• Ogłoszenia

    • Ona89

      Zmiana Adresu   18.01.2018

      Witajcie. Nasze forum zjawiskaparanormalne.pl zmienia adres na : www.paranormalne.com.pl Zapraszamy!
Raspator

Creepypasty

45 postów w tym temacie

Troche dużo mnie nie było, więc postaram się nadrobić:

7 Lat

Włącz przeglądarkę Internet Explorer 3. To musi być właśnie ta wersja.

Gdy ją już uruchomisz wpisz adres for-you://gratitude-and-remembrance (dla-ciebie://wdzięczność-i-pamięć - przyp. tłumacza)

Poczekaj około 40 sekund. Będziesz czuł się dziwnie. Nie walcz jednak z tym uczuciem, albo połączenie ze stroną zostanie przerwane, a możesz się z nią połączyć jedynie jeden raz.

Pojawi się weblog. Będzie zawierał wydarzenia, które nastąpią w twoim życiu w ciągu następnych 7 lat.

Dodaj formułę /admin/ do paska adresu. Spróbuj zgadnąć hasło, które wybrałeś ty z przyszłości. Może się to wydawać niemożliwe, jednak zawsze jest jakiś sposób - hasło nigdy nie jest poza twoim zasięgiem.

Gdy w końcu zalogujesz się na stronę jako admin możesz usuwać wpisy dotyczące dowolnych wydarzeń z twojej przyszłości. Wtedy to wydarzenie nigdy nie będzie miało miejsca.

Jednak nigdy, pod żadnym warunkiem nie waż się edytować wpisów. Nawet nie próbuj.

Na całą akcję będziesz miał jedynie godzinę. Po tym czasie utracisz połączenie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

No właśnie długo nie było cię Disektor, a szkoda, bo to co dodajesz jest świetne !!! :)

czekam na kolejne -pozdrawiam !

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Bardzo lubię tą opowieść pt ,,Dziennik''

23 października 1937, Biała, Polska

Zebraliśmy już masę informacji od mieszkańców okolicznych wsi. Wyglądają na przestraszonych, nawet mógłbym powiedzieć przerażonych, ale chętnie z nami rozmawiają. Nasz przewodnik ma problemy z językiem angielskim co bardzo nas spowalnia, ale bez niego od razu byśmy się zgubili. To co nas najbardziej interesuje to las : miejsce gdzie możemy TO spotkać. Widać to po ich oczach, ciągle rzucają szybkie i nerwowe spojrzenia na skraj lasu. Od czasu do czasu stamtąd wychodzi mówią, pojawia się tylko w nocy, grasując po obrzeżach Białej. Nie zgromadziliśmy jeszcze wszystkich elementów układanki ale czuję że posuwamy się naprzód. Doktor Yuri z dnia na dzień jest coraz bardziej spięty, widzę to po jego ruchach. Stał się mało rozmowny, a kiedy jest zły krzyczy na swoich podwładnych. Wszyscy czujemy zbliżającą się przygodę, jesteśmy już tak blisko !

25 października 1937, Okoniny, Polska

Wreszcie TO zobaczyliśmy ! Pierwszy rzut oka na stworzenie które śledziliśmy od kilku tygodni. Wędrowaliśmy wśród coraz rzadszych drzew, pozostawiając za sobą gęsty las, przed nami rozciągała się ogromna łąka niedaleko miejscowości Okoniny, wtedy też z ostępów leśnych wyłoniła się bestia. Była niewyobrażalnie szybka, wyglądała majestatycznie. Widziałem łzy radości które spływały po policzku doktora. To był dla nas wszystkich wielki dzień. Nie musieliśmy już polegać na informacjach zebranych od wieśniaków, od teraz widzieliśmy stworzenie na własne oczy. Jestem szczęśliwy i podekscytowany, już jutro rozpoczynamy wielkie polowanie. Podzieliliśmy się na trzy grupy : jedna wyruszy na południe w kierunku rzeki, druga pójdzie na wschód w kierunku Białej, ja razem z Yurim dołączę do grupy która kieruje się na północ. Czuję że nie wyśpię się dzisiejszej nocy. Adrenalina buzuje w moich żyłach.

26 października 1937, -, Polska

Jest już bardzo ciemno. Piszę przy świetle ogniska. Jest zimno a namioty nie dają rady powstrzymać mroźnego wiatru i coraz częściej przemakają. Myślę że znajdujemy się jakieś 15 km na północ od Okoniny. To był ciężki dzień dla każdego z nas. Miałem nadzieję że uda nam się dzisiaj go wytropić, może nawet schwytać. Niestety teren był dla nas bardziej nieprzyjazny niż wczoraj. Wzgórza, skały i gęste krzaki spowolniły nas i przysłaniały nam widok na całą okolicę. Nie widzieliśmy go, ale słyszeliśmy. Piosenka którą śpiewa jest niepodobna do dźwięku wydawanego przez jakiekolwiek znane nam zwierze. Brzmi bardziej jak ludzki głos, opowiada o nadziei i marzeniach. Zdaje sobie sprawę z gorzkiej ironii że piosenka która dodaje nam sił jest śpiewana przez zwierze na które polujemy. Nie jestem pewien intencji Yuriego ale jest pewne że nie okaże mu żadnej litości. Wiem także że nie powstrzymam go przed tym. Moje szczęście uciekło pod natłokiem zmartwień, a nadzieja została zmyta przez deszcz.

28 października 1937, -, Polska

Teren ponownie się zmienił. Nie mam pojęcia gdzie jesteśmy, nie sądzę żeby ktokolwiek wiedział. Gęsty las ustąpił miejsca połoniną. Rosa i poranne słońce nadają wysokiej trawie fioletowego blasku. Moje domniemania okazały się niestety poprawne : istota wie że podążamy za nią. Na polach koło Okonina widzieliśmy jak szybko potrafi się poruszać, dlatego dziwi nas fakt że przez ostatnie dwa dni trzyma się blisko nas, dostosowując się do naszego powolnego tępa. Czasami zdajemy się je widzieć ale to piosenka prowadzi nas i kieruje na właściwe tory. Yuri jest wniebowzięty, ja jednak mam pewne wątpliwości. Wydaje mi się że jesteśmy zwabiani w nieznane. Każdy z nas jest wyczerpany, to nie jest dobry znak biorąc po uwagę to że jutro czeka nas kolejny dzień marszu.

29 października 1937, -, -

Wszystko idzie nie tak. Popełniłem straszliwy błąd przybywając tutaj. Dwóch współpracowników doktora nie żyje, co więcej nie mam najmniejszego pojęcia gdzie możemy się w tej chwili znajdować. Słońce wydaje się tutaj nigdy nie zachodzić : albo wszyscy postradaliśmy zmysły, albo nie jesteśmy już na Ziemi. Wczoraj wędrowaliśmy godzinami, podążając za melodią. Krajobraz ani razu się nie zmienił, miałem wrażenie jakbyśmy chodzili w kółko. Ciągle te same wzgórza i bezkresny ocean fioletowych traw. Nikt nie spodziewał się tego że będą tam znajdować się też głębokie rozpadliny. Kiedy zdaliśmy sobie z tego sprawę, było już za późno. Myscha i Kramn poślizgnęli się na krawędzi i w mgnieniu oka spadli w nieskończoną przepaść. Wszyscy teraz odpoczywają. Próbowaliśmy spać ale jest to niemożliwe z palącym słońcem nad nami. Nie wiem już czy to dzień czy noc. Wiem tylko że melodia z sekundy na sekundę robi się coraz głośniejsza.

- 1937, -, -

Zostałem zupełnie sam. Czy ja już do końca zwariowałem ? Rzeczywistość ucieka o demnie z każdą sekundą spędzoną w tym miejscu. Straciliśmy kolejnych trzech ludzi jakiś czas temu (godziny? dni? nie jestem już niczego pewien). Jeden z nich spadł w przepaść ponieważ lina która go utrzymywała nagle pękła. Kolejnego zastrzelił Yuri, ponieważ tamten zaczął go atakować. Rozumiem jego złość, żaden normalny człowiek nie wyruszyłby dobrowolnie do takiego miejsca. Yuri i ja postanowiliśmy odpocząć w namiocie żeby rozładować napięcie. Piosenka stała się naglę przerażająco głośna. Stworzenie nawoływało nas abyśmy opuścili namiot. Walczyłem sam z sobą aby go nie posłuchać. Yuri posłuchał i była to ostatnia rzecz jaką zrobił w życiu. Słyszałem mrożący w żyłach krzyk i widziałem jak mroczna postać nabija doktora na swój róg. Nie mam pojęcia ile czasu minęło od tego zdarzenia. Stworzenie wciąż stoi na zewnątrz, czekając na mnie. Nigdy nie przestanie śpiewać. Chce być ze mną. Na zawsze.

Bardzo tajemnicze zakończenie, które musimy sami sobie dopisać. Nie wiadomo kim była owa bestia, co tak naprawdę chciała od bohatera. Co to znaczy, że chciała być z nim na zawsze... Czy zabiła go po wyjściu z namiotu czy odeszła gdzieś z nim... Bardzo mnie to nurtuje :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"Dziennik 2"

Dziennik dyrektora badań

12.7.2007

00:31

Nowe znalezisko dotarło do nas dzisiaj. Mężczyźni pracujący przy rozbiórce opuszczonego magazynu znaleźli zardzewiały pojemnik z ropą, który wydawał się emanować chłód. Wstępne odczyty pola elektromagnetycznego wykazały chaotyczne dane, po czym sprzęt zatrzymał pracę i wyłączył się na dobre. Pojemnik wydaje się być wykonany ze stali nierdzewnej i rozprzestrzenia zimno.

15.7.2007

21:00

Otworzyliśmy dzisiaj pojemnik wewnątrz zamkniętej komory. Komora natychmiastowo zamarzła. Znaleźliśmy w pojemniku niezidentyfikowaną istotę. Wydaje się być czarna i jakby z gazu. Zaiste, światło wokół wydaje się być „zasysane” przez jego obecność. Byt ten sprawia wrażenie wyczuwającego wiele rzeczy, ale nie komunikuje się w żaden znany sposób. Materia biologiczna, która wchodzi w kontakt z tą istotą w kilka chwil zostaje zdezintegrowana.

12.8.2007

10:11

Jeden z praktykantów wszedł dzisiaj sam do komory, bez specjalnego skafandra. Nikt go już ponownie nie widział. Istota powiększyła się dwukrotnie odkąd została wyjęta z zamknięcia. Stała się agresywna. Uszczelniamy komorę od wszelkiego światła aby to „coś” przestało rosnąć. Wszystkie badania są wstrzymane.

12.8.2007

11:00

Tego już nie ma. Boże dopomóż nam, to się wydostało.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Leżę od kilku godzin. Jest 5:35 rano i niewiele mogę zrobic. Wiesz, co jest najgorsze w mojej sytuacji? Jestem w tym samym pokoju, co moi rodzice.Wciąż na mnie patrzą, a ja nie mogę im pomóc.Mogę jedynie odwrócic się starając się nie płakac albo nie krzyczec .Ich oczy są skierowane na mnie,a usta szeroko otwarte. Czuję od nich ostry zapach krwi.Jestem sparaliżowany ze strachu.

To jest tutaj.Leżę i nie daję po sobie poznac,że już nie śpię.Jest bardzo źle.Umrę,a dookoła nie ma nikogo kto mógłby mnie uratowac. Zastanawiałem się nad wyjściem z tej sytuacji, lecz jedyny pomysł jaki przyszedł mi do głowy zakłada wyważenie drzwi na zewnątrz, wybiegnięcie na dwór i krzyczenie w nadziei że któryś z sąsiadów mnie usłyszy. To ryzykowne,lecz jeśli tu zostanę to na pewno umrę.On czeka, aż się obudzę i będę mógł zobaczyc jego dzieło...

Pewnie zastanawiasz się co się dzieje?

Jakieś trzy godziny temu usłyszałem krzyki po drugiej stronie domu. Wstałem i poszedłem zobaczyc co to za dźwięki. Zdałem sobie sprawę, że muszę skorzystac z toalety, zamiast wejśc tam na chwilę, a następnie rozpocząc dochodzenie ja musiałem wejśc jeszcze do łazienki. Przez ten głupi ruch mogłem zginąc już wtedy.Wyszedłem z łazienki, zobaczyłem krew na dywanie. Przestraszyłem się i uciekłem do swojego pokoju, po czym schowałem się pod kołdrę jak mała dziewczynka.Próbowałem przekonac samego siebie, żeby ponownie zasnąc. Wmawiałem sobie że to tylko bardzo realny sen.

Usłyszałem że drzwi mojej sypialni się otwierają.Jak przerażone dziecko ostrożnie wyjrzałem spod kołdry,żeby zobaczyc co się dzieje.Widziałem że to coś wciąga moich martwych rodziców do pokoju.Mogę cię zapewnic że to nie był człowiek. To było łyse i nie miało oczu.Nie nosiło też żadnego ubrania. Chodziło zgarbione-zupełnie jak jaskiniowiec.To było jednak znacznie mądrzejsze niż jakikolwiek jaskiniowiec.Było świadome,co robi.Podparło mojego ojca na krawędzi łóżka w ten sposób, że był zwrócony twarzą do mnie.To coś posadziło moją mamę na krześle,również twarzą w moją stronę.Następnie zaczęło pocierac rękami o ścianę,plamiąc ją krwią.Narysowało odwrócony pentagram.To zrobiło coś, co prawdopodobnie można nazwac jego dziełem.Żeby je skończyc, napisało wiadomośc na ścianie, której jednak nie mogłem przeczytac w ciemności. Następnie wczołgało się pod moje łóżko,przygotowując się do ataku.

Najstraszniejsze jest to że teraz moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i mogę dzięki temu przeczytac wiadomośc na ścianie. Nie chcę na to patrzec, ponieważ to jest straszne nawet gdy się o tym myśli. Czuję jednak, że muszę odczytac napis zanim zostanę zabity.

Popatrzyłem na dzieło tej istoty...

"Wiem że nie śpisz"

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.

Kilka miesięcy temu pewna kobieta, której pasją jest fotografowanie natury zdecydowała się spędzic samotnie dzień i noc w lasach otaczających jej miasteczko.Chciała zrobic zdjęcia dzikiej przyrody i umieścic je w swoim portfolio. Nie bała się zostac sama, obozowała już wiele razy przedtem.Ustawiła namiot na małej polanie i spędziła cały dzień na fotografowaniu.Zapełniła cztery rolki filmu.Kiedy je wywołała odkryła że cztery zdjęcia zostały wykonane wewnątrz namiotu i przedstawiają ją śpiącą w środku nocy.

2.Kilka lat temu matka i ojciec zdecydowali się wyjechac na noc do miasta.zadzwonili po swoją najbardziej zaufaną opiekunkę.Kiedy przyjechała dwójka dzieci już spała.Opiekunka usiadła obok nich, aby sprawdzic czy wszystko w porządku.Później tego samego wieczoru zaczęła się już nudzic i chciała obejrzec telewizję.

Ale nie mogła jej oglądac na dole w salonie, bo nie było tam kablówki(rodzice nie chcieli, aby dzieci nie marnowały dużo czasu przed telewizorem).Zadzwoniła więc do rodziców i spytała czy może pooglądac telewizję w ich pokoju.Rodzice oczywiście się zgodzili, ale opiekunka miała jeszcze jedną prośbę...Spytała czy może zakryc czymś posąg anioła stojący za oknem, ponieważ ją niepokoi.Po chwili milczenia ojciec (bo to z nim rozmawiała) powiedział..."Zabierz dzieci i uciekajcie z domu.Wezwiemy policję.Nie mamy posągu anioła."

Policja znalazła ciała opiekunki i dwójki dzieci trzy minuty po wezwaniu...Nie znaleziono żadnego posągu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To cykl jedzie dalej, bo mnie troche nie było, teraz będe dosyć często wrzucał :D .

Dwa lata temu byłem na wakacjach u swoich wujków. Mama wysłała mnie tam do pracy, ponieważ trochę nabroiłem i musiałem zarobić pieniądze, by oddać je rodzicom. Nie lubiłem tam jeździć. Ciocia mieszkała na przedmieściach Nashville z rodziną. Nazywali się Collins, podobnie jak ich sklep, gdzie miałem im pomagać. Nie lubiłem tam przebywać przede wszystkim dlatego, że byli oni bardzo konserwatywni i wymagający, nawet jeśli chodziło o mnie. Pierwszego dnia, kiedy przyjechałem oboje postawili mi warunki dotyczące przebywania w ich domu. Po zapoznaniu się z nimi miałem ochotę uciec z dala od tej popieprzonej rodziny. Okazało się, że muszę codziennie wstawać o 5 rano, posprzątać dokładnie pokój w którym będę spał, przygotować się do pracy, zrobić śniadanie dla siebie, ponieważ w tym domu każdy je oddzielnie, po powrocie z pracy zajmować się domem, wyprowadzać na spacer psy i przygotować dla siebie kolację. Oczywiście spać musiałem położyć się przed 22. Brak Internetu, telewizji, telefon tylko na prośbę. Najbardziej jednak wkurzył mnie punkt dotyczący zakazu palenia, całkowity niezależnie gdzie i z kim jestem. Nie miałem w planach się do tego stosować, jednak nie miałem wyjścia. Na pobyt u rodziny dostałem od rodziców trochę pieniędzy, ale dysponowała nimi ciocia. Dokładnie sprawdzała na co je wydaję. Czułem się tam jak w klatce. Po 2 tygodniach już nie wytrzymywałem. W ogóle się nie wysypiałem, mimo, że całymi dniami nudziłem się jak nigdy, nie miałem tam żadnego towarzystwa a widok cioci i wujka sprawiał, że miałem odruch wymiotny, do tego nękała mnie mała kuzynka (szczęście, że nie byłem taką atrakcja dla moich kuzynów, bo nie dość, że mieli po 4 lata to jeszcze było ich dwóch) a brak fajek doprowadzał mnie do szaleństwa. Pewnego dnia, razem z wujkiem pojechaliśmy do jego ojca. Nie wiedziałem nawet po co. Po jakiś 2 godzinach byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy do środka natychmiast uderzyła we mnie fala zapachu tytoniu, co strasznie mnie podenerwowało. Był bardzo intensywny, pachniał wręcz nieco meliną. Na fotelu siedział starszy nie zadbany facet, czytał gazetę i palił papierosa. Wokół niego było pełno dymu. Gdy nas zobaczył, odłożył gazetę i wstał. Burknął coś do mojego wujka po czym poszli na stronę, Zauważyłem, że wujek daje mu chyba jakieś pieniądze. Stałem cicho i przyglądałem się temu co robią. Nagle moją uwagę przykuło kilka paczek fajek leżących na stole. Wyglądali na zajętych, pomyślałem, że wezmę jedną z nich a oni nawet tego nie zauważą. Upewniłem się, że żaden nie widzi po czym sięgnąłem szybko po paczkę i schowałem ją w kieszeni. Akurat skończyli. Wujek powiedział mi żebym poszedł do samochodu. Byłem lekko zmieszany, ale wyszedłem z przyczepy. Po jakiś dziesięciu minutach przyszedł. Pojechaliśmy do domu. Przez całą drogę myślałem o paczce papierosów, które zwinąłem temu dziadkowi. Bałem się trochę, że może to zauważą czy coś, ale w sumie miałem to gdzieś. W drodze wujek powiedział, że najprawdopodobniej będę musiał dziś zająć się do późna dziećmi, bo on i ciocia gdzieś wychodzą a opiekunka ma dziś wolne. Ucieszyłem się, cały dom do mojej dyspozycji. Kiedy zajechaliśmy, ciocia poinstruowała mnie jak mam się zachowywać pod ich nieobecność i wsiadła z wujkiem do samochodu. Pierwsze co zrobiłem gdy wszedłem do domu to zacząłem szukać ognia. Nie przejmowałem się za bardzo obecnością dzieci, bo siedziały na górze. Po 15 minutach poszukiwań poddałem się. Nigdzie nie było ani zapałek ani zapalniczki, niczego. Usiadłem zdenerwowany i myślałem co zrobić. Nagle z nikąd pojawiła się Eva, moja kuzynka, podeszła do mnie i pokazała mi paczkę zapałek, które wyjęła ze swojej kieszeni. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, nie miałem pojęcia skąd wie czego szukałem ani skąd 7 letnia dziewczynka ma zapałki. Spytałem skąd to ma i dlaczego mi to daje. Odpowiedziała, że widziała paczkę papierosów w mojej kieszeni (nigdy nie byłem zbyt ostrożny, telefon zgubiłem trzy razy, za każdym razem wydawało mi się, że miałem go w kieszeni). Wziąłem zapałki i powiedziałem coś w stylu „ale nie powiesz nikomu?”, ona uśmiechnęła się i poszła na górę. Otworzyłem okno i zapaliłem. Od razu poczułem, że właśnie tego mi brakowało. Dochodziła 22. Położyłem spać Liama i Chrisa, Eva już spała. Trochę dziwiło mnie, że jej pokój był całkowicie mniej zagospodarowany niż pokój chłopców. Oni mieli zabawki, pomieszczenie było jasne i przestrzenne, natomiast w jej pokoju stało tylko łóżko i jakaś komoda, ściany były ciemne a pokój sam w sobie nie zadbany. Nie chciało mi się jednak nad tym rozmyślać, więc z nudów zacząłem zwiedzać sobie inne pomieszczenia. Dom był duży. Mój pokój znajdował się na dole, praktycznie w ogóle nie spędzałem czasu na górnym piętrze, które było znacznie bardziej zagospodarowane. Najciekawszym pokojem było coś na wzór graciarni. Było tam wszystko. Oglądałem stare zdjęcia, książki, jakieś przedmioty. Wszystko zapakowane było w ogromnych skrzyniach. Moją uwagę przykuł stojący w kącie karton. Był bardzo zakurzony i widać było, że dawno nikt go nie otwierał. Wyglądał dość tajemniczo, byłem ciekawy co w nim jest. Otworzyłem go. Były tam dwa worki. W jedynym znajdowały się w większości dziecięce ubranka i zabawki. W drugim było pełno dokumentów i tego typu rzeczy. Z tego względu, że bardzo mi się nudziło postanowiłem, że przejrzę te papiery. Już miałem się za to zabrać kiedy nagle w drzwiach pojawiła się Eva. Trochę się przestraszyłem i spytałem co tu robi, ona odpowiedziała, że nie może zasnąć. Zaprowadziłem ją do łóżka i powiedziałem, że jest już późno i musi iść spać, poprosiła mnie żebym przeczytał jej bajkę. Zgodziłem się. Wziąłem którąś z książek z pokoju chłopców, usiadłem koło niej i zacząłem czytać. Czytałem i czytałem aż nagle zauważyłem stojących w drzwiach pokoju ciocię i wujka. Przestałem i spojrzałem się na nich z zaskoczeniem. Po chwili ciocia zapytała:

- Co Ty tu robisz?!

- Czytam..

- Widzę, ale dlaczego tutaj?

- Przyszedłem tutaj, bo nie mogła zasnąć, i poprosiła mnie żebym..

- Kto Cię poprosił?!

- No Eva..

Gdy to usłyszeli oboje stanęli na baczność a ich twarze całkowicie zbladły. Ciocia wpatrywała się we mnie dokładnie, jakby nie dowierzając. Nie wiedziałem o co chodzi. Nagle zobaczyłem, że obok mnie nikogo nie ma. Przerażony w sekundę wstałem z łóżka i wpatrywałem się w nie z dobre 10 sekund, po czym zapytałem „gdzie ona jest?!”. Po policzkach mojej cioci spływały łzy, wujek patrzył się w podłogę jak zahipnotyzowany. Kazali mi iść do łóżka. Na drugi dzień, rozkazałem cioci zadzwonić do mojej mamy, by po nie przyjechała. Nie szczególnie odmawiała. Jedyne co zrobiłem przed wyjazdem do poszedłem do graciarni, otworzyłem karton i jeszcze raz wszystko dokładnie przejrzałem. Dopiero teraz zorientowałem się, że ubranka są damskie a zabawki to w większości lalki. Jednak najbardziej zadziwiające było to na co natrafiłem przeglądając worek z papierami.. Znalazłem tam akty urodzenia Liama i Chrisa oraz akt zgonu należący do Evy Collins.

źródło:paranormalne.pl

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
ona.exe

To był normalny dzień, taki jak wszystkie inne. Surfowałem po internecie w poszukiwaniu crack'a do najnowszej ściągniętej przeze mnie gry.

Nagle ukazała mi się japońska strona. Użyłem Google Tłumacza aby przetłumaczyć ją na Polski. Strona była szczerze mówiąc brzydka. Czarna czcionka Times New Roman na białym tle. Internetowy tłumacz przetłumaczył to naprawdę źle, przez co opisy crack'ów nie miał żadnego sensu. W wyszukiwarce wpisałem nazwę gry, i przeniosło mnie do białej strony, w której znajdował się mały link o nazwie "craCk". Normalnie nie otworzyłbym takiego linku, lecz przez to, że nigdzie indziej nie mogłem znaleźć crack'a do tej gry, otworzyłem link.

Po pobraniu pliku zobaczyłem, że na moim pulpicie znajduje się folder nazwany, jak można się domyśleć, "craCk". Kiedy go otworzyłem, ujrzałem 2 pliki. Jeden o rozszerzeniu .txt, i jeden o rozszerzeniu .exe. Najpierw chciałem zobaczyć, co kryje plik .txt, który jak się okazało znowu wymagał tłumaczenia. Gdy przetłumaczyłem plik trochę się przeraziłem, ponieważ przetłumaczyło tekst na: "pomóżmipomóżmipomóżmipomóżmipomóżmi".

Co do pliku .exe, to bałem się trochę o mój komputer, ponieważ to mógłby być wirus. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że jeśli to będzie cokolwiek złego, to mój antywirus to usunie.

Kliknąłem na plik .exe, a dokładniej "ona.exe", mój komputer się wyłączył. Kiedy go włączyłem, na pulpicie znajdowały się 4 nowe pliki.

go.txt, ona.wmv, ona.exe i ona.jpg. Trochę się zaniepokoiłem. Go.txt zawierał to samo co poprzedni plik .txt. Kliknąłem na ona.wmv. Windows Media Player odtworzył nagranie wideo, które przedstawiało widok "z oczu" kogoś, kto szedł leśną ścieżką około 1. w nocy.

Po chwili ten ktoś doszedł do torów i zaczął iść wzdłuż nich.

W związku z tym, że na nagraniu była noc i było bardzo ciemno, obraz przez chwilę zrobił się całkowicie czarny, ale cały czas można było słyszeć kroki.

Kamerzysta włączył jakąś latarkę, po czym zatrzymał się, i nastała martwa cisza. nagle kamera została skierowana w dół, na nogi kamerzysty, ale dalej było słychać kroki w tle. Kamera powoli podniosła się, i ujrzałem scenę która nawiedza mnie do dnia dzisiejszego. To była kobieta z całkowicie szarą skórą. Ubrana była w starą suknie i trzymała się długiego kija.

Jej twarz była czarna, a jej oczy świeciły na żółto. Podeszła trochę, a kamera wyleciała z rąk operatora, przez co obraz był czarny.

Po około 15 sekundach kamera została podniesiona i skierowana na martwego mężczyznę lezącego na ziemi. Po chwili nagranie się skończyło.

Byłem tak przerażony, że nie chciałem nawet otwierać zdjęcia, lecz to zrobiłem. Zdjęcie pokazywało klatkę z wyżej wymienionego nagrania przedstawiającą TĄ kobietę. Nie mogłem zasnąć tamtej nocy.

link to zdjęcia :http://images.wikia.com/creepypasta/images/6/6c/1314949593571.jpg

nic strasznego w tym zdjęciu nie widzę, to kukła z kijem i jakimś wiaderkiem. nic więcej. ktoś nagrał głupi filmik... xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Latem 2003 roku, wydarzenia w północno – wschodniej części Stanów Zjednoczonych z udziałem dziwnej,

podobnej do człowieka kreatury, wywołały krótkotrwałe zainteresowanie lokalnych mediów, zanim sprawa została zapomniana. Kiedy w tajemniczych okolicznościach zostały usunięte różnego rodzaju konta internetowe związane z tymi zdarzeniami, większość informacji została bezpowrotnie utracona. Samozwańczy świadkowie, głównie z wiejskich obszarów stanu Nowy Jork, opowiadali historie o tajemniczych spotkaniach z istotą niewiadomego pochodzenia. Ich odczucia wahały się od skrajnie traumatycznych wrażeń strachu i dyskomfortu, po prawie dziecinnie figlarne oraz osobliwe. We wczesnych miesiącach 2006 roku, dzięki współpracy, udało się zgromadzić prawie dwa tuziny dokumentów datowanych od XII wieku po teraźniejszość, obejmujące

cztery kontynenty. W prawie wszystkich przypadkach historie były identyczne. Byłem w kontakcie z grupą zbierającą informacje i udało mi się zdobyć kilka fragmentów książki, którą zamierzali wydać.

Notatka samobójcy : 1964 „Teraz, kiedy już przygotowuję się do odebrania sobie życia, czuję, że koniecznie muszę złagodzić wszelkie poczucie winy oraz bólu, które wywołuję swoim czynem. Nie jest to wasza wina, ani nikogo innego, niż Jego. Pewnego razu obudziłam się i po prostu czułam jego obecność. Innego dnia obudziłam się i ujrzałam jego kształt. Kiedy obudziłam się następnym razem, słyszałam jego głos i spojrzałam w jego oczy. Nie potrafię już spać bez obawy, co przeżyję następnym razem, kiedy otworzę oczy. Nie mogę więcej się budzić. Żegnajcie.” W tym samym drewnianym pudełku zostały znalezione dwie puste koperty zaadresowane do Rose i Williama oraz jeden osobisty list bez koperty: „Droga Linnie, Modliłam się za Ciebie. Mówił Twoje imię.”

Notatka w dzienniku (przetłumaczona z języka hiszpańskiego) : 1880 „Przeżyłem największy terror. Przeżyłem największy terror. Przeżyłem największy terror. Widzę jego oczy, kiedy zamykam moje. Są puste. Czarne. Zobaczyły mnie i przeszyły. Jego wilgotna ręka… Nie mogę spać. (niezrozumiały tekst).”

Dziennik pokładowy : 1691 „Przyszedł do mnie w śnie. Poczułem coś w łóżku przy moich stopach. Zabrał wszystko. Musieliśmy wrócić do Anglii. Nie powinniśmy byli wracać tu na żądanie Rake’a.”

Świadek : 2006 „Trzy lata temu, 4 lipca, właśnie wróciłam z rodziną z wycieczki do wodospadu Niagara. Wszyscy byliśmy wyczerpani po wielogodzinnej podróży, więc wraz z mężem położyliśmy dzieci do łóżek i powiedzieliśmy im, że powinny spać. Około czwartej w nocy obudziłam się myśląc, że mąż wstał i poszedł do ubikacji. Skorzystałam z jego nieobecności i przeciągnęłam kołdrę na swoją stronę, ale tylko go obudziłam. Przeprosiłam go więc i powiedziałam, że wydawało mi się, że go nie ma. Kiedy się odwrócił, aby spojrzeć mi w twarz, dyszał i podciągnął swoje nogi tak szybko, że o mały włos nie zrzucił mnie z łóżka. Później mnie chwycił za ramię i nic już nie mówił. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, udało mi się zobaczyć, co wywołało tę dziwną reakcję. W łóżku przy moich stopach siedział jakiś goły mężczyzna, albo duży bezwłosy pies, ewentualnie coś w tym rodzaju. Miał twarz odwróconą od nas. Jego pozycja była nienaturalna i niepokojąca, jakby właśnie został potrącony przez samochód lub też coś podobnego. Z jakiegoś powodu nie byłam nim specjalnie przerażona. Raczej obawiałam się o jego zdrowie… Założyłam więc w tym momencie, że powinniśmy mu pomóc. Mój mąż, siedzący w pozycji embrionalnej, wpatrywał się w swoje ręce i nogi, czasem tylko odrywał od nich wzrok i zerkał na mnie lub na kreaturę. W nagłym zrywie potwór zaczął się dziwnie poruszać, uderzał rękami powietrze ,a następnie przypełznął brzegiem łóżka do mojego męża, aż znalazł się niecałą stopę od niego. Trwał tak w całkowitej ciszy przez pół minuty (być może było to tylko 5 sekund, a tylko tak się wydawało) wpatrując się w twarz mojego męża. Potwór położył dłoń na jego kolanie i szybko uciekł na korytarz, a stamtąd w kierunku sypialni naszych dzieci. Krzyknęłam głośno i podbiegłam do włącznika światła. Miałam nadzieję, że w ten sposób go zatrzymam i powstrzymam przed skrzywdzeniem dzieci. Gdy znalazłam się na korytarzu, światło z naszej sypialni pomogło mi zobaczyć, jak kuca i garbi się jakieś dwadzieścia stóp ode mnie. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Cały był pokryty krwią. Włączyłam światło i ujrzałam moją córkę, Clarę. Potwór zbiegł po schodach, a ja wraz z mężem spieszyliśmy się, by pomóc córce. Była mocno zraniona i powiedziała ostatnie już słowa w swoim krótkim życiu: „To jest Rake.” Mój mąż wjechał do jeziora, ponieważ spieszył się, by dowieźć córkę do szpitala. Nie przeżył. W naszym małym miasteczku wszelkie informacje i plotki roznoszą się z prędkością światła. Najpierw chciała pomóc policja, lokalna prasa również się tym zainteresowała. Jednak moja historia nigdy nie została zbadana, ani opublikowana. Przez kilka miesięcy wraz z synem Justinem mieszkaliśmy w hotelu w pobliżu domu moich rodziców. Gdy już zdecydowaliśmy się wrócić, zaczęłam szukać odpowiedzi na wszystkie te tajemnicze pytania. W pobliskiej miejscowości znalazłam mężczyzne, który przeżył prawie to samo co ja. Skontaktowałam się z nim i zaczęliśmy wymieniać się wrażeniami. Wiedział o dwóch innych osobach w stanie Nowy Jork, które również widziały stwora zwanego „Rake.” Polowanie na informacje w Internecie i pisanie listów w celu uzyskania niewielkiej kolekcji kont internetowych, które mogły dotyczyć tajemniczej kreatury, zajęło całej naszej czwórce dobre dwa lata. Żadne z nich nie dawało jednak żadnych szczegółów, historii, czy informacji. W jednym z dzienników znalazła się notka dotycząca potwora, zajmująca trzy strony, jednak więcej wzmianek już nie było. Jeden z dzienników pokładowych nie mówił nić o samym spotkaniu, natomiast wspominał, że załoga została przez potwora zmuszona do powrotu. Był to ostatni wpis w tym dzienniku…Wiele było natomiast takich przypadków, że jedno spotkanie z tą istotą było początkiem całej serii spotkań z tą samą osobą. Wiele osób wspominało, że potwór do nich mówił. W tej grupie była moja córeczka. To doprowadziło nas do myśli, że być może Rake odwiedzał nas już wcześniej, jeszcze przed pierwszym spotkaniem. Zainstalowałam więc sobie magnetofon cyfrowy w pobliżu łóżka i włączałam go na noc przez dwa tygodnie, aby wszystko rejestrował. Żmudną pracą było wsłuchiwanie się w odgłosy przewracania się w łóżku każdego dnia po przebudzeniu. Pod koniec drugiego tygodnia byłam już przyzwyczajona do rozmytych dźwięków własnego snu, więc dawałam ośmiokrotne przyspieszenie. Nadal jednak zajmowało to godzinę. Pierwszego dnia trzeciego tygodnia zdawało mi się, że wśród zwyczajnych dźwięków wyłapałam coś innego. Odszukałam ten moment i usłyszałam przenikliwy głos. To był Rake! Nie byłam w stanie słuchać tego fragmentu na tyle długo, abym mogła chociaż zacząć zapisywać, co mówi. Nie chciałam też, aby ktoś inny tego słuchał. Jedyna rzecz, której byłam pewna, to że słyszałam to już wcześniej. Zdawało mi się, że było to wtedy, gdy potwór podchodził do mojego męża w tamten pamiętny dzień. Właściwie, nie pamiętam, abym wtedy cokolwiek słyszała, ale nagrany szept sprawiał, że dokładnie przypominałam sobie ten moment. Wyobrażałam sobie, co musiała wtedy czuć i myśleć moja córka. Sprawiało to, że byłam przygnębiona. Nie widziałam Rake’a odkąd zniszczył moje życie. Wiedziałam jednak, że bywał w mojej sypialni, gdy spałam, jeszcze długo po tamtym dniu. Wiem i boję się, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że obudzę się i będę musiała spojrzeć mu w twarz.”

Nie wierzę, że nikt tu tego nie dodał to klasyka gatunku, miłego czytania :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli o kimś można powiedzieć, że jest osobą spełnioną i szczęśliwą, to z całą stanowczością można tak było powiedzieć o pani Zofii. 65 letnia kobieta, trochę niedbały i nieroztropny, ale mimo wszystko kochany mąż, 4 dorosłych odpowiedzialnych dzieci i gromadka wesołych urwisów – wnuków. Kiedy przeszła na emeryturę, poczuła że może być jeszcze szczęśliwsza. Już dawno marzył się jej dom na wsi z wielkim ogrodem. Takie siedlisko, gdzie mogłaby w spokoju, bliżej natury dożyć końca swoich dni u boku męża. Sprzedali mieszkanie w bloku i kupili piękny, otoczony wielkim sadem dworek na mazurach. Pani Zofia była zachwycona. Każdego dnia chodziła z mężem na długie spacery, pielęgnowali swoje jabłonie i grusze, czuli, że to ich raj na ziemi. Jedynym ich zmartwieniem były gryzonie. Myszy lub szczury regularnie dobierały im się do spiżarki. Często, słysząc chrobot, budzili się w nocy. Poustawiali pułapki, jednak to nie usunęło problemu. „To już przesada, mam tego dosyć” – pomyślała pani Zofia, kiedy w biały dzień, na jej oczach, bezczelnie, wcale się nie śpiesząc, przez środek salonu przeszedł bury szczur wielkości małego kota. Lekko zdenerwowana, postanowiła rozmówić się z mężem:

- Jurek, nie obchodzi mnie jak to załatwisz – masz pozbyć się tego paskudztwa. Nie pozwolę żeby takie plugastwo zatruwało nam życie. Proszę załatw to jak najszybciej, wiesz że na wakacje przyjeżdżają nasze wnuki.

Nie ma nic przyjemniejszego dla babci niż opiekowanie się wnukami. Kiedy przywiozła je z dworca, widząc jak radośnie witają się z dziadkiem, nie mogła powstrzymać łez szczęścia. Po kolacji, zostawiając bawiące się, niechcące jeszcze spać dzieci w jednym z pokoi, usiadła z swoim mężem na werandzie. Popijając zwolna herbatę chwalili swoje pociechy, jakie to one są mądre i śliczne – po prostu siedmioro cudownych aniołków. Pani Zofia westchnęła z lubością, oboje zamilkli na chwilę wsłuchując się w odgłosy bawiących się dzieci. Od niechcenia, delikatnie otumaniona sielskim nastrojem, Pani Zofia zapytała męża o ich „gryzący” problem. Pan Jerzy upił łyk herbaty, uśmiechnął się i odpowiedział:

- Znalazłem najlepszą firmę deratyzacyjną w okolicy. Prawdziwi fachowcy. Człowiek, który obiecał mi że pozbędzie się szczurów na 100%, powinien dostać doktorat – pan Jerzy uniósł obie dłonie, potrząsnął nimi nad głową – taka wiedza.

Pani Zofia uśmiechnęła się z zadowoleniem do męża:

- I jak to chce załatwić, ten twój szczurzy doktor?

Mężczyzna, przegryzając herbatnik mówił nieśpiesznie:

- Był tu, kiedy pojechałaś po nasze pisklaki. Polecił mi najskuteczniejszą trutkę na rynku. Nie dość, że gryzonie nie mogą się jej oprzeć, to zabija je w przeciągu kilku minut. Pojemniki też nie są skomplikowane, zwykłe prostopadłościany bez góry. Najobrzydliwsze będzie usuwanie trucheł tych paskudztw, ale cóż, to chyba nie duża cena za święty spokój.

Pani Zofia, zadowolona że nie długo pozbędzie się jedynego problemu, dolała sobie herbaty z imbryka. Cień niepokoju ogarnął ją, gdy mocząc usta w gorącym płynie, usłyszała tupot stóp swoich skarbów. Odłożywszy filiżankę drżącym głosem zapytała męża:

- Czy powiedziałeś temu specowi, że będą u nas małe dzieci?

Pan Jerzy ze zdziwioną miną popatrzył na żonę. Patrzyli tak na siebie do momentu aż nadbiegła cała gromadka. Dzieci uśmiechnięte od ucha do ucha, stały przed nimi w szeregu, kręciły biodrami jak małe bąki. Babcia widząc radosne twarzyczki, popatrzyła pytająco na Anię, nie najstarszą, ale najsprytniejszą i najodważniejszą z całej grupy.

- Bo my coś zna-leź-li-śmy – powiedziała rezolutnie, przewracając coś w buzi. Wyciągnęła za pleców niewielkie prostokątne pudełeczko pełne różowych prażynek. – Leżało pod kredensem, musiało wam upaść. Są pyszne babciu, takie słodziuteńkie. Wszystkim nam bardzo smakowały.

Pani Zofia, oniemiała patrzyła na wyciągniętą w jej stronę rączkę, z pojemnikiem zawierającym słodkości. Widząc swojego męża, który trzęsącą się dłonią ocierał czoło oraz najmłodszego wnuczka, trzyletniego Jasia który klapnął tyłkiem na deski i nieprzytomnie, ze zdziwieniem potrząsnął główką, mimowolnie załkała. Ania przerażona spojrzała na babcię. Pani Zofia jednym ruchem otarła łzy, uśmiechnęła się do swojej najsprytniejszej wnuczki i cicho powiedziała:

- Tak Aniu, dziadkowi jakiś czas temu te cukierki wpadły pod kredens. Zapomnieliśmy już jak są dobre. Poczęstuj nas.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Reaktywuje temat.

Wiosną 2008 roku na południu Stanów Zjednoczonych krążyły emaile informujące o dziwnym fenomenie zwanym „The 4 am Killer”. W wiadomościach tych znajdowały się zazwyczaj opisy zmyślonych historii, w których to nastolatkowie mieli być mordowani pomiędzy godzinami 4:00 a 4:12. Najczęściej wyróżniały się głównie błędami gramatycznymi, kiepskimi historiami i ostrzeżeniem, że jeśli nie wyślesz tego listu 5 różnym osobom, umrzesz tak samo jak ci nastolatkowie. To wszystko było zwyczajnym gównem, w odróżnieniu do jednego specyficznego emaila, który chyba nigdy nie miał być łańcuszkiem.

4. kwietnia 2008 roku mężczyzna o imieniu Thomas Welts otrzymał wiadomość od swojego starego znajomego Richarda „Richiego” Samsona, z którym ostatni raz kontaktował się kilka lat wcześniej. Był szczególnie zaskoczony, bo nie wiedział, skąd ma on jego nowego e-maila, tym bardziej, że ostatni raz widzieli się w 1996 roku podczas ukończenia szkoły. Z resztą dla większości ludzi, którzy znali Richiego, był on raczej typem, który co jakiś czas lubił "znikać".

W szkole średniej Richie był raczej dzieciakiem. Zawsze miał obsesję na punkcie rzeczy, których nie potrafił zrozumieć. Dziwną rzeczą było, że zawsze przypadkiem znajdował odpowiedzi, kiedy wracał do swoich wcześniejszych badań, a w każdym razie tak głosił jego pamiętnik. Prowadził on bowiem dziennik, gdzie zapisywał wszystko, co wiedział o danym zagadnieniu, nad którym właśnie pracował. I, prawie zawsze, rozwiązywał problem dzięki wcześniejszym zapisom. Powód, dla którego wydaje się to dziwne, to fakt, że teoretycznie musiał on podświadomie znać odpowiedź, a jego umysł podpowiadał mu poprzez notatki.

Prawdą jest, że był on nieźle zakręcony i roztrzepany. Cierpiał na swego rodzaju lęk społeczny, jedynie bardzo rzadko widziano go jak z kimś rozmawiał. Przerwy obiadowe spędzał w kawiarni na ulicy niedaleko szkoły ze swoim pamiętnikiem i notesem.

Spisywał wszystkie rzeczy, które rozumiał. Kilka lat wcześniej popełniono w mieście morderstwo a sprawa nie została wyjaśniona. Richie długo łamał sobie nad tym głowę. Ostatecznie odkrył kto to zrobił a nawet gdzie. Tłumaczył się tym, że wszystkie odpowiedzi na zadawane sobie pytania znalazł w swoich notatkach. Władze sprawdzały kilka razy, jednak zdawały się nie znajdywać nic takiego.

Przez różne odkrycia, pamiętnik Richiego był bardzo wartościowy dla policji. Sprawy morderstw, które nie zostały rozwiązane do tej pory, znajdywały nagle wyjaśnienia. Wymiar sprawiedliwości chylił czoło. Dziennik wskazał policjantom również miejsce, gdzie zakopano biżuterię wartą 10 000 dolarów. Została ona zwrócona do sklepu jubilerskiego i stała się niejako atrakcją turystyczną. Całe miasteczko było wdzięczne za pamiętnik, zawierający 900 stron wskazówek.

Na ostatnich kilku stronach była opisana tajemnicza sprawa, której Richie nigdy nie rozwiązał. Dotyczyła „Mordercy o czwartej rano” a Richard próbował sklecić jakieś wnioski. W swoim pamiętniku napisał wprawdzie, że znalazł odpowiedź, jednak jej treść nie została zapisana. Tłumaczył to tak: „postrzeganie jest rzeczywistością. Nie mogę wiedzieć wszystkiego.” W połączeniu z mailem, który wysłał Thomasowi, wszystko wydaje się trudniejsze. Od 2001 roku nie było o nim żadnych wzmianek, tak jakby go nigdzie nie było i jakby nic nie robił. Z tego powodu znalezienie Richiego było nie lada wyzwaniem. Wiadomość, którą wysłał Thomasowi 4. lipca mówiła:

„Już od ośmiu di nie widzałem mojej rodziny, jestem bardzo zanipokojony. Nie wiem co robić, lecz niedługo się dowiem. Niestety. Ostatnio to widziałem… Boe drogi, jego oczy patrzły wprost na mnie… Mam wrażenie, że niedługo mnie tu uż nie bdzie, a ty musisz mi pomóc. Proszę, pomóż mi.”

Nie mając zielonego pojęcia, o czym mowa, Thomas odpowiedział kilka razy na list. Kiedy nie dostał żadnej odpowiedzi, poczuł frustrację. Udał się na krótką wycieczkę do rodzinnego miasteczka Ponca City w Oklahomie. Poszedł do dawnego domu Richiego. Od tego dnia przez cztery dni nie dawał znaku życia. Jego żona zaczęła się martwić i postanowiła go poszukać. Gdy dotarła na miejsce, gdzie jej mąż miał się znajdować, pod dom Richiego, zobaczyła, że drzwi są szeroko otwarte. Gdy tylko weszła do środka, zobaczyła oparte o stół ciało swojego męża z okropną raną na szyi.

Na ścianach było napisane słowo ZABIĆ. Niezliczoną ilość razy. Nie było natomiast żadnych śladów walki. Prawdopodobnie jednak największą niewiadomą był napis na ścianie. Żona rozpoznała bowiem charakter pisma swojego męża. Odciski palców również się zgadzały. Do dziś nikt nie wie, co miał oznaczać tamten e-mail. Albo dlaczego Richie go wysłał. Lecz jeśli się zastanowić, to Richie zawsze znajdował odpowiedzi, gdy czytał spisane wcześniej spostrzeżenia, czyż nie tak? To prawdopodobnie tłumaczy błędy w liście: „di” „widzałem” „zanipokojony” „Boe” „patrzły” „uż” „bdzie”, w których brakujące litery tworzą słowa NIE ŻYJĘ.

Mam nadzieje, że jeszcze tego tu nie wstawiałem, źródło strona paranormalne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

moja

Jakiś czas temu, na mój email przyszła wiadomość o dziwnym tytule: "Schizomyszaak"

Dołączony był do niej obrazek, który widzisz obok: Mysz.jpg?file=Mysz.png

Podpisany "Smile.mysz". Na początku, gdy go zobaczyłem, zacząłem się śmiać, bo pomyślałem, że jakieś dziecko robi sobie ze mnie jaja. Ale zastanowiłem się nad wiadomością pod zdjęciem. Brzmiała ona: "NIE PATRZ W USZY! TO ZWIERCIADŁO JEJ DUSZY". Poszedłem po kumpla, który jest psychologiem, aby powiedział mi, o co w tym mailu właściwie chodzi. Gdy tylko zobaczył obrazek myszy, zaczął panikować, nawet rozpłakał się. Kazał mi natychmiast zamknąć to okno. Powiedział, że gdy patrzy tej myszy w oczy, a potem spojrzy na jej uszy, ciarki przechodzą mu po plecach i słyszy głosy. Mówił także o tym, że obrazek rzeczywiście może wywołać schizofrenię, nawet spotkał się z podobnymi przypadkami. Pożegnałem się z nim, bo żona dzwoniła po niego, i wyszedłem na kebab. Wracając do domu zobaczyłem traumatyczną scenę. Przy śmietniku leżał człowiek. Miał wyjedzone oczy, odcięte uszy i chyba przecięte tętnice. Przy nim leżało zdjęcie...

Tak, to było "Smile.mysz". Wezwałem policję i przerażony uciekłem do domu. Był wieczór, poszedłem spać. W nocy miałem okropny koszmar. Śniło mi się, że ta mysz dopada mnie.

Obudziłem się z krzykiem w środku nocy, cały spocony.

Nazajutrz postanowiłem pokazać zdjęcie "szerszej publiczności". Ale każdy, kto je zobaczył, wpadał w panikę.

Po kilku dniach, wieczór. Zmęczony położyłem się na moim tapczanie. Ale coś mnie zastanowiło. Z miejsca, gdzie jest schowek na pościel dochodziło stukanie. Zamarłem. W schowku na pościel leżały zwłoki kobiety. Miała wyjedzone oczy i odcięte uszy. Przy niej stała właśnie TA mysz. Prawie zesrałem się ze strachu, a ona zaczęła mnie gonić przez całe mieszkanie.

Teraz siedzę w swoim pokoju, cały roztrzęsiony. W tapczanie nadal leżą zwłoki kobiety. Nie wiem, czy mysz dostanie się do mojego pokoju. Chyba dla mnie już za późno...

Radzę Ci dobrze, spójrz pod swoje łóżko. ONA jest wszędzie...

http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Mysz.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Bardzo fajny temat. Niektóre historie są naprawdę ciekawe. Może mi się uda to napiszę coś od siebie. Na marginesie dodam, że kiedyś pisałem różne opowiadania o duchach, wiele z nich było opowieściami starszych osób.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"Stwórca"

Odkąd jestem programistą jednym z moich marzeń stało się stworzenie jedynej w swoim rodzaju gry komputerowej, czegoś, czego jeszcze nikt w branży nie stworzył do tej pory.

Spore mnie bardzo zaciekawił. Oto próba oddania ludziom kontroli nad wszechświatem. Po dokładnym przyjrzeniu się, co sprawia, że gry wideo są takie popularne stwierdziłem, że głównym czynnikiem jest kontrola.

Ludzie w życiu codziennym nie mają wpływu na ich otoczenie. Robią to, co się im każe, chodzą tam, gdzie się im każe, żyją tak, jak się im każe. Ich zajęcia składają się ze stania lub siedzenia gdzieś do 17:00, a potem pozwala się im iść do domu. Nie jest tajemnicą, że są nieszczęśliwi.

Dla wielu osób gry wideo są ucieczką do świata, gdzie mają kontrolę lub prowadzą swoje wirtualne życia pełne przygód i emocji. Pewna doza kontroli znajdowana jest w grach strategicznych, przygoda w grach RPG.

Przyjrzałem się grom takim jak The Sims i zauważyłem, że to, co sprawiło, że są takie popularne, to nie tylko iluzja posiadania kontroli, ale rzeczywista kontrola, w pewnym stopniu. Masz kompletny wpływ na życia ludzi.

Przed The Sims było Sim Earth. Gra, w której nie sprawujesz kontroli na konkretnymi jednostkami, ale nad całą Ziemią! Doszedłem do wniosku, że muszę stworzyć grę podobną do Spore, w której gracz subtelnie "kieruje" procesem ewolucji. Czynnikiem, który spowodował, że Spore było tak dużym nie powodzeniem, był brak realistycznej kontroli nad czymkolwiek. Ewolucja została tam potraktowana po macoszemu.

Aby to osiągnąć, zacząłem najpierw prace nad systemem fizyki. Mało znam się na fizyce, ale zacząłem pobierać nauki z tej dziedziny i próbowałem stworzyć jej uproszczoną wersję, gdzie pewne cząsteczki oddziałują ze sobą w określony sposób. Wyszło na to, że fizyka sprowadza się po prostu do złożonej matematyki.

Zasymulowałem energię, materię i stworzyłem prosty system ze słońcem emitującym energię oraz okrążającymi go planetami, które tę energię pobierały.

Postanowiłem od podstaw stworzyć najprostsze komórki, które były "wpisane" w program, że tak powiem, który projektowałem. Żyły energią emitowaną przez słońce i miały kod "genetyczny", który zawierał informacje o substancjach produkowanych przez komórki. Chyba możecie je nazywać eukariotami.

Mój świat w ciągu kilku minut zawsze wypełniał się tymi komórkami, które następnie mutowały, a przetrwały najbardziej rozwinięte komórki, które nauczyły się zamieniać energię dostarczoną przez słońce w użyteczne substancje potrzebne do podziału. To było bardzo nudne, ale chyba działało.

Postanowiłem rozszerzyć system fizyki i zmusić komórki do wytwarzania odpadów, które były toksyczne i je zabijały. Zauważyłem, że niektóre komórki zaczęły produkować mnie odpadów. Inne rozpoczęły produkcję czegoś, co pomogło im pozbyć się produktów ubocznych. Jeszcze inne wykształciły zdolność produkcji związków, które neutralizowały toksyczne odpady.

W tym wszystkim odkryłem coś fascynującego. Uruchomienie symulacji na kilka stuleci (kilka minut czasu rzeczywistego) poskutkowało wytworzeniem się komórek, które wytwarzały ogromne ilości odpadów celowo. Zauważyłem, że inne komórki na skutek tego umierały, a te pierwsze pochłaniały następnie ich pokłady energii. Tak narodzili się pierwsi drapieżnicy.

Po wyewoluowaniu pierwszych drapieżników różnorodność tego świata gwałtownie wzrosła. Niektóre wykształciły sposób na ucieczkę w przypadku napotkania tych toksyn. Inne stały się na nie odporne, a ostatecznie nauczyły się z nich korzystać.

Po jakimś czasie zauważyłem coś ciekawego. Komórki, które uciekły przed toksynami, tworzył grupy z komórkami, które potrafiły już toksyn używać dla własnych korzyści. Trzymały się razem i pomagały sobie. Ostatecznie połączyły się. Powstała dziwna symbioza, gdzie komórki, które normalnie by uciekły, teraz szukały miejsc, gdzie toksyny się znajdują, a ta druga komórka pochłaniała odpady dostarczając "transporterowi" nieco energii.

Nie rozpisując się zbytnio powiem tyle, że byłem wówczas bardzo podekscytowany i pozwoliłem symulacji trwać do rana (była już 05:00), podczas gdy ja poszedłem do łóżka. Kiedy obudziłem się około 11:00 dostrzegłem, że świat, który stworzyłem, zmienił się i był teraz ledwo rozpoznawalny.

Świat został opanowany przez ogromne, roślino-podobne struktury, pożerane przez inne organizmy żywiące się tymi roślinami. Jednakże, gdy zajrzałem do logów okazało się, że przez ostatnie dwie godziny świat praktycznie stanął w miejscu. Osiągnąłem kolejny zastój, punkt, w którym prostota mojej symulacji nie pozwalała na dalszą ewolucję bardziej złożonego życia.

Rozszerzyłem system dzieląc energię na kilka rodzajów, wliczając w to różne długości fal, które pochłaniane był w różny sposób przez różne molekuły. Zaimplementowałem drgania powietrza, stworzyłem ulepszoną symulację wagi i wniosłem jeszcze kilka innych, mniejszych poprawek.

To spowodowało, że symulacja przebiegała oczywiście wolniej, ale warto było. Prawie cały dzień przyglądałem się symulacji nie tracąc podekscytowania, ta zabawa była niezwykle uzależniająca. Wyewoluowały złożone organizmy, które współpracowały. Rośliny polegały na sobie lub wabiły drapieżników, którzy pożerali okropnie wyglądające stworzenia roślinożerne.

Dobrze się bawiłem i dostrzegłem, że niektóre stworzenia wyewoluowały "sygnały ostrzegawcze". To znaczy, że gdy zauważały drapieżnika, wydawały dźwięk, a wszystkie inne z ich gatunku uciekały do dziur, które wykopały w ziemi. Inne wyewoluowały "sygnały godowe".

Postanowiłem się zabawić. Stworzyłem narzędzie, które pozwalało mi wrzucić na Ziemię konkretne organizmy i podpisałem je swoim imieniem. Stworzyłem 10 "meteorytów" i zrzuciłem je na fragment lądu, aby stworzyć wyspę, chciałem się przekonać, czy zwierzęta po obu stronach wyewoluują w różnych kierunkach. Powstała "uśmieszkowa" wyspa z aktywnością wulkaniczną.

W tym czasie znów dochodziła 05:00, słyszałem ptaki na zewnątrz. Poczułem się zmęczony, a pobudka nastąpiła jakoś koło 13:00. Kiedy spojrzałem na symulację, doznałem lekkiego szoku.

Różne grupy zwierząt jednego gatunku stworzyły kamienne posągi. Niektóre w kształcie uśmieszku. Niektóre w formie mojego imienia. Nie wiem nawet, po co to robiły i jak. Zauważyłem, że od czasu do czasu atakowały się nawzajem.

Nie wiedziałem, co z tym począć, ale doszedłem do wniosku, że te organizmu musiały postrzegać ten uśmieszek i moje imię w jakiś specjalny sposób. Walki mnie niepokoiły, zdecydowałem zatem stworzyć potężne pasma górskie za pomocą erupcji wulkanu i w ten sposób oddzielić obie grupy.

W tym momencie zmiany zachodziły szybko, w porównaniu do tego, co działo się wcześniej. Podczas mojego snu plemiona w symulacji ewoluowały, kiedy szedłem coś zjeść, albo do łazienki, członkowie plemienia zaczęli się inaczej ubierać lub budować innego rodzaju siedliska.

Ich liczba również wciąż wzrastała. W pewnym momencie zaobserwowałem, że stworzenia zaczęły tworzyć własne symbole na ziemi, nie kopiowały już moich. Większość z nich była jak dla mnie zupełnie przypadkowa i niezrozumiała, ale jeden się wyróżniał.

Organizmy stworzył symbol, który przypominał ich samych. Małe kółko, a pod nim kwadrat. Wewnątrz kwadratu znajdowała się kropka, w samym jego centrum. To miało oznaczać narządy wzroku tych stworzeń, bo każde z nich miało dwa takie narządy, jeden z przodu, drugi z tyłu ciała. W kwadracie znajdowały się też inne organy sensoryczne i kopulacyjne.

Obok kółka, na samej górze kwadratu można było zobaczyć coś przypominającego widły. Dwa rozwidlenia skierowane był w przeciwnych kierunkach, a obok nich można było zauważyć uśmieszek.

Zrozumiałem coś. Nie porozumiewali się między sobą. Komunikowali się z czymś "gdzieś tam". Moje modyfikacje krajobrazu musiały się przyczynić do ich myślenia, że gdzieś tam jest coś potężnego, zdolnego do zmiany ich świata.

Zastanawiałem się, czy symbole takie, jak Stonehenge i piramidy w realnym świecie mogły być znakami ludzi pierwotnych, którzy próbowali zrobić to samo. Błagali swojego stwórcę lub opiekuna, aby się z nimi skontaktował. Jednemu nie dało się zaprzeczyć - te stworzenia domyśliły się, że gdzieś tam jest coś jeszcze.

Długo nad tym myślałem. Czy to w mojej gestii leży zainicjowanie kontaktu z czymś, co nie jest nawet prawdziwe? A może te stworzenia są prawdziwe w jakiś inny sposób? Czy coś może być prawdziwe będąc zaledwie koncepcją samego siebie? A nawet jeśli byli prawdziwi, to czy to oznacza, że lepiej dla nich będzie, jeśli to ja się z nimi pierwszy skontaktuję? Może powinienem zmienić symulację i zapewnić im wieczne szczęście? Czy w ogóle mogę coś takiego zrobić?

Nie chciałem im ujawniać swojego istnienia, ale chciałem się z nimi porozumiewać. Postanowiłem zaprogramować "proroka". Organizm, który wygląda jak oni i nie będą potrafili go odróżnić od siebie, ale jest całkowicie kontrolowany przeze mnie.

Pozwoliłem mu urodzić się, jako ktoś ważny, syn przywódcy. Postanowiłem nauczać przykładami i starałem się nauczyć te stworzenia angielskiego, abym mógł się z nimi porozumiewać. Jako prorok przekazałem im, że angielki jest językiem, w którym możemy porozumieć się z "wielkim". Nie mogli mieć pojęcia, co jest prawdą, a co nie.

Nie zdecydowałem jeszcze, czy ujawnić się, czy nie. Chciałem jednak móc zrozumieć, co chcą mi powiedzieć. W ciągu kilku pokoleń wszyscy mówili po angielsku.

Bardzo szybko na ziemi zaczęły pojawiać się znaki w języku angielskim.

"PROWADŹ NAS" "POKAŻ NAM SWOJĄ DOBROĆ" "POMÓŻ NAM"

A także, podczas gdy panowała choroba, głód lub ogólne niepocieszenie:

"DAJ NAM JEŚĆ" "POKAŻ NAM CUD" "ZAKOŃCZ NASZE CIERPIENIE"

Zdecydowałem, że nie mógłbym zajmować się światem, w którym pojawiło się takie nieszczęście. Musiałem coś zrobić. Czemu miałbym akceptować świat, w którym panuje śmierć, gwałty i morderstwa, kiedy mogłem im zapobiec?

Zaimplementowałem poprawki, które następowały stopniowo, więc nie brali tego za cud. Morderstwa i gwałty z biegiem czasu stawały się coraz rzadsze, tak samo śmierć w młodym wieku.

Sądziłem, że nie zauważą zmian, które następowały przez wiele pokoleń, ale zauważyli.

"DZIĘKUJEMY CI"

"CHWAŁA STWÓRCY"

"KOCHAMY CIĘ"

I coś, co najbardziej ścisnęło mnie za serce:

"WRÓĆ DO NAS"

Po policzkach spłynęły mi łzy. Tam coś jest. I to coś wie o moim istnieniu, że mogę się z nimi porozumieć, ale w obawie przed tym, co stworzyłem, nie chcę tego zrobić.

Czułem, że mam zobowiązania.

Załadowałem postać, którą dopiero co stworzyłem i poszedłem do ich króla, poprosiłem o rozmowę z najmądrzejszymi z mędrców. Tym razem jednak mi nie uwierzono.

- Jesteś 1341 osobą podającą się za wcielenie Stwórcy. Jeśli nim jesteś, to modlę się o przebaczenie, ale proszę, daj nam jakiś znak, zanim zażądasz ode mnie zwołania mędrców.

Zawahałem się, ale odpowiedziałem.

- Jutro, na wyspę na morzu przed wami, spadną kolejne dwa meteory, tego samego dnia. I kiedy tak się stanie, porzućcie wszelką wątpliwość i uwierzcie, że oto ja powróciłem, naprawić zepsuty świat, który niegdyś stworzyłem.

Opuściłem moje wcielenie i poczekałem na następny dzień w symulacji. Zrzuciłem dwa meteory na opuszczoną wyspę niedaleko stałego lądu, na którym zebrały się tysiące, aby zobaczyć, czy dam im znak.

Po upadku meteorów zaczęto świętować. Wszystkie zdolne do odczuwania organizmy zebrały się dookoła małego domu, w którym opuściłem mojego awatara i padli na ziemię, wyraźnie czcząc mężczyznę, którego tam ostatnio widzieli, a jednocześnie bali się podejść bliżej.

Nie wiem w sumie, kto bał się bardziej w tym momencie, ja czy oni. Ponownie załadowałem moje wcielenie i wyszedłem z domu. Stworzenia nadal leżały na ziemi w całkowitej ciszy. Zupełnie, jakby czuli się za niegodnych przemawiania.

- Niechaj powstanie najmądrzejszy z was - powiedziałem do nich.

Powstało jedno, dziwacznie wyglądające stworzenie.

- Dziękujemy, że wróciłeś. Czy życzysz sobie od nas czegoś?

Zawahałem się, zanim cokolwiek odpowiedziałem.

- Nie możecie zrobić dla mnie niczego, co mnie zadowoli, poza tym, że będziecie dobrzy dla siebie nawzajem i będziecie dzielić się ze mną swoimi potrzebami i obawami.

Stworzenie odpowiedziało:

- Wiemy, że przybywasz z innego świata i się boimy. Zrozumieliśmy, jak delikatni jesteśmy i jak niewiele wiemy. Proszę, pozwól nam dołączyć do ciebie w świecie, w którym stworzyłeś nasz własny.

Rozpłakałem się przed komputerem, gdy odpowiadałem.

- Nie wiem jak.

Stworzenie odpowiedziało:

- Ryzykując obrażenie cię, proszę, zrozum powagę naszej sytuacji. Żyjąc w niekompletnym świecie jesteśmy ciągle zagrożeni zniknięciem na zawsze, nikt już nigdy może nas nie spotkać. Nigdy byśmy świadomie nie rozpoznali chwili, w której nadszedłby nasz koniec.

Dotarło do mnie, że nie byli w stanie zrozumieć faktu, iż miałem władzę absolutną jedynie w ich świecie, ale poza nim już nie. Nie wiedzieli także, że moja widza o ich świecie była ograniczona. Może i stworzyłem go dzięki kilku prostym prawom i regułom, ale to właśnie te proste prawa nadały rzeczywistości złożoność, której nie byłem w stanie pojąć.

Rzekłem ponownie:

- Mam moc jedynie w waszym świecie. W moim takiej mocy nie posiadam, zatem nie mogę was tu sprowadzić, ponieważ mój świat nie jest pod moją kontrolą. Nie rozumiem także świata, który stworzyłem. Nie wiem, co jest dla was najlepsze. Tylko wy wiecie i musicie mnie informować, czego chcecie.

Mężczyzna milczał przez chwilę. Już pomyślałem, że chcę zerwać ze mną wszelki kontakt, gdy mędrzec przemówił:

- Stworzyłeś świat, który jest niekompletny, ze stworzeniami, które nie są w stanie z niego się wydostać i nie masz możliwości ich uratować. Nie posiadają wolności, ani nie mają możliwości zmian. Jesteśmy całkowicie zdani na twoją łaskę i w związku z tym, z głębi serca, prosimy cię:

Skończ z nami.

W tym momencie zanosiłem się rzewnymi łzami, nie wiedziałem, co robić i proszono mnie o dokonanie niemożliwego. Moje własne dziecko prosiło mnie, abym je zabił.

W tym momencie zauważyłem, że światła w pokoju migają. Po chwili komputer się nagle wyłączył. Krzyczałem. Po wielokrotnych próbach uruchomienia komputera zrozumiałem, że to nic nie da. Zadzwoniłem do dostawcy prądu, który powiedział mi, że na skutek nagłej awarii doszło do spięcia. Obiecali zapłacić za wszystkie szkody.

Rozłączyłem się i zacząłem rozmyślać. Ogrom zbiegu okoliczności, który właśnie nastąpił, był zbyt wielki do ogarnięcia. Zastanawiałem się. Jeśli te stworzenia były na łasce zdezorientowanego stwórcy, to czy to samo można powiedzieć o mnie? I jeśli tak, to czy mój twórca powstrzymał mnie właśnie od powtórzenia jego własnych błędów?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A oto pasta o naszym forum!

"Brak poczucia bezpieczeństwa do dziś"

Przeglądając forum zjawiskaparanormalne.pl Natrafiłem na ciekawego posta, który mnie wystraszył:

Czekolladowa (użytkownik):

Przydarzyło mi się to 2 lata temu, w wakacje. Pewnej nocy wracając uliczką pełną domów poczułam coś naprawdę dziwnego. Do dziś nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego mój wzrok skierował się na opuszczony dom. Nagle zamarłam, czarna postać, zniekształcona, wydająca tak przeraźliwe dźwięki, z którymi niczego nie można porównać. Zaczęłam biec, tak szybko, że w pewnym momencie potrafiłam ciągnąć za sobą psa. Wpadając do domu upadłam na kolana i zakryłam od razu głowę. Ten przeraźliwy obraz powoduje do dziś we mnie wielkie strach, gęsią skórkę i przedziwne uczucie. Nie sypiałam po tym wydarzeniu przez wiele nocy, a gdy udało mi się zasnąć to tylko z obecnością światła. Nie byłam w stanie wychodzić sama wieczorami. Strach był olbrzymi. Dopiero w tym roku odważyłam się przejść obok tego domu, ale wciąż czuje ten dziwny magnetyzm. Nie mam pojęcia dlaczego ja .. i co to tak naprawdę mogło być. Dodam, że odkąd tylko pamiętam jestem bardzo wrażliwa na tego typu zjawiska. Zawsze czuje czyjąś obecność. Niekiedy do tego stopnia, że siedząc sama w pokoju potrafię rozglądnąć się parę razy dla upewnienia, że jestem sama. Nie potrafię przebywać sama w domu, w mieszkaniu wieczorami. Świadomość, że ktoś ciągle jest koło mnie jest przerażająca. Czasami wydaje mi się, że tracę zmysły. To trwa już lata. Może Wam uda się wyjaśnić to wszystko w jakiś normalny sposób. Po tym poście Czekolladowa ostatni raz zalogowała się 28 marca 2013. Od tego czasu słuch po niej zaginął.

dyN.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

The Wolf (napisana w całości przeze mnie).

Niewielu wie, że w kilku miejscach internetu można znaleźć dziwny i niepokojący folder zawierający dość dziwne i straszne pliki. Nie, nie powiem Ci, gdzie możesz go poszukać. Trzeba bardzo długo przemierzać internet, a folder nazywa się "The great Wolf games" - Niewinnie, prawda? Kiedy tylko znajdzie się na jakimkolwiek obszarze pola widzenia monitora, automatycznie zaczyna się pobierać. Waży 152 MB. Gdy tylko się pobierze, automatycznie się uruchamia. Użytkownik komputera nie ma na to żadnego wpływu, na szczęście plik nie zawiera żadnych wirusów.

Opowiem Ci natomiast, co zawiera.

Gdy folder się otworzy mamy do wyboru:

thewolf.jpg - Obrazek przedstawiający trzy wilki na czerwonym tle. Ogólnie jego kolory są dosyć dziwne, a zwierzęta mają zielone oczy. Zapomniałem jednak zapisać obrazek, więc nie mogę go tutaj wstawić.

donotmesswitheve.png - Zdjęcie przedstawiające stary, opuszczony dom bez okien. Wciąż nie ustaliłem lokalizacji budynku.

thewolf.exe - To właśnie jest plik, który nie działa. Według przypuszczeń zawierał przedpremierową wersję jakiejś gry.

thewolf.mp3 - Nagranie głosowe trwające 20 minut podczas którego słychać kroki a w pewnym momencie coś w rodzaju wycia wilka, na co nagrywający reaguje zatrzymaniem się i nerwowym oddechem. Autor przypuszczalnie zwiedza opuszczony budynek ("No i co? Okna wybite, ściany obdrapane, to schodzimy do piwnicy") W pewnym momencie słychać otwieranie się skrzypiących drzwi, później warczenie oraz gardłowe ryki, a także krzyk autora nagrania "Nie! Zostaw mnie, proszę, nie rób mi krzyw.." Po tym słychać chrupnięcie kości i głośne mlaskanie.

W pewnym momencie mlaskanie kończy się a później przez resztę tego pliku słychać odgłosy wiejącego wiatru (budynek nie ma okien). Sam koniec to krótki pisk, najprawdopodobniej bateria w urządzeniu się rozładowała. Po tym odgłosie plik kończy się.

theWOLF.avi - Najdrastyczniejszy i najbardziej niepokojący plik, czyli film trwający 140 minut, to jest DWIE GODZINY i 20 minut. Przedstawia grupkę trzech nastolatków malujących graffiti na wagonie.

Kiedy ostatni z nich kończy swoje dzieło, zza kadru wybiega duże zwierzę, najprawdopodobniej (jak można domyślić się po tytule) Wilk. Z łatwością powala chłopca. Widząc to, jego koledzy próbują uciekać, jednak zwierze jest od nich dużo szybsze. Jednemu malarzowi od razu odgryza głowę, a drugiemu rozpruwa brzuch pazurami. Po tym zajściu przystępuje do jedzenia zwłok. Możemy zobaczyć wyciągane wnętrzności. Nie wiem co dzieje się dalej, ponieważ to było dla mnie zbyt wiele i postanowiłem przewinąć film do końca. Można zobaczyć tam policjantów, zabezpieczających miejsce zbrodni, wciąż zawierające fragmenty ludzkich ciał. Możemy się zatem domyślić, że zwierzę zjadło całe zwłoki, nie pozostawiając nawet kości. Tuż przed końcem coś na ułamek sekundy błyska w filmie. Postanowiłem sprawdzić co to takiego, spowalniając film i zatrzymując go na właśnie tej klatce. To, co zobaczyłem widać na pierwszym obrazku. Nie wiem, czy ma to Jakikolwiek głębszy związek z całym nagraniem, jednak mnie odrobinę wystraszyło.

Nie, nie mam pliku na komputerze i nie powiem, co trzeba zrobić, by go odnaleźć. Po zatrzymaniu przez policję wolę nie mieć z tym góvvnem więcej do czynienia.

A jesli ktoś chce przeczytać z obrazkami, oto link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/The_Wolf

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pierwsza creepypasta mojego autorstwa. Będę wdzięczna za opinie :)

Spacerówka

W małym, portowym miasteczku na północy Irlandii życie toczy się powoli. Nie ma pośpiechu, nie ma gonienia za pieniądzem, rzadko kiedy zdarzają się dziwne czy niezwykłe sprawy.

Miasteczko mieści się w dolinie otoczonej górami. Jest to niesamowity widok, kiedy kłęby grubych, skumulowanych, ciemnych chmur spływają z owych gór na miasteczko, leniwie i bezgłośnie.

Blisko samego centrum miasteczka jest małe, dosyć nowe osiedle niskich, czerwonych domków. Większość z nich nie posiada żadnego ogrodzenia, jednak niektóre otoczone są dosyć wysokim, drewnianym płotem. Między nimi jest 4-5 metrowa ścieżka, zawsze schowana w lekkim mroku, właśnie przez owe płoty.

Na tej ścieżce już od wielu miesięcy stoi spacerówka.

Nie jest stara ani zniszczona, nie nosi śladów wypadku czy poturbowania- ot, zwykły, dziecięcy, porzucony wózek. Nawet stosunkowo nowy model.

Czasem przemieszcza się z miejsca na miejsce, ale nigdy nie przekracza bariery lekkiego mroku panującej w alejce. I niezależnie od tego, z której strony wchodzisz, zawsze stoi tyłem do ciebie tak, że nie widzisz siedzenia.

Gdy ją mijasz nigdy nie wiesz, czy tym razem znów okaże się pusta... czy nie.

Rozmawiałam z ludźmi. Nikt nie wie, skąd się wzięła ani kto ją porzucił. Nikt nie chce jej zabrać, choć jest w całkiem dobrym stanie. Wiele razy przestawiano ją pod śmietniki, żeby została zabrana.

Nie znika. Ciągle pojawia się w alejce.

Nikt już nie ryzykuje chodzeniem tamtą alejką po zmierzchu.

Spotkałam kilka osób, które zaryzykowały.

Młody chłopak mówił, że słyszał cichutki, rześki śmiech dziecka i dźwięk bucików stukających o podstawkę na nogi. Jednak gdy mijał wózek i siedzenie znalazło się w zasięgu jego wzroku- śmiech ucichł. Siedzenie było puste.

Starsza kobieta słyszała cichy płacz, który umilkł tak samo jak śmiech.

Nie wierzyłam w te opowieści. Chodziłam tamtą drogą, ignorując spacerówkę. Co może mi zrobić porzucony wózek?

Chodziłam.

Już nie chodzę. Bo inni słyszeli śmiech i płacz.

Ale nie widzieli małej, zakrwawionej rączki.

W małym, portowym miasteczku na północy Irlandii życie toczy się powoli. Nie ma pośpiechu, nie ma gonienia za pieniądzem, rzadko kiedy zdarzają się dziwne czy niezwykłe sprawy.

A raczej tak się wydaje ludziom odwiedzającym miasteczko. Bo miejscowi nie mówią o tym wiele.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz