Lady Luna

Reinkarnacja – czy istnieje?

15 postów w tym temacie

Debata: Reinkarnacja – czy istnieje?

Debata ma charakter 2 vs 2. Wezmą w niej udział Wolfstein i Mati95, którzy opowiedzą się po stronie reinkarnacji, oraz Lincoln i vay, którzy będą podważać jej istnienie.

Zasady debaty:

1. Wpisy odbywać się będą naprzemiennie

2. Ilość wpisów – do wyczerpania tematu, opiekun określi kiedy temat został wyczerpany.

3. Na kolejny wpis użytkownik ma 7 dni od zamieszczenia ostatniego wpisu w kolejce

4. Za każdy dzień zwłoki z wpisem do tematu użytkownikowi odejmuje się 1 punkt

5. Uczestnik, który bez _naprawdę ważnego_ powodu zrezygnuje z udziału w debacie – otrzymuje ostrzeżenie.

Skład sędziowski:

Marcelo

Nanashi

W skład sędziów wchodzi też opiekun debaty – Luna

System oceniania:

Związek z tematem 10/10 max

Argumentacja 10/10 max

Styl wypowiedzi 10/10 max

Refleksje 10/10 max

Kolejność wpisów:

Mati95

Lincoln

Wolfstein

Vay

Start debaty: 22.02.2010r.

Każdy użytkownik, który zamieści wpis w debacie zostanie zbanowany na okres 1 tygodnia. Do komentowania debaty zostanie utworzony osobny temat.

Życzę powodzenia wszystkim uczestnikom :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Słowem wstępu, chciałbym przywitać wszystkich sędziów, dwójkę moich oponentów - Vaya i Lincolna, oraz mojego kolegę z drużyny - Wolfsteina. Nasze zadanie jest dużo trudniejsze, bowiem mamy przekonać Was wszystkich do istnienia reinkarnacji, ale jak wiadomo, niełatwo zmienić ludzkie przyzwyczajenia. Mamy na forum ludzi wyznających różne religie, podążających różnymi ścieżkami filozoficznymi - toteż każdy z nich ma prawo żądać innego dowodu potwierdzającego istnienie wyżej wymienionej reinkarnacji. Tak więc, życzę wszystkim miłych wrażeń podczas czytania mojego posta.

:) Zaczynamy.

swiatlo.jpg

Tak jak już wspomniałem, podam tutaj kilka dowodów, odpowiednich dla różnych grup ludzi; niektóre oparte będą tylko i wyłącznie na wierzeniach, ale znajdzie się też parę bardziej naukowych. ;) Może rozpoczniemy od chrześcijaństwa, stopniowo przechodząc do dowodów nie mających wiele wspólnego z religią.

__________________________________________________________

1. CHRZEŚCIJAŃSTWO

Przed V Soborem Powszechnym w Konstantynopolu, wiele kościołów chrześcijańskich uznawało reinkarnację za fakt. Jednak, powołując się na pewien werset Listu do Hebrajczyków ((...) ludzie muszą raz umrzeć, a potem następuje sąd) chrześcijańskie Kościoły porzuciły wiarę w reinkarnację. Jednakowoż - mylili się. W Biblii istnieje całe mnóstwo cytatów, potwierdzających istnienie reinkarnacji. Oto kilka przykładów:

- "Znałem Cię, zanim jeszcze się począłeś" (Jr 1:4-5)

- "Jest Eliszem, który miał przyjść" (Mt 11,14)

- "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego"

(J 3,1-21).

Jeżeli chodzi o chrześcijaństwo, to myślę, że sprawę możemy na tym zamknąć. Wydaje mi się, że każdy szanujący się chrześcijanin powinien wziąć te słowa do siebie i nie wierzyć tępo tylko i wyłącznie w opowiastki o staruszku na siedzącym na chmurach. ;)

__________________________________________________________

2. ISLAM

Nawet ta religia, przez wielu uważana za dziwną i przepełnioną ciemnotą ma w swej świętej księdze dwa kluczowe fragmenty, świadczące o istnieniu reinkarnacji:

- "Jakże możecie nie wierzyć w Boga? Byliście umarłymi, a On dał wam życie; potem sprowadzi na was śmierć i znowu da wam życie; wtedy do Niego zostaniecie sprowadzeni" (2:28)

- "Ty wprowadzasz noc w dzień i Ty wprowadzasz dzień w noc. Ty wyprowadzasz żyjące z martwego i Ty wyprowadzasz martwe z żyjącego. Ty dajesz zaopatrzenie, komu chcesz; bez rachunku!" (3:27)

__________________________________________________________

3. BUDDYZM

Buddyzm (i hinduizm też, ale mniejsza z tym) to religie w których reinkarnacja jest głęboko zakorzeniona. Nie będę się rozpisywał na temat tej wiary, bo to mija się z celem debaty. Jednak... czy może to być wiara fałszywa lub nieprawdziwa, jeżeli jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie, Albert Einstein, powiedział o niej: "Jeżeli istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to jest nią buddyzm. " ;)

__________________________________________________________

Podsumowanie trzech powyższych: Faktem jest, że wskazywanie na to, że reinkarnacja istnieje we właściwie każdej religii nie jest żadnym dowodem naukowym. Ale od kiedy nauka ma cokolwiek do religii? Właśnie. Chciałem tymi podpunktami podkreślić, że bez względu na to jaką religię wyznajemy - wiara w reinkarnację będzie istniała u jej zarzewia, czasem nawet dłużej. Ale naraziłbym się na śmieszność poprzestając na pisaniu z punktu widzenia religii, więc przejdźmy do innych dowodów. :)

__________________________________________________________

4. RELACJE OSÓB TRZECICH

Jest na świecie wiele osób, które twierdzą, że żyły już kiedyś w innym ciele. Ich opowieści są często zbyt dokładne by mogły być nieprawdziwe, a zapytani kilka razy o jakikolwiek szczegół, zawsze odpowiadają to samo. Można znaleźć całe mnóstwo takich opowieści w internecie, jednak ja chciałbym przytoczyć dwie. Pochodzą one ze strony Fundacji Nautilus.

W 2002 roku miałem okazję uczestniczyć w niezwykłym seansie niehipnotycznym zwany z angielska regresingiem. Była to metoda pracy z podświadomością, której twórcą jest Leszek Żądło. Pozwala ona na usunięcie barier tkwiących w człowieku, a także usunąć skutki wydarzeń z tego i poprzednich żywotów , które mają negatywny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Pozwala to też zrozumieć niektóre trudne relacje pomiędzy nami i ludźmi, z którymi żyjemy. W większości przypadków sesje regresingu dotyczą negatywnych wydarzeń z poprzednich naszych żywotów (w moim przypadku były to chwile śmierci, których poznałem kilkanaście). W trakcie sesji regresingowej miałem zamknięte oczy, a jednak widziałem rozmaite wydarzenia, które podświadomość pamięta jako ważne. Miałem okazję przeprowadzić sesję regresingu Natalii - osoby niezwykle wrażliwej i uzdolnionej, która posiada umiejetność jasnowidzenia, przepowiadania przyszłości i czytania z ręki. Przez pierwsze chwile nic się nie działo, ale nagle Natalia przestała oddychać. Musiałem natychmiast wykonać czynności, których nauczyłem się na kursie. Chwilę później Natalia zaczęła głęboko oddychać, pojawiły się pierwsze obrazy i wydarzenia z przeszłości, o których zaczęła mi opowiadać. Będąc uzdrowicielką czy szamanką zamieszkiwała grotę skalną. Zbierała zioła i pomagała leczyć ludzi. Generalnie była dobrą kobietą, ale miała wyrzuty sumienia. Popełniła jakiś błąd, który nie dawał jej spokoju. W pewnym momencie seans przybrał nieoczekiwany przebieg, który postanowiłem przytoczyć w całości: - Gdzie jesteś teraz, co widzisz? - Jestem aniołem. - Dobrze, dobrze tak ci się tylko wydaje, może umarłaś. - NIE! JESTEM ANIOŁEM! - Jakim jesteś aniołem? Masz skrzydła? - Nie poważnie jestem aniołem. Bawię się i śpiewam z innymi, jest mi bardzo dobrze. - Kto jest z tobą? - Anioł, mama nas wszystkich. - Po co tu jesteście? - Przygotowują mnie do narodzin. - Których? - Tych teraz. Nie chcę się rodzić, tak mi tu dobrze. - Możesz się wycofać? - Nie, to już postanowione, tak musi być. Te pozostałe anioły z którymi się bawiłam żegnają mnie, machają do mnie. - Wiesz gdzie się urodzisz? - Tak, widzę mamę, taka biedna musi dźwigać taki ciężki brzuch. - Potrafisz mi określić kiedy twoja dusza łączy się z ciałem? - Tak, w chwili gdy dziecko wychodzi z łona matki. - Jak to się dzieje? - Od tak, wskakuję w ciało i już. - I co? - Już jestem w ciele, jestem dzieckiem. Widzę jak mama się mną opiekuje. - To wszystko jest nieprzyjemne? - Nie, normalne. Ale teraz już wiem, kim byłam i kim jestem naprawdę. To było takie piękne. Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić, że Natalia jest Rosjanką rozmawiającą po polsku, natomiast w trakcie regresingu była tak zafascynowana tym, co zobaczyła, że relacjonując swoje przeżycie mówiła tylko po rosyjsku. Mam nadzieję że przeżycie Natalii pozwoli osobom zainteresowanym tematem reinkarnacji chociaż częściowo zrozumieć niezwykłą tajemnicę naszych narodzin.
Uwielbiam nocne audycje i trochę żałuję, że teraz nie mam na nie czasu. W nocy inaczej brzmi głos, a radio staje się miejscem prawdziwie magicznym. To była jedna z tych audycji, których nigdy nie zapomnę. W Pierwszym Programie Polskiego Radia miałem trzy godziny, aby trochę zaczarować słuchaczy tematyką „zjawisk niewyjaśnionych”. Słuchali naprawdę wszyscy, od morza po Tatry i od Kamczatki po prerie Teksasu.

Pamiętam, jak kiedyś zadzwonił kierowca amerykańskiej ciężarówki, Polak, który jechał potężną dwudziestotonówką „high-wayem” w Arizonie i w szoferce słuchał radia przez internet... mistrzostwo świata!

To była audycja o reinkarnacji. Wszystko było oparte o kontakt ze słuchaczami, którzy dzwonili, zadawali pytania albo sami opowiadali własne historie. Zanim weszli na antenę, to najpierw musieli przejść przez barierę Dominiki, która jako pierwsza odbierała telefon i mówiła „Program Pierwszy, Nocne Spotkania, słucham...”.

Zdarzało się, że dzwonił ktoś pijany, czasami wariat... musi być selekcja.Było ostro po drugiej, kiedy w słuchawkach usłyszałem głos Dominiki:

- Robert, jakaś kobieta dzwoni i mówi, że ma ciekawą historię o reinkarnacji, ale... bardzo płacze...

- Dlaczego płacze? Nie jest przypadkiem pijana?

- Nie wydaje mi się, po głosie wszystko OK. Podobno jej syn popełnił samobójstwo i dlatego płacze, ale... ty musisz zdecydować.... wpuszczamy?

- OK. Wpuszczamy!

Przez chwilę na antenie zaległa cisza. Po chwili kobieta odezwała się drżącym głosem, że chce opowiedzieć słuchaczom nieprawdopodobną historię, która jej się przydarzyła. Co się stało? Jej 12-letni syn popełnił samobójstwo. Powiesił się na sznurze we własnym pokoju. Po tych słowach znowu dał się słyszeć na antenie szloch.

- Bardzo pani współczuje, to straszna tragedia, ale... proszę mi wybaczyć, jest to jednak audycja o reinkarnacji, więc... pani rozumie...

- Tak, ja wiem proszę pana, że to o reinkarnacji. Wiem. Proszę mnie uważnie posłuchać...

Cała obsługa studia łącznie ze mną znieruchomieliśmy z wrażenia, a tymczasem kobieta powoli zaczęła opowiadać. Jest rozwódką, miała dwoje dzieci, chłopców. Jeden miał 12 lat, a drugi – młodszy – ma 3 latka. Ten starszy źle zniósł rozwód, miał do niej żal. Nie wie, kiedy jak i dlaczego. Zrobił to pogrążając ją w bólu śmiertelnym. Ma żal do siebie, do niego nie, choć nie rozumie... Czy jest wierząca? Owszem, katoliczka. Nawet praktykująca. Dlaczego dzwoni do Radia, kiedy jest audycja o reinkarnacji? Bo wydarzyło się coś, o czym musi opowiedzieć. To było po pogrzebie syna, kilka dni, może tydzień najwyżej. Była sama w domu z młodszym synem. Wydawało się jej, że już nie ma łez, bo wszystkie wypłakała, ale jeszcze się jakieś znalazły... Siedziała w kuchni. Twarz ukryta w dłoniach i rozpacz, której ludzki umysł nie ogarnie. I wtedy to się stało. Podszedł do niej jej trzyletni syn i pogłaskał po twarzy. Był wyraźnie zdziwiony.

- Mamo, powiedz, dlaczego płaczesz?

- Płaczę, bo twój starszy braciszek nas opuścił... Moje dziecko mnie zostawiło, on... widzisz synku... on się.... powiesił...

- Mamo, nie płacz. Czy pamiętasz, kiedy ty się kiedyś powiesiłaś i nas zostawiłaś, jak my bardzo płakaliśmy za tobą? Pamiętasz to?! Ale teraz już wiesz, że nie wolno tak nikogo zostawić. Nie wolno! Teraz już to zrozumiałaś. Nauczyłaś się. A więc już nie płacz, bo łzy są niepotrzebne!

Słowa jej małego synka sprawiły, że przestała płakać. Dziecko zadowolone z uzyskanego efektu poszło się bawić do drugiego pokoju. Jak gdyby nigdy nic się nie stało... Ona miała zaś poczucie, że dobry Bóg dał jej przez tę chwilę rozmowy dotknąć jednej z największych tajemnic ludzkości. Poczuła na plecach zimny powiew kosmosu. I wtedy przypomniała sobie dziwną rzecz, która cechowała ją od dzieciństwa. Jaka? A taki drobiazg... Nigdy nie mogła nosić ani szalika, ani żadnej apaszki. Jak coś ma zawiązane na szyi, to od razu się dusi. Po prostu nie może, nawet w zimie chodzi bez szalika! Była u lekarza. Powiedział, że to jest jakaś odmiana natręctwa, można to leczyć, ale... czy warto? Nie warto. Więc nie nosi. Od tego czasu wierzy, że kiedyś zrobiła coś, za co teraz przyszło jej zapłacić. Czy wierzy w reinkarnację? Po tym wydarzeniu? Absolutnie nie wierzy, ona wie, że istnieje!

Cała rozmowa zrobiła na wszystkich w studiu wstrząsające wrażenie. Oto w kilku słowach ktoś wyłożył całą skomplikowaną teorię o „karmie” i konsekwencjach naszych czynów, w tym życiu lub przyszłym. Zresztą, czy aby na pewno skomplikowaną? Może właśnie rozbrajająco prostą, którą tak pięknie przedstawił trzyletni chłopiec sprawiając, że jego matka przestała płakać. Bo po co płakać, skoro już zrozumiała swój błąd z wcześniejszego życia?

__________________________________________________________

5. CYTATY SŁAWNYCH LUDZI

To tak na zakończenie. Wielu sławnych ludzi wierzyło w reinkarnację... Nawet Freidrich Nietzsche. Oto parę wypowiedzi kilku sław, którzy wierzyli w teorię reinkarnacji:

Żyj tak abyś mógł pragnąć żyć ponownie – to twój obowiązek – dlatego że i tak będziesz żył ponownie!

Freidrich Nietzsche

Wiem że jestem nieśmiertelny, nie mam wątpliwości że umierałem już tysiące razy, śmieje się z tego co ty zwiesz unicestwieniem, bo znam bezkres czasu.

Walt Whitman

Skruszałem jako kamień i wzrosłem jako roślina, umarłem jako roślina i narodziłem się jako zwierzę, umarłem jako zwierze i stałem się człowiekiem. Czego mam się bać? Czy kiedykolwiek poprzez śmierć, stałem się czymś gorszym?

Jalalu Rumi

To nie jest zbyt zaskakujące, narodzić się więcej niż raz, ponieważ wszystko w naturze się odradza.

Voltaire

__________________________________________________________

Niechaj teraz Lincoln się wypowie; ja wyczerpałem limit jeżeli chodzi o pierwszy post. Powodzenia oponentom. ;) Dziękuję za uwagę. :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Na wstępie chciałbym przywitać skład sędziowski w skład którego wchodzą: Nanashi i Marcelo oraz opiekuna debaty Lunę. Drugą rzeczą jaką uczynię będzie przywitanie moich "zaślepionych wrogów", czyli Matiego95 u boku Wolfsteina. Nie mógłbym oczywiście zapomnieć o przyjacielu z drużyny vay'u, który jest idealnym partnerem do owej debaty. Moim zadaniem, jako sceptyka, jest podważenie "dowodów" Matiego95 na istnienie reinkarnacji. Będę uciekał się do wszystkich dostępnych środków, więc już na początku życzę Wolfsteinowi powodzenia. Nie będę już nudził na wstępie, więc zaczynajmy :)

P.S. Nie wiem co to za obrazek, ale chyba nie pasuje do tematu ^^

W pierwszej części posta Matiego95 widnieją wypunktowane religie z jakimś bełkotem z Wikipedii tuż po kilku wyrazach. Zacznę po kolei wszystko komentować:

1. CHRZEŚCIJAŃSTWO

Przed V Soborem Powszechnym w Konstantynopolu, wiele kościołów chrześcijańskich uznawało reinkarnację za fakt. Jednak, powołując się na pewien werset Listu do Hebrajczyków ((...) ludzie muszą raz umrzeć, a potem następuje sąd) chrześcijańskie Kościoły porzuciły wiarę w reinkarnację. Jednakowoż - mylili się. W Biblii istnieje całe mnóstwo cytatów, potwierdzających istnienie reinkarnacji. Oto kilka przykładów:

- "Znałem Cię, zanim jeszcze się począłeś" (Jr 1:4-5)

- "Jest Eliszem, który miał przyjść" (Mt 11,14)

- "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego"

(J 3,1-21).

Dlaczego się mylili? Przecież od zawsze wiadomo, przynajmniej tak wierzą chrześcijanie, że dusza ludzka po śmierci łączy się z Bogiem. Dowolna interpretacja metaforycznej Biblii. Chciałbym dodać, że Sobór Konstantynopolitański II dążył do zjednoczenia z monofizytami, którzy uważali reinkarnację za totalny bełkot i według nich dusza po śmierci zostaje wcielona przez Chrystusa. Można doszukiwać się podobieństw. Co do biblijnych cytatów, tak jak pisałem powyżej można je tłumaczyć jak się chce. Cytat "znałem Cię, zanim się począłeś" z Księgi Jeremiasza, która opisuje orędzie przekazane mu przez Boga,jego wytłumaczenie jest proste, Bóg według chrześcijan jest Wszechmocny, Wszechwiedzący i Wszechobecny i kropka. Drugi cytat pochodzi z Ewangelii Św. Mateusza i opisuje Eliasza (Mati95 źle skopiował), owszem proroka z IX wieku, który ma przyjść ponownie przed Mesjaszem. W późniejszej fazie Księgi Królewskiej jest opisana historia spotkania Jezusa z Piotrem, Jakubem i Janem, gdzie Jezus tłumaczy iż dusza Eliasza jest w osobie Jana Chrzciciela. Mati95 radziłbym przestudiowanie Pisma Świętego. Ostatni trzeci cytat jest jeszcze śmieszniejszy, został on wypowiedziany przez Jezusa do Żyda Nikodema i chodziło mu o to, że po śmierci każdy człowiek odradza się w Duchu Świętym. Ewangelia Św. Jana przedstawia dalej: „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża ( Jana 3;8). Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.”

No, to by było chrześcijaństwo ^^ Teraz panie i panowie Islam!

2. ISLAM

Nawet ta religia, przez wielu uważana za dziwną i przepełnioną ciemnotą ma w swej świętej księdze dwa kluczowe fragmenty, świadczące o istnieniu reinkarnacji:

- "Jakże możecie nie wierzyć w Boga? Byliście umarłymi, a On dał wam życie; potem sprowadzi na was śmierć i znowu da wam życie; wtedy do Niego zostaniecie sprowadzeni" (2:28)

- "Ty wprowadzasz noc w dzień i Ty wprowadzasz dzień w noc. Ty wyprowadzasz żyjące z martwego i Ty wyprowadzasz martwe z żyjącego. Ty dajesz zaopatrzenie, komu chcesz; bez rachunku!" (3:27)

Owe fragmenty? No faktycznie dużo tego... One o niczym nie świadczą. Są to tylko cytaty ukazujące moc Allaha oraz otrzymywaną przez niego łaskę w momencie narodzin. Jak dla mnie nic w tym sensownego.

Islam poszedł szybko teraz czas na wspaniały Buddyzm ^^

3. BUDDYZM

Buddyzm (i hinduizm też, ale mniejsza z tym) to religie w których reinkarnacja jest głęboko zakorzeniona. Nie będę się rozpisywał na temat tej wiary, bo to mija się z celem debaty. Jednak... czy może to być wiara fałszywa lub nieprawdziwa, jeżeli jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie, Albert Einstein, powiedział o niej: "Jeżeli istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to jest nią buddyzm. " ;)

Jak dobrze wiadomo Buddyzm to religia, która w strasznie małym stopniu łączy się z reinkarnacją, bardziej łączy się z doktryną braku indywidualnej duszy - zwaną ANATMAN, która zaś opiera się tylko i wyłącznie na umyśle.

To Buddyzm poleciał równie szybko jak przyleciał :D Później Mati95 zamieszcza krótkie podsumowanie, mówiące o tym, że nauka nie ma nic wspólnego z religią. Oczywiście, że ma - niszczy ją.

W następnej części posta zauważyłem relacje naćpan... ups przepraszam, wiarygodnych osób trzecich :P Pierwszy tekst od razu w pierwszym zdaniu wygłasza namiętnie: "Jestem wypocinami jakiegoś naiwniaka!" Jak dobrze wiadomo regresing niehipnotyczny jak sama nazwa wskazuje jest błędnym określeniem gdyż sugeruje, że istnieje inny regresing w domyśle "hipnotyczny", lub że nazwa metody jest dwuczłonowa. Został wymyślony przez polskiego :D psychotronika Leszka Żądło, który opierał się na regresji hipnotycznej Berta Hellingera, pseudonaukowca, który testował tą całą regresję przez 16 lat na afrykańskich plemionach Zulusów....

Drugi tekst jest "dość" wiarygodny, ale moim zdaniem taka tragedia rozpowszechniona była by w mediach, a nie w audycji radiowej nudnego Nautilusa. Wyobrażacie sobie to? Siedzi dwóch typków o 2 nad ranem, nagle dzwoni kobieta i się tłumaczy, że to nie jej wina, że synek się powiesił, żeby tylko nie czuć się winną tragedii. Na pewno miała kontakt z psychologiem, jak nie z psychiatrą. Ja jako rodzic takiego dziecka, od razu dostałbym na głowę i wylądował w wariatkowie. Musiały mieć na to wpływ czynniki psychogenne. Jeśli jeden człowiek potrafi za nic zabić drugiego to z łatwością można sobie wkręcić na banie takie historyjki.

Na koniec super-ultra-mega bomba! Cytaty sławnych ludzi, Mati95 nie wie jak bardzo sam siebie dobił tą końcówką. Zaczynamy:

Żyj tak abyś mógł pragnąć żyć ponownie – to twój obowiązek – dlatego że i tak będziesz żył ponownie!

Friedrich Nietzsche

Haha... Fryderyk Nietzsche i reinkarnacja, a to dobre. Człowiek z guzem mózgu myślał o reinkarnacji? Ale mniejsza z tym, zabieram się za komentarz do cytatu. F.N. jak wiadomo jednostka dość wyjątkowa jak i jego poglądy. Totalnie zła interpretacja treści. Czytałem "Ecce Homo" i "Tako rzecze Zaratustra" i nic w tych książkach nie ma o reinkarnacji. Bardziej chodzi o koncepcje "Wiecznego powrotu", czyli koncepcji filozoficznej według której świat powtarzał się i będzie powtarzać się wciąż w tej samej postaci nieskończenie wiele razy. Ma to swoje odniesienie w sylwetce węża nieskończoności - Uroborosa.

Skruszałem jako kamień i wzrosłem jako roślina, umarłem jako roślina i narodziłem się jako zwierzę, umarłem jako zwierze i stałem się człowiekiem. Czego mam się bać? Czy kiedykolwiek poprzez śmierć, stałem się czymś gorszym?

Jalalu Rumi

Po pierwsze nie Jalalu, ale Jalal Rumi :D Był on sufistą i to najbardziej znanym. Sufizm mianowicie to mistyczny, podwajam - mistyczny odłam Islamu, który jest próbą osiągnięcia jedności z boskim Absolutem. W najpowszechniejszej formie polega na regularnych modlitwach, recytacji formuł religijnych i boskich imion, grupowych śpiewach, studiowaniu świętych pism islamu, a przede wszystkim na wyparciu się własnego ego.

Na koniec zostawiłem sobie deserek całkowicie pogrążający Matiego95, otóż mój przeciwnik zamieścił tutaj dwa cytaty, nie wiedząc dobrze kto je napisał. Uwaga, uwaga byli to - POECI!!!! xD Voltaire zwany po prostu Wolterem oraz Walt Whitman, amerykański poeta wszech czasów :) Były to tylko fragmenty z ich utworów, tak samo jak pisali nasi polscy czterej wieszcze romantyzmu Mickiewicz, Słowacki, Norwid oraz Krasiński. Równie dobrze mogliby napisać, że Św. Mikołaj istnieje i lata statkiem kosmicznym....

Mam nadzieję, że to otworzy Matiemu95 i Wolfsteinowi oczy, na którego ripostę czekam z niecierpliwością. Dziękuję za przeczytanie.

Teraz czas na kontrargumenty, szczerze się przyznam, że o nich zapomniałem xD Myślałem, że to wystarczy. Posłużę się posiadanym przeze mnie artykule Krzysztofa Sykty, który bardzo dobrze do mnie przemówił i moim zdaniem nie trzeba go rozkładać na czynniki pierwsze:

  • Reinkarnacja (metempsychoza), koncepcja eschatologiczna zakładająca migrację duszy poprzez kolejne wcielenia, czy to w obrębie gatunku ludzkiego czy też w ramach całej przyrody ożywionej (kręgu czujących istot), stała się ostatnimi czasy swego rodzaju modą – będąc w istocie Świętą Krową New Age.
    Doktryna ta jest na dobrą sprawę równie prymitywna i wątpliwa etycznie co chrześcijaństwo i większość pozostałych religii, a raczej wierzeń odnoszących się do stanów pośmiertnych.
    Po pierwsze – podtrzymuje błędne mniemanie o odrębności poszczególnych istot.
    Po drugie – nie wyjaśnia (w sensowny sposóB) po co dusze mają inkarnować (skoro „niebo” jest takie cudowne to po co jest TEN świat?!)
    Po trzecie – bazuje na moralności kija i marchewki: jeśli zrobisz coś dobrze to czeka cię nagroda (niebo albo lepsze wcielenie, tudzież nirwana), a jeśli coś ci nie wyjdzie to czeka cię kara (piekło, gorsze wcielenie lub kolejne wcielenie w drodze do nirwany), stając się kolejnym narzędziem kontroli społeczeństw w rękach kleptokratów.
    Nie wyjaśnia dlaczego jest się tym, kim się jest i tylko tym. Nie ma bowiem, w gruncie rzeczy, żadnej różnicy między jednym życiem a jednym ciągiem określonej ilości żyć — w obu przypadkach nie jest nam dane zaznanie pełni doświadczeń. Stajemy się przez to ograniczeni w konkretnym łańcuchu określonej ilości wcieleń, który kończyć się ma jakimś rozpłynięciem w bogu lub bezosobowym absolucie czy też czymś równie absurdalnym.
    Jeśli tak jest, można by się zapytać, to po co w ogóle Absolut wydziela z siebie rzekome dusze, skoro i tak ich celem jest powrót do Niego? Czyż nie widać tu braku sensu? Czyż sensem życia nie jest samo życie?! I tak na dobrą sprawę – cóż to takiego „dusza”? Cóż to takiego „absolut”? Nic więcej ponad słowa.
    Postępowanie niezgodne z jakimiś zasadami/ przykazaniami owocować ma rzekomo wieczną męczarnią w piekle lub dalszym przebywaniem w kręgu wcieleń, z czego wnioskować można o braku wartości i przejściowości ziemskiego istnienia. Przebywanie na ziemi zredukowane zostaje do rangi chwilowego złudzenia (chwilowego, lecz bardzo dochodowego), a w koncepcji chrześcijańskiej wręcz do swoistego poligonu (ciągła walka z „szatanem” — straszenie ludzi ‘wiecznym’ potępieniem, tak jakby mogło istnieć coś wiecznego w rzeczywistości „bezczasowej”). Poza tym, kto miałby tworzyć te zasady? Bóg? Szalony Demiurg? Po co? Po to by skazywać ludzkość na cierpienie? Demiurg – sadomasochista?! I w jakiż to sposób byty tworzone przez wszechmocny absolut i będące jego odbiciem miałyby zbaczać z jakiejś prawej drogi?! Czy doskonały byt może tworzyć byty niedoskonale?! Innymi słowy: czy wszechdobry bóg może pozwolić na cierpienie i zło? A czy jeśli posadzimy tysiąc polityków przed maszynami do pisania i każemy im pisać przez tysiąc lat to czy któryś z nich stworzy „Hamleta”?
    Wróżki nie istnieją, jeżeli dzieci nie klaszczą w dłonie na ich widok (S. Rushdie).
    Dalej — dalsza reinkarnacja zakłada, że istnieją, rzekomo, jakieś lepsze i gorsze osoby, mniej lub bardziej dojrzałe, a co to w ogóle znaczy ‘bycie dojrzałym’? Bardziej przesyconym dobrocią i współczuciem dla wszystkich istot? Wynikałoby z tego, że niedojrzałe, świeżo narodzone „dusze” pełne są zła i niedoskonałości, nie wykazują empatii ani zrozumienia. Inaczej mówiąc bóg lub cokolwiek innego, tworzy jakieś wadliwe twory, które muszą następnie dojrzewać, przechodząc przez kolejne wcielenia. Przecież to absurd. Gdyby istniał jakiś lepszy świat, czyż nie żylibyśmy w nim TERAZ? Czy świat, w którym żyjemy nie jest wystarczająco dobry by w nim istnieć?
    Gdyby ludzie byli optymistami nie wymyśliliby religii.
    Skoro świat jest taki jaki jest, pełen pozornego zła to oznacza to, że albo taki musi być, a samo pojecie zła jest subiektywnym odczuciem człowieka, nie rozumiejącego zasad rządzących przyrodą, albo, że świat jest tworem niedoskonałym, stworzonym przez „ułomnego” boga, a ludzie znajdują się jakby w więzieniu własnego, niedoskonałego jestestwa (‘doskonałość’ i ‘niedoskonałość’ – terminy czysto subiektywne, różnicowanie rzeczywistości: ‘my’ i ‘oni’). Ten drugi, gnostyczny światopogląd prezentowało w gruncie rzeczy pierwotne chrześcijaństwo (co nie znaczy, że miało rację). Wymienić tu można chociażby listy św. Pawła, w których twierdzi, że „tym światem rządzi szatan”. W 2 Kor 4,4 szatan nazywany jest wręcz „bogiem tego świata”. Przypomina to w istocie narzekania partyjnej opozycji, która odsunięta od władzy wieszczy bliski koniec świata operując populistycznymi sloganami (‘sprawiedliwość społeczna'), by wraz z przejęciem rządów (niezależnie czy dusz czy portfeli – różnicy nie ma tu żadnej) odejść od swych wzniosłych haseł na rzecz utrwalania posad i stanowisk.
    Nie ma lepszych i gorszych ludzi. Ludzie są tacy jacy są (tak naprawdę to jesteśmy tym, kim wydaje nam się, że jesteśmy — ale to już jest inny problem).
    Nie ma biliardów dusz, no bo po co miałyby się męczyć na tym padole. Zamknięte w pułapce materii, od nie wiadomo kiedy po niezgłębioną wieczność, zmuszone do szukania oświecenia, tak, jakby przebywanie w mroku było czymś złym i nienaturalnym. Poszukiwanie swej „prawdziwej natury” jest w istocie jedynie „szlifowaniem lustra” a „oświecenie” zrozumieniem, że nie ma żadnego oświecenia.
    Być może świat, w którym żyjemy, jest jednym, pulsującym absolutem, tworzonym przez zbiorowość z pozoru odrębnych świadomości, które, w gruncie rzeczy, tworzą jedną, ponadgatunkową nadświadomość. Być może jest bytem równie wirtualnym co litery na ekranie monitora. W każdym razie jedno jest dla mnie pewne: cokolwiek robimy drugiemu człowiekowi, czy też zwierzęciu, robimy to, w gruncie rzeczy, samemu sobie...
    Czym tak naprawdę jest nasza świadomość, stwarzająca pozory istnienia „tylko-siebie”, tworząca „ekran świadomości” tylko-tu i tylko-teraz. Nierealne Dazein, przygniatające kruchością istnienia? Jak kogo.
    Nie ma żadnej różnicy między pozornym „ty” i „ja”. No bo kto w tej chwili czyta ten tekst? Kto ma go przed swymi oczami? JA i tylko JA!
    Mówiąc inaczej, zadajmy sobie pytanie, czego doświadczamy w tej chwili? Czym jest to, czego doświadczamy?
    Aby poczuć zapach świeżego powietrza wystarczy otworzyć okno…
    Chyba, że pod oknem sprzedają śnięte ryby.

Według mnie jest to tekst ukazujący prawdziwość twierdzeń realisty.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WITAM!

inkarnacjalarge.jpg

Na początku mojego wystąpienia chciałbym wszystkich powitać...

a przede wszystkim szanownych sędziów: Lune, Nanashi i Marcela... oraz mojego kolegę z drużyny Matiego, i naszych oponentów Vaya i Lincolna.

Bardzo się cieszę że mogę brać udział w tej dyspacie i jeszcze w chwili wstępu mam parę słów do Lincolna.

Otóż Twoja odpowiedź w dużym stopniu polegała na obrażeniu mojego kolegi Matiego i próbie pokazania jaki to on jest nieudaczny... a w moim mniemaniu (i chyba nie tylko w moim) skompromitowałeś sam Siebie. Obrażanie przeciwników to typowe zachowanie dla osób zapędzonych w przysłowiowy "kozi róg".

No ale cóż przejdźmy do sedna pierwszej części mojej wypowiedzi czyli do kontrargumentacji...

Pozwolę zacząć sobie od Chrześcijaństwa...

Jak można zauważyć Mati wyraźnie napisał, że reinkarnacja w chrześcijaństwie istniała tylko u zarzewia Chrześcijaństwa... więc nie wiem w czym problem, drogi kolego.

Teraz kolej na Islam rzekłeś:

"Owe fragmenty? No faktycznie dużo tego... One o niczym nie świadczą. Są to tylko cytaty ukazujące moc Allaha oraz otrzymywaną przez niego łaskę w momencie narodzin. Jak dla mnie nic w tym sensownego."

I mniemam że wystarczyłby jeden, ten pierwszy. Czy nie jest napisane wyraźnie, czarno na białym że Allah odbiera i daje życie poszczególnej jednostce więcej niż raz?

I teraz to co mnie najbardziej rozśmieszyło w twojej wypowiedzi Lincolnie, czyli Buddyzm, stwierdziłeś:

"Jak dobrze wiadomo Buddyzm to religia, która w strasznie małym stopniu łączy się z reinkarnacją"

Więc teraz moje pytanie, czy zapomniałeś o takiej osobie jak Dalajlama? Czy nie jest według wierzeń Buddystów, tą samą inkarnacją jednej duszy? Więc skoro jeden z największych przedstawicieli tej religii, sam wie o swoich poprzednich wcieleniach, i co więcej mówi otwarcie o Reinkarnacji, to czy można powiedzieć że jest ona w "strasznie małym stopniu" połączona z tą religią? Sądzę że odpowiedź jest tylko jedna: Nie..

Teraz przyszła kolej na obronę, twojego stwierdzenia na temat drugiego przytoczonego przez Matiego tekstu ze strony FN..

Twierdzisz że ta tragedia, byłaby rozpowszechniona w Mediach a nie tylko na stronie Fundacji...

Ale skąd masz pewność że Matka tego chłopca, nie chciała aż tak wielkiego rozgłosu... może była stałą czytelniczką stron Fundacji Nautilus, tak samo słuchaczką ich radia, i gdy usłyszała o czym rozmawiają, postanowiła zadzwonić...

Dalej sądzisz, że ta kobieta zadzwoniła żeby tłumaczyć się, że to nie przez nią, jej syn się powiesił (Wydaje mi się że ironia, której użyłeś w tym zdaniu nie była potrzebna).

Lecz po co miała dzwonić i się tłumaczyć skoro i tak nikt oto nie oskarżał jej... I wątpię żeby sama Siebie też oskarżała...

Na końcu mówisz o tym że po śmierci dziecka, Ty jak byłbyś w takiej sytuacji, wylądował byś w wariatkowie...

Lecz czy zwróciłeś uwagę, że owa kobieta, miała jeszcze dla kogo żyć? Miała małego synka, który na pewno sprawiał że pozostawała przy życiu i normalności.

I co do artykułu który podałeś... mniemam że nie został on napisany bezstronnym okiem, widać że pan Krzysztof Sykta jest Ateistą, co sprawia że słowa wypowiedziane przez niego są dziesięć razy mniej wiarygodne.

A poza tym, religii nie można przedstawić tylko w sposób naukowy, bo każdy wie że są rzeczy których nauka nie jest wstanie zrozumieć i wyjaśnić i właśnie do takich rzeczy zalicza się religia.

***

I teraz nadeszła chwila, na drugą część mojego wystąpienia, zaprezentuję tutaj jedną dość długą historie, opowiadającą o dziewczynce, która od dziecka pamiętała o poprzednim wcieleniu... Mam nadzieję że pozwoli ona przejrzeć nie którym na oczy...

Historia SANTI DEWI - dziewczynki która wiedziała

Ta historia jest uważana za jeden z najbardziej udowodnionych przypadków reinkarnacji w dziejach ziemi. Sprawą interesował się Mahatma Gandhi. Jego zdaniem był to jeden z wielu, za to stuprocentowo dowiedziony i nie pozostawiający cienia wątpliwości fakt powtórnych narodzin. Poznajmy go.

Tę niezwykłą historię poznaliśmy dzięki Szwedowi, Stur Linnerstrandowi, który zainteresował się przypadkiem Santi Dewi, kiedy przebywał w Indiach. Była to historia z początku XX wieku, dlatego trudno było dotrzeć do dokumentów i świadków. Linestrand przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżał do Indii i dzięki temu udało mu się zgromadzić materiał świadczący o prawdziwości niesłychanie rzadkiego zjawiska: pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Warto dodać, że w latach trzydziestych ub. wieku historia Santi Dewi była znana w Europie Zachodniej, nie mówiąc o Indiach.

Zacznijmy od początku. Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe....

Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat. Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu.

Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat.

Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi. Napisali do niego list

Wielce Szanowny Panie! W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”.

Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź

Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści.

Szanowni Panowie! Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece.

Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża.

Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach.

I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki z jej byłym mężem.

Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami.

Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia 1926 roku.

Opis jej pobytu w zaświatach jest tak fascynujący, że poświęcimy mu dzisiaj więcej czasu. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy.

Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem.

Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek.

Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś...

Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie.

„Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka.

Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca.

Tak, chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy.

Mahatma Gandi

Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy.

W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji.

Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka.

Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandhiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz z Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń:

Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda!

W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć... W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”.

Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku.

Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie.

Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat.

Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego?

Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta.

Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem.

Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany.

Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę.

Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia... pokój sypialny. Tutaj stało moje łóżko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O... jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny?

Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza.

Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Drodzy czytelnicy Nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci.

Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandhiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji.

Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów.

I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia:

Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatką, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później.

Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna.

Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała.

Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu.

Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia.

Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje...

Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie.

Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła. Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy.

Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach.

Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość.

Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania....

Zamieszczam jeszcze zdjęcie Shanti:

shantidevi.jpg

I na zakończenie, chciałbym życzyć mojemu rywalowi Vayowi powodzenia.

Pozdrawiam

Wolf

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Na początku wpisu wypada mi powitać wspaniałą opiekunkę Lunę, wielmożnych sędziów Nanashiego i Marcela, prezydenta Lincolna oraz oponentów bez których ta debata nie mogłaby istnieć - Matiego95 i Wolfsteina. Witam i pozdrawiam również wszystkich tych, którzy nie są uczestnikami tej debaty, a mimo to czytają mój wpis.

:)

Na początku chciałbym się odnieść do trochę nieprzyjemnej sytuacji o której wspomniał Wolf:

Otóż Twoja odpowiedź w dużym stopniu polegała na obrażeniu mojego kolegi Matiego i próbie pokazania jaki to on jest nieudaczny... a w moim mniemaniu (i chyba nie tylko w moim) skompromitowałeś sam Siebie. Obrażanie przeciwników to typowe zachowanie dla osób zapędzonych w przysłowiowy "kozi róg".

Muszę przyznać, że nie zauważyłem nigdzie aby Lincoln obrażał Matiego,

lub pokazywał jego nieudaczność. Linc po prostu go ripostował. Problemu nie widzę, bo chyba na tym debata polega. Poza tym, ty w swoim wpisie, robiłeś to samo. :) Peace!

Zaczynajmy więc.

Islam

Mati napisał o Islamie:

Nawet ta religia, przez wielu uważana za dziwną i przepełnioną ciemnotą ma w swej świętej księdze dwa kluczowe fragmenty, świadczące o istnieniu reinkarnacji

I podał dwa cytaty, które zaraz podważę. Oto pierwszy z nich:

- "Jakże możecie nie wierzyć w Boga? Byliście umarłymi, a On dał wam życie; potem sprowadzi na was śmierć i znowu da wam życie; wtedy do Niego zostaniecie sprowadzeni" (2:28)

Fragment ten pochodzi z Al-Baqarah (Księga Krowy). Jest on swojego rodzaju przepowiednią, mówiącą o tym, że Allah stworzył rasę ludzką, następnie, gdy ta za daleko się posunie, zniszczy ją (sprowadzi kataklizmy i zabije), a potem na nowo stworzy. Tak ten cytat rozumują Muzułmani, a przynajmniej ich większa część.

- "Ty wprowadzasz noc w dzień i Ty wprowadzasz dzień w noc. Ty wyprowadzasz żyjące z martwego i Ty wyprowadzasz martwe z żyjącego. Ty dajesz zaopatrzenie, komu chcesz; bez rachunku!" (3:27)

Również ten cytat (pochodzący z Al-Imran) nasi oponenci źle zrozumieli.

Tematem tej Sury jest po prostu pokazanie wszechmocy Allaha. Cytat ten pokazuje, że "islamski absolut" potrafi dosłownie wszystko. Nie ma to żadnego powiązania z reinkarnacją.

Islam jakoś zleciał. Wytłumaczyłem wszystko i nie ma już chyba żadnych wątpliwości.

Jeśli są to proszę napisać w kolejnym "debatowym wpisie" bądź po prostu spytać na PW. :)

Buddyzm

zapomniałeś o takiej osobie jak Dalajlama? Czy nie jest według wierzeń Buddystów, tą samą inkarnacją jednej duszy? Więc skoro jeden z największych przedstawicieli tej religii, sam wie o swoich poprzednich wcieleniach, i co więcej mówi otwarcie o Reinkarnacji, to czy można powiedzieć że jest ona w "strasznie małym stopniu" połączona z tą religią? Sądzę że odpowiedź jest tylko jedna: Nie..

Dalajlama ma stały umysł w którym się odradza, a nie inkarnuje! Jest on cały czas mężczyzną,

a w kole reinkarnacji jest to niemożliwe, gdyż drugim wcieleniem jest kobieta, a Dalajlamów

jest już czternastu w postaci męskiej. Tak więc reinkarnacja, w Buddyźmie Tybetańskim

istnieje w strasznie małym stopniu, o ile w ogóle.

Opowieści z Nautilusa

Lecz po co miała dzwonić i się tłumaczyć skoro i tak nikt oto nie oskarżał jej... I wątpię żeby sama Siebie też oskarżała...

Chyba nieuważnie czytałeś ten fragment Wolf, bo jest tam wyraźnie powiedziane, że ta kobieta "Ma żal do siebie", dziwne zresztą jakby nie miała, bo w końcu nie upilnowała dziecka.

Artykuł Lincolna

I co do artykułu który podałeś... mniemam że nie został on napisany bezstronnym okiem, widać że pan Krzysztof Sykta jest Ateistą, co sprawia że słowa wypowiedziane przez niego są dziesięć razy mniej wiarygodne.

A poza tym, religii nie można przedstawić tylko w sposób naukowy, bo każdy wie że są rzeczy których nauka nie jest wstanie zrozumieć i wyjaśnić i właśnie do takich rzeczy zalicza się religia.

Piszesz, że słowa wypowiadane przez ateistę są 10 razy mniej wiarygodne, z czym nie mogę się zgodzić.

10 razy mniej wiarygodne równie dobrze są ateistycznej strony słowa wierzącego.

Co do drugiej części twojej opinii... również nie mogę zgodzić, ponieważ jestem zdania, że nauka potrafi wyjaśnić wszystko, ale nasza jest jednak na zbyt niskim poziomie, aby to zrobić. Może w przyszłości...

Historia Shanti.

Jest to przyznam dość dobry argument, który trudno podważyć. Pozostaje jednak pytanie, czy ta historia aby na pewno jest wiarygodna? I proszę mi tu nie pisać, że jeśli jest na stronie nautilusa, to musi być prawdą, bo jedyna prawda w tej historii to to, że nie można jej wiarygodności udowodnić. To równie dobrze może być zwykła bajeczka.

W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

W jaki sposób? Nie wiem, ale na pewno to możliwe. Po co? Dla pieniędzy i sławy.

? Pytania ?

Jeśli Mati i Wolfstein chcą mnie przekonać co do istnienia reinkarnacji, muszą odpowiedzieć racjonalnie na kilka moich pytań. Brak odpowiedzi na nie, to jeden z paru czynników, przez które w reinkarnację nie wierzę.

-Po co jest reinkarnacja?

-Jak mam wyciągać wnioski z poprzednich wcieleń skoro nic nie pamiętam?

-Jaki tego sens zamieniania mnie w owada, który żyje zaledwie tygodnie i nie posiada świadomości?

-Czy zamiana w takiego owada aby na pewno jest karą? Przecież i tak człowiek jako jakaś mucha nie posiada świadomości, a co za tym idzie nie wie kim jest.

-Skąd zmienna liczba populacji na Świecie?

Na koniec dziękuję Lincolnowi, który mi pomógł w stworzeniu tekstu

do debaty i życzę Matiemu powodzenia. :) Pozdrawiam. :geek:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam ponownie.

:)

reinkarnacja1.jpg

Swoją wypowiedź poświęcę pytaniom szanownego oponenta Vaya. :) Zacznijmy:

"Po co to jest reinkarnacja?"

Z każdego życia musimy wyciągnąć jakąś naukę, jakiś wniosek. Po co? Po to, żeby dusza mogła zdobywać doświadczenie, przepełniać się harmonią. Dusza która przeżyje wszystko i będzie doświadczona w ogromną stopniu, będzie mogła osiągnąć nirwanę - stan bez cierpienia, bez strachu. Jednak, żeby nikt nie zarzucił mi, że kieruję się tylko religiami wschodu, nadmienię, że owa nirwana dla chrześcijan może być Niebem, dla kogoś innego Walhalą itp. itd. kwestia semantyki. :)

"Jak mam wyciągać wnioski z poprzednich wcieleń skoro nic nie pamiętam?"

Tutaj przytoczę dwie teorie, które mimo wszystko nie wykluczają się wzajemnie. Po pierwsze, człowiek, a raczej dusza człowieka, wnioski może wyciągać po śmierci, przed kolejnym życiem - kiedy "czeka" na kolejną inkarnację. A po drugie - ludzie znaleźli sposoby by przypomnieć sobie poprzednie wcielenie. ;) Najprościej jest poddać się hipnozie; tutaj link do nagrania: http://kominek.blox.pl/2008/02/ZYCIE-PRZED-ZYCIEM.html

(w końcu najlepiej przekonać się o czymś na własnej skórze. :) ) Jest jeszcze wiele innych; swoje poprzednie wcielenie możemy poznać także dzięki długim medytacjom. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego nie pamiętamy swojego poprzedniego wcielenia "ot tak", naturalnie. No więc tutaj powiem, że jest to tak "zorganizowane" po to, żebyśmy łatwiej mogli utożsamić się ze swoim obecnym ciałem.

"Jaki tego sens zamieniania mnie w owada, który żyje zaledwie tygodnie i nie posiada świadomości?"

Jeżeli będzie posiadał duszę - będzie posiadał świadomość. A co z tego, że żyje tak krótko? I tak możesz doświadczyć czegoś nowego, niezależnie od tego jak długo będziesz żył.

"Czy zamiana w takiego owada aby na pewno jest karą? Przecież i tak człowiek jako jakaś mucha nie posiada świadomości, a co za tym idzie nie wie kim jest.?"

Moim zdaniem, twierdzenie, że w owada inkarnujemy "za karę" jest równie naiwne co teoria cielesnego Boga. Jeśli chodzi o to, czy owad posiada świadomość i jaki jest prawdziwy sens życia jako owad - napisałem wyżej.

"Skąd zmienna liczba populacji na Świecie??"

A kto powiedział, że proces reinkarnacji obejmuje tylko ludzi? Przecież skoro dusza może przejść także w jakieś zwierze, to logiczne jest, że liczba ludzi będzie różna. Po drugie - można też powiedzieć, że nie jesteśmy jedynymi bytami we wszechświecie i możemy odrodzić się także na innych planetach. A po trzecie - dusza musi mieć zrobione miejsce do przyjścia na świat - chodzi tu o ciało (człowieka, bądź zwierzęcia). A jak wiadomo, posiadanie potomstwa jest dobrowolne...

Niestety, w tym miejscu moja wypowiedź musi się zakończyć. Przepraszam, że post jest tak krótki jak na debatę, ale mam ostatnio bardzo dużo nauki i bardzo mało czasu wolnego. Obiecuję zrehabilitować się w następnym wpisie. :)

Powodzenia Lincoln.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WITAM PONOWNIE WSZYSTKICH SĘDZIÓW, OPIEKUNÓW, PARTNERÓW I OCZYWIŚCIE PRZECIWNIKÓW

Z perspektywy braku cennego czasu od razu biorę się za komentarz:

Z każdego życia musimy wyciągnąć jakąś naukę, jakiś wniosek. Po co? Po to, żeby dusza mogła zdobywać doświadczenie, przepełniać się harmonią. Dusza która przeżyje wszystko i będzie doświadczona w ogromną stopniu, będzie mogła osiągnąć nirwanę - stan bez cierpienia, bez strachu. Jednak, żeby nikt nie zarzucił mi, że kieruję się tylko religiami wschodu, nadmienię, że owa nirwana dla chrześcijan może być Niebem, dla kogoś innego Walhalą itp. itd. kwestia semantyki. :)

„Dusza, która przeżyje wszystko” – samo w sobie absurdalne stwierdzenie, ponieważ w Buddyzmie/Hinduizmie i wielu odmianach religii wyznających reinkarnację, dusza nie istnieje. Według nauk tych religii wszystko jest nietrwałe, w stanie ciągłej zmiany, przejściowe. Funkcjonuje w nim termin anatman(jak pisałem już we wcześniejszym poście) oznaczający brak duszy - atmana. Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji.

Powiem Ci, Mati95, że nirwana „nie może być” czymś dla innych religii, to tylko Twoje założenie nie poparte niczym. Nirwana to rozpłynięcie się we Wszechświecie, więc gdzie tam po śmierci według Chrześcijan jest Raj i ich bliscy, z którymi mają się spotkać? Gdzie według wyznawców Islamu jest Allach, z którym mają się spotkać po śmierci? Gdzie według wyznawców pozostałych religii takich jak:

animizm

druidyzm

voodoo

babizm

azalityzm

bahaizm

ortodoksyjny bahaizm

Free Baha'i Faith

Reform Bahai Faith

chondogyo

prawosławie

Kościoły bizantyjskie

Cerkiew prawosławna

staroobrzędowcy

popowcy

jednowiercy

bezpopowcy

starokalendarzowcy

kościoły orientalne

ormianie

koptowie

syryjczycy

Kościoły asyryjskie

skopcy

protestantyzm

arianizm

ewangelicyzm

bracia morawscy

kalwinizm

luteranizm

metodyzm

Husytyzm

Waldensi

ewangelikalizm

adwentyzm

anabaptyzm

mennonityzm

amisze

baptyzm

milleryzm

prezbiterianizm

adwentyści dnia siódmego

chrześcijanie dnia sobotniego

kwakrzy

pentakostalizm

salwacjonizm

unitarianizm

restoracjonizm

Chrystadelfianie

Badacze Pisma Świętego

Świadkowie Jehowy

mormoni

Społeczność Chrystusa

jazydyzm

judaizm (tzw. religia żydowska)

chasydyzm

felaszowie

judaizm mesjanistyczny

judaizm konserwatywny

judaizm ortodoksyjny

judaizm postępowy

judaizm rekonstrukcjonistyczny

karaimi

mozaizm

samarytanizm

mandeizm

manicheizm

mazdaizm

mazdakizm

mitraizm

nowe ruchy religijne

Nowe Ruchy Religijne związane z chrześcijaństwem

Kościół Palmariański

Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich

Prawdziwy Kościół Katolicki

Nowe Ruchy Religijne związane z hinduizmem

Integralna Joga Międzynarodowa (swami Satchidananda) - Integral Yoga International

Medytacja Transcendentalna

Misja Boskiego Światła - Divine Light Mission

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny - ISKCON

Neo-Sannyas (Osho)

Radha Soami

Sathya Sai Baba

Swaminaryan Faith

Falun Gong

scjentologia

New Age

kult cargo

Rastafari

Metoda Quan Yin (Suma Czing Hai)

Neopogaństwo

wicca

modekngei - nowy ruch rel. zał. ok. 1915 przez Tamadada na Palau (Oceania)

kaodaizm

konfucjanizm

kościół scjentologiczny

rastafari

santeria

szintoizm (tzw. shintoizm i shintō)

jinja

nowe religie japońskie

shintō domu cesarskiego

shintō ludowe

shintō sekciarskie

shintō świątynne

zenrinkyō

taoizm

zaratusztrianizm

zurwanizm

religie pierwotne

religie prehistoryczne

religie rodzime Afryki

religie rodzime Australii

religie rodzime Europy

rodzimowierstwo słowiańskie

sikhizm

Są ich pośmiertne zbawienia? Wszystkie różnią się od religii dharmicznych praktycznie wszystkim. Doszukiwać się można jedynie akcentów filozoficznych i uszczerbków teologicznych. Napisałeś, że to kwestia semantyki, jak widać jest to błędne twierdzenie.

Tutaj przytoczę dwie teorie, które mimo wszystko nie wykluczają się wzajemnie. Po pierwsze, człowiek, a raczej dusza człowieka, wnioski może wyciągać po śmierci, przed kolejnym życiem - kiedy "czeka" na kolejną inkarnację. A po drugie - ludzie znaleźli sposoby by przypomnieć sobie poprzednie wcielenie. ;) Najprościej jest poddać się hipnozie; tutaj link do nagrania: http://kominek.blox.pl/2008/02/ZYCIE-PRZED-ZYCIEM.html

(w końcu najlepiej przekonać się o czymś na własnej skórze. :) ) Jest jeszcze wiele innych; swoje poprzednie wcielenie możemy poznać także dzięki długim medytacjom. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego nie pamiętamy swojego poprzedniego wcielenia "ot tak", naturalnie. No więc tutaj powiem, że jest to tak "zorganizowane" po to, żebyśmy łatwiej mogli utożsamić się ze swoim obecnym ciałem.

Już nie chciało mi się komentować po pierwszym zdaniu, ale jak mus to mus. Ponownie piszę: w teorii reinkarnacji nie ma duszy. Kolejna sprawa to hipnoza -_-

Posłużę się magiczną Wikipedią:

Hipnoza – stan psychiczny częściowego wyłączenia świadomości, pomiędzy snem a jawą, charakteryzujący się wzmożoną podatnością na sugestię. Termin hipnoza pochodzi od greckiego słowa hypnos, czyli sen.

Jeżeli odpowiednio się ją przeprowadzi, dobry hipnotyzer może spowodować, że człowiek poddany temu procesowi powie wszystko na co owy hipnotyzer ma ochotę.

Medytacja to z kolei praktyki polegające na samodoskonaleniu naszego ego. Rozwojowi ducha. Wtedy nasza autosugestia zostaje pobudzona do akcji. Wszystko uzależnione jest od psychogennych czynników środowiska zewnętrznego i naszego charakteru, czy podejścia do świata. Jeżeli podczas medytacji człowiek założy ze był, przypuśćmy pilotem Sztukasa za czasów II Wojny Światowej to nim był, ale tylko w swoim własnym mniemaniu i „założeniu”.

Co ma pamięć do utożsamiania się ze swoim ciałem? Nie rozumiem tego. Chodzi o ty, że na przykład byłem kiedyś tam słoniem lub kobieta, lub niewiadomo czym i z trudem jest mi się „zapamiętać” z tym obecnym ciałem? Co za nonsens.

Jeżeli będzie posiadał duszę - będzie posiadał świadomość. A co z tego, że żyje tak krótko? I tak możesz doświadczyć czegoś nowego, niezależnie od tego jak długo będziesz żył.

Znowu pojawia się dusza. Ehh… i w dodatku świadomość. W reinkarnacji świadomość, czyli z języka łacińskiego „conscientia” oznaczającą „wiedzę dzielona ze samym sobą” oraz „niewiedze nad którą się zastanawiamy”, wyklucza się, gdyż „wiedza” jak i „niewiedza” znikają.

Moim zdaniem, twierdzenie, że w owada inkarnujemy "za karę" jest równie naiwne co teoria cielesnego Boga. Jeśli chodzi o to, czy owad posiada świadomość i jaki jest prawdziwy sens życia jako owad - napisałem wyżej.

Nie wiesz czy Bóg nie był albo był cielesny. Nikt tego nie wie. Zabrzmiało to dość twierdząco i blednie w przekonaniu wielu osób. Może jednak był cielesny i zabił go Adam, albo Szatan jak twierdzi hermetyzm?

Sensem życia jest samo życie. Wszystko walczy o życie, nawet małe roślinki i porosty, które ledwo co wyrastają z pomiędzy skał bardzo wysokich gór. Nie chodzi koniecznie o doświadczanie czegoś nowego i tak nasza wiedza o tym zaniknie, jak głosi samsara.

A kto powiedział, że proces reinkarnacji obejmuje tylko ludzi? Przecież skoro dusza może przejść także w jakieś zwierze, to logiczne jest, że liczba ludzi będzie różna. Po drugie - można też powiedzieć, że nie jesteśmy jedynymi bytami we wszechświecie i możemy odrodzić się także na innych planetach. A po trzecie - dusza musi mieć zrobione miejsce do przyjścia na świat - chodzi tu o ciało (człowieka, bądź zwierzęcia). A jak wiadomo, posiadanie potomstwa jest dobrowolne...

Mati95 tak, Wasza reinkarnacja nie obejmuje tylko ludzi. O widzę, że dodałeś także o innych cywilizacjach. Lecz i tak pojawia się sformułowanie „dusza może przejść”, owszem liczba ludzi będzie rożna, ale na pomiarach zawartych w książkach:

Nathan Keyfitz, Applied Mathematical Demography (New York: John Wiley and Sons, 1976)

Judah Matras, Population and Societies (Englewood Cliffs, NJ: Prentice-Hall, 1973)

Colin McEvedy and Richard Jones, Atlas of World Population History (New York: Facts on File, 1978)

United Nations, Determinants and Consequences of Population Trends (New York: United Nations, 1973)

United Nations, World Population Prospects as Assessed in 1963 (New York: United Nations, 1966)

United Nations, World Population Prospects: The 2000 Revision (New York: United Nations, 2001)

Wynika, że na świecie w obrębie wszystkich epok narodziło sie 106,456,367,669 ludzi. Dodać do tego jeszcze zwierzęta i obce cywilizacje. Robi się z tego niezła liczba, śmiem był twierdzić, że nieskończona. Jeśli mamy opierać się na takich szczegółach, jak sam drogi Mati95 napisałeś, wychodzi na to, ze nikt jeszcze nie osiągnął nirwany bo populacja rośnie. Załóżmy, ze na początku stworzenia gatunku ludzkiego i zwierzęcego istnieli sobie Zdzisiek, Łucja ich syn Waldek i pies Azorek, krówka Olcia i kózka Weronika. Żyli sobie tylko oni. Nagle w Zdziśka walnął piorun i co? Inkarnuje w….? No właśnie, niby w co? Dodatkową duszę? Stworzyciel nie chce dodatkowej duszy, trudno, że Zdzichu umarł :D Biorąc to na logikę, można tak w nieskończoność wymyślać.

Teraz chciałbym jeszcze skomentować przypadek Shanti Devi opisywany przez Wolfa. Jak już pisał vay być może było to robione pod publikę, w celu rozsławienia Indii, zarobienia kasy, potwierdzenia wiarygodności poglądów jakie głoszą Hindusi. Shanti badał tylko jeden sceptyk i to w dodatku Szwed, nie wiem, czy jest to najlepszy materiał na naukowca :P Nie jest to odgórnie potwierdzone, że to przykład reinkarnacji, może "historia Devi" przekazana została wraz z genami przodków? Tylko to nasuwa mi się na myśl. Równie dobrze mogło być to wszystko zaplanowane. Dlaczego teraz nie ma takich nagłośnionych przypadków? Dlaczego spotyka to tylko niektórych ludzi? Przecież więcej wyznawców określonej religii dharmicznej powinno takie coś przeżywać z punktu widzenia logiki.

Pozdrawiam i życzę powodzenia Wolfsteinowi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

image003.jpg

Witam Ponownie!

Na początku pragnę ponownie powitać szanownych sędziów: Lunę, Nanashi i Marcelego. Mojego "brata" w debacie Matiego i naszych przeciwników Lincolna i Vaya.

Pierwszą część mojego wystąpienia ponownie poświęcę, aby obronić twierdzenie Matiego.

Napisałeś:

„Dusza, która przeżyje wszystko” – samo w sobie absurdalne stwierdzenie, ponieważ w Buddyzmie/Hinduizmie i wielu odmianach religii wyznających reinkarnację, dusza nie istnieje. Według nauk tych religii wszystko jest nietrwałe, w stanie ciągłej zmiany, przejściowe. Funkcjonuje w nim termin anatman jak pisałem już we wcześniejszym poście) oznaczający brak duszy - atmana. Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji."

Owszem, może w Buddyźmie i Hinduiźmie stwierdzenie "dusza" nie istnieje. Ale nie ograniczajmy się, weźmy na przykład wyznawców przeze mnie zwanej "reinkarnacji zachodniej" (czyli Europa i Ameryka Północna), przeważnie zwolennicy takiej reinkarnacji ( w tym ja ), uznają że dusza istnieje. I właśnie to ona się inkarnuje. I również większość zwolenników, nie uznaję Nirwany jako czegoś istniejącego. Tylko że dusza zdobywa doświadczenia, i stara się jak najbardziej zbliżyć do Boga, przechodzić na wyższe gęstości itp.

Następnie rzekłeś tak:

Hipnoza – stan psychiczny częściowego wyłączenia świadomości, pomiędzy snem a jawą, charakteryzujący się wzmożoną podatnością na sugestię. Termin hipnoza pochodzi od greckiego słowa hypnos, czyli sen.

Jeżeli odpowiednio się ją przeprowadzi, dobry hipnotyzer może spowodować, że człowiek poddany temu procesowi powie wszystko na co owy hipnotyzer ma ochotę.

I właśnie po to nagrywa się sesję hipnozy, na której wszystko jest widoczne czarno na białym. Owszem zgodzę się że czasami działa podczas sesji tzw. kryptomnezja.

Lecz nie do wszystkich przypadków da się to dopasować. Szczególnie że nie które osoby, podczas sesji Regresingu hipnotycznego, po powrocie do swojego poprzedniego wcielenia, pokazują ze 100% skutecznością, miejsca w których umarli (Czytałem o przypadku, gdzie podczas sesji Regresingu. Mężczyzna powiedział, że był pilotem i rozbił się w dżungli nad Afryką. Naukowcom udało dostać się do tego miejsca i rzeczywiście odnaleźli samolot i w nim ciało pilota. O takim samym imieniu i nazwisku jak podał zahipnotyzowany).

Teraz tak:

Co ma pamięć do utożsamiania się ze swoim ciałem? Nie rozumiem tego. Chodzi o ty, że na przykład byłem kiedyś tam słoniem lub kobieta, lub nie wiadomo czym i z trudem jest mi się „zapamiętać” z tym obecnym ciałem? Co za nonsens.

Nie taki nonsens, powiedzmy że w poprzednim wcieleniu byłeś Adolfem Hitlerem bądź jakimś żołnierzem który mordował ludzi. Potem umierasz, i po pewnym czasie odradzasz się. I teraz są dwie możliwości:

1) Pamiętasz swoje poprzednie wcielenie i teraz:

a) Świadomość tego kim byłeś, tak bardzo przytłacza cię i nie jesteś wstanie normalnie żyć, tym samym nie zdobywasz potrzebnego doświadczenia.

B) Świadomość tego, sprawia że twoje skłonności mordercze, sprawiają że twoje "krwiożercze" hobby powraca i znów mordujesz itd.

2) Nie pamiętasz swojego poprzedniego wcielenia:

a) Dzięki swojej nieświadomości, jesteś wstanie normalnie żyć. Zdobywać doświadczenie itd.

B) Możesz łatwiej "połączyć" ze swoim ciałem, i aktualnym życiem, co również ułatwia zdobywanie doświadczenia.

Następny fragment twojej wypowiedzi

Znowu pojawia się dusza. Ehh… i w dodatku świadomość. W reinkarnacji świadomość, czyli z języka łacińskiego „conscientia” oznaczającą „wiedzę dzielona ze samym sobą” oraz „niewiedze nad którą się zastanawiamy”, wyklucza się, gdyż „wiedza” jak i „niewiedza” znikają.

Zastanawia mnie dlaczego nie porównasz całego przytoczonego przez Siebie fragmentu czyli:

Wiedza dzielona ze samym sobą - Ja rozumiem to przez to, że nasza tak jakby "życiowa" wiedza. Czyli doświadczenia jakie zdobywamy, podczas życia.

Niewiedze nad którą się zastanawiamy - I to jest wiedza, której poszukujemy np. co jest po śmierci.

Więc uważam, że te dwa stwierdzenia nie wykluczają się ze sobą, zresztą chyba nie tylko ja :)

I przy okazji przytoczę tekst głoszony przez buddystów o świadomości, która to bardzo przypomina Mi tak zwaną duszę:

Otóż tym wyróżnikiem jest prawo zależnego powstawania (pratitjasamutpada), wyobrażane zazwyczaj za pomocą kołowrotu życia i śmierci (bhawaczakra). Od niewiedzy (awidia) poprzez kolejne stadia powstawania do momentu poczęcia (bhawa) i dalej przez narodziny (dżati) do starości i śmierci (dżaramarana) wędruje nasza świadomość.

Następnie:

Wynika, że na świecie w obrębie wszystkich epok narodziło sie 106,456,367,669 ludzi. Dodać do tego jeszcze zwierzęta i obce cywilizacje. Robi się z tego niezła liczba, śmiem był twierdzić, że nieskończona. Jeśli mamy opierać się na takich szczegółach, jak sam drogi Mati95 napisałeś, wychodzi na to, ze nikt jeszcze nie osiągnął nirwany bo populacja rośnie.

Weźmy to na twoją ulubioną logikę.

Jak wiadomo wielkości wszechświata nikt nie poznał, tym samym nie wiemy jak wiele jest cywilizacji czy istot żyjących w nim.

Idąc dalej, jeżeli byty z innych planet mogą odradzać się na naszej Ziemi, to jaki problem jest w tym by "byty z Ziemi" (tak tylko dodam że nie można przypisywać bytów do planety, a tutaj tylko tak obrazuje...) nie odradzały się na innej planecie? w innym systemie słonecznym? w innej galaktyce? Więc prawdopodobnie dopóty nie umrzemy nie dowiemy się czy na ziemi przeważa "export" czy "import". A co do samej nirwany o której mówisz, jeżeli istnieje to jest od groma bytów (czy to ziemi czy z innej planety) które ją osiągnęły. Logika wystarczy, żeby to zrozumieć.

Teraz to:

Załóżmy, ze na początku stworzenia gatunku ludzkiego i zwierzęcego istnieli sobie Zdzisiek, Łucja ich syn Waldek i pies Azorek, krówka Olcia i kózka Weronika. Żyli sobie tylko oni. Nagle w Zdziśka walnął piorun i co? Inkarnuje w….? No właśnie, niby w co? Dodatkową duszę?

Ale żeś wymyślił dusza inkarnuje w duszę. Po pierwsze jak wiadomo tak nie wyglądał początek dziejów samego człowieka, a po drugie inkarnuje na innej planecie. A Łucja i Waldek dokonują kazirodztwa w celu utrzymania gatunku ;).

I teraz o Shanti:

Shanti badał tylko jeden sceptyk i to w dodatku Szwed, nie wiem, czy jest to najlepszy materiał na naukowca :P

To się nazywa rasizm i jest w Polsce karany.

Nie jest to odgórnie potwierdzone, że to przykład reinkarnacji, może "historia Devi" przekazana została wraz z genami przodków?

To mi przypomina grę, Assasin Creed. W której wynaleźli maszynę, która rozszyfrowywała kod DNA, i pozwalała cofać się do wspomnień przodków.

Lecz niestety to tylko fikcja, przynajmniej na razie.

To tylko takie spostrzeżenie, a teraz dalej nie jest możliwe przekazanie takich informacji w DNA. Litości, jeżeli to by było możliwe, każdy z nas by pamiętał coś takiego

Dlaczego teraz nie ma takich nagłośnionych przypadków?

Oj... są takie nagłośnienia są, nawet w Polsce jest kilka udokumentowanych przypadków. Ale o tym powiem w drugiej części mojego wystąpienia.

Dlaczego spotyka to nie których?

Z tego co mi się wydaję było to opisane w historii Shanti Devi, była bardziej przywiązana do ziemskiego życia, niż większość ludzi. Co spowodowało że zapamiętała swoje poprzednie wcielenie. Przynajmniej sama tak twierdzi. A ja uważam, że każdy przed przyjściem na ziemię decyduje czy chce zapamiętać swoje poprzednie wcielenie. Stosownie do tego czy jest mu to potrzebne w rozwoju.

***

Teraz pora przejść do drugiej części mojej wypowiedzi czyli do nowej porcji dowodów na istnienie reinkarnacji oto one:

Ta historia zaczęła się w momencie, kiedy w rodzinie państwa G. mały Marcinek zaczął mówić. Dwuletnie dziecko co chwilę pytało, dlaczego nikt nie jeździ na koniach i nie nosi zbroi. Początkowo rodzice podejrzewali, że za wszystkim stoi dziecięca fantazja. Bezskutecznie szukali książek, z których Marcin mógł o tym przeczytać. Im dziecko było starsze, tym jednak opowiadana przez niego historia była coraz ciekawsza.

Ku przerażeniu najbliższych Marcin oświadczył, że na ziemi nie jest pierwszy raz. W swoim poprzednim życiu był rycerzem, jeździł na koniu, nosił zbroję i uczestniczył w pojedynkach. Miał rodzinę, żonę i sześcioro dzieci. Mieszkał w zamku i miał własnego króla, choć " nie był bardzo ważnym rycerzem ".

Tu zaczyna się część opowieści chłopca, która zapiera dech w piersiach. Marcin pamięta dzień, kiedy przyszło mu stoczyć pojedynek na miecze. Obok niego walczył jego giermek. Chłopiec utrzymuje, że w tym pojedynku został zabity. Jest to o tyle niezwykłe, że kilkuletnie dzieci przeważnie w wymyślanych przez siebie historiach kreują się na bohaterów. Marcin przeciwnie, mówi że przegrał! Wspomina, że z góry obserwował swoje własne ciało, z którego po śmiertelnym ciosie mieczem sączyła się krew. Następnie opowieść Marcina przypomina jako żywo relacje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Dziecko opisuje świetlisty tunel, który pojawił się obok miejsca ostatniej walki. Tunelem udał się w stronę światła do cudownej krainy, gdzie było mu bardzo dobrze. Tam spotkał niezwykłe istoty, które nazywa aniołkami.

" One były zupełnie przezroczyste, można było przez nie przelatywać " - opowiada mi dziecko - " Nie musieli nic mówić, a ja i tak wiedziałem co chcą powiedzieć".

Według chłopca tam, gdzie był, jest bardzo jasno i bezpiecznie. Są tam miliony takich ludzi, jak na Ziemi. Nie można jednak tam przebywać wiecznie. Trzeba wrócić na Ziemię, aby dalej się uczyć.

" Każdy musi wrócić, tak samo jak każdy jest malutki, potem duży, a później przychodzi od aniołków do brzuszka mamusi " - mówi Marcin dziwiąc się, że nie wiem tak oczywistych rzeczy.

Powrót na Ziemię

Kiedy zbliżał się czas jego powrotu na Ziemię, Marcin ma do wyboru miejsce, czas, a nawet rodzinę. Jest zmęczony wojnami, nie chce więcej krwi i pojedynków. Kiedy pytam go o jego obecnych rodziców potwierdza, że przed swoim narodzeniem znał ich oboje. Pamięta nawet, jak przyszedł do brzuszka mamusi! Jednak to, co tak naprawdę przyciągnęło go do rodziny G., była jego była żona z czasów, kiedy był rycerzem. Z relacji chłopca wynika, że jego żona reinkarnowała się jako Monika. Ma dwadzieścia lat i jest dla niego ciocią. Nie jest to jednak jedyna osoba, którą Marcin pamięta z czasów, kiedy był rycerzem. Kolejną reinkarnacją z odległych czasów jest jego babcia, którą nazywa imieniem Gizela.

" Marcin był zdumiony, że babcia nie pamięta czasów, kiedy nosiło się zbroję i mieszkało w zamkach" - mówi matka Marcina - " Często opowiada, że przychodził do niej ze swoimi synami, zaś najstarszy był do niej niezwykle podobny..."

Mieszkałem w tym zamku!

Marcin opisuje mnóstwo szczegółów ze swojego rycerskiego życia. W tamtych czasach ludzie mieszkali w zamkach, ale także w namiotach. Bardzo wielu jeździło na koniach. Wokół zamków urządzano turnieje. Rycerze, tacy jak on, mieli własnych giermków i uczestniczyli w pojedynkach.

" A czy kiedy byłeś duży, to miałeś długopis, taki jak ten? " - pytam Marcina pokazując mojego Parkera.

" Nie było wtedy takich, ale pisaliśmy przy pomocy piór. Takich, jakie mają ptaszki " - odpowiada ze spokojem Marcin. Rodzice często pokazywali mu zdjęcia i rysunki różnych budowli z czasów średniowiecza. Chłopiec żadnej sobie nie przypominał. Dopiero kiedy na wakacjach cała rodzina G. pojechała do Malborka, chłopiec rozpoznał zamek.

" Mieszkałem tu, w tamtym skrzydle. Jak przyjechał król, to nas z niego wyrzucili, ale tylko na chwilę" - oświadczył zdumionym rodzicom. Okazało się, że zna znakomicie cały układ zamku. Wiedział, gdzie w dawnych czasach podnoszono konie z rycerzami do góry, gdzie były stajnie i gdzie odbywały się pojedynki. Co ciekawe, nie pamiętał w ogóle krzyżaków. Przewodnik zaprowadził chłopca do zbrojowni. Tam Marcin rozpoznał zbroje i stroje, które noszono w czasach, kiedy był na zamku. Z setek rekwizytów wybierał bezbłędnie te, które były z lat 1550-1600. Było to już po Hołdzie Pruskim, a więc wtedy na zamku krzyżaków już nie było! To nie jest jedyna rzecz potwierdzająca relację chłopca. I tak Marcin od małego opowiadał, że mieszkał w zamku, gdzie była podłoga w krawaty. Dopiero na miejscu okazało się, że posadzka komnat w Malborku jest zrobiona w charakterystyczne, czarno-białe romby. Chłopiec narzekał także na oświetlenie w zamierzchłych czasach. Jego zdaniem pod sufitami były świeczniki z normalnymi świecami, z których " strasznie kapało ".

Reinkarnacja istnieje.

" Nie wierzyłam w reinkarnację i nigdy się nad tym nie zastanawiałam " - mówi mama Marcina - " Teraz jednak jest dla mnie oczywiste, że zjawisko kolejnych wcieleń dusz istnieje ". Jej zdaniem Marcin nie miał szans tego wszystkiego wymyśleć. Niemożliwe jest także, aby taką ilość szczegółów poznał z książeczek z obrazkami, czy nawet z telewizji.

" Przecież on o tym, że był rycerzem, zaczął opowiadać, jak miał niecałe dwa lata! " - dodaje ojciec Marcina. Z całej rodziny Marcin najbardziej jest przywiązany do swojej cioci Moniki, która - jak utrzymuje - kiedyś była jego ukochaną żoną. Kiedy przeprowadzam na miejscu wywiad, nie schodzi jej z kolan.

Marcin opowiada o swojej historii coraz rzadziej. Początkowo był zdziwiony, że nikt wokół niego nie pamięta rycerzy, koni i pojedynków. To niezwykły przypadek, nawet na skalę światową. Bardzo rzadko zdarza się, żeby dziecko tak dokładnie pamiętało swoje poprzednie wcielenie. Każdy z nas częściowo pamięta swoje poprzednie życia. Każdy miał bowiem przynajmniej raz sytuację, kiedy to pewne miejsca czy nawet utwory muzyczne słuchane po raz pierwszy, wydawały się dziwnie znajome....

Źródło: Archiwum TOK Fm i Internet

Nie wiem czemu, ale bardzo podoba Mi się ta historia. Ale teraz przejdźmy do drugiego dowodu. Powiązanego z karmą i powrotem na ziemię aby dokończyć zadanie.

Ten artykuł z ukłonem dla Lincolna

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Oto mamy do wykonania jakąś pracę. Zaczynamy ją robić, ale nagle wydarza się coś, co przerywa nam wykonywaną czynność. Co robimy? Oczywiście wracamy do tego, co robiliśmy wcześniej, aby „dokończyć zadanie”.

No dobrze, a teraz trochę skomplikujmy ten problem. Oto ktoś zaczyna wielki projekt, który opiera się na jego pomyśle i talencie. Wiadomo, że jest motorem tego przedsięwzięcia, wykonuje wielką rzecz, ale... dopada go śmierć. Co się dzieje? Oczywiście wszystko zamienia się w gruz, a on nie zakończy tego, co zaczął. Jest jednak małe „ale”.

Jeżeli bowiem założymy istnienie reinkarnacji, sprawa zaczyna być bardzo ciekawa. A jeśli jest tak, że taka osoba... może wrócić ponownie jako ktoś, kto dokończy zaczęte wcześniej dzieło?

Na ślad tego typu możliwości natrafialiśmy w FN bardzo często zbierając i analizując materiały przychodzące do Fundacji. Początkowo nie zwracaliśmy na to uwagę, ale z czasem okazywało się, że nie ma mowy o przypadku. Oczywiście dla osób, które nie wierzą w reinkarnację ten temat „nie ma racji bytu”. Proponujemy jednak przeczytać e-mail sprzed 5 lat, który dotarł do redakcji FN.

Witam,

Piszę do Was, choć nie mam żadnego niezwykłego zdjęcia (...) Historia dotyczy mojego nieżyjącego już ojca, który był bardzo dobrym człowiekiem i którego brak odczuwam do dzisiaj. Jego życie zmieniło coś, co wydawało się zupełnym przypadkiem, ale z czasem uznałam, że trudno jest mówić o zbiegu okoliczności. Mój ojciec był kiedyś z wizytą u znajomego swojego brata, który był naszą bardzo daleką rodziną. Po wejściu do domu według relacji świadków kilka osób zaniemówiło z wrażenia, bo mój ojciec był tak podobny do jednego z przodków rodziny, żołnierza AK, który zginął w czasie wojny. Zgadzało się wszystko, od rysów twarzy, poprzez skłonność do noszenia wąsów, palenie papierosów trzymanych w bardzo szczególny sposób, ale także była jeszcze inna rzecz. W trakcie rozmowy ojciec wspomniał, że zbiera i naprawia stare zegary. Podobno ciotka prawie spadła z krzesła, bo pasją tego zmarłego w czasie II Wojny Światowej naszego wujka było właśnie naprawianie starych zegarów, a nawet ich zbieranie. Okazało się, że na poddaszu jest bardzo dużo właśnie takich zegarów powkładanych do takich dużych skrzyń. I teraz właśnie chcę Państwu opisać to, co się stało.

Mój ojciec został zaprowadzony na poddasze i prawie natychmiast podszedł do tych skrzyń, gdzie były te zegary. Najdziwniejsze było jednak to, że intuicyjnie z boku skrzyni znalazł małą skrytkę, gdzie były klucze. Szanse na to miał niewielkie, a raczej można powiedzieć, że żadne. Potem było jeszcze ciekawiej. Ojciec po prostu znał te zegary! Mimo, że widział je po raz pierwszy w życiu, to natychmiast wiedział, co się z każdym z nich wcześniej działo. Tamta rodzina była tak zaszokowana, że nie wiedziała, co ma powiedzieć. Ojciec trafiał raz za razem. Nagle wyjął jakiś stary zegar bardzo mały i powiedział, że to jest pierwszy zegar, od którego rozpoczęła się kolekcja. I trafił w dziesiątkę, bo tak rzeczywiście było. Powtarzam raz jeszcze, że szansa na trafienie była żadna. Wtedy moja rodzina się śmiała, że duch zmarłego przodka był wtedy na strychu i podpowiadał ojcu, który zegar jest skąd. Ja wtedy nie interesowałam się żadną reinkarnacją, dopiero potem tak skojarzyłam, że może mamy tutaj do czynienia z takim zjawiskiem, że ojciec był wcieleniem tego zmarłego wujka. Obaj byli do siebie bardzo podobni, obaj mieli podobne charaktery, a nawet jeszcze jedna dziwna rzecz. I wujek, i ojciec żyli dokładnie 49 lat! urodzili się i zmarli w tym samym miesiącu. Ich żony miały tak samo na imię! Takich zbieżności było znacznie więcej, bo także i jeden i drugi interesowali się zegarami, a przecież jest raczej mało ludzi, którzy zbierają zegary. Moja mama mówiła mi, że nawet życie obu było podobne, a mój ojciec te zegary z poddasza zabrał i je wyremontował, dzięki czemu powstała jedna z piękniejszych kolekcji w Polsce. Opisuję to Wam po to, abyście kiedyś się zastanowili, czy przypadkiem ludzie nie wcielają się lub inkarnują, aby coś tam skończyć na tym świecie. Sama nie wierzyłam w reinkarnację, ale po tym wydarzeniu jestem skłonna nawet w nią uwierzyć.

Proszę o zachowanie moich danych do wiadomości FN

H.

Ta historia jest niezwykła, gdyż zachowały się zdjęcia jej uczestników, choć córka jednego z nich nie wyraziła zgody na ich publikację. Owa zaskakująca teoria o „powrocie z zaświatów, aby dokończyć rozpoczęte dzieło” wydaje się jeszcze bardziej ciekawa, jeśli spojrzymy na historię. Oto bardzo często pojawiały się postacie, które zajmowały się tym samym, łączyło ich bardzo wiele cech, ale dzieliły często... setki lat. Przeglądając historię czuliśmy się trochę jak detektywi, którzy trafili na „ślad”. Podamy jeden przykład z naszego archiwum, który dotyczy dwóch wielkich postaci z historii USA, czyli dwóch amerykańskich prezydentów – J.F. Kennedy`ego i Abrahama Lincolna.

* Abraham Lincoln został wybrany w 1846 do Kongresu

* J.F. Kennedy został wybrany w 1946 do Kongresu

* Abraham Lincoln został prezydentem w 1860

* J.F. Kennedy został prezydentem w 1960

* Nazwiska Lincoln i Kennedy zawierają po 7 liter

* Obaj szczególnie walczyli o prawa obywatelskie

* Obie żony prezydentów strąciły dzieci w czasie zamieszkiwania w Białym Domu

* Obaj prezydenci zostali zastrzeleni w piątek

* Obaj otrzymali postrzał w głowę

* Sekretarka Lincolna miała nazwisko Kennedy

* Sekretarka Kennedyego miała nazwisko Lincoln

* Obaj zostali zastrzeleni przez mieszkańców stanów południowych

* W obu przypadkach następcą prezydentów był południowiec

* Obaj następcy nazywali się Johnson

* Andrew Johnson (następcę Lincolna) urodził się w 1808 r.

* Lyndon Johnson (następcą Kennedyego) urodził się w 1908 r.

* Morderca Lincolna, John Wilkes Booth, urodził się w 1839 r.

* Morderca Kennedyego, Lee Harvey Oswald, urodził się w 1939 r.

* Obaj mordercy byli znani z pełnego nazwiska

* Nazwiska obu morderców składają się z 15 liter

* Lincoln został strzelony w teatrze o nazwie 'Kennedy'

* Kennedy został zastrzelony w samochodzie marki 'Lincoln'

* Booth uciekł z teatru do magazynu i został tam zatrzymany

* Oswald uciekł z magazynu i został zatrzymany w teatrze

* Obaj zostali zastrzeleni przed rozprawą sadową

Źródło: http://www.nautilus.org.pl

Zdjęcia dwóch panów:

08.jpg

Abraham Lincoln

John_F_Kennedy-749600.jpg

J.F.Kennedy

***

Na, końcu pragnę życzyć powodzenia mojemu oponentowi Vayowi. Jak również podziękować za przeczytanie mojej wyczerpującej wypowiedzi.

Pozdrawiam

Wolf

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam wszystkich ponownie.

Nie miałem wiele czasu na rozpisywanie się, więc będzie bardzo krótko, ale na temat. Podobnie jak Mati obiecuję się zmobilizować w następnym wpisie. Już szykuję coś, co poruszy Pluton i wstrzyma Saturn.*

:P

Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27)

Zaczynajmy:

Wolf, na pytania związane ze wzrostem populacji odpowiadasz, że dusze mogą się odradzać na innych planetach, nawet w innych galaktykach. Patrząc jednak na to, że życia nigdzie nie odnaleźliśmy i nie ma żadnego dowodu na to, że gdzieś ono istnieje, nie jest to żaden argument a bezsensowne zwodzenie.

To tak jakby na stwierdzenie "wszystkie inteligentne organizmy boją się śmierci" odpowiedzieć, że kosmici się jej nie boją. Mnie to nie przekonuje niestety.

A ja uważam, że każdy przed przyjściem na ziemię decyduje czy chce zapamiętać swoje poprzednie wcielenie. Stosownie do tego czy jest mu to potrzebne w rozwoju.

Nie wydaje mi się, by było to prawidłowe stwierdzenie. Przecież sporo osób (myśle, że przynajmniej 10%) chciałoby swoje poprzednie wcielenie zapamiętać. A przypadków, że ktoś je pamięta jest bardzo bardzo mało, no chyba, że większość z tych co się na to decydują siedzi w ukryciu i się do tego nie przyznaje. Jest to jednak wątpliwe.

Przy zastawianiu się nad tym, wpadło mi też do głowy pewne pytanie. Ile z życia zapamiętujemy? Sądzę, że tylko to, że żyliśmy i kim byliśmy, bo jakbyśmy zapamiętywali np. to co nas w szkołach uczono... Cóż. 5 letnia reinkarnacja chemika mogłaby rozwiązywać niezwykle trudne chemiczne zadania już w przedszkolu, a o takim przypadku nie słyszałem.

Historyjka:

Twoja pierwsza historia, nie jest żadnym dowodem na reinkarnację. Jak wszyscy wiemy dzieci mają wielką fantazję i potrafią wymyślać historie, z wcześniej usłyszanych opowieści, obejrzanych filmów, przeczytanych książek itp. Ja również jak byłem mały mówiłem rodzicom niestworzone rzeczy, w przedszkolu popłakałem się nawet, bo przedszkolanka nie chciała mi uwierzyć, że jestem kosmitą z Marsa (serio!). Marcinkowi ktoś mógł więc coś opowiedzieć, coś mógł zobaczyć...

Szczegółów faktycznie podawał dużo, ale myślę, że po obejrzeniu filmu / programu i przy dziecięcej wyobraźni, jest to możliwe, a nawet dość prawdopodobne. Słuchanie niewiarygodnych opowiadań paroletniego dziecka nie jest więc specjalnie mądre. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Email:

Email jest bardzo interesujący, jednak może on mieć on sporo wytłumaczeń. Jak w każdej takiej historii, argumentem mogłaby być fantazja autora, jednak ja zakładam, że jest to wszystko prawdą.

Ten człowiek był podobny do jednego z przodków, a to chyba nic dziwnego. Przecież często się takie sytuacje zdarzają, nawet bardzo często. To, że się interesował zegarami... Cóż. Może przypadek, a może również odziedziczył jakąś smykałkę do tego w genach.

Te późniejsze szczegóły również nie muszą oznaczać reinkarnacji. Małą skrytkę mógł znaleźć przypadkowo, a skoro interesował się zegarami, mógł wiedzieć który jest najstarszy. Jak dla mnie nic specjalnego.

Zastanawia mnie też, jakim dowodem na reinkarnację jest fakt, że obaj panowie żyli 49 lat?

Prezydenci:

No jest to przyznam dość ciekawe, ale czy aby na pewno jest dowodem na reinkarnacje?

Moim zdaniem to dowód jedynie na to, że tak niewiarygodne przypadki i zbiegi okoliczności się zdarzają.

Bo właściwie to co to ma do reinkarnacji? Załóżmy, że JF.Kennedy jest, tzn. był reinkarnacją Abrahama Lincolna. No i co? Specjalnie zatrudnił sekretarkę o nazwisku Lincoln i specjalnie nasłał sam na siebie mordercę, który ma tyle samo liter w nazwisku co zabójca Abrahama? Kompletnie bez sensu, Wolf!

Pytanie na koniec:

Na koniec chciałbym jeszcze zadać Matiemu jeszcze jedno pytanie, które naszło mnie chwilę po napisaniu mojego poprzedniego debatowego postu:

Czy mogę się zreinkarnować jako bakteria? A jako wirus?

Dziękuję za wytrwanie (przy tak krótkim poście, nie było to trudne xD) i pozdrawiam.

:)

*w zasadzie nic takiego nie planuje, ale post będzie z pewnością dłuższy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam znowu.

:)

tarantula_nebula_mniejsze.JPG

Tradycyjnie, początek wypowiedzi poświęcę kontrargumentacji.

"Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27)"

Pisałem o tym już w pierwszym poście, ale napiszę raz jeszcze. To właśnie przez ten cytat, z katolicyzmu została usunięta wiara w reinkarnację. Jednak zastanówmy się; czy fakt, że po jednej (nie "jedynej") śmierci zostaniemy osądzeni z właśnie przeżytego życia oznacza, że nie będziemy mogli się ponownie odrodzić? Niekoniecznie. W owym wersecie chodziło raczej o to żeby zaznaczyć, że z każdego życia będziemy osądzani po kolei i o to, że proces reinkarnacji jest kontrolowany przez inną, wyższą siłę.

"Nie wydaje mi się, by było to prawidłowe stwierdzenie. Przecież sporo osób (myśle, że przynajmniej 10%) chciałoby swoje poprzednie wcielenie zapamiętać. A przypadków, że ktoś je pamięta jest bardzo bardzo mało, no chyba, że większość z tych co się na to decydują siedzi w ukryciu i się do tego nie przyznaje. Jest to jednak wątpliwe."

Owszem może ZA ŻYCIA 10% populacji chciałoby zapamiętać swoje poprzednie wcielenie, lecz podczas życia na ziemi ich umysł tak jakby zostaje przyćmiony, a poza tym chcą to poznać ze zwykłej ciekawości, a nie potrzeby. I dopiero po śmierci zdają sobie sprawę z tego co tak na prawdę jest dla nich dobre i potrzebne.

"Twoja pierwsza historia, nie jest żadnym dowodem na reinkarnację. Jak wszyscy wiemy dzieci mają wielką fantazję i potrafią wymyślać historie, z wcześniej usłyszanych opowieści, obejrzanych filmów, przeczytanych książek itp."

Owszem, ale dzieci które zmyślają swoje historyjki, zazwyczaj po jakimś czasie gubią się w tym co mówią, a w omawianej właśnie historii nic takiego nie ma miejsca. :) No i po drugie, gdyby było tak jak tu mówisz (że chłopiec zmyśla), to zapewne wykreowałby się na bohatera, a nie przegranego, co podkreślono też w artykule wklejonym przez Wolfa.

"Prezydenci: to przyznam dość ciekawe, ale czy aby na pewno jest dowodem na reinkarnacje?"

Może nie na taką reinkarnację o jakiej wszyscy myślimy, ale na pewno jest to dowód na istnienie duszy oraz jako takiej "wędrówki dusz". Nie wiem jak możesz nazywać coś takiego "zwykłym" zbiegiem okoliczności - chyba mamy tu trochę za dużo porównań?

"Czy mogę się zreinkarnować jako bakteria? A jako wirus?

Myślę, że nie, bo jak wcześniej powiedzieliśmy mamy z naszych wcieleń wyciągać jakieś wnioski, czegoś się nauczyć; a czego się nauczysz jak bakteria czy wirus? :P Wiem, że to niby żyje, niby są to jakieś mikroorganizmy, ale w moim mniemaniu - duszy raczej nie posiada, toteż nie można się w to wcielić. :)

przerywnik.gif

Na zakończenie dodam historię sześcioletniego Jamesa Leiningera, który podobno jest inkarnacją pilota, który zginął w czasie II wojny światowej. Bez dalszych niepotrzebnych wstępów; proszę: :)

Wiele faktów wskazuje na to, że sześcioletni James Leininger jest inkarnacją pilota, który zginął w czasie II wojny światowej. Odkąd chłopiec skończył dwa lata, zaczął wyjawiać tajemnicze szczegóły z życia amerykańskiego lotnika, które układają się w jedną spójną całość.

Zabawkami, które od zawsze pasjonowały Jamesa były samoloty. Kiedy ukończył dwa lata, zaczęły go jednak prześladować związane z nimi koszmary, które powracały z coraz większą częstotliwością. Makabryczne obrazy, które go nękały związane były z katastrofą lotniczą. "Kiedy go budziłam, on krzyczał." - opowiada Andrea - matka chłopca. Maluch pytany o to, co mu się śniło, mówił: "Samolot stanął w ogniu, mały człowiek nie może wydostać się na zewnątrz."

Z czasem chłopiec zaczął przedstawiać coraz więcej dziwnych szczegółów, które jeszcze bardziej zaintrygowały rodziców chłopca. Już jako trzylatek potrafił bez problemu odróżniać typy samolotów z okresu II wojny światowej, co było o tyle dziwne, że jego rodzice nigdy nie interesowali się tą tematyką. W domu brakowało książek, które w jakikolwiek sposób mogłyby pomóc Jamesowi w zdobyciu odpowiedniej wiedzy. Nikt nie oglądał także programów telewizyjnych przybliżających tamtą epokę.

Pewnego razu chłopiec zaczął opowiadać swojemu ojcu Bruce'owi historię pewnego pilota, którego maszyna została ostrzelana przez Japończyków. Jeden z pocisków trafił w silnik samolotu i doprowadził do katastrofy. Maluch powiedział, że był to samolot Corsair, a statek z którego pilot wystartował swoim myśliwcem nosił nazwę Natoma. Powiedział także, że pamięta innego pilota, który uczestniczył w tamtych wydarzeniach. Był to Jack Larson. Według podanych przez chłopca informacji, 3 marca 1945 r. samolot został zestrzelony w rejonie Iwo Jimy.

Ojciec chłopca postanowił wówczas przeprowadzić rozpoznanie i zaczął poszukiwać informacji w Internecie. Okazało się, że mały James przybliżając historię pilota, który zginął nieopodal Iwo Jimy nic nie zmyślał. Natoma Bay była nazwą lotniskowca, który prowadził operacje podczas II wojny światowej, a Jack Larson to mieszkaniec stanu Arkansas. Po zebraniu wszystkich informacji i dogłębnym zbadaniu sprawy okazało się, że jedyną osobą, pasuje do opisu malucha jest James M. Huston Jr.

Teraz zarówno rodzice małego Jamesa Leiningera, jak i siostra zmarłego podczas wojny pilota wierzą, że chłopiec jest wcieleniem Jamesa M. Hustona. "Dziecko było tak przekonujące podczas przedstawiania tych wszystkich szczegółów, że nie ma innej możliwości, by mógł się o tym wszystkim dowiedzieć." - uważa Anne Barron, siostra zmarłego pilota.

Powyższy artykuł pochodzi ze strony: http://www.niewiarygodne.pl

No i wystarczy. :) Powodzenia Lincoln.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WITAM PONOWNIE WSZYSTKICH

:D

Reinkarnacja - to ponowne wcielanie się. Słowo inkarnować wywodzi się od carnal, oznaczającego materialnie (fizycznie) pojęte ciało i krew. Inkarnacja dotyczy więc osoby zamkniętej w materialnym ciele – oznacza przyjęcie następnego, materialnego ciała po śmierci obecnego. Reinkarnację nazywa się również transmigracją jaźni lub duszy. Jaźń przenosi się, czyli transmigruje ze starego lub bezużytecznego ciała do nowego. Nie musimy posiadać wielkiej wiary aby zaakceptować realia reinkarnacji, transmigrację jaźni. Możemy zaobserwować realia tego procesu już teraz.

Sama definicja reinkarnacji świadczy o tym, że jeśli istnieje, jest procesem złożonym. Dowodzą tego wyrażenia jak „osoba zamknięta w materialnym ciele” , czy słowa „inkarnować”, „transmigrować”. Na pewno nie jest to proces prosty przebiegający jak zalanie wody na herbatę bądź ulepienie babki z piasku. Richard Dawkins w „Bogu Urojonym”, pisał, że Bóg, czym bardziej (jeśli istnieje) jest złożony(wysłuchiwanie wszystkich modlitw, stworzenie świata, wszechwiedza, wszechmoc itp.)tym bardziej jest nieprawdopodobny. Według mnie to samo tyczy się reinkarnacji.

Od początku miałem nadzieję, że omawiana reinkarnacja dotyczyć będzie tylko pojęcia czyście dharmicznego jednak Wasze przykłady i kontrargumenty atakują strasznie szeroką skalę. Pisałem wcześniej, że jeśli reinkarnacja istniałaby faktycznie to przecież bezsensowne byłyby wierzenia w Eden, pośmiertne spotkanie po śmierci z bliskimi i wiele innych aspektów pośmiertnych w innych religiach, wymieniłem je wszystkie nawet. Nie dostałem na ten argument kontry i nie wiem dlaczego.

Wolfstein i Mati95 posługujecie się tylko i wyłącznie dowodami zwanym przez wielu sceptyków a nawet ateistów „z własnego doświadczenia”. Szczerze, one są nic nie warte. Musiałem to napisać, gdyż naprawdę nie imponują mi takie historie. Owszem pisałem, że opowieść Shanti Devi jest ciekawa, ale płytka jak każda z nich. Nie są to dowody bezpośrednie, trafiające centralnie do mojego umysłu. Nie mają nawet jakiegoś punktu zahaczenia. Większość przypadków dotyczy dzieci. Jak dobrze i praktycznie wiadomo, dzieci w wieku „poznawania świata” są bardzo chłonne na wiedzę i mają szeroko rozwiniętą wyobraźnię. Oczywiście możliwe byłoby oglądanie przez konkretne dziecko jakiegoś programu o zmarłym pilocie, czy przeczytanie jakiś małostkowych dokumentów albo książek. Mati95 napisał do Vaya, że dzieci później się w tym gubią. Owszem nawet zapominają o reinkarnacyjnych przygodach w wieku dojrzewania. Jak można wyczytać z mailów zaprezentowanych przez Wolfa. Co do Shanti, Wolf pisałeś coś o jakiejś grze i dziwnej maszynie. Zapamiętywanie genów według mnie jest czymś w rodzaju na chybił trafił tak samo jak kolor Twoich oczu. Wszyscy nie muszą tego „pamiętać” tylko Ci, których genotyp i wszelkiego rodzaju reakcje transgeniczne na to pozwolą. Nauka, w szczególności ta przyrodnicza jest wąskim etapem poznania. From i Popper uważają, że nie ważne jest rozważanie metafizyczne i głowienie się nad „wcieleniem”, „duszą”, czy „doświadczeniem dziedziczonym z umysłem”, ale czyste myślenie racjonalne. Gdyby reinkarnacja istniała, zniszczyłoby to religię na świecie.

Ostatnie zdanie powyższej wypowiedzi jest początkiem mojej krótkiej refleksji na temat Boga.

Nie wiem, czy obaj wierzycie w Boga/Absolut/Stworzyciela/itd. Jednak reinkarnacja nie obejmuje owego Boga. Negowałoby to Jego istnienie. W ogóle termin reinkarnacja jest już jego zaprzeczeniem. Gdzie w „inkarnowaniu” jest miejsce na Boga? Tak wszechpotężnego i doskonałego? Co ze szczęściem ludzi wierzących? Dlaczego głupia reinkarnacja miałaby zniszczyć wiarę w tego Jedynego? Tym bardziej wydaje mi się ona nieprawdopodobna.

Następnie, Wolf pisałeś o „reinkarnacji zachodnioeuropejskiej”. Dam Tobie zauważyć, że reinkarnacja z Europy jest tylko i wyłącznie „odszczepieńcem” od prawdziwej reinkarnacji wywodzącej się z Indii. Ja we wszystkich moich postach operowałem odnośnikami do tej pierwotnej. Robiłem to ponieważ, najlepiej dotrzeć do źródła, reszta staje się wtedy nieważna.

Mati95 nawracasz do tego cytatu. Założę się, że nawet nie masz pojęcia kto do kogo to pisał i skąd dokładnie pochodzi ten cytat. Co do niego właśnie i do powyższych refleksji, znalazłem pewien tekst na jednym z chrześcijańskich forum, pozwolę go sobie ukazać:

Śmierć jest najważniejszym, kulminacyjnym momentem w życiu każdego człowieka. Sam Pan Bóg uświadamia nam, że na ziemi żyjemy tylko jeden raz: Nie zapominaj, że nie ma powrotu (Syr 38, 21); Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27). Nasze życie na ziemi jest jedyne i niepowtarzalne, po śmierci nie ma już powrotu. Umierając człowiek spotyka się z Chrystusem i dokonuje się sąd, w czasie którego zostaje podjęta nieodwołalna decyzja zbawienia albo wiecznego potępienia.

Teoria reinkarnacji jest zaprzeczeniem objawionej przez Boga prawdy o niepowtarzalności ludzkiego życia na ziemi. Ci wszyscy, którzy wyznają wiarę w reinkarnację, odrzucają Chrystusa i idą za filozofią będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie (Kol 2, 8).

Chrystus doświadczył prawdziwej, ludzkiej śmierci, która definitywnie zakończyła jego życie na ziemi. Umierając, obarczył się naszym cierpieniem... był przebity za nasze grzechy... zdruzgotany za nasze winy (Iz 53, 4-5), wziął na siebie grzechy wszystkich ludzi. W ten sposób Jego śmierć ukazała całą prawdę o konsekwencjach grzechu, którymi są cierpienie i śmierć oraz przedśmiertelne doświadczenie braku obecności Boga. Jezus wyraził to w słowach: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 46). Równocześnie całkowicie powierzył siebie miłości Ojca: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego (Łk 23, 46). Dzięki temu śmierć stała się bramą prowadzącą do pełni życia. Każdy człowiek ma szansę udziału w zwycięstwie Chrystusa nad grzechem i śmiercią, jeżeli tylko żyje i umiera w zjednoczeniu z Nim.

Tak jak Jezus podczas śmierci krzyżowej, również każdy człowiek, umierając, doświadcza w jakiejś mierze podobnych przedśmiertelnych cierpień. Św. s. Faustyna tak je opisała: Nagie zasłabnięcie - cierpienie przedśmiertelne. Nie była to śmierć, czyli przejście do życia prawdziwego, ale skosztowanie jej cierpień. Straszna jest śmierć, chociaż nam daje życie wieczne. Nagle zrobiło mi się niedobrze, brak tchu, ciemno w oczach, czuję zamieranie w członkach - to duszenie jest straszne. Chwilka takiego duszenia jest niezmiernie długa... Także przychodzi lęk dziwny pomimo ufności. Pragnęłam przyjąć ostatnie sakramenty św. Jednak spowiedź święta przychodzi bardzo trudno, pomimo pragnienia spowiadania się. Człowiek nie wie, co mówi; jedno zacznie, drugiego nie kończy. - O, niech Bóg zachowa każdą duszę od tego odkładania spowiedzi na ostatnią godzinę. Poznałam wielką moc słów kapłana, jaka spływa na duszę chorego (Dz 321).

W momencie śmierci dokonuje się sąd. Jezus Chrystus szczegółowo wyjaśnia, na czym ten sąd będzie polegał. Pan Jezus mówi: A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (J 3, 19-21). Chrystus wyraźnie stwierdza, że ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia., dopuszczając się nieprawości, "umiłowali ciemność", w chwili śmierci "znienawidzą światło". To znaczy, że znienawidzą Boga, odrzucą dar Jego miłości, a więc sami wybiorą piekło. Ci natomiast, którzy szli przez ziemskie życie drogą Bożych przykazań i "spełniają wymagania prawdy", "zbliżą się do światła", czyli przyjmą dar zbawienia ofiarowany im przez Boga.

Tak więc sąd polega na tym, że Stwórca zostawia człowieka własnej mocy rozstrzygania. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane (Syr 15, 14. 17). Ta najważniejsza życiowa decyzja, wybór zbawienia albo potępienia, uzależniona jest jednak od historii całego ludzkiego życia: A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon dala zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne (Ga 6, 8).

W momencie śmierci w każdym człowieku kończy się w sposób definitywny proces kształtowania się jego człowieczeństwa. Dokonuje się on w ciemnościach wiary w ciągu całego ziemskiego życia. Trzeba pamiętać, że nieskończona dysproporcja pomiędzy Stwórcą i stworzeniem sprawia, że owe ciemności wiary dają człowiekowi możliwość niczym niezdeterminowanego wyboru Boga. To dzięki wierze człowiek może z Bogiem nawiązać relacje miłości. Każdy wolny wybór dobra, w czasie ziemskiego życia, pogłębia w człowieku wolność i zdolność do miłości, natomiast każdy grzech zniewala i tę zdolność deformuje i niszczy. Życie na ziemi jest dla każdego człowieka czasem niepowtarzalnego i definitywnego dojrzewania do wieczności nieba lub czasem degeneracji i staczania się w kierunku absolutnego egoizmu i zguby wiecznej.

Kiedy człowiek stanie przed Bogiem twarzą w twarz, kiedy wiara i nadzieja przestaną istnieć, wtedy sam będzie musiał podjąć ostateczną decyzję. Będzie ona zawsze wyrazem prawdy o człowieku, czyli o tym, jakie jest jego człowieczeństwo, które się ukształtowało poprzez całkowicie dobrowolne czyny, decyzje, wybory dobra lub zła dokonane w czasie ziemskiego życia.

Pan Bóg objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie, jeżeli żyje tak. jakby Boga nie było i sam chce decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Ostrzega nas: Nie dążcie do śmierci przez swe błędne ycie. nie gotujcie sobie Zguby własnymi rękami (Mdr 1, 12). W chwili sądu w śmierci każdy otrzyma to, czego będzie pragnął. Absolutny egoista będzie pragnął tylko zaspokajać swój egoizm, a więc znienawidzi i odrzuci Boga. natomiast człowiek spragniony miłości, z wielką radością miłość Bożą przyjmie i z nią się zjednoczy.

Czytamy na ten temat w Dzienniczku św. Faustyny: Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakby wszystko było stracone, lecz nie tak jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie win i kar. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo! Są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę laskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże (Dz 1698).

Jest to tekst księdza Mieczysława Piotrowskiego z organizacji „Adonai”.

Jest to również potwierdzenie mojego powyższego wywodu tyczącego się negacji Boga jak i Jego Syna.

To chyba byłoby na tyle. Jeśli post jest w jakiś sposób "zagmatwany" to proszę mi to wybaczyć. Jestem śpiący i w dodatku chory. Powodzenia Wolf ^^

Aha, bym zapomniał. Wymyśliłem kolejną historyjkę:

Niematerialny niedoświadczony Projektant tworzy planetę i nic poza nią. Na niej tworzy mężczyznę i nic poza nim. Obdarza go duszą i stawia na co dopiero stworzonym kamieniu(na planecie nie ma roślin, zwierząt, nawet tlenu, mężczyzna nie oddycha), z powodu braku tlenu chłopek umiera i w co inkarnuje? Dodam, że Projektant olewa nieudany projekt i rozwala planetę. (poza nią nie było żadnych innych planet ani "gęstości" ani Wszechświatów)

Może wydać się strasznie głupia, ale ma charakter ironiczny. Tylko proszę mi nie pisać, że po "pierwszej śmierci" mężczyzna dosięga nirwany.

Jeszcze raz pozdrawiam i dobranoc xD

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WITAM PONOWNIE!!

reinkarnacjyko.JPG

Sama definicja reinkarnacji świadczy o tym, że jeśli istnieje, jest procesem złożonym. Dowodzą tego wyrażenia jak „osoba zamknięta w materialnym ciele” , czy słowa „inkarnować”, „transmigrować”. Na pewno nie jest to proces prosty przebiegający jak zalanie wody na herbatę bądź ulepienie babki z piasku. Richard Dawkins w „Bogu Urojonym”, pisał, że Bóg, czym bardziej (jeśli istnieje) jest złożony(wysłuchiwanie wszystkich modlitw, stworzenie świata, wszechwiedza, wszechmoc itp.)tym bardziej jest nieprawdopodobny. Według mnie to samo tyczy się reinkarnacji.

Nie mogę zgodzić się z tym drogi Lincolnie, czym bardziej coś jest skomplikowane(złożone), tym istnieje mniejsza szansa, że w pełni to zbadamy, dowiemy się o tym więcej.

Po drugie czy jeżeli coś jest złożone, to znaczy że nie istnieje? Przecież każdy z nas zna odpowiedź... oczywiście że nie!

Pisałem wcześniej, że jeśli reinkarnacja istniałaby faktycznie to przecież bezsensowne byłyby wierzenia w Eden, pośmiertne spotkanie po śmierci z bliskimi i wiele innych aspektów pośmiertnych w innych religiach, wymieniłem je wszystkie nawet. Nie dostałem na ten argument kontry i nie wiem dlaczego.

Tak tylko powiem, że nigdzie nie widzę w twoich postach o Edenie, czy pośmiertnym spotkaniu z bliskimi, ale napiszę teraz co o tym sądzę:

a) pośmiertne spotkanie z bliskimi - Jak wcześniej pisałem, czas pomiędzy śmiercią a ponownymi narodzinami, jest nieznany. Dlatego wtedy mamy czas na spotkanie z bliskimi(chodzi tutaj o "znajomych" z każdego poprzedniego wcielenia)

B) EDEN - Jak każdy z nas wie pojęcie względne, bo dla każdego EDEN-RAJ może być czymś innym. Możemy powiedzieć, że eden na swój sposób istnieje w reinkarnacji.

Po to się odradzamy by stać się rozwiniętymi istotami duchowymi, istniejących na wyższych gęstościach. I właśnie to jest ten EDEN, bliskość z Bogiem, rozwijanie duchowe.

Wolfstein i Mati95 posługujecie się tylko i wyłącznie dowodami zwanym przez wielu sceptyków a nawet ateistów „z własnego doświadczenia”. Szczerze, one są nic nie warte. Musiałem to napisać, gdyż naprawdę nie imponują mi takie historie. Owszem pisałem, że opowieść Shanti Devi jest ciekawa, ale płytka jak każda z nich. Nie są to dowody bezpośrednie, trafiające centralnie do mojego umysłu. Nie mają nawet jakiegoś punktu zahaczenia. Większość przypadków dotyczy dzieci. Jak dobrze i praktycznie wiadomo, dzieci w wieku „poznawania świata” są bardzo chłonne na wiedzę i mają szeroko rozwiniętą wyobraźnię. Oczywiście możliwe byłoby oglądanie przez konkretne dziecko jakiegoś programu o zmarłym pilocie, czy przeczytanie jakiś małostkowych dokumentów albo książek.

Według mnie nie są płytkie, ale do zrozumienia ich, trzeba trochę większy horyzont pojmowania.

Zacznę więc od Shanti Devi. Stwierdziliście z Vayem, że ta dziewczynka została "zaprogramowana" czyli rodzice kazali jej kłamać, albo co lepsze że sama sobie zmyśliła to wszystko. Lecz chyba zapomnieliście o jednej rzeczy, Ona wchodziła do pomieszczeń o których wiedzieli tylko domownicy, znała cały plan domu na pamięć.

Czy możliwe jest, żeby sama to wszystko zmyśliła? Albo rodzice powiedzieli jej o tym? Oczywiście że NIE!.

Historia Pilota:

Skopiuje tutaj tylko jeden fragment, o którym widocznie "zapomniałeś" oto on

:

"Już jako trzylatek potrafił bez problemu odróżniać typy samolotów z okresu II wojny światowej, co było o tyle dziwne, że jego rodzice nigdy nie interesowali się tą tematyką. W domu brakowało książek, które w jakikolwiek sposób mogłyby pomóc Jamesowi w zdobyciu odpowiedniej wiedzy. Nikt nie oglądał także programów telewizyjnych przybliżających tamtą epokę."

Sądzę, że wystarczy aby obalić twoją tezę.

Mati95 nawracasz do tego cytatu. Założę się, że nawet nie masz pojęcia kto do kogo to pisał i skąd dokładnie pochodzi ten cytat. Co do niego właśnie i do powyższych refleksji, znalazłem pewien tekst na jednym z chrześcijańskich forum, pozwolę go sobie ukazać:

Ech... znowu będzie wywód katolicki.

Teoria reinkarnacji jest zaprzeczeniem objawionej przez Boga prawdy o niepowtarzalności ludzkiego życia na ziemi. Ci wszyscy, którzy wyznają wiarę w reinkarnację, odrzucają Chrystusa i idą za filozofią będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie

Tak, tak, tak... tylko szczegół, że wcale nie trzeba odrzucać Chrystusa wierząc w reinkarnacje.

Bo jeżeli rzeczywiście, jest synem Bożym. To miał moc by pojawić się na ziemi tylko raz. A nie zapomnijmy że przyjdzie ponownie na ziemię "sądzić, żywych i umarłych"

Czyli dokona swoistej reinkarnacji. :)

Jezus wyraził to w słowach: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 46)

Swoją drogą, skoro Bóg i Chrystus są jednym. To Bóg był cały czas przy Chrystusie, a dokładniej był w nim, albo nim.

Każdy wolny wybór dobra, w czasie ziemskiego życia, pogłębia w człowieku wolność i zdolność do miłości, natomiast każdy grzech zniewala i tę zdolność deformuje i niszczy.

To samo tyczy się reinkarnacji. Każdy dobry uczynek przybliża cię do Boga/Stwórcy. Natomiast każdy zły uczynek oddala Cię od niego.

I w sumie tyle w tym tekście jest ciekawego do napisania.

<<<***>>>

A oto kolejna porcja dowodów czyli:

Podróże dusz - życie i dorobek dr Stevensona

stev.jpg

Dr.Ian Steveson.

Czy wędrówka dusz jest możliwa, a jeśli tak, to gdzie mamy szukać dowodów przemawiających na temat jej prawdziwości? Na to pytanie odpowiedzieć starał się dr Ian Stevenson, któremu udało się zgromadzić ponad 2000 przypadków wspomnień z poprzednich wcieleń, których wartość, jak sam mówił „przekonałaby każdego racjonalnie myślącego człowieka, że reinkarnacja jest faktem.” Czy miał rację?

Czy ktokolwiek może wyobrazić sobie stan, w którym po kilkudziesięciu latach pracy i badań zjawiska, któremu oddało się życie jest nie tylko ignorowane, ale i też wyszydzane przez kolegów ze środowiska naukowego, ale i nie tylko. Czy nie jest to frustrujące.

Przejdźmy jednak krok dalej i wyobraźmy sobie, że 40 lat badań przynosi skutek w uzyskaniu solidnych dowodów na przetrwanie „duszy” po fizycznej śmierci poprzez reinkarnację. Możemy wyobrażać sobie tylko, jak bardzo taka wiadomość odbiła by się na dzisiejszym świecie rozmiłowanym w taniej niewyszukanej rozrywce i „plastikowych” wzorcach do naśladowania. To jednak nie scenariusz powieści fantastycznej, lecz opowieść z życia dr Iana Stephensona – kierownika Wydziału Badań nad Osobowością na Uniwersytecie Wirginia.

Urodzony w 1918 roku w Kanadzie badacz poświęcił ponad połowę swego życia na badanie relacji o wspomnieniach z poprzednich wcieleń. Sprawą dowodów na istnienie reinkarnacji zajmował się niemalże do końca swoich dni.

Stevenson studiował medycynę na Uniwersytecie St. Andrews w Szkocji, skąd po wybuchu wojny przeniósł się do Montrealu. Studia na kierunku medycyny i biochemii wykształciły u niego zainteresowanie chorobami psychosomatycznymi (choć część z tego Stevenson zawdzięcza swej matce, bowiem jak mówił: „moja matka wierzyła silnie we wpływ myśli na fizyczne samopoczucie, stąd też jej zawdzięczam początkowe zainteresowanie tematem”).

To właśnie te badania skłoniły Stevensona do odrzucenia filozofii redukcjonizmu uświadamiając mu, w jaki sposób nauka zignorowała dorobek dawnej wiedzy:

- W tych badaniach uważamy się za pionierów, ale nie możemy utrzymać tego poglądu przez długo, jeśli zaczniemy czytać albo przypomnimy sobie, o czym wcześniej czytaliśmy. Salomon powiedział w swej „Księdze Przysłów”: „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości.” Odniesienia do tego, co my nazywamy psychosomatyczną medycyną zdarzają się często u Szekspira i wielu innych autorów nie będących ekspertami od medycyny – twierdził Stevenson. Uwagi nie wymaga jednak duża ilość odniesień co do wpływu umysłu na ciało, ale odwieczna akceptacja ich związku. Wątpliwości i zaniedbanie tej wiedzy przyszło potem, wraz z wiedzą na tematy medyczne czy odkryciem roli mikroorganizmów w procesie chorobowym… Dopiero w połowie wieku medycy odkryli jeszcze raz siłę, z jaką mózg oddziałuje na ciało.

Z czasem jednak, gdy wizja stałego rozwoju na polu medycyny psychosomatycznej zmalała, Stevenson zaczął studiować psychiatrię jako kontynuację swych zainteresowań w sferze oddziaływań umysłu na ciało.

Część jego badań nad psychoanalizą stanowiły eksperymenty z środkami psychotropowymi, takimi jak LSD czy meskalina (bowiem pamiętajmy, że w latach 50-tych były one nie tylko legalne, ale też uważane przez wielu za przełom w medycynie). Zalecając ostrożność w ich użyciu Stevenson zauważył, że psychodeliki pozwoliły mu „zwiększyć przekonanie o dualistycznej naturze umysłu i ciała”.

Wraz z tym nastąpiła także pewna niechęć badacza do przypisywania Freudowi tak wielkiego znaczenia w psychiatrii. Podsumował on to w krótkich słowach mówiąc, że „tam gdzie wszyscy myślą podobnie, część nie myśli wcale”. Niektórzy mogą uznać, że dla Stevensona podobna linia myślenia była siłą napędową, która stanowiła o przejściu do badań i eksperymentów na halucynogenach, jak i odcięciu się od ortodoksyjnych teorii Freuda. Następnym krokiem, jaki miał przedsięwziąć było poszukiwanie dowodów na istnienie reinkarnacji.

Stevenson od dawna interesował się także parapsychologią i od dzieciństwa zaznajomiony był z ideą reinkarnacji. W 1960 roku w magazynie „Journal of the American Society for Psychical Research” opublikował swój artykuł dotyczących wniosków wypływających z historii badań nad reinkarnacją. Studium pozwoliło mu zauważyć dotychczasowo mało znany szczegół wskazujący, że większość osób twierdzących, że pamięta szczegóły ze swego poprzedniego wcielenia stanowiły dzieci. Wspomnienia te zanikały u nich miedzy 5 a 8 rokiem życia. We wniosku Stevenson zauważył, że należy zwrócić większą uwagę na ocenę twierdzeń tych dzieci podkreślając ponadto, że w przypadkach kontaktu mediumistycznego (tj. seansów spirytystycznych) zachodzi problem z udowodnieniem faktu, że ktoś kto zmarł nadal żyje. W przypadku wspomnień dzieci odnoszących się do ich poprzednich wcieleń problemem pozostawało jedynie określenie, czy ktoś opisywany jako bohater poprzedniego życia, rzeczywiście pożegnał się z tym światem. Wydawało się, że jest to znacznie łatwiejsze zadanie. Jego praca została uhonorowana, co sprawiło, że na ideę poszukiwania dowodów na reinkarnację zwrócono większą uwagę.

Eileen Garrett – założycielka Parapsychology Foundation wkrótce poprosiła go osobiście, aby udał się do Indii, gdzie przyjrzeć miał się rzekomym przypadkom zawierającym dowody na reinkarnację. Mimo przeżycia kulturowego szoku podczas podróży po Indiach i Sri Lance Stevenson doszedł wkrótce do wniosku, iż „przypadki te były znacznie bardziej liczne niż się spodziewałem”. Kolejne wizyty na subkontynencie przynosiły ze sobą następne relacje, pochłaniające większość czasu Stevensona. W międzyczasie los zesłał mu także bogatego zwolennika, Chestera Charlsona – wynalazcę kserokopiarki, który opłacał jego badania.

Wkrótce potem Stevenson rozpoczął podróże po świecie badając przypadki wspomnień z poprzedniego wcielenia z Indii, Sri Lanki, Libanu, Brazylii, Turcji, Tajlandii a także innych krajów Europy i Ameryki Północnej. Wraz ze swą ekipą udało mu się skompilować 2600 przypadków, które jak sam podkreślał, były niezwykle zróżnicowane. Właśnie to wyróżniało Stevensona od innych badaczy zajmujących się zjawiskami „z pogranicza” – naukowy profesjonalizm. Rozgłaszanie o wynikach swych badań było mu obce, choć dążył do uzyskania wniosków, które dostarczyłyby niepodważalnych i przekonywujących dowodów na naukowe istnienie reinkarnacji. O badanych przez siebie przypadkach mówił, że „nie oferują one niczego poza dowodami, lecz im więcej dowodów się zgromadzi, tym prędzej ludzie dostrzegą ich wartość.”

Stevenson podkreślał jednak, że „racjonalnie myśląca osoba po zapoznaniu się z zebranym materiałem uwierzyłaby w istnienie reinkarnacji”. Nie było zatem wątpliwości, że był on przekonany co do co najmniej części swych przypadków.

rein7.jpg

Fotografia ukazuje prawą stronę głowy tureckiego chłopca, Semiha Tutusmusa, ze zdeformowanym uchem. Ma on także niedorozwój prawej strony twarzy (przykład połowicznego niedorozwoju twarzy). Jak twierdzi, pamięta on szczegóły z życia człowieka, który został postrzelony z bliskiej odległości i zmarł w szpitalu 6 dni później wskutek obrażeń mózgu wywołanych przez pocisk, który przedostał się przez prawą połowę czaszki.

Jednym z nich był przypadek Swarnlaty Mishry urodzonej w Indiach w 1948 roku. Niedługo po ukończeniu trzeciego roku życia, dziewczynka zaczęła sugerować, że kiedyś mieszkała pod innym adresem z zupełnie inną rodziną. Na podstawie uzyskanych od niej informacji Stevenson był w stanie dotrzeć do jej „bliskich z poprzedniego wcielenia”. Co więcej, Swarnlata dostarczyła ponad 50 szczegółów z jej poprzedniego wcielenia, które zostały pozytywnie zweryfikowane przez jej „byłą” rodzinę. Była m.in. w stanie zidentyfikować ich spośród większej grupy ludzi, w tym swego „syna”.

Oprócz badania przypadków wspomnień z poprzednich wcieleń, Stevensonowi udało się również ustalić kilka powtarzających się w tych przypadkach cech. Jak się okazało, większość osób pamiętających swe poprzednie wcielenie stanowiły dzieci w wieku od 2 do 8 lat, u których zwykle po tym okresie wspomnienia ulegały zatarciu. Często członkom rodziny zmarłej osoby przytrafiały się także sny „oznajmiające” im, że zmarły by wkrótce ponownie się odrodzi. Ponadto szczegóły przywoływane przez dzieci często odnoszą się do życia osób, które zmarły śmiercią nagłą. U niektórych z nich odnajdowano ponadto znamiona odpowiadające ranom lub znamionom, jakie nosiły w poprzednim życiu.

Być może właśnie to dawało jego badaniom znamiona większej wiarygodności. Znaczną część ze swej późniejszej pracy w poszukiwaniu dowodów na reinkarnację poświęcił on na porównywaniu ran i znamion zmarłych osób ze znamionami lub defektami u dzieci, które rzekomo pamiętały ich wspomnienia. Aby uzyskać maksymalnie wiarygodne wyniki odwoływał się on często do dostępnej dokumentacji medycznej.

Część z tych przypadków, jak mówił autor badań, „oferowała najmocniejsze jak na razie dowody w sprawie reinkarnacji.”

Inne przekonywujące przypadki, o których mówił Stevenson obejmowały m.in. zjawisko ksenoglosii – zdolności do mówienia w języku, którego dana osoba nigdy się nie uczyła (przynajmniej w obecnym wcieleniu) wraz ze wspomnieniami odnoszącymi się do dawno minionych czasów.

Poświęcenie, jakie Stevenson żywił przez dziesięciolecia dla swej pracy nieraz ściągało na niego uwagę i krytykę środowisk akademickich odnośnie natury jego badań. Większość ludzi doceniała jednak energię, z jaką się im poświęcał. Tom Schroeder, który towarzyszył Stevensonowi podczas pisania książki pt. „Old Souls: The Scientific Evidence for Reincarnation” („Stare Dusze: Naukowe dowody na reinkarnację”) mówił, że mimo podeszłego już wieku doktor przewyższał wigorem niejednego młodszego od siebie mężczyznę. Podróżując po Libanie i Indiach zbierał materiały pracując często w nieprzyjaznym środowisku, lecz mimo trudów, nie skarżył się na zmęczenie. Mimo to Stevenson nie doczekał się uznania swego dorobku przez główny nurt nauki. Zmarł w 2007 roku. Mimo to wskutek zmian zapewne jego trud zostanie należnie doceniony.

Na łamach magazynu „Journal of Nervous and Mental Diseases” dr Harold Limf napisał o Stevensonie w tych słowach: „Albo robi on wielki błąd, albo też stanie się znany jako Galileusz XX wieku”.

Źródło: http://www.wykop.pl

Na koniec chciałbym jeszcze przeprosić, jeżeli trochę niezrozumiałe ale mam na głowie ośmioro dzieciaków jak to piszę, i trudno się skupić.

A... Vay powodzenia :mrgreen:

Pozdrawiam Ciepło

Wolf

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Bez większego rozpisywania się,

wszystkich ponownie witam. :mrgreen:

Na początek odniosę się jeszcze do paru słów Matiego:

Mati95 napisał:

Może nie na taką reinkarnację o jakiej wszyscy myślimy, ale na pewno jest to dowód na istnienie duszy oraz jako takiej "wędrówki dusz". Nie wiem jak możesz nazywać coś takiego "zwykłym" zbiegiem okoliczności - chyba mamy tu trochę za dużo porównań?

Przestań Mati. Jaki to dowód na istnienie duszy?! Kennedy (rzekoma reinkarnacja Lincolna) specjalnie zatrudnił sekretarkę o nazwisku Lincoln i specjalnie nasłał sam na siebie mordercę, który ma tyle samo liter w nazwisku co zabójca Abrahama? (cytat z poprzedniego mojego wpisu, który chyba przeoczyłeś!)

To nie ma nic wspólnego ani z reinkarnacją, ani z duszą.

Poza tym odkryłem, że ta historia jest nieźle naciągana. Lincoln został zabity w teatrze o nazwie 'FORD', a nie 'KENNEDY'. W dodatku zabójca Lincolna nie urodził się w 1839, a w 1838!!! Więcej informacji sprawdzać mi się nie chciało, jednak po tym co wyżej napisałem, wnioskuje, że 90% tej historyjki to naciąganie.

Następnym razem Wolf, mógłbyś sprawdzić autentyczność tego, co piszesz w debacie.

Myślę, że nie, bo jak wcześniej powiedzieliśmy mamy z naszych wcieleń wyciągać jakieś wnioski, czegoś się nauczyć; a czego się nauczysz jak bakteria czy wirus? Wiem, że to niby żyje, niby są to jakieś mikroorganizmy, ale w moim mniemaniu - duszy raczej nie posiada, toteż nie można się w to wcielić.

Racja, w bakterię nie mogę się ikarnować, bo się nic nie nauczę, ale już jako muchomor, źdźbło trawy, czy mucha owocówka posiądę potrzebną mi wiedzę. :P

OK. Resztę skomentował Lincoln. Teraz czas na Wolfa:

Po drugie czy jeżeli coś jest złożone, to znaczy że nie istnieje? Przecież każdy z nas zna odpowiedź... oczywiście że nie!

Nie. To nie znaczy, że nie istnieje, ale jeśli jakiś proces jest bardzo złożony i skomplikowany - jego istnienie jest na pewno mniej prawdopodobne.

"Już jako trzylatek potrafił bez problemu odróżniać typy samolotów z okresu II wojny światowej, co było o tyle dziwne, że jego rodzice nigdy nie interesowali się tą tematyką. W domu brakowało książek, które w jakikolwiek sposób mogłyby pomóc Jamesowi w zdobyciu odpowiedniej wiedzy. Nikt nie oglądał także programów telewizyjnych przybliżających tamtą epokę."

Nikt nie oglądał programów ale on przecież sam mógł to robić. Jak napisałem, ktoś mógł mu też coś naopowiadać, odrobinę mógł gdzieś sam usłyszeć, a przy odróżnianiu typów mógł mieć trochę szczęścia. Teorii jest wiele, dlatego uważam, że jako inteligentne istoty powinniśmy być odrobinę bardziej sceptyczni w takich sprawach i nie przyjmować z góry, że jest to niezbity dowód na reinkarnację (nie jest to żaden dowód), a chociaż spróbować poszukać jakichś racjonalnych dowodów, czy wyjaśnień.

Tak, tak, tak... tylko szczegół, że wcale nie trzeba odrzucać Chrystusa wierząc w reinkarnacje.

Bo jeżeli rzeczywiście, jest synem Bożym. To miał moc by pojawić się na ziemi tylko raz. A nie zapomnijmy że przyjdzie ponownie na ziemię "sądzić, żywych i umarłych"

Czyli dokona swoistej reinkarnacji.

Co? Jakiej reinkarnacji? Mi na religii mówiono, że Jezus nie ma się ponownie urodzić i dorastać... On po prostu ma przylecieć (zstąpić z nieba) i nas zbawić. To nie ma absolutnie żadnego powiązania z reinkarnacją!

EDEN - Jak każdy z nas wie pojęcie względne, bo dla każdego EDEN-RAJ może być czymś innym. Możemy powiedzieć, że eden na swój sposób istnieje w reinkarnacji.

Po to się odradzamy by stać się rozwiniętymi istotami duchowymi, istniejących na wyższych gęstościach. I właśnie to jest ten EDEN, bliskość z Bogiem, rozwijanie duchowe.

Nie Wolf. To nie jest Eden. To Twoja dziwna definicja Edenu, z którą trudno się zgodzić.

Parę własnych słów o Stevensonie i jego bajce:

Uważam, że relacje tego całego Stevensona nie mogą być uznane za dowód w sprawie. Stevenson wierzył w reinkarnację, jeszcze zanim zaczął ją badać, co moim zdaniem wyklucza jego obiektywizm w tej sprawie.

No cóż...

Oprócz badania przypadków wspomnień z poprzednich wcieleń, Stevensonowi udało się również ustalić kilka powtarzających się w tych przypadkach cech. Jak się okazało, większość osób pamiętających swe poprzednie wcielenie stanowiły dzieci w wieku od 2 do 8 lat, u których zwykle po tym okresie wspomnienia ulegały zatarciu. Często członkom rodziny zmarłej osoby przytrafiały się także sny „oznajmiające” im, że zmarły by wkrótce ponownie się odrodzi.

No tak. Poprzednie wcielenia pamiętają najczęściej paroletnie dzieci, co już jest moim zdaniem podejrzane. Dzieci w tym wieku mają olbrzymią wyobraźnię i potrafią nieźle zmyślać, co według mnie wyklucza je z grona wiarygodnych świadków.

Co do snów oznajmiających ponowne odrodzenie bliskiego... Napiszę to w sposób krótkiej historyjki, bo trudno jest mi to wytłumaczyć tak, aby wszyscy zrozumieli. 'A więc Markowi umiera brat, z którym ten był bardzo zżyty. To chłopca załamuje. Nagle, do Marka przychodzi jakiś naukowiec i mówi:

"Twój brat się zreinkarnował. Miałeś jakieś sny z tym związane?".

No więc Marek pod wpływem autosugestii, euforii, szoku, przywiązania, czegokolwiek - zaczyna wszystko co mu sie przydarzyło (lub przyśniło) kojarzyć właśnie z bratem i na zadane pytanie odpowiada twierdząco.' Tak to właśnie najczęściej wygląda. :P

Na koniec, ogółem do Wolfa - wywody Lincolna oraz w mniejszym stopniu moje.

Powiedzmy, że są to NASZE wywody. xD

Widać, że Wolf uparł się TYLKO I WYŁĄCZNIE na swojej własnej, wymyślonej przez samego siebie definicji reinkarnacji.

Gdyby pojechał do Indii zostałby najprawdopodobniej wyśmiany przez każdego na każdym stopniu.

Jesteś tylko człowiekiem i jest bardzo mało prawdopodobne, że to co piszesz jest prawdziwe. Nie pamiętasz swojego poprzedniego wcielenia, więc to co piszesz to jedynie głupie spekulacje. Do czego zmierzam? Do tego, że wywody każdego z nas nie są w żadnym wypadku dowodami.

To tak jak ta Twoja powieść na ZP. Wszystko jest w Twojej głowie i tylko w Twojej.

My potrzebujemy dowodów, chociażby na tą TWOJĄ wersję reinkarnacji, a nie kogel-mogel ze wszystkiego po trochu. Strasznie trudno to obalić, bo co post dodajesz coś nowego do swojej własnej definicji i modyfikujesz ją po naszych argumentach.

Dodatkowo ładujesz do tego historie obrazujące przypadki reinkarnacji właściwej, a nie jakiegoś wybierania sobie po śmierci, tego czy chce się pamiętać w przyszłym życiu, swoje poprzednie wcielenie.

My staramy się opierać na prawdziwym - pierwotnym, encyklopedycznym i religijnym twierdzeniu reinkarnacji, a nie na jakiejś wymyślonej dla kasy "reinkarnacji zachodniej". Jeśli nie znasz tej pierwotnej definicji reinkarnacji, zamieszczam z Wikipedii:

Reinkarnacja (również: metempsychoza, transmigracja) - to pogląd, wg którego dusza po śmierci może wcielić się w nowy byt fizyczny. Np. dusza jednego człowieka może przejść w ciało nowo narodzonego dziecka lub nawet zwierzęcia czy rośliny. Samo słowo reinkarnacja jest zestawieniem dwóch członów: inkarnacja (wcielenie) i przedrostka re (oznaczającego powtórzenie czegoś). Dosłownie więc reinkarnacja oznacza powtórne wcielenie.

Ty Wolf, bierzesz pasujące ci rzeczy z reinkarnacji buddyjskiej, dodajesz jakieś swoje własne, dziwne argumenty, wspominasz o duszy... Zdecydujcie się (do Matiego przekaz jest również) o co wam na prawdę chodzi, bo połapać się w tym niełatwo! Dziękuję!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witam po raz ostatni!

:D

swiatlo_jup550.jpeg

przerywnik.gif

Jak zapewne wszyscy wiedzą, to będzie z mojej strony już ostatni wpis w tej debacie. Gotowi?

:)

przerywnik.gif

Na początek odbiję argumenty Vaya.

"Nie. To nie znaczy, że nie istnieje, ale jeśli jakiś proces jest bardzo złożony i skomplikowany - jego istnienie jest na pewno mniej prawdopodobne."

Doprawdy? Hmm... a zauważ, że sceptycy dosłownie wszystko przypisują mózgowi. Według Was, coś takiego jak np. wspomnienia z poprzednich wcieleń, te które widzimy podczas hipnozy, są generowane przez mózg. Zawsze, bez głębszych przemyśleń uznajecie, że mózg generuje każdą rzecz których nauka nie potwierdza... zakładając, że to prawda, to nie jest to skomplikowane? To jest dużo bardziej skomplikowane niż jakiekolwiek wierzenia w reinkarnację. Dalej, uważasz, że im coś bardziej skomplikowane, tym mniej prawdopodobne jest jego istnienie... więc idąc tym tropem, istnienie reinkarnacji jest dużo bardziej prawdopodobne niż fakt, że mózg odpowiada za tworzenie iluzorycznych obrazów rzekomych duchów czy pamiętanie poprzednich wcieleń (które z naukowego punktu widzenia nie mają prawa bytu).

"Nikt nie oglądał programów ale on przecież sam mógł to robić. Jak napisałem, ktoś mógł mu też coś naopowiadać, odrobinę mógł gdzieś sam usłyszeć, a przy odróżnianiu typów mógł mieć trochę szczęścia. Teorii jest wiele, dlatego uważam, że jako inteligentne istoty powinniśmy być odrobinę bardziej sceptyczni w takich sprawach i nie przyjmować z góry, że jest to niezbity dowód na reinkarnację (nie jest to żaden dowód), a chociaż spróbować poszukać jakichś racjonalnych dowodów, czy wyjaśnień."

Jak miał sam oglądać? :)

1. Pozostawianie trzylatka samego w domu jest dosyć nierozsądnym pomysłem i raczej wątpię żeby go rodzice samego w domu zostawiali. Zgodnie z powyższym, teoria, że oglądał te programy pod ich nieobecność odpada.

2. Nawet gdyby rodzice byli w domu, ale w innym pomieszczeniu, a chłopiec by oglądał owe programy, to na pewno rodzice młodego by o tym wiedzieli.

3. Wspólnie nie oglądali, to już mówiliśmy.

Mógł gdzieś usłyszeć, albo ktoś mu powiedział? Jeżeli tak, to musiałyby to być chyba jakieś kilkugodzinne wykłady prowadzone przez naprawdę zaawansowanych nauczycieli. :P

"Co? Jakiej reinkarnacji? Mi na religii mówiono, że Jezus nie ma się ponownie urodzić i dorastać... On po prostu ma przylecieć (zstąpić z nieba) i nas zbawić. To nie ma absolutnie żadnego powiązania z reinkarnacją!"

Tak... a mi katechetka powiedziała, że przez pokazywanie mano cornuty otwieram Szatanowi drogę do siebie. :D Nie jest chyba tajemnicą, że katoliccy księża i katecheci często zbyt dosłownie biorą treść biblii. W wyrażeniu "zstąpi z nieba" nie chodzi przecież o to, że zeskoczy z chmurek... można rzec "przyjdzie z raju", co już brzmi trochę inaczej, ale jednak ma to samo znaczenie. Jego dusza powróci na ziemię. Ale nie odbiegajmy od tematu. ;)

No tak. Poprzednie wcielenia pamiętają najczęściej paroletnie dzieci, co już jest moim zdaniem podejrzane. Dzieci w tym wieku mają olbrzymią wyobraźnię i potrafią nieźle zmyślać, co według mnie wyklucza je z grona wiarygodnych świadków.

Dlaczego z góry zakładasz, że to tylko wielka wyobraźnia? A może, tak jak wiele źródeł podaje, małe dzieci są bardziej podatne na zjawiska paranormalne, co z wiekiem przemija? :)

Twoja Historyjka.

Nie będę już jej całej przekopiowywał, nie potrzeba. :P Ale do sedna: takie podświadome dopasowanie faktów do naszych snów może się okazać całkiem niemożliwe. Dlaczego? Rozszerzmy trochę twoją historyjkę. :twisted:

I tak w ogóle, to nie zaczyna się zdania od "a więc". xD

Zatem, Markowi umiera brat, z którym ten był bardzo zżyty. To chłopca załamuje. Nagle, do Marka przychodzi jakiś naukowiec i mówi:

"Twój brat się zreinkarnował. Miałeś jakieś sny z tym związane?"

Marek zaczyna myśleć... "co mi się ostatnio śniło?" Myśli... "Ostatnio śniłem o krowożernych płatkach kukurydzianych, które przeszły na dietę, bo chciały wygrać w skokach narciarskich z różowym koniem na wrotkach."

Marek nie mógł uwierzyć, że wcale nie śnił o swoim zmartwychwstałym bracie. Po rozmowie z naukowcem jeszcze długo próbował w jakiś sposób zinterpretować swój sen... może jego brat ma coś wspólnego z płatkami kukurydzianymi? Kiedy stwierdził, że jednak nie, z żalu popełnił samobójstwo. KONIEC. :)

przerywnik.gif

PODSUMOWANIE

Będzie ono w miarę krótkie i mam nadzieję, że zrozumiałe.

Vayu, Lincolnie... nie przekonaliście mnie do swoich teorii. Podaliśmy Wam (Ja i Wolf) kilka dowodów, właściwie niepodważalnych, wy zaś zrzuciliście wszystko na barki przypadku i "wszechmocnego" mózgu ludzkiego. Szczerze mówiąc, to w ten sposób można odbić dosłownie każdą tezę. ;) Druga rzecz: nie myślcie schematycznie. Reinkarnacja wcale nie musi wyglądać tak jak definiuje ją Wikipedia, zaś rozważania na temat czy inkarnujemy w rosiczkę, koguta czy człowieka nie są zbytnio istotne, bowiem są to szczegóły, może nie tyle nieistotne, co niepotrzebne. No i po trzecie...

... "W PRZYRODZIE NIC NIE GINIE."

:)

Chciałbym jeszcze zadedykować poniższy utwór Lincolnowi, który był co najmniej podirytowany moim zwlekaniem z dodaniem odpowiedzi. :P

No i to by było na tyle... :)

pacyfka2.jpg

KONIEC IMPREZY! DZIĘKUJĘ, DOBRANOC.

:P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W związku z rezygnacją vaya i Lincolna wygrywają Mati i Wolf. Starą tradycją otrzymują rangę VIPa na okres jednego miesiąca. Każdy dostaje też + 10 do reputacji.

P.S. Czy ja doczekam ukończonej debaty na ZP przed emeryturą? :P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Gość
Ten temat jest zamknięty i nie można dodawać odpowiedzi.