• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!
aisak

kamyki i ranki po przebudzeniu

35 postów w tym temacie

Na początku witam i mam nadzieję, że opisałam to w dobrym dziale, jak nie to proszę o przeniesienie. Chcę też powiedzieć, że sen i wydarzenia po obudzeniu opiszę sprzed kilku lat. Sen jednak na tyle zapadł w mej pamięci, że nie mam problemu z opisaniem go. Ogólnie dzień, w którym mi się to śniło nie wyróżniał się niczym innym, nic nie wskazywało, że doświadczę ciekawego doświadczenia. Wówczas jeszcze nie miałam problemów ze snem, także zasnęłam szybko no i wówczas zaczął się sen...

Znalazłam się na działce u moich dziadków, naokoło było ciemno, tylko gdzieniegdzie świeciła się latarnia i oświetlała mi drogę. W śnie byłam ubrana w piżamę taką jaką miałam na sobie i byłam na bosaka. Czułam pod stopami rosę i chłód ziemi, ogólnie wiał lekki chłodny wiaterek. Jak poznałam okolice i wiedziałam gdzie mniej więcej jestem to poszłam w stronę altany od dziadka. Po drodze mijałam inne ogródki działkowe. Na przeciwko mojego dziadka swój ogródek ma także moja ciotka, kuzynka babci, ma ona jednego syna, który jest kilka lat ode mnie starszy i ma na imię Krzysiek. Jak już byłam przed altaną to chciałam jakoś do środka się dostać ale niestety nie mogłam otworzyć zamka. Jak już wcześniej wspomniałam było chłodno i źle mi się chodziło na bosaka, bo odczuwałam wszystkie kamyki pod nogami i musiałam uważać gdzie stąpam. Pamiętam, że szłam z altany w stronę furtki kiedy zza rogu ( kilka działek obok) stanął mój wcześniej wspomniany kuzyn. Nie wiem dlaczego mój instynkt w tym śnie mówił mi, żebym uciekała. Zaczęłam biec w przeciwną stronę, akurat dziadek blisko skraja mieszka, więc minęłam jeden ogródek i zaczęłam biec w górę. Kuzyn ruszył pędem za mną i krzyczał, że mnie zabije. Ja byłam przerażona, strasznie źle mi się biegło, miałam wręcz problem przez rosę. Na szczęście między nami był spory odstęp, więc pobiegłam do góry. Zaczęłam uciekać mu między innymi ogródkami działkowymi ale nie mogłam się nijak wydostać z nich :/ W pewnym momencie mnie dorwał prawie, bo chciałam chwilę odsapnąć i myślałam, że mu się schowałam. Cały czas krzyczał, że mnie dorwie i zabije. Ukryłam się u kogoś w ogródku za płotem. Złapał mnie za rękę i po długiej szarpaninie udało mi się wysfobocić ciskając go na ziemię. Wówczas zebrałam w sobie wszystkie możliwe siły i pobiegłam przed siebie. Zaczęłam przeskakiwać płoty, wkońcu między sąsiadami ludzie tam mają je dość niskie, ale znów by się wydostać za zewnątrz jest trochę wspinania :/ Nogi mnie już strasznie bolały, a raczej stopy, bo odczuwałam ból z każdą rzeczą która mi się do nich wbijała. Choć moja sytuacja była fatalna miałam jeszcze w sobie nadzieję, że uda mi się uciec. No i los się do mnie uśmiechnął. Nie wiem dlaczego ale wbiegłam na teren działki tej mojej ciotki a ona ma ją zaraz przy drodze i z jej ogródka jest furtka na ową drogę. Furtka była otwarta. Moja jedyna szansa. On nie wiedział gdzie jestem, a u nich w cieniu drzew byłam na chwilę bezpieczna. Przebiegł blisko mnie, ale mnie nie dostrzegł. Poczekałam aż się oddali i wybiegłam tą furką prosto na drogę, ale nie była ona wówczas jeszcze wylana asfaltem tylko był wysypany na niej taki drobny czerwony kamyk. Był dość ostry, bo nie mogłam po nim biec tylko iść, a każdy kolejny krok był większym bólem. Czułam jak mi się te kamyki wbijają do stóp. Miałam już płaczki w oczach i co chwilę stawałam by otrzepać stopy. On mnie już nie szukał na zewnątrz i byłam bezpieczna. Ale moje nogi były mocno zranione. Uszłam jeszcze kawałek kiedy się obudziłam.

W sumie cały sen był wstępem do tego co było później. Obudziłam się z ogromnym zmęczeniem, jakbym nie wiadomo jaki wysiłek fizyczny wykonała, ciężko mi też oddech było złapać, zlana potem i z bólem nóg. Ale najbardziej bolały stopy i szczypały. Nie wiedziałam na początku o co chodzi, jeszcze miałam przed oczami fragmenty snu i zastanawiałam się czemu ten kuzyn mi się śnił, z którym mam słaby kontakt, bo on się alienował zawsze od społeczeństwa. Jednak z "zadumy" wyrwał mnie coraz większy ból stóp, czułam jakbym miała na nich jedną wielką ranę. Odsunęłam więc kołdrę i patrzę a raczej w danej chwili nie wiedziałam co czuć. To wykraczało poza racjonalne wytłumaczenie. Moje stopy były całe poobdzierane, brudne, w kilku miejscach dostrzegłam wbite owe kamyczki, które były we śnie. Pierwsza myśl, czy ja lunatykowałam? Ale nawet jeśli, to u mnie na placu nie było takich kamyków, tylko ziemia lub trawa, bo nie mieliśmy przed domem wysypanych akurat żadnych. Zawołałam mamę, bo słyszałam ją akurat w pokoju obok. Ona mi nie uwierzyła w mój rzekomy sen, że jak mogłam być w Jastrzębiu an działkach oddalonych 8km od mojego domu. Pomogła mi kilka kamyków wyciągnąć. Obmyłam nogi z brudu no i opatrzyłam niektóre ranki. Nie wiem jak wytłumaczyć całe to zajście. Wiem, że są różne sny w których np człowiek może się uderzyć np w rękę i budzi się z bólem ręki i później robią się siniaki ale żeby budzić się z kamykami w stopach... Napewno wielu wyda się to zmyśloną historyjką ale oprócz mnie widziała moje nogi również moja mama, bo tylko ona była wówczas w domu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Też pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że lunatykowałaś. Mi się parę razy zdarzyło jak byłam dzieckiem, do tego stopnia, że otworzyłam sobie sama otwarte na klucz drzwi zewnętrzne i wyszłam na dwór na bosaka, z wiekiem to minęło. Kurde, ale skoro mówisz, że takich kamyków nie ma wokół Twojego domu to już nie wiem, co to może być... :/ Mamie się nie dziwię, że Ci nie uwierzyła, bo pewnie niewiele osób by uwierzyło, zwłaszcza jeśli ktoś np. nie wierzy w zjawiska paranormalne. Ponadto jest taki stereotyp, że dzieci mają tendencje do wymyślania przedziwnych historii.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

aisak- Wkradło się małe nieporozumienie. Na sb pisałaś o działce oddalonej o 300km, teraz 8, która wersja jest prawdziwa? Teraz tak, 8km- to jest odcinek, jednak do przebycia w ciągu nocy, 2 godzinki, a nawet krócej jeśli biegłaś. Jest też motyw tego samego ubrania w śnie i w łóżku, także już nie jestem pewna, czy to nie było lunatykowanie. Samo zaś lunatykowanie jest stanem bardzo dziwnym, ludzie w nim wykonują nie raz niespotykane akrobacje, np. chodzą po dachach, itp. Tą wersję trzeba by było sprawdzić, wypytać mamę, czy coś w nocy nie słyszała, nie zauważyła, że wychodzisz, także zapytać kuzyna, czy rzeczywiście Ciebie tam nie widział. To co pisałam wcześniej, pociągniecie świadomością swojego ciała w inne miejsce też jest możliwe, zdarzały mi się przeskoki do 20 km, ale nie podczas snu i było łatwiej mi to wychwycić, rozpatrzeć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

danut już prostuje. Na sb podawałam dwie odległości: 8km ( to jest odległość mojego domu od działki moich dziadków) i 300km( to jest odległość od mojego domu do domu rodzinnego mojego dziadka na podkarpaciu). Na sb podałam drugi przykład ale jego całego nie pisałam, musiałaś to odnieść ten opis do tych 300km. Z tego co wiem, to mama niczego nie zauważyła, żeby m wychodziła czy coś z domu, bo ona ma problemy ze spaniem, i ma bardzo płytki sen, więc by słyszała, a wychodząc ze swojego pokoju musiałabym przejść przez ich sypialnię. CO do kuzyna, to w owym czasie on był ze swoją mamą prawie 400km od Jastrzębia, bo pojechał z nią w jej rodzinne strony, wiem to bo mówiłam mamie o kuzynie i mówiła, ze to jest niemożliwe by był w dwóch miejscach równocześnie. Może te odniesienie do odległości trochę komplikować teraz, ale to widocznie wyszło niezrozumiale, bo mnie też ostatnio zacinało się, sama wiesz, bo wiadomości nieraz pomnożone przychodziły a niektórych nie chciało wysłać. To 300km to pisałam, ze kiedyś miałam podobnie do tego snu i zostawiłam wówczas coś na działce u dziadków, choć przebywałam w domu rodzinnym mojego dziadka oddalonym o 300km, ale wtedy nie miałam żadnych ran i kamyków, tylko został w altanie mój zegarek, który myślałam, ze zgubiłam podczas upadku w górach (miałam pewien zjazd z góry, bo się poślizgnęłam, także poturbowana byłam trochę a było to samym wieczorem). A ów zegarek wcześniej więcej osób widziało u mnie na ręce. W dzień tego "wypadku" miałam sen, że jestem u dziadków w altanie i ściągnęłam zegarek.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

aisak- Dobrze, czyli mamy zagadkę, a jednocześnie dla mnie już rozwiązaną moim sposobem :) Jest to trudne i wymaga zagłębienia się w odkrywcze wiadomości o funkcjonowaniu rzeczywistości, polecam poczytać wszystko to co napisałam, spisałam przez wiele lat w internecie na temat związku rzeczywistości z naszą i nie raz trudno nam dostępną, ale prawdziwą świadomością. Temat jest rozległy i nie da się go skrócić do paru zdań, aby wyrazić go zrozumiale i zwięźle, wymaga bardzo długiej debaty. Stopy- to, że ten kuzyn nie mógł być, wtedy w tamtym miejscu jest dla mnie wystarczające- czas naszej rzeczywistości nigdy nie będzie się zgadzał w tych przeskokach, pokonujemy przestrzeń przez inną rzeczywistość, która dla innych jest niewyobrażalną, nie do przyjęcia, ale dla mnie i dla Ciebie poprzez te rany jest jak najbardziej fizyczna i prawdziwa. Zegarek- przedmioty mogą być zostawiane i przenoszone z niej tutaj i z naszej tam. Nie są absolutnie niefizyczne, nie dające się uchwycić, itd. zgodnie znowu z rozgłaszanym nieprawdziwym poglądem- :D To, że wracają często nie w to samo miejsce w naszą rzeczywistość też jest wytłumaczalne odbiciem tamtej według złamanej symetrii lustrzanej, bo wszystko przechodzi nie tylko poprzez zmieniony czas, ale także przestrzeń i odwrotność lustrzaną. Na tej podstawie możemy selekcjonować, rozróżniać prawdziwe zdarzenia od halucynogennych, także. Porównywalnym przykładem do Twojego zegarka będą mój z sukienką i płaszczem. Sukienka zostawiona w tamtej rzeczywistości wróciła do naszej po roku czasu. Płaszcz- nieświadomie miałam na sobie poprzez przeskok tutaj, potem nie wiedząc jak, nie mogąc sobie uświadomić zniknął, a że uznałam, że przecież nie miałam takiego, to coś jest nie tak, poszło w zapomnienie do czasu, gdy również nieświadoma tego zakupiłam tu taki sam za gdzieś rok po tym wydarzeniu. Żeby to objąć rozumem potrzeba wysiłku i dużego skupienia na sprawach trudniejszych, bo wykraczających poza tą rzeczywistość. Na razie pozdrawiam!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Szczerze to jeszcze nie miałam przyjemności czytać na ten temat żadnych publikacji. Niemniej zaciekawił mnie ten obraz postrzegania. Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się bardziej zgłębić w tym temacie ;) tylko mi ciągle czasu brakuje :/ Mnie zegarek po 3 tygodniach wrócił, więc dość szybko w porównaniu z Twoją sukienką. Czytając właśnie zdałam sobie sprawę, że temat rzeka, a ja dopiero jestem na etapie poznawania, bo nie zdawałam sobie sprawy (nie wiem jakim cudem). Żeby bardziej zrozumieć temat muszę trochę poczytać, bo narazie to jestem laikiem :P Jest jeszcze jedna podobna sprawa danut do tych co opisałam, miałam takowe 3, tą z kamykami, z zegarkiem i jeszcze jedną ale nie wiem czy ona się zalicza do tego typu spraw.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

aisak- Tak, opisałaś mi tą 3 sprawę i ona zalicza się do tych doświadczeń, jak będziesz chciała opiszesz ją tutaj. Wytypowano zjawisko nazywając je OOBE, a wszystko przez nie do końca zdefiniowaną rzeczywistość, przez to ludzie bardzo mylą, to co i kiedy ma miejsce, mylą fakty z wyobraźnią. Są jednak doświadczenia wskazujące na nie wychodzenie z ciała, ale przywołanie i połączenie się z ciałem z innego wymiaru, w którym istniejemy cały czas, nie tylko po śmierci.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tą trzecią sprawę trochę bardziej rozpiszę: 2 lata temu zmarła ciotka, która z nami mieszkała, my się nią opiekowaliśmy. Nie chodzi mi o samą śmierć, ale o to co miało miejsce równy miesiąc przed jej śmiercią. Otóż ja byłam w BB wówczas, długo zasnąć nie mogłam, ale kiedy już zaczynałam zasypiać coś mnie szarpnęło i jak otworzyłam oczy to leżałam na podłodze u mnie w domu. Wstałam i zaczęłam się rozglądać i wtedy zobaczyłam moją zmarłą babcię, ona zmarła ok 9lat temu. To była młodsza siostra tej ciotki, którą się opiekowaliśmy. Babcia podeszła do mnie i stwierdziła, że wyrosłam i pytała się co u mnie, to jej powiedziałam, że wszystko dobrze, ale spytałam się ją co ja tu robię, a ona mi powiedziała "zostałyśmy wezwane" . Z pokoju obok zaczęła strasznie ciotka krzyczeć. Chciałam tam wejść ale babcia mi zabroniła, powiedziała bym poczekała. Na górze u mnie w domu zapaliło się światło przy schodach i tata zaczął po nich zbiegać, a chwilę po nim mama. Jak tata wszedł do jej pokoju to stanęłam sobie w progu drzwi i mama wchodząc przeszła przeze mnie :/ Uczucie, które doświadczyłam mogę porównać do mrowienia, mama znów mi powiedziała, że przechodząc przez próg poczuła jakby tysiące szpilek ją przeszywały, zimno jak w chłodni. Wtedy wiedziałam, że jakoś się tam znajduje. Później weszłyśmy do pokoju a ta konająca ciotka wrzeszczała "widzę je!", mama spytała kogo, a ona "Kaśkę i Kryśkę". Mama tłumaczyła jej, że ja jestem w BB, a babcia Krysia nie żyje już od tylu lat. Babcia popatrzyła na mnie i zaproponowała byśmy się wycofały, więc wyszłyśmy na korytarz. Powiedziałam wówczas, że strasznie cierpi,a babcia powiedziała mi, "już niedługo. Za miesiąc przyjdę po nią". No i poczułam się tak jakbym spadała i obudziłam się na siedząco. Zadzwoniłam do mamy, choć był środek nocy i opowiedziałam wszystko, a raczej najpierw wypytałam co i jak, później ja powiedziałam mamie co mi się "śniło". Mama potwierdziła, że wchodząc do pokoju miała wrażenie że ktoś był w pobliżu, bo przechodząc czuła zimno i wówczas opisała mi jakie towarzyszyło temu uczucie. Jej wersja zdarzeń pokrywała się z moją, bo mogłam jej każdy detal opowiedzieć, nawet w czym spała, kto szedł pierwszy itp. Babcia jak mi się śni to się jej nie boję, za to jak śni mi się ciotka to czuje przerażenie. Tak samo jak śni mi się pokój, w którym zmarła :/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Powyższy mój post jest odniesieniem do tej sytuacji, przeczytaj go uważnie. Co do zjawiska śmierci ciała tutaj, decyduje się o tym wspólnie w tym innym wymiarze, a świadomość tutejsza wyraża, lub nie zgodę na to, poprzez wspólne uzgodnienia dalszej drogi, celu i wytycznych stamtąd. Bardzo ważne jest w tym wszystkim utrzymanie więzi ze swoją grupą "bratnich dusz". Byłam bardzo młodą dziewczyną, gdy umierała moja babcia. Pamiętam byłyśmy, wtedy z siostrą na festynie wiejskim organizowanym z jakiejś tam okazji, już nie pamiętam jakiej. Wróciłam do domu wcześniej, położyłam się spać, siostra została niedaleko domu w samochodzie ze swoim chłopakiem. Nie mogłam zasnąć, znalazłam się w dziwnym stanie takiego półsnu- myśli mi uciekały w kierunku tej babci, odwiedziłam ją, wiem że też szłyśmy tą drogą i nawet pomyślałam wystraszyć siostrę- tak dla hecy w tym samochodzie :). Jednocześnie wskazywało na dopasowanie do autentycznego czasu tych scen. Nie pamiętam całości wizji, ani słów z rozmów, wiem że była w tej wizji zdrową osobą. Potem pojawiła się u mnie świadomość, że ta babcia bardzo cierpi i co potem nie dawało mi spokoju, wyraziłam takie "wołanie" takie życzenie, nieświadomie oczywiście, bo w tej wizji tkwiąc nadal, że dla tej babci byłoby lepiej, gdyby umarła. Potem wróciła wystraszona siostra, no bo coś z całej siły uderzyło gałęzią w ten ich samochód, gdy siedzieli w nim w ustronnym miejscu. Pośmiałam się, żartując że to ja. Rano dowiedziałyśmy się, że właśnie w tych godzinach umierała i zmarła nasza babcia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"Znalazłam się na działce u moich dziadków, naokoło było ciemno, tylko gdzieniegdzie świeciła się latarnia i oświetlała mi drogę. W śnie byłam ubrana w piżamę taką jaką miałam na sobie i byłam na bosaka."

Moim zdaniem raczej nie było to lunatykowanie. Nie znam się dokładnie na lunatykowaniu ale występuje tam chyba niepamięć tego, co się robi w tym czasie. Bardziej pasuje tutaj przesunięcie, czy nałożenie się innej rzeczywistości, na co może wskazywać:

" Pamiętam, że szłam z altany w stronę furtki kiedy zza rogu ( kilka działek obok) stanął mój wcześniej wspomniany kuzyn. Nie wiem dlaczego mój instynkt w tym śnie mówił mi, żebym uciekała."

W dalszych postach piszesz, że w tym czasie kuzyn był bardzo daleko od tego miejsca (w tym świecie). Możliwe, że w jakiejś równoległej rzeczywistości Krzysiek nastaje na twoje życie.

I było to na tyle realne zagrożenie, że przebiło się do innych rzeczywistości, w tym i naszej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witaj aisak. :)

Nie każdy ma takie doświadczenia jak Ty :)

Napiszę to krótko

Masz w sobie zdolności i pewien dar, który możesz rozwinąć bardziej.

Masz ogromną intuicję, wyobraźnie i... nie potrafiłabyś skrzywdzić najmniejszego zwierzaka................... - czyli zwracasz uwagę na życie w zgodzie z sobą, kierujesz się sumieniem.

Masz kontakty z ,,drugą stroną'', Twoja Babcia - Jej Energia jest przy Tobie praktycznie cały czas i często Ci pomaga...

Niekiedy masz bardzo zaawansowane doświadczenia, które przychodzą spontanicznie, co świadczy o Twoim dużym darze, ale ,,nie obrobionym'' przez wiedzę...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

soldado- Jak ja nie lubię tego określenia "zdolności i dar", to ja Ci mówię :D . aisak- ja określę to tak, zwyczajnie masz niezerwaną łączność, to dobrze, bo zwykle otrzymujesz pomoc. A wiedza pomoże Ci w zrozumieniu tego co doświadczasz, dokąd masz iść i czym się w życiu kierować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
soldado- Jak ja nie lubię tego określenia "zdolności i dar", to ja Ci mówię :D . aisak- ja określę to tak, zwyczajnie masz niezerwaną łączność, to dobrze, bo zwykle otrzymujesz pomoc. A wiedza pomoże Ci w zrozumieniu tego co doświadczasz, dokąd masz iść i czym się w życiu kierować.

Wie, wiem... że nie lubisz, jak Ci się pisze wprost.

Jeśli chodzi o Ciebie, to musiałem i muszę często lawirować i zmuszać Cię do myślenia :D

Zobaczymy, czy aisak jest taka jak Ty :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przykro mi danut, że w taki sposób dowiedziałaś się o śmierci babci, zapewne później biłaś się z myślami. Ja też nieraz miałam myśli o śmierci ciotki tylko z tego względu, że ona miała raka i strasznie cierpiała, po operacji przeżuty były praktycznie wszędzie i nawet dotyk powodował u niej ogromny ból, a trwała w takim stanie ponad pół roku. Miałam wyrzuty sumienia, że nieraz pomyślałam sobie, że lepiej byłoby dla niej jakby odeszła, bo już by nie cierpiała. Jak tak pisałaś o tej wizji to ja miałam trochę inną związaną ze śmiercią mojej babci, a raczej sen pośmiertny jej. Jak już pisałam w sprawie snu z ciążą, nie znam biologicznego ojca, od 8 roku życia wychował mnie ojczym, za co mu dziękuję choć wiadomo czasem są wzloty i upadki, ja trochę się buntowałam w okresie dojrzewania, ale to nie najważniejsze. Babcia, o której wspomniałam jest jego mamą, także tak naprawdę nie jesteśmy połączone więzami krwi. Nie zapomnę jednego zdarzenia z życia, to było po urodzeniu mojego brata już długo, w sumie mama była w ciąży z moją najmłodsza siostrą, o czym póki co nikt nie wiedział. Babcia zajmowała się moim bratem, ja znów siostrą, rodzice pojechali. I tak spytałam się babci co by zrobiła jakby mama urodziła jeszcze jedno dziecko, ot takie mi przyszło do głowy pytanie. A babcia odparła, że wówczas umrze. No i nie wiem czy wykrakała czy co, ale 2 i pół miesiąca po urodzeniu siostry babcia zmarła, za kilka dni jest rocznica jej śmierci. W dniu, w którym zmarła nie widziałam się z nią, jako jedyna ode mnie z domu, bo jak była u nas to ja jeszcze w szkole byłam. Wieczorem podczas dobranocki zadzwonił dziadek, że babcia nie żyje, co było dla wszystkich szokiem, zdrowia kobieta w wieku 64lat zmarła. Czułam się fatalnie, strasznie ją lubiłam i ona do mnie też bardzo życzliwie zawsze podchodziła, nie odczułam swojej inności nigdy przy niej. Przed snem intensywnie o niej myślałam, nie wiem czy przyciągnęłam ją myślami czy poprostu wybrała mnie by mi pokazać swoją śmierć. W tamtą noc przyśniła mi się, choć nie wiem czy trafnie określam przyśniła mi się. Mój sen zaczął się zwyczajnie, znajdowałam się w podstawówce i schodziłam do szatni, szatnie tam są jakby w piwnicach. Będąc na schodach w dół pojawiła się obok mnie zmarła sprzed kilku godzin babcia. Wyciągnęła do mnie rękę, bałam się początkowo, ale wkońcu złapałam ją za rękę. Miała ona zimny, wręcz lodowaty uścisk ale mimo to trzymałam ją, jak to zrobiłam drzwi od szatni się otworzyły ale za nimi nie było szatni tylko piwnica mojej babci. Znalazłyśmy się w pomieszczeniu piwniczym u niej w domu. Moim oczom ukazał się widok babci, która rozpalała ogień w piecu, widać, że była zmęczona, wykończona wręcz. Było jej też gorąco, bo co chwilę wycierała pot z czoła, ja natomiast będąc tam czułam tylko chłód dłoni za którą trzymała mnie babcia. Po krótkiej obserwacji, babcia oparła się o ścianę i widać było, że z trudem łapie oddech. W pewnym momencie złapała ostatni i jej ciało oparło się już na łopacie a nad nią pojawiła się jakby para. Poprostu ta "para" wyszła jakby z niej i rozpłynęła się w powietrzu. Wiedziałam, że to zapewne moment śmierci, zaczęłam płakać, chciałam obetrzeć łzy, bo babcia trzymała mnie za prawą rękę i próbowałam wyrwać się z uścisku ale ona trzymała mnie mocno. Myślałam, że na tym się skończy, ale to nie był koniec. Stałyśmy tam chwilę, po czym dało się z góry słyszeć wołanie wujka, młodszego brata taty, bo on został na ojcowiźnie, który wołał babcie. Oczywiście z powodu tego, że nie odpowiadała mu zszedł na dół. Jak zobaczył babcie to zawołał swoją żonę, ta zeszła i próbowali ocucić babcie, po czym pobiegła ona zadzwonić po karetkę. Później przyjechała karetka. Ciało babci zostało wyniesione z piwnicy, lekarze próbowali reanimować, ale bez skutku. My z babcią cały czas byłyśmy obok i się przypatrywałyśmy, ja nie mogłam niczego zrobić. Jak już karetka pojechała, to babcia popatrzyła na mnie i pogłaskała mnie po głowie, po czym odeszła. Ja się obudziłam i nie mogłam ruszać prawą ręką, miałam ją lodowata jakby z kamienia :/ Zawołałam mamę na równi z moja siostrą, bo spałyśmy akurat razem, w nogach naszego łóżka było łóżeczko brata. Mama weszła do sypialni i nie wiedziała czy podejść do mnie , bo wręcz ryczałam jak bóbr czy do siostry, która cały czas powtarzała "mamo, mamo! babcia tu była!". Podeszła najpierw do siostry z racji tego, że młodsza i miała kilka lat, zaczęła się pytać ją jak to babcia tu była (wieczorem było tłumaczenie, że babcia odeszła na zawsze i już nie wróci), siostra powiedziała jej, że ciało babci stało przy Adasia łóżeczku i go głaskała, a duch babci był przy niej (przy siostrze). Mama była przerażona, zawołała tatę i na nowo było tłumaczenie, że babcia odeszła i nie mogło jej tu być. Mama podeszła do mnie i się spytała czemu płacze i co mam zrobione z ręką. Opowiedziałam jej wszystko. Ale w tym dniu to chyba było za dużo jak na ich nerwy. Powiedziała tacie, że będzie z nami spać. Mama zaczęła mi tłumaczyć, że to był tylko sen i mam się nie bać. Na drugi dzień przyszedł brat taty i dziadek. Rodzice opowiedzieli im mój sen. Wujek stwierdził, że widocznie babcia mnie wybrała by mi to pokazać, dziadek był załamany i się nie odzywał. Później mnie zawołali jeszcze bym dokładnie opowiedziała sen, dziadek powiedział, ze było tak jak mówię. Mój kuzyn Krzysiek (ale nie ten, którego opisywałam wcześniej) jest w moim wieku i mieszkał razem z babcią (jest synem młodszego brata taty). On mi zawsze dogryzał, ze babcia nie mogła mi się śnić, bo to nie była moja prawdziwa babcia :/ Ech... wspomnienia są bolesne, nawet choć minęło już tyle lat to pisząc to aż mi się zachciało płakać :( Wspomniałam o tym danut, bo miałam podobnie jak Ty. Zobaczyć wspomnienie śmierci jest ciężkim przeżyciem.

Waldeczku tak z tego co mnie tez wiadomo to człowiek podczas lunatykowania nie pamiętać co się z nim działo, a można go wyrwać z tego stanu tylko wówczas jak wypowie się jego imię. Także człowiek w stanie lunatykowania nie może sobie nic zrobić, nie może siebie skrzywdzić. Przynajmniej takie informacje wyczytałam.

Soldado wspomniałam tu tez, wiem że przez to mój post jest długi przez to, ale uważam że należało wspomnieć o tej wizji śmierci babci. Musiałam wytłumaczyć tam, ze to moja przybrana babcia. Wielu zdziwiło przez to fakt, ze od śmierci mnie śniła się najczęściej, bo kilkanaście razy, z czego swoim dzieciom chyba tylko raz wujkowi, ale nie jestem pewna, bo na te tematy już dawno nie rozmawiałam, głównie w domu opowiadam jak mi się babcia śni. Co do daru to zawsze myślałam, że jestem wrażliwsza na te sprawy, bo też nie lubię określenia jak danut "dar".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wykrakanie swojej śmierci- jest taka możliwość, tak jak pisałam wcześniej, jest odgórne i wspólne z nami ustalanie tego faktu. Dzieje się to poza naszą rzeczywistością, świadomością, ale nieświadomie może człowiek korzystać z tych wiadomości i wtedy pojawiają się takie zdania, choć on myśli, że nie wiadomo skąd. Zdania, słowa spoza czasu, które tu jakoś przeniknęły. U mnie w rodzinie zdarzało się tak przepowiedzieć, dziadkowi, mamie, a nawet teściowi- właśnie pamiętam, tak sobie nagle zaczęli rozmawiać z moją mamą- wstrząsnęło nami, to wtedy, ale niestety spełniło się. Sny podczas takiego wydarzenia w rodzinach dotyczące śmierci bliskich są na porządku dziennym, przeżywanie i treść takich snów będzie dotyczyć tych zmarłych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tu ewidentnie niestety babcia wykrakała. Sen, który opisałam był pierwszym jaki miałam związany z duchami. W swojej rodzinie nie spotkałam się, by komuś przyśniła się śmierć danej osoby,a raczej by zmarły pokazał swoją śmierć. Do pogrzebu babcia śniła mi się codziennie. Później już rzadziej, ale średnio raz na rok. Podczas jednego snu prosiła mnie bym pilnowała tego kuzyna Krzyśka (mojego rówieśnika), choć wiedziała że niestety nie przepadamy za sobą i to dość bardzo, podczas tego snu powiedziałam jej, że za dużo ode mnie wymaga i nie mogę spełnić jej prośby, wtedy ona machnęła ręka i poszła do mojego domu. Później jeszcze raz prosiła o to samo ale także jej odmówiłam, nie potrafię się przełamać :/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A widzisz, podałaś bardzo ważny szczegół i informację, zdobytą podczas snu. Coś dzisiaj, ten Krzysiek nie zejdzie z głównego tematu dyskusji. Radziliśmy uważać na niego, bo wyłania się ten motyw zagrożenia z jego strony dla Ciebie, ale pojawia się też wiedza ogólna co do przyszłości- Co on nabroi, czemu chce zapobiec tamta strona życia? Zwraca się babcia do Ciebie- "Pilnuj go!", musi zatem wiedzieć jaka jest możliwość powstrzymania jakiegoś zdarzenia, czegoś niedobrego co za rzutuje na życiu całej Twojej rodziny. Macha ręką, bo widzi, że Ty tej możliwości nie dostrzegasz- ale ona jest! aisiak- dobrze pomyśl jaka ona mogłaby być, czego ten chłopak potrzebuje najbardziej, jest jeszcze czas, aby go zmienić, wpłynąć, uniknąć czegoś do czego może być zdolny, a nie jest właściwe, a czasami może, nawet wybronić jego samego - rozmyśl bezstronnie, analizując i pod każdym kątem i dla jego dobra także, bo coś zagraża poprzez niego, a nawet w niego może uderzyć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Tu ewidentnie niestety babcia wykrakała. Sen, który opisałam był pierwszym jaki miałam związany z duchami. W swojej rodzinie nie spotkałam się, by komuś przyśniła się śmierć danej osoby,a raczej by zmarły pokazał swoją śmierć. Do pogrzebu babcia śniła mi się codziennie. Później już rzadziej, ale średnio raz na rok. Podczas jednego snu prosiła mnie bym pilnowała tego kuzyna Krzyśka (mojego rówieśnika), choć wiedziała że niestety nie przepadamy za sobą i to dość bardzo, podczas tego snu powiedziałam jej, że za dużo ode mnie wymaga i nie mogę spełnić jej prośby, wtedy ona machnęła ręka i poszła do mojego domu. Później jeszcze raz prosiła o to samo ale także jej odmówiłam, nie potrafię się przełamać :/

Nasi bliscy, którzy już odeszli do siebie, wiedzą co dla nas jest dobre i co służy naszemu rozwojowi. Dlatego też, nie zważaj na to, że Krzysiek jest zazdrosny o twoje sny i to jeszcze z jego prawdziwą babcią.

W tym miejscu można przywołać św. Faustynę i opowieść hrabianki, która nie mogła przetrawić tego, że zwykła dziewucha z plebsu ma takie mistyczne przeżycia, a ona szlachcianka nie.

Wybaczenie innym (i tutaj znowu małe przypomnienie o doprawieniu uciętego ucha przez Jezusa Chrystusa) daje nam kolosalną przewagę nad nimi.

Nie chodzi mi tutaj o pokaz siły lub opowiadanie wszem i wobec - zobaczcie jaki to jestem wspaniały, mimo nikczemności kogoś tam - ja mu wybaczam

tylko o wybaczenie w swoim sercu.

Nie musimy się tym chwalić, bo w tym świecie to i tak jest tylko marność.

Widzę, że Danusia też myśli w tę stonę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

danut ale to dwa różne Krzyśki :/ obaj moi kuzynowie, ale ten ze snu z kamykami to starszy ode mnie o kilka lat, a ten co babcia mnie prosiła jest moim rówieśnikiem. No i ten jeden jest ze strony mamy, natomiast ten rówieśnik jest ze strony ojca, konkretnie jego chrześniak. Więc nie wiem czy oni są powiązani, chyba że w tym śnie z kamykami moja psychika zobrazowała nie tego Krzyśka co trzeba :/ Przez tego Krzyśka-rówieśnika (tak bolę go nazywać, by nie mylić z tym drugim) i przez jego mamę jestem jakby, muszę znaleźć dobre słowo, wyparta, niechciana, czarną owcą w rodzinie. Ech... może lepiej, przez moją sytuację i jego, nasze kłótnie, to że mi bardzo ubliżał, że no ech... ciężki temat a wspomnienia jeszcze gorsze, jesteśmy z połowa rodziny pokłóceni :( oni do nas nie przychodzą, my do nich, odseparowaliśmy sie, tylko z tym wujkiem księdzem i z dziadkiem utrzymujemy bliższe relacje, a z reszta ograniczamy do minimum. Oczywiście nie od razu tak było, ale z dobre 7 lat to tak trwa. No chyba, że babcia chciała przed tym uchronić, przez tym "rozpadem" rodziny

edit.

nie tylko te moje relacje zaważyły nad tym, że doszło do kłótni ale od nich się zaczęło. Co do mnie to jeśli chodzi o wybaczenie, to ja już dałam, bo to właśnie chodzi o te urazy w sercu, jestem człowiekiem, który wybacza ale pamięta. Nie da się wszystkiego wyprzeć, przynajmniej narazie ja tak nie potrafię. Poprostu teraz zaczął się dla mnie trudny temat.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Możliwe, że chodziło o to, żeby nie podzielić rodziny.

Chociaż obawiam się, że Danuta może mieć rację pisząc: - "["Pilnuj go!", musi zatem wiedzieć jaka jest możliwość powstrzymania jakiegoś zdarzenia, czegoś niedobrego co za rzutuje na życiu całej Twojej rodziny.]".

Chociaż zawsze możesz mu wybaczyć ( tak wiem, jakie to jest trudne i nawet ciężkie do wyobrażenia ale w zasięgu każdego człowieka ) i poczuć ulgę.

Widzę twój dopisek i odniosę się do niego.

Wybaczenie sercem, to takie coś trochę dziwnego.

Jesteśmy wychowani, w "niby chrześcijańskiej kulturze" ale jak popatrzymy sobie na naszą historię to tego niestety nie widać. Wszędzie króluje zawiść, uprzedzenia, nienawiść i takie podobne określenia.

Niestety nie ma to nic wspólnego z naukami naszego Mistrza Jezusa Chrystusa. Powinniśmy chociaż chcieć przybliżyć się do jego postępowania.

Zwykle jak piszę takie teksty, to większość myśli - co za frajer. Zamiast życzyć swojemu prześladowcy jak najgorzej, to ten mu wybacza.

Takie postępowanie jest "bardzo nienowoczesne" i pachnie ciemnogrodem :lol: , ale wolę już być zacofanym w tym życiu niż w przyszłym :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przez Wasze kłótnie doszło do skłócenia rodziny? To masz przecież jasną sprawę- potrzeba rozwiązać tą sytuacje i to tylko pomiędzy Tobą a Krzyśkiem rówieśnikiem:) I nawet lepiej, że to nie ten sam Krzysiek, bo wcześniej myślałam o dużej ostrożności i zagrożeniu, ale skoro to inny, to sprawa jest prostsza.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja wyciągnęłam rękę na zgodę, no ale nie spotkałam się z tym samym z jego strony. Ja jak wkońcu zdałam sobie sprawę, że nie mogę nadal byc w nienawiści do niego (było tak swojego czasu) to poczułam od razu ulgę. A teraz, no cóż, ostatecznie o co tata się z ciotkom i wujkiem pokłócił to nie wiem, ale zaczęło się ode mnie i Krzyśka-rówieśnika. W tej kłótni była tez kwestia tej ciotki mieszkającej z nami, jak już wspomniałam ona miała raka i strasznie cierpiała i sam dotyk wywoływał u niej już ból taki, ze krzyczała. Za jej życia dużo osób mieszało, w tym i rodzina, że się nad nią znęcamy i wogóle. Ale nie przyszli ani razu przy niej pomóc, moi rodzice byli już wykończeni, ja przyjeżdżałam ile mogłam by im pomagać, moi dziadkowie, co obcy ludzie do ciotki pomagali a rodzina się odwróciła. A tylko plotki nawet z ust rodziny. Najwięcej do wypowiedzenia mieli się Ci, którzy ani razu nie pomogli. Kto nie miał styczności z osobą chorą, ale taką która trzeba się zajmować 24h/ dobę to nie ma pojęcia ile wysiłku i pracy oraz czasu trzeba poświecić choremu. Wszyscy myślą, że to jakiś banał, mądrzy w gębie jak to się mówi potocznie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zmarli również zdają sobie sprawę, że rozplątanie splątanej rzeczywistości nie jest takie proste. Wiedzą to, bo chęci jednego człowieka czasami nie mają siły przebicia i zostają powalone rządzą, siłami zła, nienawiści innych, mających tu również szerokie pole do popisu- niestety. Dobrze jest, abyś Ty wiedziała o tym, czy jesteś na dobrej drodze, bo wszystkim "ślepym", upartym ciężko jest ją wskazać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wydaje mi się, że niektórzy są za bardzo przesiąknięci już swoimi racjami, wręcz nimi żyją i przyjmują je za normalną rzecz. Już nawet przeszkadzają im wadzić. Ja mojego tatę ciągle przekonuję, że ma pierwszy do nich wyciągnąć rękę na zgodę, że nie ma iść w tym kierunku. Ale on mnie nie słucha :/ A uważam, że znaczące jest by on też się z nimi pogodził. Mam nadzieję, że przebaczą sobie, ze zmienią pod tym względem swoją mentalność. Kiedyś z babcią (ta żyjącą) miałam dyskusję nt tego, że zmarli znają już nas los i dlatego czasami przychodzą nas ostrzec. No i od razu równolegle do tego tematu było nawiązanie do tego, że zmarły alby się ukazać czy to na jawie czy to we śnie, potrzebuje dostać pozwolenia. Jeśli nawet je uzyska to musi później odpokutować odwiedziny u nas. Kiedyś babcia czytała książkę, w której było to mniej więcej tak ujęte. Ma ją gdzieś w domu i mówiła bym przeczytała, ale jakoś sienie złożyło.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Coś moje posty piszą się bardzo powoli, bo zanim napiszę coś, to już jest pół strony innych :lol: .

Właśnie chodzi o tą wyciągniętą rękę ale nie musi to być koniecznie nasza fizyczna dłoń.

Jak będziemy mieli w swoim sercu zawsze miłość i wybaczenie dla tej osoby, to TO w końcu dotrze (do tej osoby) i zmieni jej sposób postrzegania rzeczywistości.

"Chcesz zmienić świat, zmień siebie" - cytat. niestety autor uciekł z mojej pamięci.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz