest równa 20,95%. Gdyby był taki stan rzeczy każdy proces spalania, nawet ten w organizmie, trwałby zbyt krótko.

97_BKy3gO.jpg&usg=AFQjCNHzibFfgx3H543NpUctCsXpoRjx-Q

Odległość między Ziemią a Słońcem, w prostej linii, wynosi około 299,2 miliony kilometrów. Gdyby ta odległość była w okolicach 250 mln km życie na Ziemi byłoby niemożliwe – byłoby za gorąco. Stężenie pary wodnej w atmosferze byłoby za wysokie, planeta stałaby się swego rodzaju maszyną parową. Gdyby odległość wynosiła 350 mln km Ziemie nie dostawałaby wystarczająco dużej ilości promieni świetlnych i po prostu by zamarzła.

m31_gendler_Nmosaic1c50.jpg&usg=AFQjCNF-QLwvyXrost-OBEHnIv-omHiWag

Prędkość z jaką Ziemia okrąża Słońce też nie jest bez znaczenia. Wynosi 29,8 km/s. Gdyby ta odległość byłą większa odlecielibyśmy z Ziemi w kosmos. Z mniejszą prędkością Słońce by nas wciągnęło. Planeta krąży w takiej odległości od gwiazdy, że średnia temperatura na jej powierzchni wynosi 15 stopni. Według biologów i biochemików temperatura potrzebna do życia musi leżeć między 0 a 40 stopniami. Jak widać jest to dosyć cienka granica.

Nawet Księżyc jest ważny dla życia na Ziemi. Z symulacji komputerowych wynika, że niektóre z planet trzęsą się, zmieniają swoje położenie. Nasza planeta nie ma „zachwianek”, pytanie dlaczego? Odpowiedzią jest Księżyc. Ta naturalna satelita stabilizuje położenie Ziemi. Jak widać zmiana każdego z detali zniszczyłaby życie.

Edgar Mitchell, astronauta, mówiąc o kosmosie powiedział, że w tym wszystkim kryje się coś, co przewyższa inteligencję ludzką. Jego zdaniem wszechświat jest czymś więcej niż tylko przypadkami, chaotycznymi i bezmyślnymi poruszeniami.

ksiezyc-001.jpg&usg=AFQjCNFgCOt9MtQhiHGoAVMqLXFpW-kIVA

„Genialny Artysta, który stworzył naszą planetę kolorową, posłużył się niezwykłymi kolorami, które zaczerpnął z swojej palety” Oleg Makarow, kosmonauta.

„Wszechświat jest bardziej zbliżony do Wielkiej Myśli a niżeli do maszyny” Sir James Jeans, fizyk.

czarna_dziura&usg=AFQjCNGa_ZyDfxJjkgB8aCSfJXt-J69Weg

Czarna dziura

FIZYKA

Druga zasada termodynamiki mówi: Wszystkie procesy naturalne przebiegają tak, że suma entropii wszystkich organizmów włączonych do procesu ciągle rośnie.

Dopowiedzenie: entropia jest staniem, a nie zachowaniem: w układzie zamkniętym entropia jest tworzona, ale nie może być zniszczona. 2 zasada – fizyczne doświadczenia i urządzenia techniczne działają tylko wtedy, gdy istnieje różnica energii.

Mamy wannę z szybą rozdzielającą po środku. Po jednej stronie znajduje się woda z 60 stopniami, a po drugiej z 40. Kiedy usuniemy szybę, co się stanie? Na jednej stronie będzie woda o temperaturze 20 stopni, a po drugiej z 20 stopniami? Temperatura się wyrówna (co każdy z pewnością wie), co znaczy, że entropia, nieład się podniesie. Czy zatem z jednej wanny mogą się utworzyć dwa miejsca jedno z 70 stopniami, a drugie z 30 stopniami ciepłej wody? Również tutaj jesteśmy przekonani, że tak się nie stanie ponieważ nie ma żadnej różnicy energii.

Więc drogi Arku, jak podczas samo dziejącego się procesu ewolucji może powstać coś, co przemawia przeciwko termodynamice, gdyż w tym przypadku entropia zostaje zniszczona lub przetwarza się w coś innego, nieporządek zmierza do porządku?

Przytoczę pewien przykład. Wyobraź sobie pustynię. Jak wiejący wiatr może z piasku utworzyć zamek? Właściwie to nie może. Wiemy, że dzieje się właśnie na odwrót. Ewolucja właśnie działa jak wiatr, który z piasku tworzy zamek.

CHEMIA

Na tej ziemi istnieje wiele chemicznych elementów: stabilnych i radioaktywnych, gdzie radioaktywne różnią się czasem połowicznego rozkładu.

Każdy chemiczny element składa się z trzech różnych cząsteczek:

- proton;

- elektron;

- neutron.

electron.gif

Przy czym elektrony są opisywane przez tak zwaną liczbę kwantową:

- główna liczba kwantowa, opisuje energię elektronu, a w praktyce oznacza numer jego orbity (powłoki elektronowej),

- poboczna liczba kwantowa oznacza wartość bezwzględną orbitalnego momentu pędu,

- magnetyczna liczba kwantowa opisuje rzut orbitalnego momentu pędu na wybraną oś,

- spinowa liczba kwantowa oznacza spin elektronu, stały dla danej cząstki elementarnej.

Jeżeli teraz spojrzeć na układ okresowy pierwiastków widzimy, że radioaktywne pierwiastki zaczynają się od Polonu (Po) 84 pierwiastka – zatem istnieją 83 stabilne pierwiastki.

Ale istnieją też dwa inne radioaktywne pierwiastki:

- Technet (Tc) 43

- Promet (Pm) 61

Tak oto mamy nie 83 stabilne pierwiastki, ale 81.

Te wyliczenia nie są co prawda żadnym dowodem, ale może tak być, że układ okresowy nie jest chaotycznie poukładany, ale opiera się na jakimś dobrze wyliczonym systemie:

34 = 81 – liczba cząsteczek potęgowana przez ilość liczb kwantowych, co daje nam 81 stabilnych pierwiastków.

INFORMATYKA

W informatyce informacje nie powstają bez przyczyny. Każda informacja pochodzi z jakiegoś źródła. Zapewne wszyscy potwierdzą, że samo stworzenie się programu komputerowego jest niemożliwe. Wszystko jest dokładnie zaplanowane by mogło dobrze działać. Kiedy coś dzieje się przypadkowo program nie działa poprawnie, albo informacje zostają utracone.

Przyjmijmy, że mamy język programowania, który składa się z 5 poleceń i chcemy z jego pomocą przypadkowo stworzyć program, który składa się z 30 linii kodu. W dodatku jedna linijka powinna posiadać jedno polecenie. Dla samych 30 linii jest ponad 900 trylionów możliwości. Najnowsze systemy posiadają powyżej jednego miliona poleceń i nawet w najmniejszym stopniu nie mogą się równać z ludzkim „Systemem napędowym”.

Żeby transportować informacje potrzeba nadajnik, tragarza i odbiorcy.

Skład chemiczny i molekularna struktura jest identyczna u wszystkich istot żywych, czy się rozchodzi o człowieka, roślinę czy też bakterię. Jeśli teraz przeniesiemy te informacje na człowieka wyjdzie nam, że nadajnikiem jest duchowe źródło, tragarzem gen, a odbiorcą człowiek.

Przez to, że prawdopodobieństwo przypadkowego powstania informacji jest znikomo małe, nasuwa się pytanie skąd te wszystkie informacje wzięły się w DNA. Biblia ma na to prostą odpowiedź: „Na początku Bóg stworzył…”

ANATOMIA

Wiele organów naszego ciała ma bardzo skomplikowaną budowę przez co rzucają pytanie: jak przypadek mógł stworzyć takie coś?

serce_89_03_d_d187be4e70.jpg&usg=AFQjCNF92HhyvfEsehmhOGaKXcsXh5j3gw

Serce

Ludzkie oko zawiera 120 milionów pręcików i 6 milionów czopków, które światło zamieniają w chemiczne impulsy. Miliard takich impulsów osiąga w każdej sekundzie mózg. Na proces widzenia, lepiej powiedziawszy na oko, składają się:

- przednia i tylnia komora;

- soczewka;

- mięsień rzęskowy i obwódka rzęsowa;

- tęczówka;

- rogówka;

- kanał Schlemma.

ludzkie_oko.jpg&usg=AFQjCNERp6o4cxDZawuwuNbu0O4S2fuV0A

W tylnej części oka znajdziemy:

- twardówka;

- naczyniówka;

- siatkówka;

- plamka żółta.

Wzajemne zgranie tych wszystkich części jest zadziwiające i może tu dojść do różnych zakłóceń. Istnieje wiele wad, które mogą poważnie uszkodzić wzrok.

Tutaj mam pytanie do mojego adwersarza, jak mogło wyewoluować coś takiego, gdzie wszystko jest ze sobą ściśle połączone, a najmniejsza zmiana psuje cały mechanizm?

Francis Hitching, naukowiec, mówi: najmniejsza wada, czy to na soczewce, czy na siatkówce, czy jeszcze gdzie indziej prowadzi tylko do złego postrzegania obrazu. Oko funkcjonuje jako całość, albo wcale.

Potrzeba ogromnej wiary, żeby wierzyć w to, że tysiące przypadkowych zmian doprowadziło do powstania takiego zmysłu jakim jest wzrok.

Zgranie całego świata chciałbym pokazać na przykładzie drużyny piłkarskiej. Każda drużyna ma trenera, który zna swoich piłkarzy i wie gdzie ustawić danego człowieka. Jest świadom słabych i mocnych stron swej drużyny. Ma za zadanie ustawić tak drużynę by jej zgranie było jak najlepsze. Tak też jest i ze światem. Trenerem jest Inteligentny Projekt, który wiedział jak poustawiać wszystko, żeby działało jak najlepiej. Wiedział co robi, wiedział co zrobić by powstało doskonałe dzieło, doskonała „drużyna”.

Moim obowiązkiem jest wspomnieć, iż człowiek choć ma taką dużą wiedzę, że wie z czego składa się organizm, wie jak działa organizm, ale nie umie stworzyć czegoś z niczego. Przeprowadzano wiele prób stworzenia czegoś, ale jak dotąd nic. Mamy ogromną wiedzę, wiemy co chcemy stworzyć, ale nie umiemy tego zrobić. Nasuwa się pytanie: dlaczego? Dlaczego nie udaje nam się mając tyle wiedzy? Odpowiedź na to może być tylko jedna: to co widzimy dookoła nas, to wszystko jest tworem doskonałej myśli, inteligencji, która nie ma granic. Owa inteligencja stworzyła coś doskonałego, świat, w którym brak najmniejszego czynnika (może się wydawać niepotrzebny) prowadzi do zachwiania całej równowagi. Może istnieją tysiące dowodów na ewolucję, ale nie ma dowodu na to, że przypadek stworzył ten przedziwny świat, którego nawet człowiek w pełni nie rozumie. Świat został stworzony przez potężną myśl, która wiedziała jak wszystko zgrać ze sobą. Ewolucja jak na razie nie wykluczyła istnienia Pierwszego Poruszyciela.

Przejdę do wpisów mojego adwersarza.

Otóż my ludzie posiadamy pięć palców u dłoni, co oczywiste małpy też posiadają pięć palców u jednej ręki. W przypadku małp, podobieństwo między nami jest zatrważające i nie ogranicza się tylko do wspomnianych przeze mnie pięciu palców. Bowiem wpływa na to również układ budowy ciała, ale i podobieństwo genetyczne. Małpy zarówno jak i ludzie, należą do grupy zwierząt człekokształtnych. Czy nie przemawia to czasami za tym, iż możemy posiadać wspólnego przodka. Wspólnego przodka, który nazywany jest brakującym ogniwem ewolucji Darwina i to wspólnego przodka, którego istnieniem możemy się poszczycić to przyniosła nam nauka w ostatnim czasie. Jednakże tym także zajmiemy się w kolejnym wpisie.

Wszystkie organizmy żywe są z sobą w jakiś sposób połączone, do takich powiązań możemy zaliczyć chociażby chromosomy, które występują u każdej grupy istot. Na ten przykład człowiek posiada (chwilę sięgam do podręcznika z biologii) 46, pies 78, pszenica 14, ziemniak 24, a rak pustelnik aż 254. Jednakże usilnie genetyką zajmiemy się w innym wpisie. Jednakże o powiązaniu tym świadczy także posiadanie wyżej wspomnianych pięciu palców. Bowiem kończyny przednie słonia, również posiadają pięć paznokci, to samo zaobserwowano u przodka konia czy też hipopotama, ale pięć palców posiadają także stworzenia takie jak myszy, chomiki, nietoperze, niedźwiedzie, delfiny (schemat na zdjęciu poniżej)czy też masa wielu innych organizmów żywych.

Ten dowód nie przemawia przeciw istnieniu Poruszyciela. Gdy człowiek coś tworzy, to czy nie jest to zbudowane na takim samym planie na jakim powstawało coś innego? Podobieństwo między organizmami może wynikać z tego, iż te stworzenia pochodzą od jednej myśli. Stwórca mógł stworzyć wszystkie organizmy na jednym „szablonie”. Załóżmy, że człowiekowi udało się stworzyć jakiegoś osobnika, czy zatem gdyby chciał tworzyć dalej nie korzystałby z doświadczeń zdobytych podczas tej udanej próby? Jestem pewien, że zaczynałby tworzyć tak jak przy tej pierwszej próbie, a gdyby coś zmieniał to dopiero w dalszych fazach. Rzecz ta również odnosi się do Boga, Stwórcy, Wszechmogącego, Pierwszego Poruszyciela itd. gdyż widząc, że udało mu się stworzyć coś, co spełniło jego oczekiwania tworzył dalej na tej samej podstawie, ale tak, żeby wynikło coś innego.

Jeżeli biblijny akt stworzenia rozpatrujemy jako jeden moment, to ciekawi mnie inna rzecz. Skąd w takim razie tak wielka różnorodność życia na naszej planecie ? Bowiem czy można wykluczyć powstawanie nowych gatunków w oparciu o ewolucję, gdy gdyby nie ono nasza planeta była by dzisiaj uboga w jakiekolwiek formy życia. Wiemy przecież wszyscy i to bardzo dobrze, że na historycznej drodze naszej planety miał miejsce incydent, na skutek którego w okresie permu i triasu wyginęło od 90 do 95 procent organizmów żywych zasiedlających w ten czas naszą planetę.

Jeżeli udało mu się stworzyć tak przedziwny świat, to dlaczego nie mógł stworzyć takiej szerokiej listy różnych przedziwnych istot? Twój wniosek wydaje mi się być bardzo niemądry. Czyżby istota wszechmogąca (sama nazwa wskazuje WSZYSTKO MOŻE) nie mogła stworzyć tych wszystkich gatunków? Moim skromnym zdaniem nie ma żadnych podstaw na to, że Stwórca by nie wyrobił z czasem.

Sama teoria ewolucji nie wyklucza istnienia Inteligentnego Projektu. Wszechwładny zapoczątkował wszystko, stworzył dogodne warunki do życia, zaplanował dalszy ciąg wydarzeń i tak oto ewolucja powstała na jego życzenie. Śmiem powiedzieć, że taka istota jak Stwórca wiedziała co może się dziać na przestrzeni wieków, że organizmy, które nie potrafiłyby się przystosować mogłyby wymrzeć i zapewne by wymarły, gdyby w swojej inteligencji nie przewidział tego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Salve !

W poprzednim swoim wpisie, Marcel poruszył tematykę astronomiczną jak i strukturę budowy narządów wewnętrznych człowieka. To strasznie przedłuży mój wpis i zsunie dinozaury na boczny plan, ale cóż… debata tego wymaga.

Ziemia – nasza błękitna planeta wskazuje na zadziwiające rzeczy, które pozwalają na zwątpienie w przypadkowe powstanie świata.

Ależ dlaczego ? Czy dziwnym jest to, że nasza planeta znajdując się w Pasie Złotowłosej miała pod ręką zapasy wodoru, za pomocą którego z czasem zrodziło się życie ? Czyż dziwne jest to, że znajduje się w idealnym położeniu ku temu by te życie się rozwinęło ? Jest bowiem nie za daleko, ale i też nie za blisko słońca ? Czyż dziwnym jest to, że ziemia posiada swój księżyc i atmosferę, które utrzymują na niej równowagę, dzięki której na ziemi może istnieć życie ? Czyż dziwne jest to, że przyciąganie ziemskie jest akurat takie byśmy mogli się swobodnie poruszać i żebyśmy nie odlatywali w kosmos ? To budzi zdziwienie tylko w początkowej fazie, bowiem jeżeli przyjrzymy się wszystkiemu bliżej, dostrzegamy prawdziwe piękno procesów i zależności, które postaram się objaśnić w tym wpisie.

Trochę nie rozumiem, dlaczego odniosłeś się do powstania samej naszej Matki a nie jak większość kreacjonistów, do wielkiego wybuchy, gdyż wszystko ma swoją przyczynowość. Tym samym jeżeli Twój Bóg stworzył jedynie naszą planetę, to reszta pozostaje poza jego zasięgiem, co w dużej mierze urąga jego omnipotencji. Aby zrozumieć proces powstawania naszej planety, musimy cofnąć się dalej... ku początkom naszego wszechświata, ku początkom wszystkich wszechświatów. Religie posługują się frazeologizmami, " na początku był Chaos" lub " na początku była ciemność", wizje te nie są wcale tak bardzo chybione. Jednakże przedstawmy ten proces z bardziej naukowego punktu widzenia.

Jakieś 15 miliardów lat temu, egzystowała sobie niezwykle mała ognista kula. Która w początkowym stopniu rozwoju wszechświata była kilkukrotnie mniejsza od atomu. Skrywała w sobie wielką tajemnicę, tajemnicą tą były wszystkie związki potrzebne do zaistnienia kosmosu, czyli materia będąca wszystkim co nas otacza, ale i siły, zupełnie obce tym które dzisiaj znamy, mimo iż naukowcy starają się je odtworzyć za pomocą akceleratora LHC:

P_LHC.jpg

Z czasem zaczęła ona pęcznieć jak balon, aby w chwilę później stworzyć kosmos, ale i energię, przestrzeń czy też czas. Właśnie czas, to bardzo ciekawe pojęcie poprzez wieki historii poszukiwacze prawdy, filozofowie, alchemicy i naukowcy zmagali się z pojęciem czasu, rozpatrując czy istniał od zawsze, czy jego początek uwarunkowany jest początkiem wszechświata. Czas jest względnością i ma swój początek wraz z wielkim wybuchem, a właściwie jest tylko instrumentem w rękach człowieka pomagającym poznać mu historię kosmosu. Jak pisze Hawking:

Nasza obecna wiedza o ruchu ciał wywodzi się od koncepcji Gali¬leusza i Newtona. Przedtem ludzie wierzyli Arystotelesowi, który twierdził, że naturalnym stanem ciała jest spoczynek i że porusza się ono tylko pod wpływem siły lub pchnięcia. Wynikało stąd, że ciężkie ciała powinny spadać szybciej niż lekkie, ponieważ są mocniej przy¬ciągane w kierunku Ziemi.

Zgodnie z arystotelesowską tradycją uważano, że prawa rządzące wszechświatem można odkryć apriorycznie: doświadczalnego spraw¬dzenia teorii nie uważano za rzecz konieczną. Wobec tego nikt przed Galileuszem nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, czy ciała o różnym ciężarze rzeczywiście spadają z różnymi prędkościami. Tradycja głosi, iż Galileusz wykazał fałszywość poglądów Arystotelesa, zrzucając ciꬿarki z pochyłej wieży w Pizie. Opowieść ta raczej na pewno nie od¬powiada prawdzie, ale Galileusz wykonał doświadczenie równoważne; badał toczenie się kulek po pochyłej, gładkiej powierzchni. Takie do¬świadczenie jest podobne do badania pionowego spadku, ale obserwacje są łatwiejsze ze względu na mniejsze prędkości ciał. Pomiary Galileusza wykazały, że prędkość wszystkich ciał wzrasta w identyczny sposób, niezależnie od ich ciężaru. Na przykład, klocek zsuwający się bez tarcia po płaszczyźnie opadającej o jeden metr na każde 10 metrów ma pręd¬kość jednego metra na sekundę po pierwszej sekundzie, dwóch metrów na sekundę po drugiej, i tak dalej, zupełnie niezależnie od swego ciꬿaru. Oczywiście, ołowiany ciężarek spada szybciej niż piórko, ale tylko dlatego, że piórko jest hamowane przez opór powietrza. Dwa ciała, na których ruch opór powietrza nie ma w zasadzie wpływu, jak na przykład dwa różne ciężarki ołowiane, spadają w tym samym tempie.

Pomiary Galileusza posłużyły Newtonowi za podstawę jego praw ruchu. W doświadczeniu Galileusza na kulkę staczającą się po równi pochyłej działała stale ta sama siła (jej ciężar), a rezultatem był jednostaj¬ny wzrost jej prędkości. Wynikało stąd, że rzeczywistym efektem dzia¬łania siły jest zawsze zmiana prędkości, a nie po prostu wprawienie ciała w ruch, jak uważano przedtem. Można było z tego również wywniosko¬wać, że ciało, na które nie działa żadna siła, porusza się po prostej ze stałą szybkością. Tę regułę po raz pierwszy sformułował explicite Newton w dziele Principia Mathematica, opublikowanym w 1687 roku; jest ona znana jako pierwsze prawo Newtona. Co dzieje się z ciałem, gdy działa na nie jakaś siła, określa drugie prawo Newtona. Zgodnie z nim ciało zmienia swoją prędkość, czyli przyśpiesza, w tempie proporcjonalnym do działającej siły. (Na przykład, przyśpieszenie jest dwukrotnie większe, jeśli działa dwukrotnie większa siła). Przyśpieszenie jest również tym mniejsze, im większa jest masa ciała, czyli ilość materii. (Ta sama siła, działając na ciało o dwukrotnie większej masie, powoduje o połowę mniejsze przyśpieszenie). Znany przykład stanowi tu ruch samochodu: im mocniejszy jest silnik, tym większe przyśpieszenie, ale im cięższy samochód, tym przyśpieszenie jest mniejsze, jeżeli motor jest ten sam.

Oprócz praw ruchu Newton odkrył również prawo opisujące siłę ciążenia. Według niego, każde ciało przyciąga każde inne ciało z siłą proporcjonalną do mas obu ciał. Tak więc siła działająca między dwoma ciałami powiększy się dwukrotnie, jeśli podwoimy masę jednego z nich (nazwijmy je A). Tego należało oczekiwać, ponieważ nowe ciało A można uważać za utworzone z dwóch ciał o masach równych początkowej masie ciała A. Każde z nich przyciąga ciało B z taką siłą jak pierwotnie, a zatem całkowita siła działająca między A i B będzie dwukrotnie wię¬ksza niż początkowo. Jeżeli zaś, powiedzmy, podwoimy masę jednego ciała i potroimy masę drugiego, to siła działająca między nimi wzrośnie sześciokrotnie. Łatwo teraz zrozumieć, czemu wszystkie ciała spadają z taką samą prędkością; na ciało o dwukrotnie większym ciężarze działa dwukrotnie większa siła przyciągająca je ku Ziemi, ale ma ono też dwukrotnie większą masę. Zgodnie z drugim prawem Newtona oba efekty się znoszą i przyśpieszenie jest zawsze takie samo.

Prawo grawitacji Newtona mówi nam również, że siła ciążenia jest tym słabsza, im większa jest odległość między ciałami. Zgodnie z nim, siła przyciągania zmniejsza się czterokrotnie, gdy odległość wzrasta

dwukrotnie. Opierając się na tym prawie, można przewidzieć orbity Ziemi, Księżyca i wszystkich planet z wielką dokładnością. Gdyby siła ciążenia malała szybciej ze wzrostem odległości, to orbity planet nie byłyby elipsami — planety spadałyby na Słońce po torze spiralnym. Gdyby malała wolniej, siły przyciągania pochodzące od odległych gwiazd przeważyłyby nad przyciąganiem Ziemi.

Zasadnicza różnica między poglądami Arystotelesa z jednej strony a Newtona i Galileusza z drugiej polega na tym, że Arystoteles wierzył w wyróżniony stan spoczynku, w jakim znajdowałoby się każde ciało, gdyby nie działała nań żadna siła. W szczególności, uważał, iż Ziemia spoczywa. Jednak zgodnie z prawami Newtona żaden wyróżniony stan spoczynku nie istnieje. Można powiedzieć, że ciało A spoczywa, a ciało B porusza się względem niego ze stałą prędkością, ale też równie dobrze powiedzieć można, że spoczywa ciało B, a porusza się ciało A. Na przykład, pomijając wirowanie Ziemi i jej ruch wokół Słońca, można powiedzieć, że Ziemia spoczywa, a pewien pociąg porusza się na północ z prędkością 150 km na godzinę, lub odwrotnie, że pociąg spoczywa, a Ziemia porusza się na południe z tą samą prędkością. Badając ekspe¬rymentalnie ruch ciał w pociągu, stwierdzilibyśmy poprawność wszy¬stkich praw Newtona. Na przykład, grając w ping-ponga w pociągu zauważylibyśmy, że piłeczka porusza się tak samo zgodnie z prawem Newtona jak piłeczka, którą gralibyśmy na stole ustawionym obok to¬rów. Nie ma zatem żadnego sposobu, aby stwierdzić, czy porusza się pociąg, czy też Ziemia.

Nieistnienie stanu absolutnego spoczynku oznacza, że nie można stwierdzić, czy dwa zdarzenia, które miały miejsce w różnym czasie, zaszły w tym samym miejscu w przestrzeni. Na przykład, pasażer po¬ciągu widzi, że piłeczka pingpongowa podskakuje w górę i w dół w po¬ciągu, uderzając dwa razy w to samo miejsce w odstępie jednej sekundy. Ktoś, kto obserwuje piłeczkę, stojąc na peronie, stwierdzi, że dwa pod¬skoki zdarzyły się w miejscach oddalonych od siebie o około czter¬dzieści metrów, ponieważ taki mniej więcej dystans pokona pociąg w czasie jednej sekundy. Z nieistnienia absolutnego spoczynku wynika więc, że wbrew przekonaniu Arystotelesa niemożliwe jest przypisanie zdarzeniom absolutnego położenia w przestrzeni. Miejsce zdarzeń i od¬ległość między nimi są różne dla kogoś jadącego pociągiem i kogoś innego, stojącego na peronie, i nie ma żadnych uzasadnionych powo¬dów, by uznać obserwacje jednej z tych osób za prawdziwsze od ob¬serwacji drugiej.

Newton był bardzo zmartwiony z powodu nieistnienia absolutnego położenia zdarzeń lub też nieistnienia absolutnej przestrzeni, jak to wte¬dy nazywano, ponieważ nie zgadzało się to z jego koncepcją absolut¬nego Boga. W istocie rzeczy odmówił on przyjęcia do wiadomości braku absolutnej przestrzeni, choć była to konsekwencja jego praw ru¬chu. Za tę irracjonalną postawę krytykowało go ostro wielu ludzi, spo¬śród których warto wymienić biskupa Berkeleya, filozofa przekonanego, że wszystkie przedmioty materialne oraz przestrzeń i czas są iluzją. Kiedy sławny doktor Johnson usłyszał o poglądach Berkeleya, wykrzyk¬nął: “Tak je obalam!" i uderzył stopą w pobliski kamień.

I Newton, i Arystoteles wierzyli w istnienie absolutnego czasu, to znaczy wierzyli oni, że można bez żadnych dowolności zmierzyć odstęp czasu między dwoma zdarzeniami i wynik będzie identyczny, nieza¬leżnie od tego, kto wykonał pomiar, pod warunkiem, że używał dobrego zegara. Czas był według nich kompletnie oddzielony i niezależny od przestrzeni. Taki pogląd większość ludzi uważa za oczywisty i zgodny ze zdrowym rozsądkiem. Mimo to musieliśmy zmienić poglądy na czas i przestrzeń. Chociaż nasze zdroworozsądkowe pojęcia dobrze pasują do opisu ruchu przedmiotów poruszających się względnie powoli — takich jak jabłka i planety — zawodzą jednak całkowicie, gdy próbu¬jemy ich używać do opisu ruchu ciał poruszających się z prędkością bliską prędkości światła.

Światło porusza się z ogromną, ale skończoną prędkością — ten fakt odkrył w 1676 roku duński astronom Ole Christensen Roemer. Zaobserwował on, że księżyce Jowisza nie chowają się za nim w rów¬nych odstępach czasu, jak można by oczekiwać, gdyby okrążały go w równym tempie. W trakcie ruchu Ziemi i Jowisza wokół Słońca zmie¬nia się odległość między nimi. Roemer zauważył, że zaćmienia ksiꬿyców są opóźnione tym bardziej, im większa była odległość od Ziemi do Jowisza. Twierdził, że dzieje się tak, ponieważ światło księżyców potrzebowało więcej czasu, aby dotrzeć do Ziemi, gdy znajdowała się ona dalej od nich. Pomiary zmian odległości między Ziemią a Jowiszem, jakich dokonał Roemer, nie były jednak bardzo dokładne i dlatego wy¬liczona przezeń prędkość światła — 200 tyś. km/s — była mniejsza niż dziś przyjmowana wartość 300 tyś. km/s. Niemniej jednak Roemer nie tylko wykazał, że światło porusza się ze skończoną prędkością, ale również zmierzył ją, co w sumie ocenić należy jako wspaniały sukces. Zasługuje on na uwagę tym bardziej, że Roemer osiągnął go jedenaście lat przed ukazaniem się Principia Mathematica Newtona.

Na poprawną teorię rozchodzenia się światła trzeba było czekać aż do 1865 roku, kiedy to brytyjski fizyk James Clerk Maxwell zdołał połączyć cząstkowe teorie stosowane przedtem do opisu sił elektrycz¬ności i magnetyzmu. Z równań Maxwella wynika istnienie falowych zaburzeń pola elektromagnetycznego, które powinny rozprzestrzeniać się ze stałą prędkością, podobnie jak fale na powierzchni stawu. Jeśli długość takich fal (to znaczy odległość między dwoma kolejnymi grzbietami fal) wynosi metr lub więcej, nazywamy je falami radiowymi. Fale o mniejszej długości nazywamy mikrofalami (parę centymetrów) lub falami podczerwonymi (więcej niż dziesięciotysięczna część cen¬tymetra). Światło widzialne to fala elektromagnetyczna o długości po¬między czterdziestoma a osiemdziesięcioma milionowymi częściami centymetra. Jeszcze krótsze fale nazywamy ultrafioletowymi, promie¬niami Roentgena, promieniami gamma.

Z teorii Maxwella wynikało, że światło porusza się ze stałą prędko¬ścią. Ale skoro teoria Newtona wyeliminowała pojęcie absolutnego spo¬czynku, to mówiąc, iż światło porusza się ze stałą prędkością, należało koniecznie powiedzieć, względem czego ta prędkość ma być mierzona. Wobec tego fizycy zasugerowali istnienie pewnej specjalnej substancji zwanej “eterem", obecnej wszędzie, nawet w “pustej" przestrzeni. Fale świetlne miały poruszać się w eterze, tak jak fale dźwiękowe poruszają się w powietrzu, prędkość ich zatem należało mierzyć względem eteru. Różni obserwatorzy, poruszający się względem eteru, powinni postrzegać światło biegnące ku nim z różną prędkością, ale prędkość światła wzglę¬dem eteru byłaby stała. W szczególności, skoro Ziemia w swym ruchu orbitalnym wokół Słońca porusza się względem eteru, to prędkość światła mierzona w kierunku ruchu Ziemi przez eter (kiedy poruszamy się w kie¬runku źródła światła) powinna być większa niż prędkość światła mierzo¬na w kierunku prostopadłym do kierunku ruchu. W 1887 roku Albert Michelson (który później został pierwszym amerykańskim laureatem Na¬grody Nobla w dziedzinie fizyki) i Edward Morley przeprowadzili bardzo staranny eksperyment w Case School of Applied Science w Cleveland. W doświadczeniu tym porównywali oni prędkość światła biegnącego w kierunku ruchu Ziemi z prędkością światła biegnącego w kierunku prostopadłym do tego kierunku. Ku swemu wielkiemu zdziwieniu, stwierdzili, że są one równe!

Między rokiem 1887 a 1905 podjęto wiele prób wyjaśnienia wyniku doświadczenia Michelsona i Morleya. Spośród nich należy wyróżnić pra¬ce holenderskiego fizyka Hendrika Lorentza, który próbował wyjaśnić rezultat eksperymentu, zakładając, że ciała poruszające się względem eteru kurczą się w kierunku ruchu, a zegary w takim ruchu zwalniają bieg. Tymczasem w słynnej pracy opublikowanej w 1905 roku Albert Einstein, nie znany dotąd urzędnik szwajcarskiego biura patentowego, wykazał, że cała idea eteru jest niepotrzebna, jeśli tylko porzuci się rów¬nież ideę absolutnego czasu. Parę tygodni później z podobną sugestią wystąpił znany francuski matematyk Henri Poincare. Argumenty Einstei¬na były jednak bliższe fizyce niż wywody Poincarego, który uważał cały problem za zagadnienie czysto matematyczne. Dlatego za twórcę nowej teorii uważa się Einsteina, a wkład Poincarego jest upamiętniony przez połączenie jego nazwiska z jednym z ważnych jej elementów.

Nowa teoria została nazwana teorią względności. Jej zasadniczy po¬stulat brzmi: prawa fizyki są takie same dla wszystkich swobodnie po¬ruszających się obserwatorów, niezależnie od ich prędkości. Było to prawdą dla praw ruchu Newtona, ale teraz wymóg ten został rozciąg¬nięty i na teorię Maxwella, i na prędkość światła: wszyscy obserwatorzy mierząc prędkość światła, powinni otrzymać ten sam wynik, niezależnie od tego, jak szybko sami się poruszają. Ten prosty pomysł niesie nad¬zwyczaj ważne konsekwencje, z których najlepiej znana jest zapewne równoważność masy i energii, wyrażona słynnym wzorem Einsteina E = mc2 (gdzie E oznacza, energię, m — masę, a c — prędkość świat¬ła), oraz twierdzenie, że nic nie może poruszać się z prędkością większą niż prędkość światła. Z równoważności energii i masy wynika bowiem, że energia związana z ruchem ciała wnosi wkład do jego masy, innymi słowy, energia ta utrudnia wzrost prędkości ciała. Ten efekt staje się rzeczywiście istotny dopiero wtedy, gdy obiekt porusza się z prędkością bliską prędkości światła. Na przykład, gdy ciało porusza się z prędkością równą 10% prędkości światła, jego masa wzrasta tylko o 0,5%, ale przy prędkości równej 90% prędkości światła masa staje się już przeszło dwukrotnie większa. W miarę zbliżania się prędkości ciała do prędkości światła, jego masa wzrasta coraz szybciej, potrzeba zatem coraz więcej energii, by zwiększyć jego prędkość jeszcze bardziej. W rzeczywistości ciało to nigdy nie osiągnie prędkości światła, gdyż jego masa byłaby wtedy nieskończona, a z równoważności masy i energii wynika, że potrzebna byłaby wtedy i nieskończona energia. Dlatego wedle teorii względności wszystkie zwyczajne ciała zawsze poruszają się z prędko-

ścią mniejszą niż prędkość światła. Tylko światło i inne fale, z którymi związana jest zerowa masa, mogą poruszać się z prędkością światła.

Teoria względności spowodowała rewolucję w naszych pojęciach czasu i przestrzeni. Według teorii Newtona różni obserwatorzy mierzący czas przelotu sygnału świetlnego z jednego punktu do drugiego otrzymują identyczne wyniki (ponieważ czas jest absolutny), ale nie zawsze zgodzą się co do tego, jak długą drogę przebyło światło (gdyż przestrzeń nie jest absolutna). Ponieważ prędkość światła równa się po prostu drodze podzielonej przez czas, to różni obserwatorzy otrzymają różne prędkości światła. Zgodnie z teorią względności natomiast, wszyscy obserwatorzy muszą otrzymać taką samą prędkość światła. Ponieważ w dalszym ciągu nie zgadzają się między sobą co do tego, jaką drogę światło przebyło, to nie mogą uzgodnić, ile to zajęło czasu. (Potrzebny czas równa się drodze, jaką przebyło światło — co do której obserwatorzy się nie zga¬dzają — podzielonej przez taką samą dla wszystkich prędkość światła). Innymi słowy, teoria względności wyeliminowała ostatecznie ideę abso¬lutnego czasu. Okazało się, że każdy obserwator musi posiadać swo¬ją własną miarę czasu, wyznaczoną przez niesiony przez niego zegar, a identyczne zegary niesione przez różnych obserwatorów nie muszą się zgadzać.

Każdy obserwator może użyć radaru, by wysyłając sygnał świetlny lub fale radiowe, określić, gdzie i kiedy dane wydarzenie miało miejsce. Część wysłanego sygnału odbija się z powrotem w kierunku obserwa¬tora, który mierzy czas odbioru echa. Według niego zdarzenie zaszło w chwili dokładnie pośrodku między czasem wysłania a czasem odbioru sygnału, zaś odległość między nim a zdarzeniem równa jest połowie czasu, jaki sygnał zużył na odbycie drogi tam i z powrotem, pomnożonej przez prędkość światła. (Zdarzenie oznacza tu cokolwiek, co zachodzi w punkcie przestrzeni w dokładnie określonej chwili). Koncepcję tego pomiaru ilustruje rysunek 2, który jest przykładem diagramu czasoprze¬strzennego. Używając tej metody, obserwatorzy poruszający się wzglę¬dem siebie przypiszą różne położenia i czasy temu samemu zdarzeniu. Żaden z tych pomiarów nie jest bardziej poprawny od innych, są one natomiast wzajemnie powiązane. Każdy obserwator może dokładnie wyliczyć, jakie położenie i czas jego kolega przypisał wydarzeniu, pod warunkiem, że zna jego względną prędkość.

Metody tej używa się obecnie do precyzyjnych pomiarów odległo¬ści, ponieważ potrafimy znacznie dokładniej mierzyć upływ czasu niż odległość.

Stąd też jeden metr jest zdefiniowany jako dystans pokonywany przez światło w ciągu 0,000000003335640952 sekundy, mie¬rzonej za pomocą zegara cezowego. (Wybrano tę szczególną liczbę, aby nowa definicja była zgodna z historycznym określeniem metra; odległości między dwoma znaczkami na pewnej platynowej szynie przechowywanej w Paryżu). Równie dobrze moglibyśmy używać no¬wej, wygodnej jednostki długości, zwanej sekundą świetlną. Jest to po prostu odległość, jaką przebywa światło w ciągu jednej sekundy. Zgodnie z teorią względności mierzymy odległości, posługując się po¬miarami czasu i prędkością światła, z czego automatycznie wynika, że każdy obserwator wyznaczy identyczną prędkość światła (z definicji równą l metrowi na 0,000000003335640952 sekundy). Nie ma żadnej potrzeby wprowadzania eteru, którego i tak zresztą nie można wykryć, jak pokazało doświadczenie Michelsona i Morleya. Teoria względności zmusza nas jednak do zasadniczej zmiany koncepcji czasu i przestrze¬ni. Musimy przyjąć, iż czas nie jest zupełnie oddzielny i niezależny od przestrzeni, lecz jest z nią połączony w jedną całość, zwaną cza¬soprzestrzenią. Jak wiadomo z codziennej praktyki, położenie jakiegoś punktu w przestrzeni możemy wyznaczyć za pomocą trzech liczb zwanych jego współrzędnymi. Na przykład, można powiedzieć, że pewien punkt w pokoju znajduje się dwa metry od jednej ściany, metr od drugiej i półtora metra nad podłogą. Można też określić położenie punktu po¬dając jego długość i szerokość geograficzną oraz wysokość nad po¬ziomem morza. Wolno nam wybrać dowolne trzy współrzędne, ale powinniśmy pamiętać, że istnieją tu granice ich użyteczności, których nie powinno się przekraczać. Nie należy wyznaczać pozycji Księżyca podając jego odległość w kilometrach na północ i na zachód od Pi-cadilly Circus oraz wysokość nad poziomem morza. Lepiej podać jego odległość od Słońca, wysokość ponad płaszczyzną, na której leżą or¬bity planet, oraz kąt między linią łączącą Księżyc ze Słońcem a linią od Słońca do pobliskiej gwiazdy, takiej jak Alfa Centauri. Z kolei te współrzędne nie są przydatne do opisu położenia Słońca w Galaktyce albo położenia Galaktyki w Gromadzie Lokalnej. W gruncie rzeczy można wyobrażać sobie wszechświat w postaci zbioru zachodzących na siebie obszarów. W każdym obszarze można wprowadzić inny ze¬spół trzech współrzędnych, aby określić położenie dowolnego punktu.

Zdarzenie jest czymś, co zachodzi w określonym punkcie przestrzeni i w określonej chwili. Aby wyznaczyć zdarzenie, należy zatem podać cztery współrzędne. Można je wybrać dowolnie — posłużyć się do¬wolnymi trzema, dobrze określonymi współrzędnymi przestrzennymi i dowolną miarą czasu. Zgodnie z teorią względności współrzędne prze¬strzenne i czasowe nie różnią się zasadniczo, podobnie jak nie ma różni¬cy między dowolnymi dwiema współrzędnymi przestrzennymi. Zawsze można wybrać nowy układ współrzędnych, w którym — powiedzmy — pierwsza współrzędna przestrzenna jest kombinacją dwóch starych, dajmy na to poprzednio pierwszej i drugiej. Na przykład, zamiast okre¬ślać położenie pewnego punktu na Ziemi w kilometrach na północ i na zachód od Picadilly, możemy je wyznaczyć w kilometrach na północny zachód i północny wschód od Picadilly. W teorii względności wolno również wybrać nową współrzędną czasową, będącą kombinacją starego czasu (w sekundach) i odległości na północ od Picadilly (w sekundach świetlnych).

Często wygodnie jest przyjmować, że cztery współrzędne zdarzenia wyznaczają jego pozycję w czterowymiarowej przestrzeni, zwanej cza¬soprzestrzenią. Przestrzeni czterowymiarowej nie sposób sobie wyob¬razić. Mnie osobiście, często dostateczną trudność sprawia przedstawie¬nie sobie przestrzeni trójwymiarowej! Bardzo łatwo natomiast naryso¬wać na diagramie przestrzeń dwuwymiarową, taką jak powierzchnia Ziemi. (Powierzchnia Ziemi jest dwuwymiarowa, ponieważ położenie dowolnego punktu można określić za pomocą dwóch współrzędnych: długości i szerokości geograficznej). Będę tu z reguły używał diagra¬mów, na których czas zawsze wzrasta pionowo do góry, a jeden z wy¬miarów przestrzennych jest zaznaczony poziomo. Pozostałe dwa wy¬miary będą ignorowane lub ukazywane za pomocą perspektywy. (Mam na myśli diagramy czasoprzestrzenne, takie jak rysunek 2). Na przykład rysunek 3 przedstawia czas mierzony w latach wzdłuż osi pionowej w górę, oraz odległość między Słońcem a gwiazdą Alfa Centauri, mie¬rzoną wzdłuż osi poziomej w kilometrach.

Trajektorie Słońca i Alfa Centauri w czasoprzestrzeni przedstawiają pionowe linie po prawej i le¬wej stronie. Promień światła porusza się po przekątnej; jego podróż od Słońca do Alfa Centauri trwa cztery lata.

Jak widzieliśmy, z równań Maxwella wynika, że prędkość światła nie zależy od prędkości, z jaką porusza się jego źródło. Ten wniosek został potwierdzony przez bardzo dokładne pomiary. Stąd z kolei wy¬nika, że sygnał świetlny, wyemitowany w pewnej chwili z punktu w przestrzeni, rozchodzi się jak kula światła, której rozmiar i położenie nie zależą od prędkości źródła. Po upływie jednej milionowej części sekundy światło rozprzestrzeni się, przyjmując formę kuli o promieniu 300 metrów, po dwóch milionowych sekundy promień kuli będzie rów¬ny 600 metrom, i tak dalej. Przypomina to rozchodzenie się małych fal na powierzchni stawu, gdy wrzucimy doń kamień. Zmarszczki roz¬chodzą się jako koła powiększające się w miarę upływu czasu. Spró¬bujmy wyobrazić sobie model trójwymiarowy, składający się z dwu¬wymiarowej powierzchni stawu i jednego wymiaru czasu. Rozchodzące się koła zmarszczek utworzą stożek, którego wierzchołek wyznaczony jest przez miejsce i moment uderzenia kamienia w powierzchnię wody (rys. 4). Podobnie, światło rozchodzące się z pewnego zdarzenia, tworzy trójwymiarowy stożek w czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Stożek ten nazywamy stożkiem świetlnym przyszłości. W ten sam sposób moż¬na narysować drugi stożek, utworzony ze wszystkich zdarzeń, z których wysłane światło mogło dotrzeć do danego zdarzenia. Ten stożek nazy¬wamy stożkiem świetlnym przeszłości (rys. 5).

Stożki świetlne przeszłości i przyszłości zdarzenia P dzielą cza¬soprzestrzeń na trzy regiony (rys. 6). Absolutna przyszłość zdarzenia P znajduje się we wnętrzu stożka świetlnego przyszłości. Jest to zbiór wszystkich zdarzeń, na które może oddziałać to, co dzieje się w P. Żaden sygnał z P nie może dotrzeć do zdarzeń poza stożkiem świetl¬nym P, ponieważ nic nie porusza się szybciej niż światło. Dlatego to, co zdarzyło się w P, nie może wpłynąć na takie zdarzenia. Absolutna przeszłość zdarzenia P to region wewnątrz stożka świetlnego prze¬szłości P. Jest to zbiór tych wszystkich zdarzeń, z których wysłany sygnał, mógł dotrzeć do P. Wobec tego absolutna przeszłość P to zbiór wszystkich zdarzeń, mogących mieć wpływ na to, co zdarzyło się w P.

Jeśli wiadomo, co dzieje się w określonej chwili we wszystkich pun¬ktach obszaru przestrzeni położonego wewnątrz stożka przeszłości P, to można przewidzieć, co zdarzy się w P. “Gdzie indziej" jest częścią czasoprzestrzeni leżącą poza obu stożkami świetlnymi zdarzenia P. Zdarzenia w “gdzie indziej" nie mogły wpłynąć na P ani zdarzenie P nie może wpłynąć na nie. Na przykład, gdyby Słońce przestało świecić dokładnie w tej chwili, nie miałoby to wpływu na obecne zdarzenia i na Ziemi, ponieważ Ziemia byłaby w “gdzie indziej" tego wydarzenia (rys. 7). Dowiedzielibyśmy się o tym dopiero po ośmiu minutach, bo tak długo trwa podróż światła ze Słońca do Ziemi. Dopiero wtedy Ziemia znalazłaby się w stożku świetlnym zdarzenia, jakim było zgaśnięcie Słońca. Podobnie, nie wiemy, co dzieje się obecnie w odległych regionach wszechświata: światło docierające do nas z odległych galaktyk zostało wyemitowane miliony lat temu, a gdy patrzymy na najdalsze obiekty, jakie udało nam się zaobserwować, widzimy światło wysłane przed ośmioma miliardami lat. Kiedy więc patrzymy na wszechświat, widzimy go, jakim był w przeszłości. Jeśli nie uwzględnimy siły ciążenia, jak Einstein i Poincare w 1905 roku, to otrzymamy teorię nazywaną szczególną teorią względności. W każdym zdarzeniu (punkcie czasoprzestrzeni) możemy skonstruować stożki świetlne (stożek świetlny to zbiór wszystkich trajektorii promieni świetlnych wysłanych z tego zdarzenia), a ponieważ prędkość światła jest jednakowa we wszystkich zdarzeniach i we wszystkich kierunkach, wszystkie stożki będą identyczne i będą wskazywały ten sam kierunek w czasoprzestrzeni. Wiemy, że nic nie może poruszać się prędzej niż światło; to oznacza, że droga dowolnego ciała w czasoprzestrzeni musi leżeć wewnątrz stożka świetlnego dowolnego zdażenia leżącego na tej drodze (rys. 8).

Szczególna teoria względności z powodzeniem wyjaśnia fakt, że prędkość światła jest taka sama dla różnych obserwatorów (zgodnie z rezultatami doświadczenia Michelsona i Morleya) i poprawnie opisuje zjawiska, jakie zachodzą, kiedy ciała poruszają się z prędkością bliską prędkości światła. Jest ona jednak sprzeczna z teorią Newtona, która ' powiada, że ciała przyciągają się wzajemnie z siłą, która zależy od odległości między nimi. Wynika stąd, że wraz ze zmianą położenia jednego ciała, zmienia się natychmiast siła działająca na drugie. Innymi słowy, efekty grawitacyjne powinny podróżować z nieskończoną pręd¬kością, a nie z prędkością mniejszą lub równą prędkości światła, jak wymaga szczególna teoria względności.

W latach 1908-1914 Einstein wielokrotnie, bez powodzenia, próbował znaleźć teorię ciążenia zgodną ze szczególną teorią względności. Ostatecznie w 1915 roku zapropo¬nował nową teorię, zwaną dziś ogólną teorią względności.

Rewolucyjność pomysłu Einsteina polega na potraktowaniu grawi¬tacji odmiennie niż innych sił, a mianowicie jako konsekwencji krzy¬wizny czasoprzestrzeni. Czasoprzestrzeń nie jest płaska, jak zakładano uprzednio, lecz zakrzywiona lub “pofałdowana" przez rozłożoną w niej energię i masę. Ciała takie jak Ziemia nie są zmuszone do poruszania się po zakrzywionej orbicie przez siłę ciążenia; należy raczej powie¬dzieć, że poruszają się w zakrzywionej przestrzeni po linii najbliższej linii prostej, zwanej linią geodezyjną. Linia geodezyjna to najkrótsza (lub najdłuższa) droga łącząca dwa sąsiednie punkty. Na przykład, po¬wierzchnia Ziemi tworzy dwuwymiarową przestrzeń zakrzywioną. Linią geodezyjną na Ziemi jest tzw. wielkie koło, które stanowi najkrótszą drogę między dwoma punktami (rys. 9). Ponieważ linia geodezyjna jest najkrótszą linią między dowolnymi dwoma lotniskami, drogę tę nawi¬gatorzy wskazują pilotom samolotów.

Według ogólnej teorii względ¬ności ciała zawsze poruszają się po liniach prostych w czterowymiarowej przestrzeni, nam jednak wydaje się, że ich droga w przestrzeni jest krzywa. (Przypomina to obserwację samolotu przelatującego nad górzystym terenem. Choć leci on po prostej w trójwymiarowej przestrzeni,; jego cień porusza się po krzywej na dwuwymiarowej przestrzeni Ziemi)!! Masa Słońca zakrzywia czasoprzestrzeń w taki sposób, że choć Ziemia porusza się po linii prostej w czterowymiarowej czasoprzestrzeni! nam się wydaje, że wędruje ona po orbicie eliptycznej w przestrzeni trójwymiarowej. W rzeczywistości orbity planet przewidywane na podstawie ogólnej teorii względności są niemal takie same jak te, które wynikają z teorii Newtona. W wypadku Merkurego jednak, który jako planeta najbliższa Słońca odczuwa najsilniej efekty grawitacyjne i którego orbita jest raczej wydłużona, teoria względności przewiduje, że długa oś elipsy powinna obracać się dookoła Słońca z prędkością około jednego stopnia na 10 tysięcy lat. Efekt ten, choć tak nieznaczny, za¬uważony został jeszcze przed 1915 rokiem i stanowił jeden z pierwszych doświadczalnych dowodów poprawności teorii Einsteina. W ostatnich latach zmierzono za pomocą radaru nawet mniejsze odchylenia orbit innych planet od przewidywań teorii Newtona i okazały się zgodne z przewidywaniami wynikającymi z teorii względności. Promienie świetlne muszą również poruszać się po liniach geode¬zyjnych w czasoprzestrzeni. I w tym wypadku krzywizna czasoprze¬strzeni sprawia, że wydaje nam się, iż światło nie porusza się po liniach prostych w przestrzeni. A zatem z ogólnej teorii względności wynika, iż promienie światła są zaginane przez pole grawitacyjne. Na przykład, teoria przewiduje, że stożki świetlne w punktach bliskich Słońca po¬chylają się lekko ku niemu, co spowodowane jest masą Słońca. Oznacza to, że promienie światła odległych gwiazd przechodząc w pobliżu Słońca, zostają ugięte o pewien mały kąt, co obserwator ziemski zauważa jako zmianę pozycji gwiazdy na niebie (rys. 10). Oczywiście, gdyby światło gwiazdy zawsze przechodziło blisko Słońca, nie bylibyśmy w stanie powiedzieć, czy promienie zostały ugięte, czy też gwiazda naprawdę znajduje się tam, gdzie ją widzimy. Ponieważ jednak Ziemia porusza się wokół Słońca, to różne gwiazdy wydają się przesuwać za Słońcem i wtedy promienie ich światła zostają ugięte. Zmienia się wówczas po¬zorne położenie tych gwiazd względem innych.

W normalnych warunkach bardzo trudno zauważyć ten efekt, gdyż^ światło Słońca uniemożliwia obserwację gwiazd pojawiających się n^ niebie blisko Słońca. Udaje się to jednak podczas zaćmienia Słoń¬ca, kiedy Księżyc przesłania światło słoneczne. Przewidywania Ein¬steina dotyczące ugięcia promieni nie mogły być sprawdzone natych¬miast, w 1915 roku, gdyż uniemożliwiła to wojna światowa. Dopiero) w 1919 roku brytyjska ekspedycja, obserwując zaćmienie Słońca z Afryki; Zachodniej, wykazała, że promienie światła rzeczywiście zostają ugięte; przez Słońce, tak jak wynika to z teorii. Potwierdzenie słuszności niemieckiej teorii przez naukowców brytyjskich uznano powszechnie za wielki akt pojednania obu krajów po zakończeniu wojny. Dość ironi¬czną wymowę ma zatem fakt, iż po późniejszym zbadaniu fotografii wykonanych przez tę ekspedycję okazało się, że błędy obserwacji były równie wielkie jak efekt, który usiłowano zmierzyć. Poprawność rezultatów stanowiła zatem dzieło czystego trafu lub też — jak tai w nauce nie tak znów rzadko się zdarza — wynikała ze znajomości pożądanego wyniku. Późniejsze pomiary potwierdziły jednak przewi¬dywane przez teorię względności ugięcie światła z bardzo dużą do¬kładnością.

Kolejną konsekwencją ogólnej teorii względności jest stwierdzenie, że czas powinien płynąć wolniej w pobliżu ciał o dużej masie, takich jak Ziemia. Wynika to z istnienia związku między energią światła i jego częstością (liczbą fal światła na sekundę): im większa energia, tym większa częstość. W miarę jak światło wędruje w górę w polu grawi¬tacyjnym Ziemi, jego energia maleje, a zatem maleje też jego częstość (co oznacza wydłużanie się przedziału czasu między kolejnymi grzbie¬tami fal). Komuś obserwującemu Ziemię z góry wydawałoby się, że wszystko na jej powierzchni dzieje się wolniej. Istnienie tego efektu sprawdzono w 1962 roku za pomocą pary bardzo dokładnych zegarów zamontowanych na dole i na szczycie wieży ciśnień. Dolny zegar cho¬dził wolniej, dokładnie potwierdzając przewidywania ogólnej teorii względności. Różnica szybkości zegarów na różnych wysokościach ma obecnie spore znaczenie praktyczne, ponieważ współczesne systemy nawigacyjne posługują się sygnałami z satelitów. Obliczając pozycje statku bez uwzględnienia teorii względności otrzymalibyśmy wynik róż¬ny od prawdziwego o parę mil!

Prawa ruchu Newtona pogrzebały ideę absolutnej przestrzeni. Teoria względności wyeliminowała absolutny czas. Rozważmy sytuację pary bliźniaków. Przypuśćmy, że jeden z nich spędza życie na szczycie góry,

a drugi na poziomie morza. Pierwszy starzeje się szybciej, dlatego przy ponownym spotkaniu braci bliźniaków jeden z nich będzie starszy. W opisanym przypadku różnica wieku byłaby bardzo mała, ale stałaby się o wiele większa, gdyby jeden z bliźniaków wyruszył w długą podróż statkiem kosmicznym poruszającym się z prędkością bliską prędkości światła. Wracając na Ziemię, byłby o wiele młodszy od swego brata, który pozostał na naszej planecie. Ten efekt znany jest jako paradoks bliźniąt, ale jest to paradoks tylko dla ludzi myślących w kategoriach absolutnego czasu. W teorii względności nie istnieje żaden jedyny ab¬solutny czas, każdy obserwator ma swoją własną miarę czasu, uzależ¬nioną od swego położenia i ruchu.

Przed rokiem 1915 przestrzeń i czas uważane były za niezmienną arenę zdarzeń, która w żaden sposób od tych zdarzeń nie zależała. Twierdzi tak nawet szczególna teoria względności. Ciała poruszają się, siły przyciągają lub odpychają, ale czas i przestrzeń tylko niezmiennie trwają.

Zupełnie inny pogląd na czas i przestrzeń zawiera ogólna teoria względności. Czas i przestrzeń są tu dynamicznymi wielkościami: po¬ruszające się ciała i oddziałujące siły wpływają na krzywiznę czaso¬przestrzeni — aż kolei krzywizna czasoprzestrzeni wpływa na ruch ciał i działanie sił. Przestrzeń i czas nie tylko wpływają na wszystkie zdarzenia we wszechświecie, ale też i zależą od nich. Podobnie jak nie sposób mówić o wydarzeniach we wszechświecie, pomijając pojęcia czasu i przestrzeni, tak też bezsensowne jest rozważanie czasu i prze¬strzeni poza wszechświatem.

Nowe rozumienie czasu i przestrzeni zrewolucjonizowało naszą wizję wszechświata. Stara idea wszechświata niezmiennego, mogącego istnieć wiecznie, ustąpiła miejsca nowej koncepcji dynamicznego, roz¬szerzającego się wszechświata, który przypuszczalnie powstał w określonej chwili w przeszłości i może skończyć swe istnienie w określonym czasie w przyszłości. Ta rewolucja stanowi temat następnego rozdziału. Wiele lat później w tym właśnie punkcie rozpocząłem swoje badania w dziedzinie fizyki teoretycznej. Roger Penrose i ja pokazaliśmy, iż z ogólnej teorii względności Einsteina wynika, że wszechświat musiał mieć początek i zapewne musi mieć również koniec.

Jednakże powracając do naszego naukowego aktu stworzenia, czas, materia i przestrzeń narodziły się wraz z wielkim wybuchem. Wielki wybuch wciąż pozostaję największą eksplozją w dziejach wszechświata, uwolniona w tym momencie siła nawet dziś po 15 miliardach lat mknie przed siebie, rozszerzając kosmos i wszystko wskazuje na to, że bez problemu może mknąć jeszcze drugie tyle. Oczywiście pojawiają się pytania, co było przed wielkim wybuchem ? Odpowiedź jest zasadniczo dość prosta i brzmi tak samo jak w przypadku koncepcji Boga - nic.

pic2.gif

Pierwsze trzy minuty istnienia naszego wszechświata, zaważyły nad jego dalszym losem. Po mniej więcej 10-34 sekundach energie ruchów cieplnych stały się mniejsze od energii potrzebnej do ujednolicenia oddziaływań

jądrowych, silnych - kwarków i elektrosłabych - leptony. Po jedno dziesięciomilionowej sekundy świat ostygł na tyle, że energia ruchów cieplnych nie pozwalała już na powszechną kreację poprzez łączenie się par: proton antyproton neutron antynautron. I tu dochodzimy do największej wojny, jaka kiedykolwiek miała miejsce w przyrodzie. Antymateria i materia zaczęły się wzajemnie zwalczać i niszczyć, mimo iż antymaterii było stosunkowo więcej jakimś sposobem materia wygrała czyniąc klarowną przestrzeń ku zaistnieniu gwiazd i planet. Następny przełom w historii kosmosu nastąpił dopiero 100 tys. lat później wtedy powstały pierwsze atomy a kosmos stał się klarowny dla protonów. Później zaczęły powstawać pierwsze ciała stałe.

Cóż jeszcze nie przeszliśmy nawet do meritum, a już mamy tyle zapisane. Czas na kolejną dawkę, lektury kształtujemy naszą planetę. Nie jestem specjalistą w tym zakresie, więc jeżeli pozwolicie posłużę się wykipedią.

Ziemia powstała jako część tworzącego się Układu Słonecznego, który uformował się z wielkiej wirującej chmury gazu, pyłu i skał. Zawarty w mgławicy wodór i hel pochodziły głównie z Wielkiego Wybuchu. Cięższe pierwiastki aż do węgla mogły powstać w wyniku syntezy termojądrowej w gwiazdach, a pierwiastki o większych liczbach atomowych powstały podczas wybuchów supernowych. Oznacza to, że przynajmniej część materii obecnego Układu Słonecznego pochodzi z wcześniejszych gwiazd, w tym i z supernowych.

Około 4,6 miliarda lat temu, prawdopodobnie nieodległa gwiazda zapadła się w supernową wyrzucając z siebie z dużą prędkością zewnętrzne fragmenty. Powstała w ten sposób fala uderzeniowa (strumień materii) przechodząc przez mgławicę słoneczną zainicjowała zagęszczanie się materii, wprawiając (lub zwiększając) jednocześnie jej ruch obrotowy. W wyniku przyciągania grawitacyjnego zagęszczenie zapadało się coraz szybciej. Zmniejszanie rozmiarów zwiększało prędkość obrotową mgławicy, materia znajdująca się w płaszczyźnie obrotu obracająca się odpowiednio szybko zapadała się w mniejszym stopniu i w wyniku tego obłok przekształcił się w dysk protoplanetarny. Większość masy (ponad 99%) dysku skoncentrowała się w jego centralnej części. Zapadanie grawitacyjne materiału mgławicy przekształcało energię grawitacyjną obłoku w energię cieplną. W centrum mgławicy szybkość przemiany energii grawitacyjnej w cieplną przewyższała szybkość przenoszenia tej energii na zewnątrz, co prowadziło do znacznego rozgrzania się centralnej części dysku. Powstała w efekcie gwiazda typu T Tauri. Dalsze zapadanie wywołało reakcję termojądrową przemieniającą atomy wodoru w hel i Słońce stało się gwiazdą ciągu głównego w swej wczesnej fazie egzystencji.

Jednocześnie z tworzeniem się Słońca w wirującym dysku zachodziły procesy tworzenia się planet. Materia wirująca z odpowiednią prędkością nie spadała do centrum. Powstające w dysku niejednorodności narastały i powiększały się, różnice w prędkości obrotowej sprawiały, że zagęszczenia przyjmowały najpierw formę pierścieni, później, gdy wystąpiły w nich większe gęstości, pod wpływem grawitacji trwał lokalny proces dalszego ich zagęszczania. Sukcesywnie dochodziło do kolizji różnych obiektów, co prowadziło do powiększania ich masy. Ważną rolę odegrały w tym gazy, które wyhamowywały obiekty i umożliwiały im zlepianie się. W ten sposób powstały protoplanety. Jedną z nich, oddaloną od Słońca o około 150 milionów kilometrów, była Ziemia.

Podczas dalszego zagęszczania się i ogrzewania Słońca, reakcja termojądrowa nabrała odpowiedniej wydajności. Powstająca energia rozgrzała Słońce, zapobiegając dalszemu jego zapadaniu. Wysoka temperatura wywołała świecenie gwiazdy oraz wiatr słoneczny, które wywiały z jej okolic resztki gazu i drobnego pyłu. Brak gazu uniemożliwił tworzenie się kolejnych skupień materii. W zderzających się z dużą prędkością drobnych ciałach dominowało kruszenie, takie jakie obserwuje się obecnie w pierścieniach planetarnych. Większość istniejących wówczas drobnych obiektów w późniejszych okresach spadła na planety. Tylko niewielka część tych okruchów pozostała do dziś w Układzie Słonecznym i są one klasyfikowane jako drobne ciała niebieskie.

Młoda Ziemia we wczesnym hadeiku bardzo się różniła od współczesnej. Nie istniały na jej powierzchni oceany, a atmosfera pozbawiona była tlenu. Była często bombardowana przez planetoidy i materiały pozostałe po uformowaniu się planet Układu Słonecznego. Energia bombardowania, rozpadów radioaktywnych oraz kurczenia się kuli ziemskiej rozgrzewała jej wnętrze i sprawiała, że ówczesna Ziemia była ciałem płynnym. Cięższe substancje wchodzące w jej skład przemieszczały się do jądra planety, zaś lżejsze pozostawały na powierzchni, tworząc poszczególne jej warstwy (patrz Budowa wnętrza Ziemi). Możliwe, że wczesna atmosfera Ziemi powstała z materiału mgławicy słonecznej miała taki sam skład jak atmosfera Słońca i składała się głównie z wodoru i helu, ale zarówno gorąco samej planety, jak i wiatr słoneczny doprowadziły do rozwiania jej najlżejszych składników.

Volcano_q.jpg

Sytuacja zmieniła się, gdy promień Ziemi osiągnął około 40% swojej dzisiejszej długości, a grawitacja ciała pozwoliła na zatrzymanie w jej pobliżu atmosfery zawierającej wodę. Temperatura Ziemi gwałtownie spadła, ukształtowała się też stała skorupa ziemska. Część obszarów Ziemi była topiona przez większe uderzenia następujące co kilka dekad lub wieków. Mogły one doprowadzać do lokalnego topnienia powierzchni Ziemi i częściowego jej zróżnicowania, w którym lżejsze pierwiastki pozostawały na powierzchni lub był uwalniane do wilgotnej atmosfery.

Powierzchnia Ziemi schładzała się względnie szybko, tworząc w ciągu 150 milionów lat (i kończąc około 00:45 na hipotetycznym zegarze) skorupę. Nowsze badania sugerują, że tworzenie się skorupy ziemskiej trwało 100 milionów lat, co zdaje się potwierdzać pomiar poziomu hafnu dokonany podczas badań w zachodnioaustralijskich wzgórzach Jack Hills. W górach tych znaleziono najstarszy kryształ cyrkonu, którego wiek oszacowano na 4,4 mld lat . Na podstawie badań kryształów z najstarszych skał uważa się że skorupa ziemska istniała już 4,5 mld lat temu. Z tej pierwotnej skorupy nie pozostało prawie nic (poza niewielkimi kryształkami). Wiek najstarszych zachowanych skał szacuje się na 4,2 mld lat. Około 4 do 3,8 miliarda lat temu (czyli o trzeciej lub czwartej nad ranem) Ziemia przeżyła okres wyjątkowo ciężkiego bombardowania asteroidami. Z powłoki ziemskiej wydalana była woda, wulkany odprowadzały do atmosfery także inne gazy, tworząc w ten sposób drugą atmosferę Ziemi. Woda była dostarczana również przez uderzające w Ziemię meteoroidy, pochodzące najprawdopodobniej z asteroid pasa zewnętrznego, dostających się w zasięg pola grawitacyjnego Jowisza, które kierowało je w stronę środka Układu Słonecznego. Ziemia nadal się ochładzała, a w jej atmosferze powstawały chmury. Opady atmosferyczne doprowadziły w ciągu 750 milionów lat (3,8 miliarda lat temu, odpowiednik godziny 4:00 nad ranem, lub nieco wcześniej) do utworzenia się oceanów. Niedawno opublikowane wyniki prac naukowych sugerują, że oceany mogły wytworzyć się już 4,2 miliarda lat temu (o 1:50 według zakładanego 24-godzinnego modelu istnienia Ziemi). Nowo utworzona atmosfera najprawdopodobniej zawierała amoniak, metan, parę wodną, dwutlenek węgla, azot oraz małe ilości innych gazów. Wolny tlen praktycznie nie istniał najprawdopodobniej reagował z wodorem lub minerałami. W tej fazie egzystencji Ziemi, działalność wulkaniczna była znacznie wzmożona, a planeta nie posiadająca warstwy ozonowej była wystawiona na silne promieniowanie ultrafioletowe.

Skoro mamy już Ziemię, bogatą w wodę, to przejdźmy do pierwszych komórek i organizmów jednokomórkowych, po kolonizacje lądu.

Dzisiejsze formy życia trzymają materiał genetyczny w przestrzeni ograniczonej błoną komórkową. Łatwiej jest ogarnąć powstanie błony komórkowej niż replikatora. Cząsteczki fosfolipidów składające się na błonę komórkową najczęściej organizują się w środowisku wodnym, w sposób spontaniczny w dwuwarstwę. W specyficznych warunkach może dojść do utworzenia wielu kulistych tworów fosfolipidowych (patrz "Powstanie życia", teoria bąbelkowa). Nie wiadomo czy błona komórkowa powstała wcześniej czy później od replikatora (czy też może sama stanowiła jedną z form replikatora). Przeważająca teoria (najpierw replikator, później metabolizm) w tej kwestii mówi, że replikator, najprawdopodobniej w postaci istniejącego już wtedy RNA (patrz hipoteza świata RNA) zdążył już powstać, wraz z mechanizmem samopowielania i być może innymi biomolekułami, ale teorie przeciwne (najpierw metabolizm, później replikator) znajdują także liczne poparcie. Początkowe prakomórki mogły po prostu pękać, gdy stawały się zbyt wielkie, a ich zawartość mogła zajmować inne dostępne w środowisku lipidowe bąbelki. Białka stabilizujące błonę (i wspomagające w późniejszych czasach podział komórek) mogły wspierać rozpowszechnianie się takich właśnie skupisk materii. RNA wydaje się sensownym przedmiotem teorii wczesnego replikatora, gdyż jest on zarówno w stanie przechowywać informacje genetyczne, jak i przyspieszać reakcje chemiczne. W pewnej fazie ewolucji funkcje przechowywania zapisów genetycznych przejął kwas DNA, a proteiny (enzymy) przejęły funkcje katalizatora. Coraz bardziej uzasadnione wydaje się stwierdzenie, że ewolucja wczesnych komórek związana jest z podziemnymi wulkanami, kominami hydrotermalnymi, lub nawet głęboko położonymi gorącymi skałami. Powstała również sugestia, ze przetrwała tylko jedna z wielu wczesnych komórek czy prakomórek. Aktualny materiał naukowy sugeruje, że ostatni uniwersalny wspólny przodek istniał w początkach archaiku, najprawdopodobniej około 3,5 miliarda lat temu (na naszym hipotetycznym zegarze była wtedy godzina 5:30 rano), a nawet wcześniej. Ta komórka może być przodkiem wszystkich komórek na Ziemi, a przez to zaczątkiem całego ziemskiego życia, była ona najprawdopodobniej prokariotem wyposażonym w błonę komórkową i rybosomy, lecz nie posiadającym jądra komórkowego, czy zatrzymywanych wewnątrz komórki przez jej błonę organelli, takich, jak mitochondria czy chloroplasty. Podobnie do współczesnych komórek, wykorzystywała ona jednak w roli nośnika informacji genetycznych kwas deoksyrybonukleinowy, transferem informacji i syntezą białek zajmował się w niej kwas RNA, a reakcje chemiczne przyspieszały enzymy. Istnieją naukowcy postulujący teorię, że zamiast pojedynczego organizmu w roli ostatniego uniwersalnego wspólnego przodka wystąpiła populacja organizmów wymieniających geny między sobą na zasadzie transferu genów.

CellMembraneDrawing.jpg

Prawdopodobnie wszystkie wczesne komórki były cudzożywne, pozyskując energię ze znajdowanych w swoim sąsiedztwie cząsteczek materii organicznej, w tym innych komórek[25]. W miarę kurczenia się zapasów pożywienia, niektóre komórki opracowały alternatywną strategię pozyskiwania energii. Zamiast polegać na wolnodostępnych cząsteczkach materii o dużej energii, zaczęły wykorzystywać prostsze substancje a energię pozyskiwać ze światła słonecznego. Podaje się różne szacunki, lecz prawdopodobnie około 3 miliardy lat temu, czyli około 8:00 rano według umownego zegara, powstał mechanizm podobny do współczesnej fotosyntezy. Energia słoneczna stała się w ten sposób przydatna nie tylko dla organizmów samożywnych, lecz również dla wykorzystujących je w formie pożywienia organizmów cudzożywnych. Fotosynteza korzystała z obficie wówczas dostępnego dwutlenku węgla i wody, przetwarzając je z pomocą energii słonecznej na wysoce energetyczne cząsteczki materii organicznej (węglowodany).

Jako produkt uboczny fotosyntezy powstawał tlen. Początkowo był on wiązany przez żelazo i inne minerały. Jednocześnie obniżanie się temperatury skorupy ziemskiej sprzyjało wiązaniu dwutlenku węgla w wapieniach. Wystarczających dowodów dostarczają bogate złoża tlenku żelaza w warstwach Ziemi pochodzących właśnie z tego okresu. W wyniku reakcji tlenu z minerałami wody oceaniczne nabrały zielonego koloru. Po zatrzymaniu takich reakcji, z powodu braku substratów, tlen miał szansę przeniknąć do atmosfery. Mimo że każda komórka produkowała znikome ilości tego pierwiastka, łączny metabolizm wielu komórek występujący w znacznym czasie spowodował zmiany w atmosferze Ziemi, ustalając jej skład pierwiastkowy na zbliżony do dzisiejszego.

W ten sposób powstała trzecia atmosfera w historii Ziemi. Część uwolnionego do atmosfery tlenu, znajdującego się w jej górnych warstwach, została przez promieniowanie ultrafioletowe przemieniona w ozon. Warstwa ozonowa pochłaniała (i nadal pochłania) znaczną część promieniowania ultrafioletowego, które przed jej uformowaniem przenikało do niższych warstw atmosfery. To z kolei pozwoliło komórkom na kolonizację powierzchni oceanów, a później lądów: bez warstwy ozonowej, ultrafiolet docierający na powierzchnię Ziemi powodowałby znaczne uszkodzenia w tym i mutacje wystawionych na jego działanie komórek. Oprócz udostępniania wczesnym formom życia znacznych pokładów energii i blokowania promieni ultrafioletowych, fotosynteza wpłynęła też na życie na Ziemi w jeszcze jeden znaczący sposób. Tlen dla pierwszych organizmów był toksyczny; najprawdopodobniej wzrost jego poziomu w atmosferze spowodował “katastrofę tlenową" odpowiedzialną za śmierć wielu organizmów. Organizmy odporniejsze na działanie tlenu przeżyły wzrost stężenia tego pierwiastka, umacniając swoją egzystencję, a część z nich opracowała sposoby na wykorzystanie tlenu w procesach metabolicznych i pozyskiwanie większych ilości energii z utleniania

799px-Crepuscular1.jpg

Współczesna taksonomia dokonuje klasyfikacji życia w trzech domenach. Czas powstania organizmów należących do każdej z nich jest tylko spekulatywny. Domena bakterii najprawdopodobniej była pierwszą grupą, która odłączyła się od innych form życia (zwanych Neomura), choć to przypuszczenie jest kontrowersyjne. Niedługo potem, około 2 miliardy lat temu, czyli około 14:00, grupa Neomura rozdzieliła się na archeowce i jądrowce. Komórki jądrowców, zawierające jądra komórkowe, były większe i miały o wiele bardziej skomplikowaną strukturę, niż komórki bakterii i archeowców (czyli prokariotów), a przyczyna takiego skomplikowania struktury dopiero jest odkrywana. Mniej więcej w tym samym czasie komórka bakteryjna spokrewniona ze współczesną Rickettsia weszła w skład większej komórki prokariotycznej. Możliwe, że większy organizm próbował wchłonąć mniejszą komórkę w swoją komórkę prokariotyczną. Możliwe, że większa komórka próbowała pochłonąć mniejszą, lecz to się nie udało (być może z powodu rozwoju mechanizmów obronnych). Sugeruje się też, że mniejsza komórka próbowała pasożytować na większej. Tak czy inaczej mniejsza komórka przetrwała w większej, a korzystając z tlenu mogła wykorzystać produkty uboczne większej komórki i uzyskać w ten sposób więcej energii. Część wytworzonej energii była oddawana żywicielowi. Mniejsza komórka dzieliła się w większej i niedługo potem obydwa rodzaje zaczęły żyć w symbiozie. Z czasem komórka żywiciela uzyskała dostęp do genów mniejszej komórki i od tego momentu dwa organizmy nie mogły już istnieć bez siebie: większy nie mógłby przetrwać bez energii tworzonej przez mniejszy, a mniejszy bez produktów ubocznych przemiany materii większego. Pomiędzy większą komórką, a komórkami rezydującymi w niej utworzyła się symbioza i od tego czasu uważane były za jeden organizm, natomiast mniejsze komórki zostały sklasyfikowane jako organella nazwane mitochondriami. Podobne wydarzenie miało miejsce w wypadku fotosyntetycznych sinic, które weszły w skład cudzożywnych komórek stając się chloroplastami. Prawdopodobnie jako rezultat tych zmian komórki zdolne do fotosyntezy oddzieliły się od innych jądrowców około miliard lat temu (około 18:00 na naszym zegarze). Podczas rozwoju życia miało najprawdopodobniej miejsce kilka przypadków takiego "wchłonięcia' pewnych organizmów przez inne, co sugerowane jest też w rysunku po prawej stronie. Prócz mającej już spore poparcie endosymbiotycznej teorii zakładającej komórkowe pochodzenie mitochondriów i chloroplastów, sugerowano też, jakoby komórki spowodowały powstanie peroksyzomów, krętki były początkiem rzęsek, a wirus DNA przeistoczył się w jądro komórkowe; żadna z tych teorii nie jest jednak ogólnie akceptowana[36]. Podczas tego okresu rozwoju życia na Ziemi istniał prawdopodobnie superkontynent Columbia - możliwe, ze było to około 1,8 - 1,5 miliarda lat temu (między 14:30 a 16:00). Columbia byłaby w ten sposób najstarszym superkontynentem, którego istnienie jest zakładane

539px-Endosymbiosis.PNG

Archeowce, bakterie i eukarionty różnicowały się, stając się organizmami bardziej skomplikowanymi i coraz lepiej przystosowanymi do środowiska. Każda domena wielokrotnie dzieliła się na wiele mniejszych grup, choć o historii archeowców i bakterii wiadomo niewiele. Około 1,1 miliarda lat temu (według umownego zegara o godzinie 18:15) formował się superkontynent Rodinia. Z żywych organizmów wyodrębniły się grupy roślin, zwierząt oraz grzybów, choć nadal istniały one jeszcze jako pojedyncze komórki. Część typów komórek żyła jednak w koloniach, co po pewnym czasie doprowadziło do wytworzenia podziału pracy; komórki położone na obrzeżach kolonii mogły zajmować się innymi aspektami życia kolonii, niż komórki położone w jej środku. Mimo że linia podziału pomiędzy kolonią wyspecjalizowanych komórek a organizmem wielokomórkowym nie zawsze jest jednoznaczna, około miliard lat temu, czyli o godzinie 19:00, powstały pierwsze rośliny wielokomórkowe - najprawdopodobniej były to zielenice. Możliwe, że około 900 milionów lat temu, czyli o godzinie 19:15, właściwa wielokomórkowość pojawiła się w świecie zwierząt. W początkowej fazie wielokomórkowe zwierzęta przypominały zapewne współczesne gąbki, w których wszystkie komórki były totipotentne, a rozczłonkowany organizm mógł się odbudować. W miarę zamykania się procesu podziału pracy u wszystkich linii organizmów wielokomórkowych, komórki uzyskiwały coraz większe stopnie specjalizacji, co czyniło je coraz silniej zależne od siebie nawzajem (komórki odizolowane od reszty skupiska obumierały). Wielu naukowców uważa, że około 770 milionów lat temu (ok. godziny 19:56) nadeszło srogie zlodowacenie - srogie do tego stopnia, że zamarzła powierzchnia oceanów (patrz Ziemia-śnieżka). Po 20 milionach lat (o godzinie 20:02) z wulkanów wydostały się wystarczające ilości dwutlenku węgla, by spowodować efekt cieplarniany i podnieść temperaturę Ziemi[43]. Mniej więcej w tym samym czasie, około 750 milionów lat temu, rozpoczął się rozpad superkontynentu Rodinia.

volvox2.jpg

Volvox aureus

Jako, że forum nie pozwala mi zamieścić wszystkiego w jednym poście, wpis będzie podzielony na dwa, za zgodą Luny.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jak już zaznaczono, gromadzenie się tlenu w atmosferze Ziemi doprowadziło do powstania ozonu i utworzenia warstwy ozonowej pochłaniającej większość emitowanego przez Słonce ultrafioletu. Wynikiem tego była zmniejszona śmiertelność tych organizmów jednokomórkowych, które dotarły na ląd. Organizmy prokariotyczne zaczęły się rozmnażać i lepiej przystosowywać do przeżycia w środowisku lądowym. Prawdopodobnie skolonizowały ląd 2,6 miliarda lat temu (o 10:17), nawet zanim na planecie pojawiły się organizmy eukariotyczne. Przez dłuższy czas lądy były pozbawione życia w postaci organizmów wielokomórkowych. Około 600 milionów lat temu powstał superkontynent Pannocja, który niedługo, bo 60 milionów lat później, rozpadł się (jego egzystencja obejmowała czas od 20:50 do 21:05). Około 530 milionów lat temu w oceanach pojawiły się pierwsze strunowce - Cathaymyrus (godzina 21:10). Pod koniec kambru nastąpiło masowe wymieranie organizmów, które uległo zatrzymaniu 488 milionów lat temu (godzina 21:25).

Kilkaset milionów lat temu na wybrzeżach zaczęły się rozwijać rośliny (prawdopodobnie przypominające algi) i grzyby. Najstarsze okazy kopalne grzybów lądowych oraz roślin datowane są na 480-460 milionów lat temu (około godziny 21:28-21:34), choć dowody naukowe pochodzenia molekularnego sugerują, że kolonizacja lądów przez grzyby mogła nastąpić już miliard lat temu (o 18:40), a rośliny lądowe pojawiły się 700 milionów lat temu (o 20:20). Organizmy te początkowo trzymały się blisko zbiorników wodnych, lecz ich mutacje i wariacje coraz szybciej kolonizowały nowe środowisko. Czas, w którym na ląd wyszły pierwsze zwierzęta nie jest znany: najstarszym znanym przypadkiem są w tej kwestii stawonogi, których pojawienie się poza środowiskiem wodnym nastąpiło około 450 milionów lat temu (godzina 21:40). Rozwijały się w środowisku lądowym i przystosowywały się do niego coraz lepiej, dzięki bogatym źródłom pożywienia dostarczanego przez rośliny lądowe. Istnieją również dowody, nie mające jednak jak dotąd jednoznacznego pokrycia, na pojawienie się stawonogów na lądzie już 530 milionów lat temu, czyli o 21:12. Pod koniec ordowiku, czyli 440 milionów lat temu (o 21:40), nastąpiła kolejna fala wymierania organizmów, co prawdopodobnie było skutkiem kolejnej epoki lodowcowej. Między 380 a 375 milionów lat temu (około 22:00) z ryb wyewoluowały pierwsze czworonogie. Istnieje teoria mówiąca o tym, że płetwy ryb wyewoluowały do postaci kończyn (Mięśniopłetwe), które dały pierwszym czworonogom możliwość podniesienia głów ponad powierzchnię wody i oddychania powietrzem. Była to szansa przeżycia w wodach ubogich w tlen lub poszukiwania pokarmu (mniejszych organizmów) w płytkich wodach. Czworonogi mogły wybierać się na krótkie okresy na ląd, a w końcu pewne ich rodzaje tak przystosowały się do warunków lądowych, że spędzały w tym środowisku całość dojrzałego życia, chociaż składały jaja w wodzie, regularnie zmieniając swoje miejsce pobytu. W ten sposób tłumaczy się pochodzenie płazów. Około 365 milionów lat temu (o godzinie 22:04), nastąpił późnodewoński okres zagłady organizmów żywych, związany prawdopodobnie z globalnym ochłodzeniem. Rośliny wykształciły nasiona, które znacznie dopomogły w przetrwaniu gatunkom okresów trudnej aury i ekspansję na nowe tereny Ziemi (również nastąpiło to około 22:00, czyli 360 milionów lat temu).

Pangea, najmłodszy superkontynent, istniejący pomiędzy 300 a 180 milionów lat temu. Na rysunku oznaczono zarysy współczesnych kontynentów oraz innych lądów

Około 20 milionów lat później (czyli 340 milionów lat temu, o godzinie 22:12), pojawiły się owodniowce, które dzięki jajom składanym na lądzie dawały swoim czworonogim embrionom większe szanse przeżycia. W ten sposób owodniowce odłączyły się od płazów. Kolejne 30 milionów lat później (310 milionów lat temu, o godzinie 22:22), nastąpiło odłączenie się od nielotnych gadów i ptaków kolejnej grupy - synapsyd, w tym ssaków. Oczywiście inne grupy - ryby, owady, bakterie i tak dalej - również ewoluowały i różnicowały się, lecz nie istnieje tyle samo materiału naukowego opisującego ich ewolucję, co w przypadku wyżej wspomnianych organizmów. 300 milionów lat temu (o 22:25) pojawił się najmłodszy superkontynent - Pangea, a 250 milionów lat temu (22:40) nastąpiła najpoważniejsza w skutkach zagłada żywych organizmów, przypadająca na schyłek permu i początek triasu. Szacuje się, że zginęło w niej 95 procent żyjących na Ziemi organizmów, najprawdopodobniej w wyniku działalności wulkanicznej w obrębie trapów syberyjskich. Odkrycie krateru pod lądolodem wschodnioantarktycznym spowodowało powstanie teorii według której za zagładę życia na Ziemi odpowiedzialny jest meteoryt, który mógł też zapoczątkować rozpad superkontynentu Gondwana, tworząc w miejscu uderzenia ryft, który odepchnął między innymi Australię w kierunku północnym. Życie na Ziemi jednak nie wyginęło całkowicie - około 230 milionów lat temu (o 22:47), od gadów odłączyły się dinozaury. Części z nich udało się nawet przeżyć zagładę mającą miejsce między triasem a jurą 200 milionów lat temu (o 22:56), a późniejszy okres doprowadził nawet do ich dominacji wśród kręgowców. W tym czasie wprawdzie dochodziło do wyodrębniania pewnych grup ssaków, lecz ssaki tamtego okresu były małe, przypominając dzisiejsze ryjówkowate. 180 milionów lat temu (około 23:03) Pangea rozdzieliła się na Laurazję i Gondwanę. Podział między dinozaury latające i prowadzące naziemny tryb życia nie jest jednoznaczny, lecz Archaeopteryx, uznawany za pierwszy gatunek ptaka, żył około 150 milionów lat temu (około godziny 23:12). Najdawniejsze okrytonasienne wytwarzające kwiaty pojawiły się w kredzie, 20 milionów lat później (132 miliony lat temu, o umownej godzinie 23:18). Rywalizacja z ptakami doprowadziła do zagłady wielu pterozaurów, a i pozostałe gatunki dinozaurów już w tym czasie zapewne wymierały z rozmaitych względów. W tym czasie, około 65 milionów lat temu (godzina 23:39) w Ziemię (niedaleko półwyspu Jukatan) zapewne uderzył dziesięciokilometrowy meteoryt, wyrzucając do atmosfery (stratosfery) duże ilości pyłów i pary. Doprowadziło to do sytuacji, w której na Ziemię nie docierały promienie Słońca, a w konsekwencji do zahamowania fotosyntezy i spadku temperatury. Większość zwierząt prowadzących naziemny tryb życia, w tym dinozaury wyginęła właśnie w tym okresie (między kredą a trzeciorzędem). Wydarzenie to zamknęło okres kredowy i całą erę mezozoiczną. W paleocenie nastąpiło szybkie zróżnicowanie ssaków, wraz z ich wzrostem oraz uzyskaniem przez nie dominującej pozycji wśród kręgowców. Możliwe, że kilka milionów lat później (63 miliony lat temu, o umownej godzinie 23:40) na Ziemi żył ostatni wspólny przodek naczelnych. Pod koniec eocenu, czyli 34 miliony lat temu (o godzinie 23:49) niektóre gatunki lądowych ssaków powróciły do wód, przykładem są prawalenie (np. Basilosaurus), z których później wyewoluowały delfiny i wieloryby.

800px-PIA02405.jpg

Nie jestem fizykiem teoretycznym, także daleko mi do astrofizyka mam więc nadzieję, iż czytelnicy i Marcelo wybaczą mi posłużenie się w dużej mierze wikipedią i encyklopedią przy wyjaśnieniu procesów zachodzących u początków Ziemi. Bliżej mi do biologa, tak więc na dalszą część wpisu Marcela mogę odpowiedzieć własnymi słowami, nie przepisując encyklopedii czy też wyręczając się wiki.

Ten dowód nie przemawia przeciw istnieniu Poruszyciela. Gdy człowiek coś tworzy, to czy nie jest to zbudowane na takim samym planie na jakim powstawało coś innego? Podobieństwo między organizmami może wynikać z tego, iż te stworzenia pochodzą od jednej myśli. Stwórca mógł stworzyć wszystkie organizmy na jednym „szablonie”. Załóżmy, że człowiekowi udało się stworzyć jakiegoś osobnika, czy zatem gdyby chciał tworzyć dalej nie korzystałby z doświadczeń zdobytych podczas tej udanej próby? Jestem pewien, że zaczynałby tworzyć tak jak przy tej pierwszej próbie, a gdyby coś zmieniał to dopiero w dalszych fazach. Rzecz ta również odnosi się do Boga, Stwórcy, Wszechmogącego, Pierwszego Poruszyciela itd. gdyż widząc, że udało mu się stworzyć coś, co spełniło jego oczekiwania tworzył dalej na tej samej podstawie, ale tak, żeby wynikło coś innego.

Jednakże w pełni popiera teorię ewolucji i zależność międzygatunkową, jest to charakterystyczna cecha większości ssaków. A nie wszystkich stworzeń, poza tym kreowanie myślą osoby wszechwiedzącej nie polega na metodzie prób i błędów. Osoba wszechwiedząca ma od razu jasno sprecyzowany plan działania jak i koncepcje tworzonego organizmu w innym wypadku nie jest istotą wszechwiedzącą.

Jeżeli udało mu się stworzyć tak przedziwny świat, to dlaczego nie mógł stworzyć takiej szerokiej listy różnych przedziwnych istot? Twój wniosek wydaje mi się być bardzo niemądry. Czyżby istota wszechmogąca (sama nazwa wskazuje WSZYSTKO MOŻE) nie mogła stworzyć tych wszystkich gatunków? Moim skromnym zdaniem nie ma żadnych podstaw na to, że Stwórca by nie wyrobił z czasem.

Cóż retoryka powyższego fragmentu stawia mnie w pewien sposób pod ścianą, jednakże nie tłumaczy jakim sposobem proces ewolucji wciąż zachodzi jak i co powoduje pojawianie się nowych gatunków i wymieranie starych, pisałem o tym na przykładzie mamutów, jednakże mój oponent wolał wyrwać zdanie z kontekstu, ukazując tylko to co sam chce widzieć. Tak więc Marcelu, czy uważasz, że skoro cały czas powstają nowe gatunki to wielki poruszyciel wciąż działa w ukryciu, czyż to nie taka koncepcja staje się niemądra. Gdy to posiadamy rzetelną teorię, którego działania doświadcza każdy z nas ? Jak mniemam, a raczej jak zdążyłem zauważyć podzielasz zainteresowanie kryptozologią to choćby na tym przykładzie, postaram się wykazać jak wiele stworzeń powstało w ostatnim czasie i jak wiele z nich zostało odkrytych.

herman-giant-rabbit.jpg

Giant Rabit

3246772151_d871a8ebae.jpg

Stripless Tiger

tapir5.jpg

Tapir Tiger

246_t.jpg

Wooly cheetah

62309AfricanRockPythonEating.jpg

Giant Python

catfish1.jpg

Danube Giant Catfish

hairy-angler.png

Japanese hairy fish

MANG3.gif

Manguruyo

39_8f636640ef0b9c3fe6fe355bf57ef2c6.jpg

Pallid Salfin

99653449f7ce39f4med.jpg

Blue-nosed frog

r376.jpg

Acorn Worm

pycnogonid-450.jpg

Deep Sea Giant Spider

farery4.jpg

Rainbow Snake

vietnamsaola_small.jpg

Quang khem

240px-Pseudoryx_nghetinhensis.PNG

Wół vu quang

Lista zwierząt obecnie uważanych za kryptydy

SSAKI [wróć do początku listy]

ADJULE (pies, Afryka Północna)

AHOOL (nietoperz, Południowo-Wschodnia Azja)

AHUITZOTL (wydra, Meksyk.)

ALULA WIELORYB (Ocean Indyjski)

ANDYJSKI WILK (Argentyna)

ANOMALOUS Jaguar (Ameryka Południowa)

ARKTYCZNA ORKA

ARIZOŃSKI JAGUAR (USA)

ATLASU NIEDŹWIEDŹ (Afryka Północna)

AUSTRALIJSKI WIELKI KOT

AUSTRALIJSKI WIELBŁĄD

AYPA (Tygrys Wodny, Argentyna)

BESTIA Z BARDIA (Słoń, Indie)

BOBRÓW POŻERACZ (Sloth [Leniwiec], Kanada)

BERGMANA NIEDŹWIEDŹ (Wschodnia Azja)

BAI-XIONG (Niedźwiedź, Wschodnia Azja)

BAKANGA (Lew, Środkowa Afryka)

CZARNY LEW (Środkowa Afryka i Wschodnia Azja)

CZARNY TAPIR MALAJSKI

CZARNE PSY (Anglia)

CZARNY TYGRYS (Indie)

KOŃ POCĄCY SIĘ KRWIĄ (Wschodnia Azja)

BŁĘKITNY TYGRYS (Chiny)

BOKYBOKY (Cyweta, Madagaskar)

BOOA (Niedźwiedź, Kenia)

BESTIA Z BRAY ROAD (Pies, USA)

BRYTYJSKIE WIELKIE KOTY

BYCZY LEW (Wschodnia Afryka)

BUŁGARSKI RYŚ

CAMAZOTZ (Nietoperz, S. AMER.)

CAMELOPS (Północna Ameryka)

KARAIBSKA FOKA MNISZKA

TYGRYS KASPIJSKI (Zachodnia Azja)

KAUKASKI CZARNY KOT (Zachodnia Azja)

CHAGLJEVI (Pies, Indie)

CHEMISIT (Niedźwiedź, Kenia)

CHUTI (Hiena, Nepal)

CIGAU (Kot, Indonezja)

COJE YA MENIA (Lew wodny, Angola)

CUINO (Kopytny, Meksyk)

CUITLAMIZTLI (Kot, Meksyk) [Onza, Sinaola]]

DILALAI (Lew wodny, Środkowa Afryka)

DYMFORFICZNY HUMBAK (Wschodni Pacyfik)

DINGONEK (Lew wodny, Wschodnia Afryka)

DOBHAR CHU (Wydra, Irlandia)

DOBSEGNA (Pies, Australia)

DRE-MO (Niedźwiedź, Tybet)

WSCHODNIA PUMA (USA/Kanada)

EKWADORSKI LENIWIEC ZIEMNY

NIETOPERZ O SŁONIOWYCH ODCHODACH (Wschodnia Afryka)

ELLENGASSEN (Leniwiec, Argentyna)

ESAKAR-PAKI (Świnia, Południowa Ameryka)

ETIOPSKI JELEŃ

ETIOPSKA GÓRALSKA

ETIOPSKI NIETOPERZ WAMPIR

EUROPEJSKI LATAJĄCY WĄŻ

LAMA PIĘCIOPALCZASTA (Peru)

GASSINGRAM (Lew, Środkowa Afryka)

GETEIT (Niedźwiedź Nandi, Kenia)

WIELKI BÓBR (Kanada)

WIELKI LEMUR (Środkowa i Wschodnia Afryka)

WIELKA GÓRALKA (HYRAX) Z SHAANXI (Chiny)

WIELKI KANGUR

WIELKI KRÓLIK

WIELKI NIETOPERZ WAMPIR (Południowa Ameryka)

GLAWACKUS (Puma, USA) -

GUIAFAIRO (Nietoperz, Zachodnia Afryka)

HADJEL (Lew, Zachodnia Afryka)

KASZALOT WYSOKOPŁETWY (Północny Atlantyk)

ROGATE ZAJĄCE (Różnie)

ROGATY SZAKAL (Indie)

IEMISCH (Wydra, Południowa Ameryka)

IKIMIZI (Lew, Rwanda)

IRLANDZKI JELEŃ

IRLANDZKI DZIKI KOT

IRKUIEM (Niedźwiedź, Rosja)

ITZCUINTLIPOTZOTLI (Pies, Meksyk)

JAGUARETE (Kot, Meksyk)

JUMAR (Kopytny, Francja/Włochy)

KAUREHE (Wydra, Nowa Zelandia) [Waitoreke]

KOT Z KELLAS (Szkocja)

KHODUMODUMO (Niedźwiedź, Południowa Afryka)

KIBAMBANGWE (Leopard, Środkowa Afryka)

KRÓL GEPARDÓW (Wschodnia i Zachodnia Afryka)

KITANGA (Kot, Wschodnia i Zachodnia Afryka)

KODDOELO (Niedźwiedź, Kenia)

FOKA Z JEZIORA TITICACA (Boliwia)

MACFARLANE'A NIEDŹWIEDŹ (Kanada)

KARMAZYNOWY WIELORYB

MAIPOLINA (Tygrys Wodny, Południowa Ameryka)

LEW MALGASKI (Madagaskar)

AMERYKAŃSKI LEW GRZYWIASTY

MANGARSAHOC (Kopytne, Madagaskar)

MAPINGUARI (Leniwiec olbrzymi, Rodonia, Mato Grosso)

MIGO (Środkowa Afryka)

MILNE (Niedźwiedź, Środkowa Afryka)

MIRAMAR TOKSODONT (Kopytne, Argentyna)

MIRRII (Pies, Australia)

MLULARUKA (Nietoperz, Tanzania)

MNGWA (Wielki kot, Tanzania)

MODDY DHOE (Pies, Wyspa Man),

MOUROU-NGOU (Lew wodny, Środkowa Afryka)

NIEDŻWIEDŻ WODNY Z MURUNG (Borneo)

NIEDŹWIEDŹ NANDI (Kenya)

KOT KREZWY Z NAYARIT (Meksyk)

NDALAWO (Uganda)

NEPALSKI NIEDŹWIEDŹ DRZEWIASTY

NESOPHONTID INSECTIVORES (Wschodnia Indonezja)

NGOROLI (Lew wodny, Republika Środkowej Afryki)

NTAMBO WA LUY (Lew wodny, Kongo)

NTARARGO (Lew wodny, Wschodnia Afryka)

NZEFU LOI (Kongo)

JEDNOROGI AFRYKAŃSKI NOSOROŻEC

ONZA (Kot, Meksyk) [sinaola, Cuitlamizatli]

PERUWIAŃSKI LEW DŻUNGLOWY

PERUVIAN DZIKI KOT DŻUNGLOWY

PIGMEJSKI BRĄZOWY NIEDŹWIEDŹ (Peru)

GORYL PIGMEJSKI (Środkowa Afryka)

SZYMPANS KATARSKI (Egipt)

QOQOGAQ (Niedźwiedź, USA) [irquiem]

TYGRYS Z QUEENSLAND (Australia)

TYGRYS TĘCZOWY (Ekwador),

DELFIN NOSOROŻCOWY (Północny Pacyfik)

AL-SALAAWA (Psowaty, Egipt)

SANDEWAN (Kotowaty, Zimbabwe)

SANTER (Kot, USA)

DELFIN PIŁOZĘBY (Brazylia)

SCHOMBURGKA JELEŃ (Laos)

CHUDY WIELORYB (Północny Atlantyk)

SHAHAMANU (Pies, Japonia)

TYGRYS SHING MUN (Chiny)

SHUNKA WARAK'IN (Wilk, USA)

ZAGADKA SIEMEL (Kot, Południowa Ameryka) [Mato Grosso]

NAKRAPIANY KOZIOŁ (Liberia)

NAKRAPIANY LEW (Wschodnia i Środkowa Afryka) [Marozi]

KROWA MORSKA STELLERA (Morze Beringa)

NIEDŹWIEDŹ SZTYWNONGI (Północna Ameryka, Labrador)

TYGRYS BEZ PASKÓW (Indie)

SUDAŃSKI KOT ROGATY (Indonezja)

TYGRYS TAPIRZY (Ekwador) [Walla, Wallah <"czarny jaguar">]

DIABEŁ TASMAŃSKI Z MAINLAND (Australia)

WILK WORKOWATY

TYGRYS GÓRSKI (Zachodnia i Centralna Afryka, Północny Chad)

KOT TINICUM (USA)

TSY-AOMBY-AOMBY (Antylpa, Madagaskar)

UR CHOW (Wielbłądowaty, Kanada) [Yukon Cameloid]

VAN ROOSMALENA TAPIR (Brazylia)

WAHEELA (Pies, Północna Ameryka)

WAITOREKE (Wydra, Nowa Zelandia) [Kaurehe]

WALDAGI (Pies, Australia)

PIES MORSOWATY (USA, Alaska)

WANJILANKO (Tygrys, Senegal)

WARACABRA TYGRYS (Gujana, Peru) [Y'agamisheri]

WODNY LEOPARD (Kamerun)

WODNY LEW (Ekwador) [Entzaeia-Yawa]

WODNE TYGRYSY (Południowa Ameryka, Patagonia) [Yaquaru]

WHITE BROCKET DEER (Brazylia, Jukatan)

WOBO (Etiopia)

GEPARD FUTRZASTY (Południowa Afryka)

YAMAMAYA (Kot, JAPAN)

YANA PUMA (Kot, PERU)

YAQUARU (Tygrys wodny, Patagonia)

NACZELNE [wróć do początku listy]

BANGENZA (Środkowa Afryka, Zimbabwe)

BERUANG RAMBAI (Indonezja, Filipiny) [Kapre, Waray-waray, Orang gugu]

BILI APE (Kongo)

BIR -SINDIC (Południowo-Wschodnia Azja)

CARUGUA (Paragwaj)

DEDIEKA (Środkowa Afryka)

DIABELSKA MAŁPA (Północna Ameryka) [Drekarac ]

FEI-FEI (Wschodnia Azja)

FOTSIAONDRE (Madagaskar)

WIELKA MAŁPA (Południowa Afryka)

WIELKI AY-AY (Lemur, Madagaskar)

WIELKI LEMUR (Środkowa i Zachodnia Afryka)

GORILLAI (Afryka, Sierra Leone)

MAŁPA ATRAMENTOWA (Wschodnia Azja)

ISNACHI (Południowa Ameryka)

KOOLOO-KAMBA (Zachodnia Afryka)

MALAGNIRA (Madagaskar)

MAWAS (Malezja)

NGEND (Kamerun)

OLD SHEFF (USA)

PACKDA (Filipiny)

PE DE GARRAFA (Brazylia)

REN-XIONG (Chiny) ["Człowiek niedźwiedź", Yeren, Yeh Ren, Chiński dziki człowiek, Dziki człowiek z Shennogjia, "Człowiek-małpa"]

SISEMITE (Środkowa Ameryka)

TOKANDIA (Madagaskar)

GORYL Z TRAVERSPINE (kanada)

UFITI (Malawi)

ULAK (Środkowa Ameryka)

VEO (Indonezja)

XING-XING (Chiny)

YOHO (Nikaragua)

YOSHI (Chile)

ZABAIRO (Wybrzeże Kości Słoniowej)

GADY

ALGIERSKA OWŁOSIONA ŻMIJA

ARABSKI LATAJĄCY WĄŻ

ARTRELLIA (Jaszczurka, Australia)

AU ANGI-ANGI (Jaszczurka, Papua - Nowa Gwinea)

AUSTRALIJSKI WIELKI MONITOR

BESTIA Z BUSCO (Żółw, USA)

KOBRA BIS (Indie)

CZARNY WĄŻ MORSKI (Krym)

BATHRODON PRIDII (Wąż, Południowa Ameryka)

BU-RIN (Wąż, Myanmar)

BURU (Indie)

ALIGATOR KANADYJSKI

KARAIBSKI WĄŻ ŚWISZCZĄCY (Jamajka)

WĄŻ O KOCIEJ GŁOWIE (Szwajcaria.)

COLOVIA (Wąż, Włochy)

WĄŻ KOLUMBA (Bahamy)

PTEROZAUR Z KRETY

ŚWISZCZĄCA KOBRA CZUBATA (Środkowa i Wschodnia Afryka)

DAS-ADDER (Południowa Afryka)

GENAPRUGWIRION (Jaszczurka, Walia)

WIELKA ANAKONDA (Południowa Ameryka)

WIELKA JASZCZURKA ETIOPSKA

WIELKI MALAJSKI ŻÓŁW

WIELKI WĄŻ Z PENNSYLWANII

GOWROW (Jaszczurka, USA)

ŻÓŁW HOAN KIEM (Wietnam)

JHOOR (Jaszczurka, Indie)

KAWEKAWEAU (Jaszczurka, Nowa Zelandia)

KIPUMBUBU (Krokodyl, Tanzania)

KONGAMATO (Latający gad, Zambia)

KUMI (Jaszczurka, Nowa Zelandia)

LIPATA (Krokodyl, Angola)

LUMMIS'S PICHU-CUATE (Wąż, USA)

MAHAMBA (Krokodyl, Środkowa Afryka)

WIELKI WĄŻ ŚRÓDZIEMNOMORSKI (Trasa Ameryka PN ? Europa)

MIGO (Krokodyl, Papua - Nowa Gwinea)

MINDI (Wąż, Australia)

MOHA MOHA (Żółw, Australia)

MUHLAMBELA (Wąż, Południowa Afryka)

MUHURU (Jaszczurka, Kenia)

PTEROZAUR Z NAHUEL HUAPI (Argentyna)

NAMIIJSI LATAJĄCY WĄŻ

NDENDEKI (Żółw, Kongo)

NGUMA-MONENE (Jaszczurka, Środkowa Afryka)

POTWÓR OLDEANI (Tanzania)

OLITIAU (Latający Gad, Kamerun)

PARAGWAJSKI SZCZEKAJĄCY WĄŻ

PARKERA WĄŻ (Papua - Nowa Gwinea)

PYTON PRZYLĄDKOWY (USA)

JASZCZURKA Z PITT LAKE (Kanada)

WIELKI WĄŻ Z PRIMORJE (Rosja)

PUMINA (Kongo)

SACHAMAMA (Wąż, Południowa Ameryka)

SAHARYJSKI WĄŻ GRZYWIASTY (Północna Afryka)

SULAWESI KROKODYL JEZIOROWY (Indonezja)

TATZELWURM (jaszczurka, Europa)

TZUCHINOKO (Wąż, Japonia)

MONITOR WENEZUELSKI

YOLI (Wąż, Kamerun)

PTAKI [wróć do początku listy]

ALOVOT (Sumatra)

LEŚNA SOWA Z ANDAMANU (Południowo - Wschodnia Azja)

ANKA (Zachodnia Azja)

PTAK BEENU (Egipt)

BOOBRIE (Szkocja.)

DIABELSKI PTAK (Sri Lanka)

DODO (MAUR.)

ARGUS PODWÓJNIE OBRĄCZKOWANY (Java, Indonezja, Malezja) [Argus dwupasmowy?]

SMOCZY PTAK (Nowa Kaledonia) [Du]

WIELKA ROGATA SOWA (USA)

PTAK Z GOODENOUGH ISLAND (Australia)

TURAK KIGEZI (Wschodnia Afryka)

KIKIYAON (Zachodnia Afryka)

KOAU (Markizy) [Koao]

KUNGSTORN (Norwegia/Szwecja) [Thunderbird]

MAKALALA (Wschodnia Afryka)

JERZYK MARSABIT (Góry Marsabit, Kenia)

SZPAK <?> MATHEWS RANGE (Wschodnia Afryka)

MIHIRUNG PARINGMAL (Australia)

MOA (Nowa Zelandia)

NAGNI VATU (Fidżi)

NGOIMA (Kongo)

STELLERA MORSKI KRUK

SUDD GALLINULE (Sudan)

SUMATRZAŃSKI KOLIBER (Indonezja)

THUNDERBIRD <"ptak gromu" - rodzina tereathornitidae> (Ameryka Północna)

VORONPATRA (Madagaskar)

RYBY [wróć do początku listy]

PŁASTUGA GŁĘBINOWA (Rów Mariański)

WIELKI REKIN (Alaska) [Megalodon]

WIELKI SKOCZEK MUŁOWY (Atlantyk)

ŚWIECĄCY SKOCZEK MUŁOWY (Południowo - Wschodnia Azja)

REKIN Z JEZIORA SENTANI (Indonezja)

PAN GŁĘBINY (Rekin, Południowy Pacyfik)

POTWÓR MAPELO (Rekin, Wschodni Pacyfik)

RYBA Z PALMIRY (Ocean Indyjski)

PAMBA (Tanzania)

PŁAZY [wróć do początku listy]

COLEMANA ŻABA (Kanada)

KAVAY (Madagaskar)

MINHOCAO (Środkowa i Południowa Ameryka)

SAPO DE LOMA (Ropucha, Południowa Ameryka)

WIELKA SALAMANDRA (Trinity Alps)

BEZKRĘGOWCE [wróć do początku listy]

SŁODKOWODNA OŚMIORNICA

WIELKA OŚMIORNICA (Różnie) [Kraken]

"COŚ" (St Lucia)

TORBACZE [wróć do początku listy]

GYEDARRA (Australia)

OWADY [wróć do początku listy]

WIELKA STONOGA (USA)

MADAGASKARSKA ĆMA SOKOLA

HOMINIDY OBU AMERYK [wróć do początku listy]

BIGFOOT (USA)

BUKWAS (Kanada)

CALCHONA (Chile) [Dientudo]

CAX-VINIC (Meksyk)

CURUPIRA (Brazylia) [Didi, Mono Grande, Mapinguary, Goazi, Goazis, Guayazis, Aigypans, Vastiris, Matuyus, Curupiras, Curinqueans]

DIENTUDO (Argentyna)

DSONOQUA (Kanada)

DWAYO (USA) [Duayo]

FANTASMA DE LOS RICOS (Argentyna)

GOAZI (Południowa Ameryka)

IKAL (Meksyk)

HOMINID Z JEZIORA WORTH (USA)

MAN-BEAST OF DARIEN (Panama)

MAPINGUARA (Brazylia/Paragwaj)

MARIBUNDA (Południowa Ameryka)

MARICOXI (Południowa Ameryka)

MATULU (Brazylia)

MENEHUNE (Hawaje, USA)

MOHAN (Południowa Ameryka)

MOMO (USA)

MONO GRANDE (Południowa Ameryka)

OH-MAH (Willow Creek, CA)

OUUAHI (Południowa Ameryka)

PATAGONIAN GIANT (Argentyna/Chile)

PITT LAKE SASQUATCH (Kanada)

SASQUATCH (Kanada) [bigfoot]

SHIRU (Południowa Ameryka)

SKUNK APE (USA)

TARMA (Peru)

UKUMAR ZUPAI (Argentyna)

VASITRI (Wenezuela) [salvaje, Aigypan]

XIPE (Nikaragua)

HOMINIDY EUROPY [wróć do początku listy]

AFONYA (Rosja)

BIG GREY MAN (Szkocja)

YAGMORT (Rosja)

HOMINIDY AZJI [wróć do początku listy]

ABAS (Jakucja, Rosja) [Abasy]

ABNAUAYU (Abchazja, Kaukaz) ["Człowiek Lasu"]

ADAM-AYU (Kazachstan)

ADAM-DZHAPAIS (Turcja, Kirgistan)

ADAM-JAPAYIS (Pamir) [Adam-yapayisy, Adam-yavei, Adam-yavoi ]

ADZHINA (Pamir)

AFONYA (Półwysep Kola)

ALMAS (Mongolia) [Albast, Albasty, Almass, polskie źródła podają czasem nazwę "Ałmys"]

ALMASTI (Kabardżystan) [Jangali Mosh]

ARYNK (Syberia) [Arysa]

ATU PANDEK (Sumatra) [Atu rimbo]

AVDOSHKA (Rosja)

BAN-MANAS (Północne Indie)

BAN-MANUSH (Bangladesz)

BAR-MANU (Pakistan)

BATUTUT (Borneo)

BEKK-BOK (Nepal)

BERUANG RAMBAI (Sarawak)

BIABAN-GULI (Kaukaz)

BLIAN (Malezja)

BNAHUA (Kaukaz, Abchazja)

BRIAOU (Laos)

CHAN-TOU (Chiny)

CHELOVEK MEDIVIED (Rosja)

CHELOVEK MISHKA (Rosja)

CHEMO (Himalaje)

CHEMONG (Himalaje)

CHUCHUNAA (Rosja)

CHU-MING (Himalaje) [Chu-ming]

CHURAILS (Himalaje)

CHUTEY (Himalaje)

CHU-TEH (Himalaje)

CON LUOI UOI (Wietnam)

DAERA (Pamir) [Dev, Dzu-teh, Div, Daeva]

DA-MAO-REN (Chiny)

DZAGIN-ALMAS (Mongolia) [Dzagin-emgen]

DZEHEZ-TYRMAK (Tybet)

DZHULIN (Syberia)

EA BANI (Irak) [Enkidu]

ENSUT-ENSUT (Malezja)

FEI-FEI (Chiny)

GHOOL-BIABAN (Pamir)

GIN-SUNG (Chiny)

GIRKYCHAVYIL'IN (Syberia)

GOLUB-YAVAN (Tadżykistan) [Galubyavan]

GUBGANANA (Kaukaz)

GUIJE (Indie)

GUGU (Sumatra)

GUL (Tadżykistan)

GUL-BIAVAN (Pamir) [Gul-biaban, Gul'bi-yavan]

GULEBANEY (Azerbejdżan)

GULEIBAN (Kaukaz)

GULI-B'YABON (Pamir) [Gulibyavan]

GYONA PEL (Republika Komi, Rosja)

HABISUM MORTU (Mongolia)

HANTU SAKAI (Malaje) [Devil sakai ]

HANTU JARANG-GIGI (Melazja)

HANTU RAYA (Melazja)

HARRUM-MO (Lasy Nepalu)

HIBAGON (Japonia)

HLO-MUNG (Himalaje)

HOMO NOCTURNUS (Południowa Azja)

HOMO TROGLODYTES (Południowa Azja)

HUAN (Chiny)

HUN GOROOS (Mongolia) [Hun Har Goross]

HSING-HSING (Chiny)

HSUEH-JEN (Chiny)

IJAOE (Sumatra)

JAPAYI-KISHI (Pamir)

JARANG-GIGI (Malezja)

JEZ-TYRMAK (Tybet)

JUNGLI-ADMI (Nepal, Sikkim) [sogpa]

KAKI-BESAR (Malezja)

KANG-MI (Bhoutan)

KAPPA (Japonia)

KAPRE (Filipiny) [Agta]

KAPTAR (Kaukaz)

KARA-PISHIK (Kaukaz)

KAWACHI (Japonia)

KEEDIEKI (Rosja, Syberia)

KEETAR (Kaukaz)

KESHAT (Kaukaz)

KHAIVAN-AKVAN (Pamir)

KHEED'EKI (Verkhoyansk, Yakoutia) [Kheiedieki, Keedieki]

KHEETER (Kaukaz) [Keetar]

KESHAT (Kaukaz)

KHAIVAN-AKVAN (Pamir)

KHEYAK (Rosja)

KHEYAK (Syberia)

KHI-TRAU (Indochiny)

KHUN HAR GORUESSU (Mongolia) [Khun-goruessu]

KHYA (Nepal)

KIIK-ADAM (Kazachstan, Kirgistan) [Kiik-kish, Kishi-kiyik]

KILTANYA (Rosja)

KOMPOLEN (Syberia)

KOUTCHOUNA (Yakoutia)

KRA-DHAN (Indochiny)

KSY-GYIK (Turkestan chinois)

KYIK-ADAM (Kazachstan)

KYIK-KCHI (Kirgistan)

KUCHENA (Yakoutia) [Kuchuna]

KUL (Syberia)

KUNG-LU (Chiny)

KUMUN GORUGESU (Mongolia)

KYUUSENBOU (Japonia)

LECHY (Rosja) [Lechii, Leshy]

MAEROERO (Nowa Zelandia) [Macro, Mairoero]

MANAHUNA (Hawaje)

MAO-JUEN (Chiny) [Mao-ren, Mao-gong]

MASUNTA (Japonia)

MATAU (Nowa Zelandia)

MATAH KAGMI (Środkowa Azja)

MAWAS (Malezja)

MECHENY (Rosja, Syberia)

ME-GU (Tybet) [Megur]

MESHE-ADAM (Kaukaz)

MEH-TEH (Himalaje)

MENEUNE (Hawaje)

METAY (Hawaje)

METOH-KANGMI (Tybet/Nepal) [Metch-kangmi]

MI-CHHEM-PO (Tybet) [Mi-bom-po, Mi-chen-po, Mi-shom-po, Nyalmo]

MIG-EYE (Himalaje)

MIGO (Środkowa Azja, Bhoutan) [Migu, Mi-go, Migio, Migyur]

MIRYGDY (Syberia, Półwysep Czutkoski)

MI-TEH (Nepal) [Mihteh, Mi-tre]

MIRGOD (Himalaje, Tybet)

MIRKA (Himalaye, Tybet)

MOEHAU (Nowa Zelandia)

MOERJINE (Kazachstan)

MOU-KO (Chiny)

MO-ZHYN (Chiny)

MUGULAK (Syberia)

MU-JIMA (Japonia)

MULEN (Jakucja, Rosja) [Mulena]

NART (Kaukaz)

NAWAO (Hawaje)

NEPHILIM [Nefilim]

NGATIMAMAERO (Nowa Zelandia) [Ngatimamo]

NGUOI-RUNG (Wietnam) [Ngoi-ring]

NINGYO (Japonia)

NITTAEWO (Cejlon, Sri Lanka) [Nittavo, Nittawo]

NUHNI-ALMAS (Mongolia)

Nyalmo (Himalaye) [Nyulmo, Nyalmu]

OCHOKOCHI (Abchazja, Kaukaz)

ORANG-BATI (Sumatra) [Orang-batek]

ORANG DALAM (Malezja)

ORANG EKOR (Malezja)

ORANG GADANG (Malezja)

ORANG GOEGOEH (Sumatra)

ORANG GUGU (Indonezja)

ORANG LETJO (Sumatra)

ORANG MAWAS (Malezja)

ORANG PENDEK (Indonezja, Sumatra)

OSODRASHIN (Himalaje)

PARE (Pamir) [Peri]

P'i (Chiny) [P'ei, Peeyi]

PIKELIAN (Yakoutia)

PYAR-THEM (Nepal)

REKHEM (Syberia)

RAKHSHI-BOMPO (Nepal)

RIMI (Nepal)

SOGPA (Środkowa Azja) [sagpa]

SAMDJA (Himalaje, Tybet]

SANGUI (Chiny)

SANG-SANG (Chiny)

SEDABO (Sumatra) [sedapa]

SHAITAN (CEI)

SHAN-DE-REN (Chiny)

SHAN-TU (Wietnam)

SHUKPA (Środkowa Azja)

SHURAL (Ural)

SINDAI (Sumatra)

SING-SING (Chiny)

SNEZHNYY CHELOVEK (Rosja)

SRIM-PO (Himalaje)

STINKING ONES <"tamci śmierdzący"> (Malezja)

SUET-JUEN (Chiny)

TEH-LMA (Nepal)

TERYK (Syberia)

TCHOUTCHOUNA (Yakoutia)

THLO-MUNG (Himalaje)

TOK (Myanmar)

TSKHISS-KATSI (Gruzja) [TSKHISSKATSY]

TUHUHOURANGI (Nowa Zelandia)

TUKHLI-ADAM (Kaukaz)

TUNG-GU (Syberia) [Tungu]

UHANG PANDAK (Sumatra)

UI-GO (Himalaye, Tybet)

UJIT (Borneo)

UTEN-EKHTI-AGEN (Syberia)

UYAN (Malezja)

VANARA (Cejlon)

VAN MANAS (Północne Indie)

VELE (Fidżi)

VESHSHI-ADAM (Kaukaz)

VILMOJINE (Kaukaz)

WODIANOI (Rosja)

XING-XING (Chiny)

XUE-REN (Chiny)

YABALY-KADAM (Pamir, Cachemire) [Yavan-adam, Yavo-khalg, Yaboi-adam]

YAGMORT (Republika Komi, Ural)

YETI (Himalaje) [Yeh-teh]

YE-REN (Chiny) [Yeren]

ZAGIN-ALMAS (Mongolia) [Zagitmegen]

ZEMLEMER (Ural)

ZERLEG KHUN (Mongolia)

ZES-TYRMAK (Tybet)

ZHABAYI-ADAM (Pamir)

HOMINIDY AFRYKI [wróć do początku listy]

ABONESI (Północne Togo)

AGOGWE (Wschodnia Afryka)

AKEPHALOS (Libia) [blemyes, Blemmyes]

AYE-AYE GIGANT (Madagaskar)

AZIZA (Benin)

BILUNGI (Kongo)

BRACHYSTOMOS (Wschodnia Afryka)

BUSHBABY GIANT <"wielkie dziecko lasu"> (Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun, Senegal)

CHEMISIT (Kenia) [Chemoiset, Chemosit, Gononet, Niedźwiedź Nandi)

DIEDEKA (Gabon, Kongo) [Tschimpenso]

DODU (Kamerun)

DOKO (Kenia) [M.X5]

ENGBE (Zachodnia Afryka, Sierra Leone) [Egbere]

ENGOT (Gabon) [Engungure, Enzizi, Ezozome, Ntyii]

FATING'HO (Senegal)

GERIT (Kenia)

GNENA (Wybrzeże Kości Słoniowej, Senegal, Nigeria, Ghana, Kamerun) [Guinné, Guinnée, Artakourma, Asamanukpa (w Ghanie), Attakourma, Bâri, Bésonroubé, Bati, Besonroube, Dato, Datobou, Deguedegue, Dioudiou, Doudo, Gottere, Kele-kongbo, Kélékongbo, Kelekumba, Kimpelili, Kitikpili, Konkimbu, Konkoma, Kontimbie, Kontoma, Korokombo, Mokala, Nyama, Ouokolo, Pori, Sonkala, Tikirga, Wokolo, Wouoklo, Yamana]

GORILLAI (Senegal, Maroko)

KAKUNDAKARI (Środkowa Afryka) [Congopithecus cordieri, Amajungi, Lisisingo, Mbatcha, Niaka-ambuguza]

KALANORO (Madagaskar) [biby olona, Kimos, Kokolampo, Kotokely]

KENKOB (Sierra Leone) [betsan]

KIDOKY (Madagaskar)

KIKOMBA (Senegal) [Paranthropus congensis, Kikomba leloupi, M.X1, Abamaanji, Apamandi, Tshingombe, Zaluzugu]

Kooloo-kamba (Gabon, Kamerun, Gwinea) [Pan troglodytes koolokamba, Choga, Dedieka, Ebot, Itsena, Koolakamba, Koulanguia, Koulou-nguira, Kulu-kampa, Kulu-kamba, Ntchego, Sipandjee]

MALA-GILAGE (Czad)

MALAGNIRA (Madagaskar)

MAU (Wschodnia Afryka)

MMOATIA (Ghana) [Mmotia]

MOHIN-GOUE (Wybrzeże Kości Słoniowej)

MULAHU (Kongo)

M.X1, M.X2, M.X3, M.X4, M.X5 (Kenia)

NDESU (Kongo) [Desu]

NGEND (Kamerun) [Engwem, Inend, Kweyi]

NGOLOKO (Wschodnia Afryka) [Loldaika, Milhoi]

NTONOU (Wybrzeże Kości Słoniowej)

ORANGUTAN GABOŃSKI (Gabon) [sIZ 6624]

SANDANDRYI (Senegal)

SASABONSAM (Ghana) [sammantam, Shamantin, Susabonsam]

SEHITE (Wybrzeże Kości Słoniowej) [Niankankla, Seite]

SEME (Gabon)

TEMU (Liberia)

TODANDIA (Madagaskar)

TOKOLOSH (Mozambik, Zimbabwe) [Giliganqo, Hili, Thikolosh, Tikalosh, Tikolosh, Tokkeloss]

TOULOU (Centralna Afryka) [Kara-komba, Toulle, Toule, Dam-sako]

TRATRATRATRA (Madagaskar) [Tretretretre]

VADOMA (Północne Zimbabwe, rzeka Zambezi)

WA'AB (Sudan)

WA-MBILIKIMO (Kenia, Kilimandżaro) [Cincalle, Mberikimo, Mbilikimo]

WATER-BOBBEJAN (Południowa Afryka) [Fudu]

WATU WA MITI (Mozambik) [Chimanimani, Cimanimani]

WOADD-EL-UMA (Sudan) [Amanit]

ZABAIRO (Wybrzeże Kości Słoniowej)

HOMINIDY AUSTRALAZJI [wróć do początku listy]

COROMANDEL MAN (Australia) [Moheau]

JINGARA (Australia)

JOGUNG (Australia)

JUNJADEE (Australia)

MAEROERO (Nowa Zelandia)

YOWIE (Australia) [Dulugal, Yahoo, Yara-ma-tha-hoo, Yuuri, Yowi, Yaroma, Noocoonah, Dooligah, Gooligah, Quinkin, Thodagal]

KRYPTYDY SŁODKOWODNE [wróć do początku listy]

ALTAMAHA-HA (USA)

AMHULUK (USA)

ANFISH (Irak)

ANGEOA (Kanada)

ANGONT (Kanada)

ASHUAPS (Kanada)

ATUNKAI (Kanada)

BALONG BIDAI (Malezja)

BIG WALLY (USA)

BOZHO (USA)

BROSNIE (Rosja)

BUNYIP (Australia) [banib]

CANAVAR (Turcja) [Potwór z jeziora Van, Vanna]

CECIL (USA)

CHAMP (USA) [Chaosarou]

CHAN (Meksyk)

CRESSIE (Kanada)

CUERO (Południowa Ameryka)

DAKWA (USA)

ELBST (Szwajcaria)

GAUARGE (Australia)

GJEVSTROLL (Norwegia)

GROOT SLANG (Południowa Afryka)

GRYTTIE (Szwecja)

HAPYXELOR (Kanada) [Mussie]

HIPPOTURTLEOX (Tybet)

HUILLA (Tynidad)

HUECHUFALQUEN (Argentyna)

IGOPOGO (Kanada)

ILLIE (Alaska)

INKANYAMBA (Południowa Afryka) [incanyamba]

ISSIE (Japonia)

KLATO (Kanada)

KTCHI PITCHKAYAM (Kanada)

KUDDIMUDRA (Australia)

KURREA (Australia)

KUSSIE (Japonia)

LAU (Wschodnia Afryka)

LINDWORM (Europa) [Lindwurm]

LIZZIE (Szkocja)

LLAMHIGYN Y DWR (Walia)

LOCH NESS CRYPTID (Szkocja) [Nessie, potwór z Loch Ness, Loch Ness Monster]

LUKWATA (Wschodnia Afryka)

MAMLAMBO (Południowa Afryka)

MANIPOGO (Kanada)

MEMPHRE (Północna Ameryka)

MESSIE (USA)

MISIGANEBIC (Kanada)

MJOSSIE (Norwegia)

MONTANA NESSIE (USA)

MOOLGEWANKE (Australia)

MORAG (Szkocja)

NAHUELITO (Argentyna)

OGOPOGO (Kanada) [Naitaka, N'ha-a-itk]

OGUA (USA) [Agua, Agou]

OLD NED (Kanada)

ONYARE (Kanada)

OOGLE BOOGLE (Północna Ameryka)

PADDLER (USA)

PATAGOŃSKI PLEZJOZAUR (Północna Ameryka) [Nahuelito]

PEIST (Irlandia) [pooka, piast, allpheist, dorachu, anchu]

PINKY (USA)

PONIK (Kanada)

PUFF (Kanada)

ROMMIE (Norwegia)

SEILEAG (Szkocja)

SELMA (Norwegia)

SHARLIE (USA)

SHUSWAGGI (Kanada)

SINT-HOLO (USA)

SKRIMSL (Islandia)

SLAL'I'KUM (Kanada)

SLIMY CASPAR (Kanada)

SOUTH BAY BESSIE (USA)

STORSJOODJURET (Szwecja)

TAHOE TESSIE (USA)

TEGGIE (Walia)

TRELQUEHUECUVE (Chile)

TSINQUAW (Kanada)

TUNATPAN (Australia)

ULAR TEDONG (Malezja)

VASSTROLLET (Norwegia)

WAA-WEE (Australia)

WODNY BYK (Szkocja)

WODNY KOŃ (Szkocja) [Kelpie, Nuggle, Shoopiltee, Backahasten]

WEE OICHY (Szkocja)

WHITEY (USA)

WINNIPOGO (Kanada)

WIWILIAMECQ (USA)

WURRUM (Irlandia)

KRYPTYDY MORSKIE [wróć do początku listy]

AH-EEN-MEELOW (Południowy Pacyfik)

CADBOROSAURUS WILLISI (Kanada) [Caddy, Say-noth-kai, Tzarta-saurus, Sisutl, Penda, Amy, Saya-Ustih, Sarak the Sea Hag, Na-ha-tik, Kaegyhil-Depguiesk, Klemantosaurus, Hiyiltik]

CASSIE (USA)

CHESSIE (USA)

COLOSSAL CLAUDE (USA)

CON RIT (Wietnam)

FUTRZASTY POTWÓR MORSKI (Różnie)

GAMBO (Gambia)

HESSIE (Norwegia)

MORGAWR (Anglia)

OLD MAN OF MONTEREY (USA)

OSSIE (Australia)

PAL RAI YUK (USA)

SALTIE (Szwecja)

GADOKSZTAŁTNE [wróć do początku listy]

AMALI (Gabon)

BESTIA Z BAGIEN MADIDI (Boliwia)

BADIGUI (Środkowa Afryka)

CHIPEKWE (Środkowa Afryka)

EMELA NTOUKA (Środkowa Afryka)

IRIZIMA (Środkowa Afryka)

ISIQUQUMADEVU (Zambia)

JAGO-NINI (Gabon)

LE KELE BEMBE (Kamerun) [Li'kele-bembe]

MBIELU-MBIELU-MBIELU (Kongo)

MOKELE-MBEMBE (Środkowa Afryka)

NGOUBOU (Kamerun)

NINKI NANKA (Zachodnia Afryka)

NSANGA (Zambia)

NYAMA (Kongo)

N'YAMALA (Gabon)

SILWANE MANZI (Południowa Afryka)

ANORMALNE [wróć do początku listy]

DIABEŁ Z NEW JERSEY (USA)

CHUPACABRA (Puerto Rico)

MOTHMAN (USA) [człowiek-ćma]

GOATMAN (USA) [człowiek-kozioł]

(Opracował Chupas)

A to dopiero wierzchołek góry lodowej, sam więc dostrzegasz różnorodność życia na ziemi, jak nowo powstałych stworzeń

Sama teoria ewolucji nie wyklucza istnienia Inteligentnego Projektu. Wszechwładny zapoczątkował wszystko, stworzył dogodne warunki do życia, zaplanował dalszy ciąg wydarzeń i tak oto ewolucja powstała na jego życzenie. Śmiem powiedzieć, że taka istota jak Stwórca wiedziała co może się dziać na przestrzeni wieków, że organizmy, które nie potrafiłyby się przystosować mogłyby wymrzeć i zapewne by wymarły, gdyby w swojej inteligencji nie przewidział tego.

Marcelu, to wygląda tak jakbyś uginał się pod moją argumentacją, jakbyś stopniowo modyfikował swój punkt widzenia by nie upaść z zbyt wysoka.

Z mojej strony do wszystko, do zobaczenia w kolejnym wpisie :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam

Po dłuższej przerwie czas na następny wpis do debaty. W tym wpisie pragnę przedstawić argumenty, które są dostępne praktycznie na każdym portalu zajmującym się Inteligentnym Projekcie. Większość z tych dowodów jest zaczerpnięta z różnych portali :)

Nie jest to jakiś mega długi wpis, o to mi nie chodzi. Jak to mówią liczy się jakość a nie ilość XD Wiem... u mnie i tego i tego brakuje ;) ale to drobny szczegół. Zapraszam do czytania :D

aob130406pl1ac6.gif

Chciałbym przytoczyć wypowiedź dr inż. Mirosława Ruckiego. Mówi on o niespójności w teorii ewolucji. Próbowałem sam ułożyć w słowa tę myśl, którą przedstawia pan Mirosław, a gdy natknąłem się na tą wypowiedź uznałem, że lepiej tego nie opiszę.

Podobno „teoria ewolucji” jest naukową teorią, która wyjaśnia powstanie otaczającego nas świata. Dziwi mnie tylko to, że jakoś te wyjaśnienia są niespójne i niekonsekwentne…

Na przykład ostatnio w mediach trąbiono o odnalezieniu „brakującego ogniwa” pomiędzy człowiekiem a małpą. Podobno małpiątko mające być tym ogniwem miało podobne do ludzkich paznokcie i parę kości.

Brakujace_ogniwo_3327975.jpg

Pisano, że od 150 lat naukowcy szukali takiego czegoś i że teraz już na pewno wiemy, że teoria Darwina jest prawdziwa.

Problem jednak polega na tym, że pomimo zewnętrznych podobieństw pomiędzy człowiekiem i małpą – i nawet podobieństw genetycznych – jedno i drugie nie może pochodzić od wspólnego przodka. Jest zrozumiałe, że 200 lat temu na podstawie podobieństw zewnętrznych można było wnioskować o wzajemnym lub wspólnym pochodzeniu. Dzisiaj ta teza jest nie do utrzymania, ponieważ współczesna naukowa wiedza nam mówi, że za rozwój organów, ich funkcje i wygląd zewnętrzny odpowiadają geny – nośniki informacji. Podobieństwa zewnętrzne wcale nie idą w parze z podobieństwem genetycznym, a geny są odporne na wpływ większości warunków zewnętrznych, takich jak zmiana temperatury otoczenia, ciśnienie lub wilgotność powietrza. O mutacjach natomiast wiemy, że są one z reguły neutralne, a kiedy nie są neutralne, to przeważnie są negatywne, czyli związane z utratą informacji. Poza tym już nawet dzieci w gimnazjum wiedzą, że istnieje mechanizm przeciwdziałający mutacjom – czyli że informacja genetyczna ma zabezpieczenie.

Gdyby teoria ewolucji była teorią naukową, wyjaśniającą świat, musiałaby ona także wyjaśnić mechanizmy tworzenia się nowych gatunków. Tymczasem mechanizmy takie nie są znane, a wiedza o roli genów jako nośników informacji zmusza do myślenia o „informatycznej” stronie istnienia organizmów żywych. Jeśli bowiem dotąd wystarczyło wierzyć, że żyrafa wyciągała szyję po pożywienie – i dlatego ma długą szyję – to w tej chwili należałoby wyjaśnić, jak żyrafa, wyciągając szyję po pożywienie, zakodowała w genach na przyszłe pokolenia informację o długiej szyi. A ponieważ nie są znane mechanizmy kodowania informacji w genach przez istoty żyjące na naszym globie, śmiem twierdzić, że one po prostu nie istnieją. Naukowcy bowiem wystarczająco dużo wiedzą o genach i ich funkcjonowaniu, by móc jednoznacznie stwierdzić, że stanowią one kod informatyczny, ułożony przez Kogoś na samym początku, zabezpieczony i niezmienny, a każda mutacja powoduje dziury w tym kodzie, utratę informacji, choroby genetyczne i wymarcie gatunków, a nie ich rozwój lub przekształcenie się w coś nowego.

Dlatego w teorii ewolucji widać jedną wielką niespójność: raz nam się mówi, że geny stanowią „płynną masę”, zmieniającą się pod wpływem warunków otoczenia, ciągle mutującą i produkującą jakieś nowe formy życia – a drugi raz się nam podaje informacje o genach jako nośnikach zakodowanej informacji, które determinują i ograniczają funkcjonalność danego osobnika. Cóż więc wyjaśnia owa teoria ze swoimi hipotetycznymi formami przejściowymi, które znajdują „potwierdzenie” jedynie w paznokciach i kilku kościach jakiejś skamieniałej małpki?

Mam przed oczami artykuł powołujący się na badania światowej sławy naukowców, zwolenników teorii ewolucji: Barnesa, Calowa, Olive’a, Goldinga, oraz badaczy niezależnych od nich: Valentine’a, Erwina i Jablonskiego, którzy udowodnili, że w ciągu ostatnich 500 mln lat nie pojawił się na kuli ziemskiej żaden nowy gatunek. Cytuję: „Patrząc na paleontologiczny zapis, możemy stwierdzić, że wszystkie obecnie znane typy wyewoluowały około 525 milionów lat temu. Pomimo pół miliarda lat dalszego ewolucyjnego rozwoju (...) żaden nowy typ i żaden nowy plan budowy ciała od tego czasu się nie pojawił”. Gdybyśmy odnieśli się tylko do stwierdzonego faktu, bez ideologicznej otoczki ewolucjonizmu, powinniśmy przyznać, że cała ta teoria się sypie, ponieważ co najmniej w 10% przewidzianego na ewolucję czasu (i tak o wiele za krótkiego) ewolucja na pewno nie zachodziła. Jaki więc jest dowód na to, że ona w ogóle zachodziła? Tu jest trudniej udowodnić to, że ewolucja ma miejsce, niż to, że ona nie ma miejsca.

Niedawno otrzymałem list od kogoś, kto podpisał się jako „Racjonalista”, nie podając swego imienia i nazwiska. W liście tym było napisane, że „bardziej prawdopodobne jest, że życie na ziemi powstało przypadkowo samo z siebie, niż że stworzył je Bóg”. Chciałbym przedstawić bardzo prosty rachunek prawdopodobieństwa dotyczący powstania życia.

Aby policzyć prawdopodobieństwo stworzenia świata przez Boga, musimy przyjąć, że są dwie możliwości: albo Bóg istnieje, albo nie istnieje. Prawdopodobieństwo wynosi 1 : 1 – albo istnieje, albo nie. Jeżeli Bóg istnieje, to znowu są dwie możliwości: albo stworzył świat, albo go nie stworzył. Zatem czyste prawdopodobieństwo, że Bóg istnieje i stworzył świat, bez uwzględnienia jakichkolwiek dowodów i związków przyczynowo-skutkowych, wynosi 1 : 22, czyli 1 : 4. Być może niektórzy nawet stwierdzą, że taka wartość prawdopodobieństwa jest zbyt mała, by wierzyć w Boga-Stwórcę. Pytanie jednak brzmi: czy samoczynne powstanie życia jest bardziej prawdopodobne?

Złożoność istnienia życia na ziemi jest przeogromna, dlatego do obliczeń wezmę jedynie jeden mały element, który stanowi podstawę naszej egzystencji – hemoglobinę. Każdy i każda z nas ma we krwi miliony molekuł hemoglobiny. Każda taka molekuła zaś składa się z 257 aminokwasów, ułożonych w zadanej konkretnej kolejności. Do budowy hemoglobiny nasz organizm używa 20 typów aminokwasów. I teraz policzmy, jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia 257 aminokwasów 20 rodzajów w jedną molekułę hemoglobiny o określonej kolejności aminokwasów. Tak więc: gdybyśmy mieli ułożyć pociąg z 2 wagonów pomalowanych na 20 różnych kolorów, mielibyśmy 20 × 20 kombinacji. Gdyby ten pociąg składał się z 3 wagonów, byłoby 20 × 20 × 20 kombinacji. Układając pociąg z 257 wagonów w ściśle określonym porządku, dobierając kolory przypadkowo, musielibyśmy wypróbować 20257 kombinacji. Zatem prawdopodobieństwo przypadkowego samoczynnego powstania jednej tylko molekuły hemoglobiny wynosi 1 : 20257. Jest oczywiste, że liczba ta jest nieporównywalnie mniejsza niż 1 : 4.

Warto pamiętać o tym, że w 15 mld lat (taki jest szacowany przez ewolucjonistów wiek naszego wszechświata) mieści się 1018 sekund. Gdybyśmy więc układali „pociąg” hemoglobiny przez 15 mld lat, dobierając przypadkowo co sekundę nową kombinację aminokwasów, to nie wypróbowalibyśmy nawet jednej trzeciej możliwości. Geny natomiast są znacznie bardziej skomplikowane niż molekuła hemoglobiny, dlatego każdy bez trudu może zauważyć, że nawet mutacje 100 razy na sekundę nie są w stanie zapewnić powstania choćby jednego genu istoty żywej. Tymczasem sami ewolucjoniści twierdzą, że co najmniej od 500 mln lat mutacje nie zachodzą. Gdzie jest logika w tej ewolucji i co ona ma niby wyjaśniać? W tym kontekście zrozumiałe stają się słowa, które Pan Bóg kieruje do nas w Księdze Mądrości: „Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga; z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy. (…) Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (13, 1.5).

Jest oczywiste, że teoria ewolucji tak naprawdę jest tylko hipotezą, i w dodatku taką, która się nie sprawdziła przez 150 lat od chwili jej ogłoszenia przez Darwina. Każde nowe odkrycie przeczy tej teorii, dlaczego więc z uporem maniaka jest ona propagowana, zwłaszcza w mediach? Dlaczego jest podawana jako fakt, kiedy nie ma żadnego materiału dowodowego? Cóż takiego ona wyjaśnia, kiedy nie odpowiada na żadne pytanie typu „w jaki sposób?”, sprowadzając zagadnienia naukowe do pustego filozofowania?

Według mnie jest to kwestia raczej ideologiczna niż naukowa. Z punktu widzenia prostego rachunku prawdopodobieństwa znacznie bardziej racjonalne jest przyjęcie takiego założenia, że Bóg istnieje i stworzył świat, niż takiego, że wszystko powstało samo z siebie, przypadkowo. Natomiast z punktu widzenia naukowego całkiem naukowo i konsekwentnie jest sformułowana teoria „inteligentnego projektu”, czyli istnienia Boga Stwórcy, którą popierają światowej sławy naukowcy i która znacznie lepiej opisuje rzeczywistość niż przestarzała i sprzeczna sama w sobie teoria ewolucji.

Chciałbym się przyjrzeć teraz pewnemu (zdawałoby się) niepozornemu ptakowi, który żyje sobie nie robią nic złego (nawet robi pożyteczne rzeczy). Jest to dzięcioł.

image001.jpg&usg=AFQjCNGDN08akSf_BiSMDl8m4Xky8j7t-w

Dr Luther Sunderland, naukowiec a zarazem ekspert w dziedzinie projektowania, zafascynował się znalezionym przez siebie szkieletem dzięcioła. Kości ptaka były doskonale oczyszczone przez owady. Przyglądając się uważnie szkieletowi, dr Sunderland zauważył dziwną rzecz - małe elastyczne kosteczki wychodzące z prawego nozdrza dzięcioła zachodziły łukiem za głowę i szyję i wchodziły do dzioba po drugiej stronie jego głowy. Czym były te dziwne kości? Stosunkowo wiele zwierząt posiada kości, których zadaniem jest usztywnienie nasady języka i taka jest ich zasadnicza funkcja (tzw. kości gnykowe). Jednak przypadek dzięcioła, który ma język skierowany w tył, skąd oplata jego czaszkę, jest wyjątkowy.

Język Dzięcioła

Pozwólcie, że posłużę się lepszym opisem języka, gdyż nie jest to moja dziedzina i nie potrafiłbym tak tego opisać.

Dzięcioł zdobywa pożywienie za pomocą języka wyposażonego w zadziorki. Czubek języka pokryty jest kleistą substancją umożliwiającą dzięciołowi wyciąganie larw ukrytych w maleńkich korytarzach wewnątrz drzew. Okalające głowę i szyję pętle ukryte pod luźną skórą stanowią strukturę, która umożliwia językowi wtargnięcie na ok. 15 cm w głąb jamy pnia, do larwy ukrytej w pniu drzewa.

e7921153265679ecmed.jpg&usg=AFQjCNHGYatUjDXXj7Fe-ZnOkR9LuTyFcg

Inteligentny Projekt zaprojektował język dzięcioła w wyjątkowy sposób. Długi język nie przeszkadza w locie, zamiast powiewać we wszystkich kierunkach chowa się pod szyją. Z tyłu drobne kości rozdzielają się zasadniczo na dwa języczki, które schodzą się przed wejściem z powrotem do dzioba. Ten szczegół w budowie bez wątpienia dodaje precyzji, gdy dzięcioł wyprowadza język, by pochwycić larwę.

Czaszka dzięcioła (u dołu) i kości języka

Pięć cieniutkich i elastycznych kości połączonych maleńkimi stawami.

1 - jak to się stało, że wychodzą one z prawego nozdrza (gdzie znajduje się też mocowanie pochewki),

2 - otaczają głowę i szyję,

3, 4 - wracając do wyżłobienia pomiędzy dwiema połówkami dzioba?

Woodpecker1.gif

Pozwól Arku, że znowu posłużę się opisem tegoż „zjawiska”, gdyż jak wspomniałem to nie jest moja mocna strona, a moje słowa mogłyby tylko pogorszyć sprawę.

Więc co na to ewolucja?

Zgodnie z teorią ewolucji, każdy krok prowadzący od poziomu pojedynczej komórki wzwyż, jest wywołany drobnymi, stopniowo akumulującymi się zmianami, które zaszły w wyniku błędów w kopiowaniu informacji sterującej budową organizmów żywych. Te błędy, nazywane mutacjami, zdaniem ewolucjonistów powstały przez przypadek, co oznacza, że bez inteligentnego kierownictwa Boga.

Błędy w kopiowaniu informacji nie prowadzą do powstania lepszych instrukcji do tworzenia bardziej złożonych istot.

Jednakże ewolucjoniści mają wystarczająco dużo wiary, by twierdzić, że mutacje te stopniowo sprawiły, że z bakterii powstali biolodzy, bądź, że Adam powstał z ameby. Wierzą, że w przeciągu milionów lat dobór naturalny wyselekcjonował organizmy, które na drodze mutacji wykształciły cechy ułatwiające im przetrwanie i wydawanie potomstwa, podczas gdy organizmy, w których zaszły szkodliwe mutacje, zginęły. Powodem, dla którego ewolucjoniści wierzą, że zmiany te wymagały długiego czasu, jest to, że większość mutacji stanowią przypadkowe zmiany w informacji sterującej budową białek, będących głównym składnikiem komórek. Drobne białka są zbudowane z długich łańcuchów jeszcze drobniejszych aminokwasów. Prawie wszystkie mutacje są szkodliwe, tak więc organizmy, które przeżywają, to zwykle te, w których nastąpiła zmiana zaledwie w obrębie jednego aminokwasu w jednej cząsteczce białka. To właśnie dlatego technicy, pracujący z mutagennymi promieniami X, chronią się przed nimi stosując ołowiane osłony bądź fartuchy.

Jako że nawet prosty organ, taki jak język, zbudowany jest z wielu białek, komórek nerwowych, naczyń krwionośnych, itd., które muszą być doskonale skoordynowane, trudno wyobrazić sobie zmianę w obrębie jednego aminokwasu w jednej cząsteczce białka, mogącą spowodować powstanie jakiegokolwiek organu. Dlaczego więc nie mielibyśmy stwierdzić, że to cały szereg licznych mutacji wpłynął na daną kość, mięsień i nerwy równocześnie? Otóż dlatego, że prawie wszystkie mutacje są szkodliwe. Jeśli weźmiemy zestaw tysiąca mutacji i jedna byłaby korzystna, to i tak te setki pozostałych wywołałyby choroby genetyczne, które spustoszyłyby organizm. Uporczywie twierdząc, że Bóg niczego nie dokonał i że wszystko jest dziełem przypadkowych mutacji, ewolucjoniści stanęli w punkcie, w którym nie są w stanie w żaden przyzwoity sposób wytłumaczyć pochodzenia jakiegokolwiek organu złożonego. Snują oni domysły, że dzięcioł musiał wyewoluować z innego ptaka z normalnym językiem wychodzącym prosto z dzioba. Jednakże żaden scenariusz mutacji nie byłby w stanie wyewoluować języka dzięcioła z języka normalnego ptaka. Dlaczego? Kiedy język normalnego ptaka zawinąłby się i zaczął rosnąć pod skórą w kierunku tyłu głowy, byłby całkowicie bezużyteczny do momentu, gdy nie zatoczyłby pełnego koła. I tylko ten ostatni krok ewolucji języka dzięcioła, kiedy to język powraca do przodu dzioba, wniósłby ewolucyjną korzyść.

Gdyby język wyszedł przez nozdrze i skierował się w kierunku tyłu głowy, ptak znalazłby się w bardzo niekorzystnej, z ewolucjonistycznego punktu widzenia, pozycji, aż do momentu, gdy wraz ze swymi kośćmi urósłby na tyle, by przebyć całą drogę okalając szyję, powracając do nasady dzioba i mogąc sięgnąć wystarczająco daleko, by dotrzeć do jedzenia. Jako że trzeba wziąć również pod uwagę kość, stawy, naczynia krwionośne, nerwy, jak i ciało, wymagałoby to wielu mutacji przebiegających na przestrzeni milionów lat. Przez te miliony lat, kiedy to język zataczałby pełne koło przez tył głowy, na drodze pojedynczych zmian zachodzących jednorazowo w jednym aminokwasie jednego białka, nie byłby pomocny w wychwyceniu żadnego jedzenia. W walce o przetrwanie utrata wkładu języka w gromadzenie jedzenia byłaby bardzo niekorzystna, biorąc pod uwagę inne ptaki. Dwa dodatkowe stawy i kilka centymetrów długości, dajmy na to, nie stanowią wartości ewolucyjnej tak długo, jak rosną w niewłaściwym kierunku. Dlatego też ten rodzaj mutacji nie mógłby zostać zachowany.

Język dzięcioła musiał zaistnieć od razu na bazie kompleksowego projektu. To wymagałoby działania inteligentnego twórcy. Jeśli język dzięcioła nie został zaprojektowany, ale powstał na drodze przypadkowych mutacji, to jedynie pierwsze mutacje, które przesunęły język do prawego nozdrza i skierowały go do tyłu, mogły mieć miejsce, ponieważ później ptak zdechłby z głodu.

Ewolucjoniści mówią nam, że organ, który nie jest przez pokolenia używany, zostaje wyeliminowany, nawet jeśli samo zwierzę przeżyje. Jeśli jakimś cudem dzięcioły by nie wyginęły, to język, który przez wiele pokoleń nie był używany, musiałby zostać utracony. Język dzięcioła stanowi silny dowód na to, że powstał on jako produkt inteligentnego projektu i stworzenia, bardziej niż na drodze ewolucji. Uświadamiając to sobie, niektórzy ewolucjoniści wymyślili kolejną historię, jak język ten mógłby wyewoluować. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem te sugestie w e-mailu, wydały mi się tak nieprawdopodobne, że byłem pewien, iż nie zrozumiałem. Dopytywałem więc tak długo, aż upewniłem się, że właśnie to twierdził ten człowiek.

Według tej ewolucyjnej spekulacji język dzięcioła wyewoluował z języka normalnego ptaka: początkowo zakorzeniony był w jego gardle i sięgał w wprzód wprost przez dziób, tak jak u każdego innego ptaka. Później, nie czubek języka, ale jego korzeń przemieszczał się po troszku ze swojego pierwotnego miejsca w kierunku tylnej części gardła, stopniowo 'przekorzeniając' się poprzez tylne otwarcie dzioba i zajmując coraz dalszą pozycję wokół tylnej części głowy. W ten oto sposób każde przemieszczenie się było korzystne z punktu widzenia doboru naturalnego, jako że długość języka zwiększała się, a czym dłuższy był język, tym dalej mógł sięgnąć w głąb tuneli do larw ukrytych w pniach drzew. To oczywiście wymagałoby dwóch kompletnie różnych rodzajów mutacji, które musiałyby być mniej lub bardziej doskonale ze sobą skoordynowane. Mutacje mające przesuwać korzeń języka wokół głowy, musiałyby być skoordynowane z tymi, które zwiększałyby długość języka. W przeciwnym razie, podczas gdy język przesuwałby się co raz dalej wstecz, coraz mniej byłby w stanie sięgnąć końca dzioba i poza dziób. Jeśli chodzi o kwestię przetrwania, stanowi to niekorzystne rozwiązanie. Sam fakt, że obydwie mutacje musiałyby być mniej lub bardziej skoordynowane z sobą, sprawia, że cała historia staje się mało prawdopodobna.

Jednakże, skoro już przywykłem do tego dziwacznego scenariusza, mogłem dostrzec, jak wiarygodnie brzmiało to dla ewolucjonisty, który miał na tyle wiary w teorię ewolucji, by twierdzić, że wszystko powstało na drodze selekcji naturalnej działającej w oparciu o przypadkowe mutacje. Ostatecznie, jeśli język wyciągał się coraz dalej poza dziób, to naprawdę mógł sięgnąć dalej, w głąb kryjówek robaków a im więcej pożywienia zdobył, tym więcej potomstwa mógł doprowadzić do wieku dojrzałości.

Wreszcie do mnie dotarło! Teoria ta zapomina wspomnieć o tym, że korzeń języka pokonywał pierwsze centymetry zmierzając w niewłaściwym kierunku! Ewolucjoniści twierdzą, że skoro język dzięcioła wyewoluował z języka zwykłego ptaka, to był początkowo umocowany w gardle, tak jak w przypadku pozostałych ptaków. Jedynym sposobem, w jaki język ten mógł dotrzeć do punktu, skąd mógłby wyjść przez bok dzioba, byłoby wykonanie przemieszczenia w przód ze swojego usytuowania w tylnej części gardła! Pierwszych kilka centymetrów język musiał przemieszczać się w przód, nie wstecz. Jako że w stworzonym wcześniej scenariuszu, przesunięcie języka wstecz zwiększałoby jego możliwość zachowania na drodze selekcji naturalnej, to później ruch w przód z tylnej części gardła do punktu, w którym mógłby wyjść przez tylne otwarcie dzioba, zmniejszyłby jego szanse na ocalenie.

Jeśli jednak, z drugiej strony, przesunięcie do przodu powodowało dalsze wyciągnięcie języka poza dziób i zwiększało jego szanse przetrwania, to znów ruch wstecz by je zmniejszał. Nie poparty żadnym dowodem argument, że język dzięcioła osiągnął swój obecny kształt dzięki korzeniowi, który przemieszczał się dookoła głowy, jest pełen sprzeczności i pod względem logicznym oparty na błędnych przesłankach.

Historia się pogarsza... Kiedy już język utorował sobie drogę dookoła szyi, jak podaje ta teoria, korzeń wepchnął się z powrotem do dzioba poprzez nozdrze. Dlaczego miałoby się tak stać? Jeśli wydłużenie języka zwiększyłoby szanse przetrwania, to ptaki, których języki nadal by się wydłużały poprzez przesuwanie się pod skórą w dół, w stronę brzucha, ogona bądź stopy, zostałyby prędzej zachowane drogą selekcji. Ptaki, u których ewolucja języka zatrzymała się w połowie drogi, by wepchnąć korzeń języka w nozdrze, zostałyby wyeliminowane.

Obydwa te scenariusze, które optowały za przesunięciami w przód i w tył, prowadzą do absurdu i wyeliminowania na drodze selekcji. Język dzięcioła jest silnym dowodem istnienia projektu.

Zostawmy język i przyjrzyjmy się z innej strony dzięciołowi. Dziób dzięcioła można porównać do współczesnego dłuta. Ów przyrząd wcina się w drewno w podobny sposób jak dziób dzięcioła. Między dłutem a dziobem jest jednak różnica. Dłuto podczas wykonywanej pracy się tępi i trzeba je naostrzyć, a Stwórca nadał dziobu taką zdolność, że sam się ostrzy. Gdyby była to tylko zwykła, przypadkowa zmiana, kowal i inni spece od metalurgii znaleźliby sposób na samoostrzenie się metali.

Ptak posiada również mechanizmy lokalizacyjne. Gdyby specjalnie wykreowany język, specjalny dziób i mechanizm nie „współżyły” ze sobą nie byłoby możliwe zdobywanie pokarmu przez dzięcioła. Gdyby któraś z tych zdolności wyewoluowała prędzej, byłaby po jakimś czasie zdolnością zbędną i zostałaby wyeliminowana.

Uderzenie, jakie oddaje dzięcioł podczas „ataku” na drzewo jest bardzo silne i gdyby zwykły ptak tak uderzył najprawdopodobniej by zginął, a jeśliby przeżył to zapewne odechciałoby mu się dalszych starań. Dzięcioł ma budowę odpowiednią do tego typu rzeczy, przez co może spokojnie wykonywać swoją pracę.

Aktualnosci1.jpg

Według ewolucji każdy z działających systemów jest kreowany osobno, a jeśli dany organizm ma kilka systemów, które nie mogą działać osobno to jak tutaj wątpić w istnienie Inteligentnego Projektu?

Według teorii ewolucji każdy system pozbawiony funkcji zostaje wyeliminowany na drodze naturalnej selekcji. Jeśli choć jeden z systemów charakterystycznych dla dzięcioła wyewoluował zanim pojawiły się pozostałe, które umożliwiłyby mu spełnianie swojej funkcji, to system ten zostałby wyeliminowany. Dowody zaprzeczają temu, jakoby specjalne systemy dzięcioła rozwinęły się na drodze przypadkowych mutacji, ponieważ wiele z nich musi działać wspólnie. Fakt, że one istnieją i funkcjonują, wskazuje na to, że te tak różne systemy zostały zaprojektowane, by wspólnie wykonywać swoją pracę.

Jako, że dowody wskazują na to, że dzięcioły nie mogły wyewoluować na drodze przypadkowych mutacji, dlaczego więc mutacje są uważane za uniwersalnych budowniczych każdej części wszystkich żywych organizmów, jak na to nalegają ewolucjoniści? Można by bez problemu wierzyć, iż rzeczy powstały na drodze mutacji, jeśli solidne dowody prowadziłyby do takich wniosków. Tak jest na przykład w przypadku większości chorób. Drobna zmiana w aminokwasach białka często zmienia białko funkcjonalne w inne białko wywołujące chorobę.

Niech więc dowody będą również naszym przewodnikiem w przypadkach takich jak dzięcioł, gdzie wszystko wskazuje na inteligentny projekt. Dlaczego przeskakiwać do wniosków, że skoro mutacje wywołują cukrzycę, to z pewnością uformowały też trzustkę, wątrobę, ryby, małpy i nas samych? Jeśli widzisz, jak ktoś burzy budynek za pomocą dźwigu wyposażonego w stalową kulę, to nie zakładasz, że wszystkie budynki zostały zbudowane przez dźwigi ze stalowymi kulami.

Niestety, dla wielu wiara w ewolucję jest częścią całościowej religijnej struktury, w którą należy upchnąć wszystko, niezależnie od tego, czy tam pasuje czy nie.

Dr Sunderland, właściciel czaszki zaprezentowanej na zdjęciu pisze: „Czaszka dzięcioła jest o wiele bardziej skuteczna w przekonywaniu naukowców o niedoskonałościach teorii ewolucji niż jakakolwiek książka w biblioteczce autora. Inne ptaki również posiadają kości gnykowe, ale wydaje się oczywistym, że trzeba by było jakiegoś cudu, by zakorzenić je w nozdrzu. Jeden ze znaczących ewolucjonistów, pracownik prestiżowego magazynu naukowego, po zbadaniu czaszki przyznał: 'Istnieją pewne anatomiczne cechy, których nie da się wytłumaczyć poprzez stopniowe mutacje na przestrzeni milionów lat. Tak między nami, to ja też muszę czasem wkalkulowywać działanie Boga'”.

Inny naukowiec, podczas badania kości języka pod mikroskopem, skomentował: „Bardzo łatwo stwierdzić różnicę pomiędzy rzeczami stworzonymi przez człowieka, a rzeczami stworzonymi przez Boga. Im bliżej przyglądasz się i powiększasz te stworzone przez człowieka, tym bardziej prymitywne się wydają, ale im bardziej powiększasz te stworzone przez Boga, tym bardziej precyzyjne i zawiłe się okazują. (Luther D. Sunderland, Creation Research Society Quarterly, vol. 12, marzec 1976, s. 183)

Marcelu, to wygląda tak jakbyś uginał się pod moją argumentacją, jakbyś stopniowo modyfikował swój punkt widzenia by nie upaść z zbyt wysoka.

Moim zadaniem jest opowiedzieć się po stronie Inteligentnego Projektu. Nie uginam się, chcę tylko przytoczyć wszystkie z możliwych argumentów.

Multimedia

W poszukiwaniu prawdy po początkach.

W poszukiwaniu prawdy o początkach - materiał filmowy, przedstawiający opinie ewolucjonistów i kreacjonistów o powstaniu Wszechświata, Układu Słonecznego i życia.

Ewolucja - rzeczywistość czy domniemanie?

Czy teoria ewolucji jest naukowym faktem czy tylko domniemaniem? Oto jedyne pytanie, na które ten film dokumentalny próbuje odpowiedzieć. Pięciu światowej sławy naukowców wypowiada się na temat ewolucji. Ten przełomowy film dokumentalny był sprzedawany na całym świecie, uzyskał międzynarodową nagrodę, jest teraz dostępny w internecie, by wszyscy go mogli zobaczyć.

Młody wiek Ziemi

Dowody na błyskawiczne powstawanie kanionów. Eksperyment wskazujący, że węgiel powstaje w kilka tygodni! Radioizotopowe datowanie granitu potwierdza kilkutysięczny wiek Ziemi. Ropa naftowa powstaje także i dzisiaj w bardzo krótkim czasie!

Narazie to będzie tyle. Do zobaczenia w następnym wpisie!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Debatę wygrywa Marcelo (+10 do reputacji w nagrodę), ponieważ Makcio zwiał, za co zgodnie z umową dostanie warna. :twisted:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Gość
Ten temat jest zamknięty i nie można dodawać odpowiedzi.